#bNQ3f

Początek nowego millenium. Dyskoteka w małej miejscowości. Wiadomo jaki klimat - połowa osób przyszła się wytańczyć, a druga połowa upić w trupa, wdać się w bójkę, wyrwać "loszkę", zamoczyć kija itp.
Przyjechałem tam bardziej jako obserwator, taki trochę "skrzydłowy" mojego kumpla, który bardzo chciał zagadać do jednej z pracujących tam barmanek. Mniejsza z tym. Grunt, że miałem czas, żeby poobserwować sobie gości i wydarzenia na parkiecie. Szczególnie jedna scena zapadła mi w pamięć.
Siedziałem sobie przy barze sącząc piwko za 5 zł (taaak, to były złote czasy...), kiedy drzwi lokalu otworzyły się i do środka wkroczył Armando - umorusany samoopalaczem goguś z zaczesanym na żel fryzem, postawionym kołnierzykiem, modnej w środowisku posiadaczy leciwych be-emek, koszuli i fikuśnie powycieranych jeansach z cekinami. Ostentacyjnie żuł gumę i kołysał się na wszystkie strony, gdy maszerował.

Wokół boskiego lowelasa krążyło kilku jego wiernych minionów - gości ślepo zapatrzonych w pana Armando będących wiecznie w jego cieniu, ale nieodstępujących go na krok. Don Żuan, pożeracz niewieścich serc, podpłynął (na fali własnej zaj#bistości) do baru, przy którym stała całkiem ładna dziewczyna. Akurat siedziałem na tyle blisko, aby przysłuchać się rozmowie.

- Siemaneszko! - rzucił Armando - Czy wiesz, że na moim penisie powinien być znak ostrzegający?
- Co proszę? - warknęła wyraźnie znudzona kolejnym absztyfikantem niewiasta
- No, tak - kontynuował laluś - tam powinien być napis " Uwaga! Niebezpieczeństwo zadławienia się!"

Przydupasy boskiego czarusia ryknęły wymuszonym śmiechem i w mig rzuciły się do przybijania piątek z mistrzem wyszukanego dowcipu. Dziewczyna tymczasem nawet nie drgnęła. Patrząc na szczerzącego się, zadowolonego z siebie śmieszka odpowiedziała:

- Czekaj, a to nie jest przypadkiem tak, że tego typu napisy umieszczane są na malutkich przedmiotach, które przypadkiem, niezauważenie można połknąć?

Uśmiech zszedł z twarzy zaczerwienionego Armando. Chyba chciał coś powiedzieć, ale nie wytrzymał świdrującego spojrzenia swojej ofiary, która z ciągle taką samą, lekko znudzoną miną, dosłownie przeszywała swoim wzrokiem twarz dyskotekowego podrywacza. Gość spuścił łeb, a aura wokół niego mocno przygasła. Po kilku minutach opuścił lokal wraz ze swoimi wiernymi sługami usiłującymi pocieszyć swego skrzywdzonego pana...

#vPHWS

Ostatnio moje zainteresowanie padło na wyjątkowo drastyczną, przepełnioną brutalnością oraz scenami seksu mangę. Oczywiście, jak to u typowego "mangozjeba", na moim telefonie już po kilku godzinach znajdowało się całkiem sporo fanartów. Nie spodziewając się niczego specjalnego, jeden z nich ustawiłam jako blokadę ekranu.

Wyobraźcie sobie jak wielkie było moje zdziwienie, gdy moja 7-letnia kuzynka rozpoznała wszystkie postacie...

#oaDba

Ludzie lubią mi się żalić i tak mój kumpel mając blisko 30 lat ciągle mi się żalił, że nie wychodzi mu z dziewczynami i w ogóle.

- Stary - mówię - ty masz 30 lat i nadal mieszkasz z rodzicami. Nigdy się nie usamodzielniłeś! Znajdź mieszkanie w centrum, wpadnij ze mną na parę imprez, poznasz ludzi, zobaczysz, jak naprawdę życie wygląda i jakie jest fajne.

Pół roku później przyszedł na imprezę, powiedział, że mieszka niedaleko, zaczął spotykać się z moją koleżanką i nawet fajnie to wszystko wyglądało, a ja się w to w ogóle nie wpierdzielałem. Po kolejnych paru miesiącach przyszła do mnie ta koleżanka, żeby mi się wyżalić. Okazało się, że koleś mieszka w centrum w mieszkaniu, za które płacą jego rodzice, co drugi dzień przyjeżdża do niego mama, żeby mu posprzątać, pozmywać i wstawić pranie, a raz w tygodniu rodzice przywożą mu słoiki z jedzeniem.

Matko boska, co się z nami dzieje ludzie? Weźmy się do życia!

#gigmE

Kiedy byłam mała, miałam jakieś 8 lat, odebrano mnie rodzicom. Trafiłam do cioci, która była moją rodziną zastępczą. Na początku nie zdawałam sobie sprawy co tak naprawdę się stało, bo traktowałam to jak wakacje u cioci.

Po roku czasu rodzice o mnie zapomnieli potraktowali to jak uwolnienie i pozbycie się ciężaru. Bardzo mi ich brakowało. Kiedy wychodziłam ze szkoły i widziałam jak po koleżanki przychodzą rodzice i tulą je na powitanie, robiło mi się smutno i płakałam. Będąc u ''cioci'', która okazała się okropna i traktowała mnie jak śmiecia (dokładnie wiem jak czuł się kopciuszek), zaczęłam wierzyć że moje życie nie ma sensu. Pustkę i ból jaki zostawiła mi rodzina przerodziła się w nienawiść. W wieku 16 lat nie mogłam już wytrzymać w rodzinie zastępczej i uciekłam.

Po pobiciu przez ojca i rodzinę trafiłam do placówki. Każdy mówi że to tragedia w życiu, ale dla mnie to był raj. W końcu poczułam, że jestem bezpieczna i w końcu mogłam żyć normalnie. Placówka wcale mnie nie zniszczyła wręcz przeciwnie, ponieważ jestem teraz dorosłą kobietą, mam super pracę, dostałam się na medycynę i cieszę się każdą chwilą swojego życia. Niczego w życiu nie żałuję, bo to przeżycie sprawiło, że stałam się silniejsza i poradzę sobie w każdej sytuacji, a w przyszłości jak będę miała dzieci, sprawię by miały cudowne życie i oddam im całe swoje serce i miłość jaka jest we mnie. Wszystko co się dzieje w naszym życiu ma jakiś cel.

#dYSnW

Mam 16 lat. Siedzę na łóżku, a policzki mam mokre od łez. Znowu.
Możesz myśleć, że nic nie wiem o życiu. Być może, jednak teraz cierpię i cóż... to właśnie moje życie.

Mam jedenastoletniego brata. Nie znoszę go. Jest wredny, arogancki. Jedyne co potrafi robić to grać w drogie gry i krzyczeć. Ja nie mogę się na niego popatrzeć bo histerycznie płacze i wrzeszczy jak zarzynana świnia. Chyba nie muszę mówić, że od zawsze był faworyzowany i rozpieszczany przez rodziców. Nikt nie może zwrócić mu uwagi, nawet babcia kiedy on rzuca rzeczami i przeklina. Ma jedenaście lat przypominam...

Ja świetnie się uczę, pomagam w domu odkąd ojciec stracił pracę. Wracałam po szkole do domu, sprzątałam, gotowałam obiad, a kiedy wieczorem położyłam się na kanapie z książką, byłam wyzywana od niewdzięcznych gówniar. Doszło do tego, że dostawałam zakazy na książki, bo ponoć mnie odmóżdżały.

W przyszłości chciałabym założyć fundację ratującą dzikie zwierzęta. Kiedy płakałam po stracie ukochanego pupila, ojciec bardzo się zezłościł. On uważa, że byłabym w stanie zabić człowieka, że nienawidzę ludzi i nie umiem kochać. Tak, powiedział mi że nie znam miłości. Że nigdy się nie zakocham, bo jestem złym człowiekiem. Obydwoje uważają mnie za potwora bez przyjaciół. Za dziwaka który większość czasu spędza przy książkach lub na leśnych spacerach, gdzie tylko tam mogę spokojnie się wypłakać. Nie mam przyjaciół, bo moja matka sceptycznie patrzy na każdego, a ojciec wyśmiewa po kryjomu moją przyjaciółkę z nadwagą. Czuję się bardzo samotna, bo boję się zaufać ludziom. Chciałam przełamać się i dołączyć do wolontariatu. Zostałam wyśmiana przez rodziców.

Jestem osobą wrażliwą, ale ja ukrywam uczucia. Nie lubię się afiszować z nimi, nie krzyczę, nie płaczę w towarzystwie, ale wewnętrznie codziennie umieram.
Znalazłam ostatnio stare pamiętniki i swoje notatki kiedy z roku na rok planowałam samobójstwo. Teraz tego nie robię, wierzę w lepsze jutro, nadzieję, wolność i miłość. Jeśli sama nie znajdę szczęścia, to spróbuję zmienić życie osób i zwierząt, które będą tego potrzebować.

Teraz muszę uwolnić się od rodziców i od września zamieszkam w internacie. Mam nadzieję odżyć i znaleźć osoby, dla których będę mogła żyć.

#yMW4X

Mam 16 lat. Dziś dowiedziałam się, że tuż po narodzinach zostałam podmieniona w szpitalu. Tak naprawdę moja biologiczna matka zmarła po porodzie, a ojcem jest 42-letni ksiądz z pobliskiej parafii, w którym do tej pory się podkochiwałam.

Moje życie to jeden wielki scenariusz do "Ukrytej Prawdy".

#yfFsM

Krótkim słowem wstępu. Mam męża Kubę, dwójkę dzieci i trzydziestkę na karku - jesteśmy szczęśliwą rodziną.

Kilka dni temu leżałam z mężem w łóżku przed snem. Czytałam książkę, on zajmował się czymś na swoim laptopie. Nagle Kuba się rozpłakał, przestraszona zapytałam co się stało. Przez łzy powiedział mi, że grał w Minecrafta i rozpłakał się, ponieważ diamentowy kilof wpadł mu do lawy...

Pierwszy raz widziałam, żeby ten człowiek kiedykolwiek płakał.

#puCxI

Dziś moja 7-letnia córka podbiega do mnie i krzyczy:
- Mamo, mamo, mogę opowiedzieć ci kawał?
Jako, że kawały mojej córci to zwykle opowieści bez żadnej puenty, po których śmieje się tylko moja córcia, odpowiadam:
- No dawaj.
Z diabelskim uśmiechem mówi:
- Wiesz, dlaczego u smerfów nigdy nie było wojny?
Stoję i myślę. No nie wiem. Na to córcia:
- BO SMERFETKA DAWAŁA WSZYSTKIM PO RÓWNO!
- Boooże, dziecko co?
- Nie co, tylko czego - cukierków!
Dodaj anonimowe wyznanie