#cYRCv

Zdarzyło się to pewnego razu podczas wycieczki szkolnej. Jedliśmy śniadanie na wielkiej sali przy kilkuosobowych stołach. Smaruje sobie chleb masełkiem, kiedy nagle ktoś podchodzi i pyta czy tutaj jest wolne. Ja jakby nigdy nic odpowiadam: tak, tak, siadaj sobie. I nie podnosząc wzroku znad kanapki, dalej smaruje.

To była kelnerka. Zaśmiała się, zabrała wolny talerz i poszła.

#5lqNY

Jak to czasami powraca wiara w ludzi...

Niedawno pracowałam w lodziarni. Typowo wakacyjna praca. Sytuacja działa się w sobotę. Było jeszcze dość wcześnie, więc zabrałam się za sprzątanie tarasu, ponieważ później nie miałabym czasu. Przyszło jakieś starsze małżeństwo z wnuczką zjeść lody i chwilę posiedzieć. I usłyszałam, że babcia mówi do dziecka, "patrz, wnusiu jak pani ciężko pracuje...". Ja mając w głowie przeczytanych kilka wyznań o tym, jak to trzeba uczyć się, żeby nie wylądować np. na kasie w supermarkecie byłam przygotowana na to, że i mnie taki nie wdzięczny los spotkał. Nic bardziej mylnego!

Babcia: - Widzisz, pani pewnie zarabia sobie na wakacje. Ty też kiedyś będziesz tak pracowała.
Dziewczynka lekko zdziwiona tym, co babcia powiedziała: - Tak?
Babcia: - No tak, także musisz się uczyć jak sprzątać, bo nie zawsze będziesz miała wakacje takie jak u nas, że ci wszystko fundujemy.

Dziewczynka troszkę jeszcze pomarudziła, ale w końcu przyznała babci rację. Tylko wizja posprzątania domu dziadków nie za bardzo do niej przemawiała ;) Państwo byli jednymi z najbardziej miłych klientów jakich miałam. Na koniec życzyli mi udanych wakacji, wszystkiego najlepszego. Dodali też, że jestem wspaniałą osobą, która tak potrafi o siebie zadbać. Poprawili mi humor na prawie cały dzień, który niestety zepsuł mi piekielny szef, ale chyba o tym powinno być inne wyznanie.

#C6wmG

Spotykałem się z dziewczyną, która ma córkę, mała miała wtedy z 8 lat. Zamieszkaliśmy w końcu ze sobą...

Na pierwsze spędzone wspólnie urodziny małej zrobiłem coś takiego: w nocy poprzyklejałem jej w pokoju masę żółtych karteczek ze strzałkami, które wskazywały na drzwi. Na klamce był woreczek z listem rozpoczynającym zagadkową grę i z całą serią zadań. Leżałem jeszcze w łóżku, kiedy mała wstała i widziałem przez uchylone drzwi, jak ta biega po mieszkaniu, znajduje nowe przedmioty i rozwiązuje kolejne zadania.

Elementy zagadek były poukrywane w pralce, za obrazkami czy w szafkach, a każde kolejne miejsce nie było jasno opisane i słyszałem, jak idąc z pokoju do salonu czytała np. na głos "król stworzony ze swego królestwa da Ci znak" i potem kminiła głośno "król, z królestwa, stworzony, król... stworzony król? Król.. król... to nie może być zwykły król, to może król dżungli! Tak! Król dżungli, czyli lew, zrobiony z dżungli, czyli z drewna! TAK! Figurka lwa w salonie koło telewizora!" i biegła do salonu, żeby pod figurką lwa znaleźć obrysowany kredą kształt i kolejny liścik - kiedy dopasowała lwa do kształtu i zgodnie z liścikiem włączyła światło, to szklane lwie oko odbijało światło rzucając "zajączka" na książkę, w której była kolejna zagadka i tak dalej, i tak dalej. Ostatecznym celem był oczywiście urodzinowy prezent.

Teraz co roku prosi o taką urodzinową "grę" i nie zależy jej na żadnym prezencie, tylko chce ciągle przeżywać swoją nową urodzinową przygodę, najlepiej, że ma już 18 lat! :D

#EajqW

Ciężki jest żywot grubego, nerdowskiego no-life'a. Kiedy byłem studentem i mieszkałem w akademiku to wszyscy moi sąsiedzi mieli dziewczyny, z którymi w nocy uprawiali seks. Wiadomka - ściany akademika są cienkie niczym bibułki do kręcenia jointów, więc leżąc samotnie w łóżku słyszałem każde najmniejsze sapnięcie czy jęk. Kuliłem się wtedy i dławiłem uczucie głębokiego zażenowania połączonego ze szlochem nad moim mizernym życiem...
Pewnego dnia wpadłem na znakomity pomysł. Żeby w oczach moich znajomych nie wyjść na beznadziejnego prawiczka, którym oczywiście byłem, postanowiłem dać im do zrozumienia, że moje życie seksualne jest równie bujne, co ich.

Późnym wieczorem podłączyłem więc głośniki do laptopa, a następnie zanurkowałem w odmętach mojego przepastnego fap-folderu. A musicie wiedzieć, że było to prawdziwe morze zacnego kontentu. W folderze "amatorki", w podfolderze "rude", w podpodfolderze "duże cycki" znalazłem to, czego szukałem. Ustawiłem odpowiednią głośność i siup! Wzdychania, jęki, rozkosz, silikon! Od siebie, żeby mój show brzmiał naturalniej, też coś dawałem. Czasem zakrzyknąłem: "Lubisz to, mała, luuubisz?", jednocześnie uderzając rozklekotanym łóżkiem o ścianę. Efekt był fantastyczny!

I pewnie wszyscy wokół daliby się nabrać, gdyby nie sygnał nadchodzącego połączenia wydany przez program Skype. Akurat jak na złość w tym momencie musiała do mnie zadzwonić mama! Zza ścian dał się słyszeć głośny śmiech wszystkich moich sąsiadów. Usiłując wyłączyć program, przez przypadek odebrałem połączenie i teraz oprócz orgazmicznych jęków dało się słyszeć moją rodzicielkę: "Krzysiu, co tak tam głośno u ciebie? Masz gości? To ja może potem zadzwonię? Rosołek dla ciebie mam, to jakoś bym ci jutro podrzuciła..."
Przez dobry miesiąc nie mogłem spojrzeć w oczy szydzących ze mnie znajomych oraz... mojej mamy, oczywiście.
Kończąc to żenujące wspomnienie chcę dodać, że obecnie nie jestem już gruby i nie mam tak debilnych pomysłów. Mam za to dziewczynę, której nigdy, ale to nigdy nie powiem o mojej akademickiej wtopie.

#yRv9a

Moi rodzice są bardzo pruderyjni. Możecie wierzyć lub nie, ale przez to mniej więcej do 9 roku życia nie miałam zupełnie pojęcia, skąd się biorą dzieci. Nawet nie wiedziałam, że jest coś takiego jak seks. Owszem, czasem zerknęłam ukradkiem na jakąś erotyczną scenę w filmie, ale myślałam, że w tych scenach pary wyłącznie się całują, a dlatego robią to nago i w łóżku, bo tak wygodniej.

Urodziłam się jeszcze w tak zwanej "tamtej Polsce" (czyli za PRL-u), więc też nie było za bardzo gdzie dowiadywać się o pewnych rzeczach, więc tak sobie żyłam w nieświadomości do trzeciej klasy i wyjazdu na zieloną szkołę. Tam właśnie zostałam "uświadomiona" przez dzieci, że żeby mama zaszła w ciążę, to tata musi ją zgwałcić, czyli włożyć swojego siusiaka do dziurki, którą mama sika (tak to zostało przedstawione). Przyjęłam to do wiadomości, ale że byłam ciekawa, to po powrocie do domu sprawdziłam w słowniku, co znaczy słowo "gwałcić".

Wierzcie mi bądź nie, ale to był dla mnie taki szok, że przez kilka tygodni przeżywałam, że mój tata jest złym człowiekiem, bo w końcu skrzywdził mamę. Długo unikałam taty i się do niego nie odzywałam. Było mi też głupio, że po to, żebym się urodziła, mama musiała tyle cierpieć. Gdy już dowiedziałam się, jak to naprawdę jest z tym seksem, to bardzo mi ulżyło. W każdym razie obiecałam sobie, że mojego dziecka nigdy nie pozostawię w niewiedzy.

#gNLd5

Gdy byłem młodszy nie miałem telefonu.
Chciałem wyjść na dwór ale wiedziałem, że mama nie ma klucza.
Napisałem więc na kartce "klucz jest pod wycieraczką", zostawiłem ją na stole zamknąłem drzwi i wyszedłem.
Mama domyśliła się gdzie jest klucz gdy wróciła, a kiedy zobaczyła kartkę na stole pomyślała - debile, wszędzie debile.

#JIsni

Mieszkam sobie w bloku, dość starym i słychać przez ściany dosłownie wszystko. Jakieś dwa lata temu poznałam genialnego aktora, miał konto na Vine i śpiewał przecudownie. Raz postanowiłam posłuchać sobie jego pioseneczki w mieszkaniu. Słucham sobie i nagle słyszę od mojej sąsiadki:
- O, ja też słucham Thomasa Sandersa!

Moja sąsiadka ma na imię Elżbieta i 76 lat.
Dodaj anonimowe wyznanie