Rodzice zrobili mi całą długą tyradę na temat tego, jaka jestem beznadziejna, że chcę iść na wesele w trampkach.
Wesele jest na wsi na łące.
Kiedy miałam naście lat, pożyczyłam ówczesnej, jak mi się zdawało, przyjaciółce kasetę magnetofonową. Kaseta była z trudem zdobyta i zawierała utwory mojego najukochańszego zespołu. Po kilku tygodniach poprosiłam tę dziewczynę o zwrot mojej własności. Ona bezczelnie kłamała, że jej takiej kasety nie pożyczałam. Na moje uwagi, że nie mam sklerozy, zarzekała się, że takiej kasety na oczy nie widziała. Mimo, że dobrze pamiętałam okoliczności pożyczki, nie byłam w stanie jej udowodnić, że mam rację; musiałabym jej zrobić rewizję. :-)
Jakiś czas później ona pożyczyła mi kasetę z jakąś składanką. Potem były wakacje, podczas których z uwagi na wyjazdy prawie się nie widywałyśmy, a po wakacjach poszłyśmy do różnych szkół średnich. Po kilku miesiącach koleżanka przyszła do mnie i poprosiła, żebym jej oddała kasetę. Już miałam po nią polecieć, ale przypomniałam sobie tamtą sytuację i postąpiłam dokładnie tak, jak ona wcześniej. Dziewczyna była w szoku - jak to nie ma u mnie tej kasety...?! Zaczęła wymieniać, jakie utwory były na niej nagrane itd. Ale w końcu odeszła z kwitkiem. Było mi głupio przed samą sobą, bo zawsze staram się być uczciwa, jednak nie mogłam wtedy się powstrzymać.
Od tamtej pory minęło wiele lat, a mnie się od czasu do czasu przypomina ta sytuacja. Nie myślałam wtedy, że kiedyś będzie Internet i wysłuchanie ulubionych piosenek nie będzie żadnym problemem. :-) Wciąż jeszcze mam czasem wyrzuty sumienia...
Moja mama wychodzi na dwór, mój tato na pole, a ja czuję się przez to trochę jakbym był dwujęzyczny.
Pomyślałam, że dodanie na snapchacie chłopaka, za którym szaleję, będzie dobrym pomysłem. On w tym samym czasie pomyślał, że zablokowanie mnie będzie dobrym pomysłem.
Powiedziałam mojemu wieloletniemu mężowi, że czuję się samotna. "Co mogę dla ciebie zrobić?" - spytał, a ja powiedziałam mu, że wystarczy, żeby ze mną porozmawiał. W połowie mojego zdania usnął i zaczął chrapać.
Dawno temu, wczesne lata 80. Mogłem mieć wtedy nie więcej niż 3-4 lata, ale to wspomnienie wyryło się w mojej pamięci jak w kamieniu. Z rodzicami mieszkałem jeszcze u dziadków (blok, parter), ale wtedy w domu byłem tylko ja i moja mama. Pamiętam, jak mama otworzyła komuś drzwi (później słyszałem, że facet podał się za kolegę taty). Wszedł mężczyzna i zaczął dusić moją mamę. Nie wiem, co go spłoszyło, ale w którymś momencie przestał i wyszedł. Ja oczywiście nie zrobiłem nic, bo nie wiedziałem o co w ogóle chodzi. Później wrócił tata z dziadkiem i jak się dowiedzieli, to poszli szukać tego faceta, ale oczywiście nie znaleźli.
Przypuszczam, że jest to jedno z tych wspomnień, które kształtują naszą osobowość, chociaż nie zdajemy sobie z tego sprawy.
Teraz mam ponad 30 lat, od 5 jestem żonaty i mamy cudownego półtorarocznego synka. Mieszkamy na wsi (wyprowadziłem się do żony) w piętrowym domu. Na dole teściowa, górę mamy dla siebie. Gdzie haczyk? W każdym pokoju w jakiejś szafie/szafce mam schowaną ponad półmetrową maczetę. W łazience za kafelkiem pod wanną nóż wojskowy w woreczku foliowym. W sypialni oprócz maczety łuk sportowy (lubiłem czasem strzelać rekreacyjnie), na strychu dwie repliki mieczy rycerskich (bawię się w odtwórstwo średniowieczne). Rodzina i znajomi/sąsiedzi zawsze wchodzą bez pukania, ale ja za każdym razem, jak nie rozpoznaję głosu na dole, odruchowo sprawdzam, do którego narzędzia mam najbliżej i jak szybko jestem w stanie go dobyć. To samo przy dzwonku do drzwi. Zanim zejdę otworzyć, w myślach układam plan dotarcia do najbliższego ostrego przedmiotu.
Nigdy nie pozwolę nikomu skrzywdzić mojej rodziny, nawet za cenę więzienia. Może to paranoja, ale tak już mam.
Zawsze kiedy ktoś napisze w komentarzu pod wyznaniem "skisłam/em", to wyjmuję z szafy brystol z narysowanym wielkim słoikiem kiszonych ogóreczków i piszę na jednym z nich nick tejże osoby.
Ba! Jeśli ktoś się nazywa np. "kotek", to jego ogóreczek będzie miał uszka i nosek.
Drodzy anonimowi! Od dzisiaj można się chować w słoiku!
Mam siostrę bliźniaczkę. Jesteśmy do siebie zniewalająco podobne.
Czasami jak patrzę na nią, to się załamuję i myślę sobie "dlaczego ja muszę być taka brzydka?".
Mój tata jest dekarzem, potrafi robić cudne dachy i jest w tym specjalistą. Mieszkamy w domu wybudowanym jakieś 6 lat temu i nadal nie mamy ukończonego dachu. Mówią "szewc bez butów chodzi", przysłowie jak najbardziej trafne.
Jestem facetem. Mam pewne bardzo nietypowe hobby. Na pewnym portalu społecznościowym ze słoneczkiem w logo podszywam się pod kobietę, aby pomóc nieśmiałym facetom często odrzucanym przez społeczeństwo, ruszyć się z domu wyjść na miasto. Większości z nich sytuacja jest tragiczna. Ogólnie pomagam im ułożyć sobie życie.
Mimo że to dziwne i nienormalne już 6 moich podopiecznych znalazło swoją drugą połówkę. Rzecz jasna nigdy się nie dowiedzieli z kim naprawdę pisali...
Dodaj anonimowe wyznanie