#QnCuD

Kiedyś zostałem zaproszony na pewną imprezę do nowo poznanego znajomego. Wiadomo - kupiłem jakiś prezent i butelkę szampana dla gospodarzy. Nie spodziewałem się jednak, że to nie będzie jakaś tam zwykła balanga, a spotkanie w eleganckim klubie (który należy do wspomnianego kolegi), gdzie obowiązującym odzieniem będzie koszula, schludny garnitur i spodnie w kancik, czyli tzw. strój wieczorowy.
Kiedy wszedłem do lokalu w mojej przydużej bluzie, krótkich spodenkach i adidasach, wszyscy na mnie spojrzeli z zaskoczeniem. Wtedy dopiero do mnie dotarło jaką wtopę popełniłem. Uratował mnie gospodarz, który szybko do mnie podbiegł i jak gdyby nigdy nic zaczął przedstawiać gościom. Podał mi lampkę szampana i powiedział, że zaraz wróci.
Faktycznie wrócił. Ubrany w przydużą bluzę, krótkie spodenki i... Kuboty. Zrobił to tylko po to, abym nie czuł się skrępowany moją naganną kreacją. Mam naprawdę fajnego kolegę!

#iQmVE

Historia przypomniała mi się, kiedy znalazłam swoje zeszyty z podstawówki.

Gdy byłam w drugiej klasie, moim ulubionym zajęciem było ozdabianie zeszytów. Szlaczki, obrazki dopasowane do tematyki lekcji i wiele innych. Rysowałam pomimo tego, że artysta był ze mnie marny. I wtedy pojawiło się moje wybawienie. Chłopak mojej siostry nauczył mnie rysować piękne gwiazdki bez odrywania ręki. Stwierdziłam, że będzie to idealna ozdoba zeszytu do religii.

Moje gwiazdki umieszczone w prawie każdej wolnej części zeszytu nie spodobały się jednak siostrze zakonnej, z którą miałam lekcje. Po tym jak kolejny raz zebrała nam zeszyty do sprawdzenia, poprosiła mnie po lekcji i mówiła coś o zakazanym symbolu. Ja oczywiście nie wzięłam sobie tego do serca, bo gwiazdki widziałam przecież wszędzie.

I gdy teraz, po jakichś 15 latach, przeglądam zeszyty pełne żółtych pentagramów, już chyba rozumiem o co jej chodziło...

#SySDR

Miałam próbę samobójczą. Byłam pewna, że się powiedzie i dlatego zostawiłam list, w którym opisałam doręczenie mnie przez bandę dziewczyn z mojej klasy.

Podczas gdy ja byłam w psychiatryku, moja mama wysłała im kopię.
Od razu powiem, że nie mam jej tego za złe, wiem, jak ciężko jej było żyć z wiedzą, że jej córka chciała odebrać sobie życie przez dwie 14-letnie dziewczyny.
Coś mi się wydaje, że ją przeczytały, bo teraz nie mają odwagi spojrzeć mi w oczy, nie mówiąc nawet o odezwaniu się.

A pomyśleć, że obelgi, bicie i niszczenie człowieka jeszcze kilka miesięcy wcześniej przychodziło im z taką łatwością...

#ag97n

Bardzo często podczas posiedzenia w toalecie biorę jakiś tusz do rzęs albo kredkę do oczu i coś sobie rysuję na nogach, brzuchu lub wzgórku łonowym.

Pewnej soboty narysowałam sobie piękną kaczuszkę na wcześniej wspomnianym wzgórku łonowym, ubrałam się i wyszłam z toalety. Pech chciał, że tego dnia źle się poczułam, straciłam przytomność i zostałam zabrana na pogotowie. W szpitalu okazało się, że muszę mieć przeprowadzony zabieg, który wykonuje się w okolicy pachwin, tak więc zostałam rozebrana, a moją kaczuchę zobaczyli lekarze.

Nadal czasem sobie coś tam rysuję.

#qnu67

Kiedy miałem 13 lat odkryłem magię masturbacji. Po kłótni z rodzicami postanowiłem się zemścić i zostawiłem swój spust w niedzielnym rosole, który potem zjedli.

5 lat się z tym kryłem, aż do teraz. Dzień w dzień prześladowała mnie ta myśl. Dzięki, że wreszcie mogłem to z siebie wyrzucić. Przepraszam was za to, droga rodzinko.

#PY4Ja

Najgłębszy friendzone świata.

Mam współlokatora, w którym od dawna się podkochuję. Ma dziewczynę, nazwijmy ją Maja, nad czym bardzo ubolewam.

Pewnego razu wróciłam później po pracy do mieszkania, wchodzę, patrzę, i nie wierzę. Na podłodze szlak z róż prowadzący do sypialni mojego lokatora, który stoi w drzwiach nagi jak go pan Bóg stworzył...
Powiem tylko tyle - to był najlepszy seks w moim życiu.

Rano budzę się, patrzę, romantyk leży obok mnie i się na mnie patrzy. Po chwili pyta "Jak ci było?", więc odpowiadam, że wspaniale, że lepiej być nie mogło.

Na to on, uradowany, wyskakuje z łóżka i zaczyna się ubierać. Patrzę na niego zdziwiona, a on krzyczy "Dzięki, chciałem się tylko sprawdzić, lecę do Majki!", po czym wybiega w podskokach.

Jestem w dupie.

#AHhtH

Wyznanie gówniane.
Jak miałam 6-7 lat, byłam u koleżanki. Naszła mnie nagła, grubsza potrzeba, więc poszłam skorzystać z łazienki, drzwi nie miały zamka. Siedzę, robię swoje, nagle drzwi się otwierają i widzę w nich dziewczynę starszego brata koleżanki. Skrzywiła się, rzuciła coś w stylu "sra się u siebie, gówniaro" i wyszła.

Sytuacja pewnie rozeszłaby się po kościach, ale cóż... Jak wychodziłam od koleżanki, to dziewczyna siedziała na schodach przed domem razem z dwiema znajomymi, widząc mnie zaczęła im opowiadać całą sytuację i śmiać się ze mnie.
Od tamtej pory byłam przez nią regularnie wyśmiewana, nie odpuściła żadnej chwili, żeby mnie wyśmiać z tego powodu. Zerwałam kontakt z koleżanką, unikałam jej jak mogłam, ale że mieszkałyśmy na tym samym osiedlu, było ciężko.

I tak z durnej pierdoły, głupoty, która mogłaby rozejść się po kościach, zrobiła się mega fobia - nie byłam w stanie załatwić grubszej potrzeby poza domem, a do ubikacji bez zamka w ogóle nie wchodziłam, chyba że miałam możliwość przytrzymania drzwi ręką. Wiedząc, że gdzieś wychodzę, specjalnie nie jadłam, żeby nie mieć potrzeby korzystania z toalety. Na wyjazdach często była tragedia, musiałam kombinować i czekać aż wszyscy wyjdą, żeby skorzystać, bo nawet obecność innych osób za drzwiami doprowadzała mnie do paniki.

Dziś mam 25 lat i dopiero udało mi się w znacznym stopniu to przezwyciężyć - wczoraj pierwszy raz skorzystałam z publicznej toalety na dworcu w grubszej sprawie i nie przypłaciłam tego atakiem paniki.

Ot, krótkie wyznanie o tym, jak jedna pierdoła może skomplikować życie 0_0
Dodaj anonimowe wyznanie