Rzecz będzie o sąsiadach...
Sąsiadach z bloku i znieczulicy.
Będąc małą dziewczynką zasypiałam co noc z bólem brzucha i z myślą "czy on to dziś znowu zrobi?"
On ojciec - agresywny alkoholik, psychopata.
Lubił wracać do domu między pierwszą a drugą, pijany w sztok, ale nie na tyle mocno pijany by iść spać, jednak na tyle niedopity by za włosy wywlekać nas śpiących (dwóch braci i matkę ) z łóżek... wrzeszczeć, bić, szarpać, kopać... i tak do wczesnych godzin porannych...
Boże jak ja go wtedy nienawidziłam!
Jak ja wtedy się bałam o mamę, braci. Nie siebie, nie! Ja mogłam umrzeć, byleby on już tego więcej nie robił!
Tylko tyle wtedy mogłam, będąc małym wystraszonym na śmierć bąblem...
Dziś jestem dorosłą kobietą, mam poukładane życie rodzinne i szczęśliwy mikroświat .
Dziś nie ma już ojca... zapił się na śmierć, ale konał w strasznych męczarniach.
Nie ma też moich braci - obaj wybrali tą samą drogę co on... nie udało mi się ich uratować... Ludzka psychika jest zbyt krucha... ojciec ich złamał na amen.
Wynik 3:0 dla wódy!
Nie ma ich...
Nie ma bólu.
Wstydu.
Rozpaczy.
Bezsilności.
Został żal.
Został blok.
Dawno już nikogo z mojej rodziny tam nie ma.
Są natomiast Ci sami sąsiedzi, dziś mocno starsi .Czasem widuje ich na mieście
I kiedy mówię im "dzień dobry" zabiłam ich wzrokiem bezdźwięcznie pytając DLACZEGO?
DLACZEGO PRZEZ TYLE LAT NIKT NAS WTEDY NIE RATOWAŁ?
DLACZEGO NIKT NIE REAGOWAŁ?
DLACZEGO KAŻDY UDAWAŁ, ŻE NIE SŁYSZY?
Widzę, że mnie poznają...
Widzę to po ich twarzach...
Odpowiedzi jednak nie widzę...
Niedawno dowiedziałem się, że najlepszym motywatorem w treningu biegowym są błyskawice i nagłe nawałnice. Moja apka od biegania jeszcze nigdy nie widziała takich wyników.
Jako dziecko co niedzielę chodziłam do kościoła, do pobliskiej parafii. (Teraz wiadomo, obowiązki w domu, praca. Z dzieciakami będę chodzić).
Kościół był wielki, z dużym ołtarzem, wielkimi organami (dzisiaj myślę, że im skromniej tym lepiej, a kasę proboszcz mógł dać biednym parafianom).
Ale no nic, nie o pieniądzach będzie to wyznanie.
Miałam 5/6 lat, ksiądz mówi /śpiewa, parafianie razem z nim. I nagle organy i ON. Głos nie wiem skąd, śpiewa razem z ludźmi, potężnym głosem, po polsku, po łacinie. ON głos nie wiadomo skąd.
Każdy mądry wie, że to organista...
A ja myślałam, że to Jezus mówi i śpiewa do swoich ludzi.
W pierwszej klasie gimnazjum dostałam pierwszy okres. Przez prawie całe trzy lata tej szkoły, panicznie bałam (wstydziłam?) się kupować podpaski. Jako biedna, zakompleksiona i nieśmiała nastolatka, wierzyłam, że wszystko co związane z seksem, intymnością i cielesnością to wstyd, tabu i obrzydliwość - więc szyłam sobie ze skrawków materiałów podpaski, które wypychałam watą i papierem, czasem używałam zwiniętych w rulon płatków kosmetycznych jako tamponów. Męka.
Właśnie dlatego, edukacja seksualna jest potrzebna!
Krótko i na temat.
Kiedy się bardzo stresuję i chcę rozładować napięcie, to puszczam sobie bańki mydlane z okna o 1-2 nad ranem.
Mam 25 lat...
W czasach wczesnego dzieciństwa, byłem święcie przekonany iż czas płynie tylko w moim otoczeniu. Sądziłem, że gdy przestaje kogoś lub coś obserwować ruch tych obiektów zamiera do czasu aż ponownie je zauważę. Miałem tak do około 7 roku życia.
Ot, taka historia jak dzieci dziwnie potrafią interpretować swoje otoczenie.
Ostatnio bardzo dużo pracuję i dziś po 2 godzinach drzemki rzuciłem się do roboty na 9-godzinną zmianę. Żeby nie walnąć na twarz wypiłem dwie kawy i trzy energetyki, teraz nie czuję nawet własnej twarzy, a ta praca polega głównie na uśmiechaniu się do klientów.
Gdy miałam może 6-8 lat, w kościele gdy zawsze przychodziłam ksiądz czytał nazwiska różnych ludzi, których nie znałam, a później wszyscy odmawialiśmy dziesiątek różańca. Zawsze chciałam być wyczytana, to było moje marzenie.
Dopiero kilka lat później dowiedziałam się, że są to wypominki, na których czyta się nazwiska ludzi, którzy zmarli...
Jako gówniak bez prawa głosu w kwestii tego, co dzieje się z moim życiem, zostałem zapisany do konserwatywnej katolickiej szkoły. Fakt, że jestem gejem, wcale mi nie pomógł w życiu i w szkole.
Po kilku latach tułaczki po świecie wróciłam do własnego mieszkania w rodzinnym mieście. I przeraziła mnie ilość meneli i Sebixów na osiedlu. Minimum raz w tygodniu dzwonię na policję (najczęściej w sobotę w nocy), bo jakieś bójki, bo wrzaski. Zawsze słyszę, że zgłoszenie już było, patrol już jedzie... a jeszcze ani razu nie dojechał. Menele po kilku razach przestali reagować na prośby i groźby.
Znalazłam dzisiaj przy sprzątaniu starego smartfona. Zamontuję sobie na parapecie 'osiedlowy monitoring' i będę co ciekawsze fragmenty wysyłać do mundurowych. Nie wiem co innego mogę zrobić.
Dodaj anonimowe wyznanie