#fWuc2

Kamil od dzieciaka nie miał łatwo. Wychował się na typowym osiedlu znanym z powszechnej patologii. Jego rodzina była dokładnie taka sama jak wszyscy jego sąsiedzi - dwóch Sebkowych braci, jedna Karynka, Grażynka z podbitym okiem w wersji moherek i Janusz - samiec alfa zawsze z wódeczką w łapie. Chciałbym tu napisać, że Kamil różnił się od nich wszystkich, ale tak nie było. Ogolony na zero, w dresiku i z rozbieganym spojrzeniem - tak pamiętam go z gimnazjum. Dwa razy kiblował, w tym raz w mojej klasie. Raczej się mijaliśmy, wolałem z nim nie zaczynać.

Tak się złożyło, że na drugim roku studiów ponownie go spotkałem, na imprezie u znajomego kolegi. Tym razem nie miał już rozbieganego spojrzenia, choć na pierwszy rzut oka inteligencji mu nie przybyło. Znów starałem trzymać się go na dystans, ale coraz częściej trafialiśmy w te same miejsca. Koniec końców, na jednej z domówek spędziliśmy cały wieczór gadając o życiu.

Wtedy dowiedziałem się, że Kamil został wywalony z domu - tak w ramach prezentu z okazji osiemnastych urodzin. Nie wiedział wtedy za bardzo co zrobić - najpierw dobijał się do drzwi, groził, prosił... aż w końcu udał się do swojej dziewczyny. Jej rodzice pozwolili mu u siebie pomieszkać przez parę miesięcy w zamian za pomoc w warsztacie samochodowym ojca dziewczyny. Podobno facet nieźle go wykorzystywał, ale przynajmniej chłop miał gdzie mieszkać.
Później znalazł inną robotę, na budowie. Był w stanie opłacić już wynajem mieszkania, więc wyprowadził się i zaczął wynajmować mieszkanie z dwoma studentami. Tam również go wykorzystywali, robił typowe zleceniówki. Z poprzednią dziewczyną się rozstał, znalazł inną. Studentkę, koleżankę współlokatora. Jej brat pomógł mu znaleźć lepszą pracę, choć również na budowie. Zresztą, ciężko mu było znaleźć coś lepszego ze względu na nieukończoną szkołę.

Kamil zawsze powtarzał, że dzięki Izie wyszedł na ludzi. Choć rozstali się zanim go drugi raz spotkałem, zawsze mówił o niej w superlatywach. To właśnie dzięki niej zmienił całkiem towarzystwo i swoje nastawienie do ludzi i świata. Przysiągł sobie i jej, że opłaci korepetycje i postara się zdać maturę.

Niestety, nie zdążył. Miał wypadek w zeszłym miesiącu. A ja jestem cholernie wkurwiony na siebie, bo było mi wstyd przyznać się, że go znam przed swoimi znajomymi ze studiów. Na mieście udawałem, że go nie widzę i najgorsze jest to, że on to rozumiał i akceptował. W dodatku ostatnio śmiałem się z jego braku wykształcenia razem ze starymi kolegami z gimnazjum, choć wiedziałem o jego życiu. Po prostu nie miałem odwagi, żeby głośno powiedzieć swoje zdanie.
I kurwa, dopiero po jego śmierci zauważyłem, jak bardzo płytkim człowiekiem jestem.

#mqWIu

Dzisiaj babcia zapytała moją młodszą siostrę, czy ma już chłopaka.

Odpowiedziała zgodnie z prawdą, że nie ma, na co babcia oburzyła się, że jak to tak, w tym wieku nie mieć chłopaka, toż to wstyd.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, niby wiele babć tak mówi, ale moja siostra ma jedenaście lat.

#DesaN

Ostatnie wyznanie o psychiatryku skłoniło mnie by napisać moje.

Trafiłam tam pierwszy raz w wieku 13 lat. Mniejsza o co i dlaczego. Rodzice zabrali mnie tam nieświadomie, dlatego dopiero po przyjściu i rozpoczęciu wywiadu zorientowałam się gdzie jestem.
Na wstępie kazali mi się przebrać w piżamę w łazience... przy 2 mężczyznach i kobiecie. Nie chciałam, ale powiedzieli, że jak tego nie zrobię, sami mnie rozbiorą. Piżama swoją drogą, ale oddanie stanika i paradowanie z odbijającymi się piersiami przez koszulkę nie było dla mnie zbyt komfortowe, zwłaszcza przy starszych chłopakach.
Na początku zawsze idziesz na obserwację, gdzie leżą ci najbardziej chorzy. Był tam zawsze chłopak z dużym upośledzeniem umysłowym, którego towarzystwo zawsze kończyło się do namawiania go przez innych do masturbacji czy rzucaniem fekaliami z pieluchy.
W toaletach nie było klamek, co powodowało częste wchodzenie podczas mycia się czy załatwiania przez chore dzieci czy młodszych chłopców, którzy chcieli popatrzeć i się pośmiać.
Psychiatrzy i psycholodzy skupiali się tylko na osobach z bulimią czy anoreksją, reszcie wwalano leki i nawet nie podejmowano terapii.

Szkoła była tam od 8 do 20 z przerwą na posiłki. Przykładowo od 9:15 do 9:30 drugie śniadanie, od 12:30 do 13 przerwa na obiad itd. Nie mogłeś posiedzieć, poleżeć czy odpocząć, cały czas szkoła i szkoła. Dodatkowo żeby wyszło tyle godzin były dodawane zajęcia terapeutyczne. Na nich oglądane były filmy te same po kroćset razy, czy zajęcia komputerowe, na których nie można było grać w gry ogłupiające i z jakąkolwiek przemocą, przeglądać żadnych portali społecznościowych, gdyż nie można było się z nikim kontaktować, ani przeglądać żadnych stron z memami.
Dodatkowo klasa obejmowała 1, 2 i 3 gimnazjum. Książki były rozrzucane i "róbcie co chcecie".

Było tego pełno, brak luster, jedzenie łyżką, karty z impulsami, które nie były udostępniane, w świetlicy bez siedzeń, zajęcia, które przez 4 moje pobyty wyglądały tak samo, kradnięcie jedzenia z szafek i ubrań, świecenie w nocy latarkami po twarzy, mimo duchoty nieotwieranie okien i nieudostępnianie klamek do ich otwarcia, mała ilość spacerów i wyjścia na taras, zastrzyki uspokajające bez powodu czy czasem nawet pasy bądź kaftan, dawanie kar, podczas których musiałeś chodzić w przysłowiowych pasiakach i wiele wiele...

Rozumiem, że niektóre z tych rzeczy miały swój cel, ale całokształt jest szokujący dla osoby, która dopiero co tam trafi.
Okres z tamtego czasu po wyjściu nie wspominałam zbyt dobrze, łącznie przesiedziałam tam około 9 miesięcy i nic nie wyniosłam poza danymi na siłę bez konsultacji lekami. Często gdy przechodzę obok patrzę w okno, w którym przesiedziałam wiele godzin. Zastanawiam się wtedy, czy ktoś z podobnymi odczuciami tam właśnie siedzi i tęskni za normalnością jak ja niegdyś.
Olsztyn, pozdrawiam.

#EnIpq

Od zawsze panicznie bałam się horrorów. Szczególnie tych z motywem zabawek. Niestety ostatnio miałam to nieszczęście, że przed obejrzeniem filmiku na YouTube wyskoczyła mi reklama ze zwiastunem "Annabelle". Później cały czas miałam w głowie obraz tej pierońskiej lalki.

Kilka dni później, godzina około drugiej w nocy, spokojnie przeglądam sobie internet aż tu nagle dźwięk dzwonka (kiedy ktoś do nas dzwoni), a na ekranie Annabelle i zielony przycisk "odbierz".

To była reklama. Aktualnie mam zrytą banię i nie mogę w nocy spokojnie zasnąć.

#zeB6b

Słyszeliście pewnie o takim paradoksie: "Gdy menel jedzie autobusem, to autobus jedzie menelem." No, cóż. Ostatnio doświadczyłem tego na własne skórze. To było podczas niedawnych upałów. Jak wiadomo w wielu starych autobusach MPK nie tylko zepsuta jest klimatyzacja, ale i większość okien nie chce się otworzyć.

I właśnie takim przegubowcem jechałem sobie ja, gdy do środka wtoczył się pan kloszard. Zapachu, który w ciągu kilku sekund wypełnił autobus nie da się opisać. To jakaś dziwna kompozycja łącząca w sobie aromat odchodów z cebulą, niemytymi od lat stopami i alkoholowym spawem. Menel zasiadł z przodu pojazdu. Wszyscy pasażerowie momentalnie przeturlali się na koniec, gdzie siedziałem ja. Jedni próbowali otworzyć okno, inni desperacko wtykali nosy w szparę między drzwiami. Ktoś zaciekle walczył z lufcikiem na suficie, jakaś dziewczynka zaczęła rozpaczliwie płakać, a pani siedzącej obok mnie zaczęły płynąć łzy po policzkach. "Jestem wrażliwa na zapachy..." - wyszeptała patrząc na mnie z rozpaczą w przekrwionych oczach.
Menel tymczasem rozlał się na dwóch siedzeniach zadowolony, że ma tyle przestrzeni tylko dla siebie. I kiedy już na horyzoncie pokazał się wyczekiwany przez wszystkich przystanek, pojazd zatrzymał się w korku. Cały tył autobusu wydał z siebie chóralne: "Nieeeeeee...".
Kiedy już sytuacja była beznadziejna, a wrzeszcząca wniebogłosy dziewczynka zaczęła omdlewać, nieoczekiwanie przyszła odsiecz. Z hukiem otworzyły się wszystkie drzwi, w tym i od kabiny kierowcy. Ujrzeliśmy go stojącego w progu i trzymającego sobie chusteczkę pod nosem: "Nie, no ja bardzo pana przepraszam, ale nie jestem w stanie pracować w takich warunkach. Bardzo proszę wysiąść".

Żul nie wysiadł. Za to pojazd opuścili wszyscy pozostali pasażerowie, w tym i ja. Pokusa otwartych drzwi była silniejsza niż nadzieja na to, że pan menel spasuje i pójdzie śmierdzieć gdzie indziej. Współczuję tylko kierowcy, który pewnie musiał w tym upiornym zapachu jeszcze trochę wytrzymać...

#ZmrFH

Opowiem Wam historię, która całkowicie zmieniła moje życie. Rzecz dzieje się kilka tygodni temu.

Mieszkam w strasznie obskurnej okolicy Warszawy. Wieczorem poszedłem do pobliskiego sklepu kupić papier toaletowy oraz kilka innych rzeczy których potrzebowałem. Zakupy zrobiłem bezproblemowo i wyszedłem ze sklepu. Jednak na pobliskiej ławeczce siedziało sobie kilku strażników ortalionu we stanie wskazującym upojenie. Tak się składało, że przede mną wychodziła dziewczyna, której zupełnie nie zauważyłem. Została zaczepiona przez wcześniej wspomnianych sebków.

Widząc, że rozmawiają w dość nerwowy i wulgarny sposób, postanowiłem zainterweniować. Zapytałem się tych panów czy jest jakiś problem. Oni na to kulturalnie odpowiedzieli mi "a co kur*a, z policji jesteś?", oraz najwyższy z nich, prawdopodobnie samiec alfa, strzelił mi prosto pięścią w nos.

Nieco mnie zamroczyło, ale po sekundzie doszedłem do siebie i usłyszałem głos. Głos wcześniej zaczepianej dziewczyny:
- No Krycha, teraz to mi zaimponowałeś, możemy do siebie wrócić.
Zażenowany wstałem i udałem się do domu wraz z moimi zakupami.

Morał tej historii jest taki, nie zgrywajcie rycerza gdy przeciwko wam jest trzech sebixów.

#7gURm

Kiedy byłem mniejszy, tak ok. 4-6 lat, czasami widywałem przemykający przez drzwi cień. A że byłem rozsądnym dzieckiem, myślałem że mi się przewiduje, bo takie rzeczy są niemożliwe.
Swoje zdanie zmieniłem po pewnym zdarzeniu. Nic poważnego.

Grałem sobie z kuzynką na laptopie. W pewnym momencie oboje odwróciliśmy się w stronę drzwi. Zobaczyliśmy cień, który szybko zniknął zaraz za framugą. Zapytała mnie, czy coś widziałem, taki cień. Udałem głupiego i powiedziałem, że nie.
Od tamtej pory wiedziałem, że to "coś" jednak było. Ale, co ciekawe, nigdy więcej już tego nie zauważyłem.

#EGbyB

Kilka lat temu mój znajomy (nazwijmy go na potrzeby wyznania Alek) miał sporą nadwagę. Jego rodzicielka pani psycholog, tak samo jak dietetycy, próbowali przyswoić mu dzienną dawkę potrzebnych kalorii, oraz starali się kontrolować jego wagę ze względów zdrowotnych.

Po miesiącu porad specjalistów, dietetycy Alka byli bardzo zdziwieni, że podczas niecałego miesiąca przytył kolejne 10 kg.
Jego mama musiała opisać dzienny jadłospis Alka, którego trzymał się od rana do wieczora.
W jadłospisie podana była szklanka kakao..

No właśnie... tylko, że ta szklanka kakao to słoik nutelli wsadzony do mikrofalówki i wypity każdego poranka.

Także ten… pozdrawiam wielkich fanów nutelli! :D

#VVEWA

Opowiem wam teraz historię, która na zawsze zmieniła moje życie.

Byłam wtedy studentką II roku, wynajmującą pokój w większym mieście. Większość mojego czasu pochłaniały studia, nauka oraz praca w wolnym czasie. Za utrzymanie płaciłam z pomocą rodziców, którzy wspierali mnie trochę finansowo. Na czynsz, jedzenie, transport, środki czystości, kosmetyki, ubrania miałam, choć wiadomo - czasem trzeba było spiąć tyłek, żyć raczej skromnie niż rozrzutnie. Zamiast sznycla wiedeńskiego z sałatką za 20 zł, zjeść naleśniki w mlecznym barze za dyszkę lub kebsa w przerwie między zajęciami. A nieraz obywałam się w ogóle bez obiadów.

Pewnego dnia, kiedy wracałam zmęczona i głodna z uczelni, znalazłam na pustym przystanku czyjś portfel. W środku nie było żadnych dokumentów, jedynie dwie kopie fotografii legitymacyjnych, przedstawiających młodą dziewczynę na oko w moim wieku oraz 500zł w gotówce.

Schowałam go do torby. Biłam się z myślami, czy wysiąść po drodze i oddać zgubę na policję. Byłam jednak tak padnięta, że perspektywa szybszego dotarcia do domu i zjedzenia czegoś wygrała. Postanowiłam, że portfel zgłoszę w tygodniu.

Minęło kilka dni, tygodni, a ja nic z tym nie zrobiłam. Właściwie to tak, wydałam sporą część sumki na nowe buty (stare miałam już zniszczone) i inne pierdoły. Z biegiem czasu moje sumienie uciszyło się kompletnie i o wszystkim zapomniałam.

Jakiś czas później przed zajęciami rozmawiałam ze znajomymi i nagle jeden z nich wspomniał, że był niedawno na pogrzebie swojej koleżanki. Zapytałam, co się stało. Odpowiedział, że dziewczyna cierpiała na depresję, popełniła samobójstwo. Miała ciężkie życie i kilka problemów, których nie mogła rozwiązać, w tym długi oraz trudną sytuację finansową. Jakoś tak wyszło, że pokazał nam jej zdjęcie.

Zbladłam, poczułam się słabo i wyszłam do toalety. Tego dnia na zajęcia nie poszłam.

Obecnie chodzę do psychologa, biorę też leki psychotropowe. Udzielam się charytatywnie, kiedy tylko mam wolną chwilę. Nie ma dnia, aby nie stanął mi przed oczami obraz tej dziewczyny. Często sama mam myśli samobójcze. Żyję w ciągłym poczuciu winy, niepokoju, miewam koszmary, z których budzę się nieraz cała zlana potem. Do ludzi robię dobrą minę do złej gry, chociaż znajomi pewnie zauważyli, że trochę się zmieniłam, ale nikt nie wie dlaczego. I bardzo dobrze, zasłużyłam na to.

Morału nie potrzeba, apelu też.
Dodaj anonimowe wyznanie