#VA2cc

Moja narzeczona ma pieska - w sumie to yorka. Nigdy za nim nie przepadałem, on za mną też nie za bardzo, ale kiedyś, jak byłem chory, to przyszedł do mnie, położył obok mnie swój ulubiony smakołyk (który zawsze połyka w sekundę) i wszedł pod kołdrę przytulając się do mnie. Myślę, że zostaliśmy wtedy najlepszymi kumplami. To było takie "awww" :)

#8XKxX

Mieszkam w małej wsi, która ma tak mniej więcej godzinę jazdy do Krakowa, tyle słowem wstępu.

Pewnego dnia, kiedy wracałam z Krakowa autobusem, usłyszałam ciekawą rozmowę grupki znajomych. Mówili dość głośno, było ich słychać na cały autobus. Dokładnie chodziło o to, że jakieś dziewczynie po pobudce strasznie zachciało się sikać.

Jej znajomi cały czas podawali jej jakieś rady albo pytali, czy wytrzyma, biedna aż się popłakała. Do ich przystanku z tego co słyszałam było daleko, autobus jeździł przez wsie, był to taki wiejski autobus, który zatrzymuje się tylko wtedy, jak ktoś chce wysiąść, a na chwilę obecną nikt nie miał zamiaru wysiąść. Między trzema dziewczynami wywiązał się ciekawy dialog.

Dziewczyna numer jeden - Dn1,
Dziewczyna numer dwa - Dn2,
Dziewczyna numer trzy - Dn3

Dn1- Ej, Dn2 wytrzymasz? Mogę powiedzieć kierowcy, żeby się zatrzymał.
Dn2- Nie no, chyba wytrzymam.
Dn3- Lepiej poproście tego kierowcę, żeby się zatrzymał, bo skończy się jak na anonimowych.
Dn1- A jak się kończy na anonimowych?
Dn3- Nigdy nie wytrzymują.

#sovq9

Alkohol. Za każdym razem, kiedy budzę się z kacem rozsadzającym mój łeb, obiecuję sobie, że to był absolutnie ostatni raz, kiedy tak upiornie zalałem mordę...
Tym razem obudziłem się w szpitalu. Ze złamanym nosem. Pamięć o tym, co się stało odświeżył mi kolega.
Ubiegłej nocy balowałem u kumpla w mieszkaniu. Miał urodziny. Wiadomo - każdy przyniósł jakiś trunek, spróbowało się tego i owego. Rezultat był łatwy do przewidzenia. Upiłem się w sztok.
Ktoś zaproponował, abyśmy poszli jeszcze do nocnego i kupili kilka piwek. Chciałem założyć buty, więc przycupnąłem sobie na jakimś stołku. Kiedy nachylałem się do sznurowadeł doszło do oddziaływania grawitacji na moje nieco bezwładne ciało. Zleciałem z mebla prosto na nos. Krew się polała. Trzeba było dzwonić po karetkę.

Pielęgniarki w szpitalu śmiały się ze mnie, bo ponoć, jak pytano mnie, co mi się stało, wybełkotałem z bardzo poważną miną: "Próbowałem zawiązać klapki...".

#DilBV

Pewnego dnia wraz z moim młodszym bratem i mamą wracaliśmy z zajęć szkolnych do domu tramwajem. Nie przepadam za takimi środkami lokomocji, ale mój brat... mój brat uwielbia jazdę tramwajami! A szczególnie wtedy, gdy siedzi na samym początku pojazdu, tuż za budką kierowcy.

Nasza matka musiała skasować bilety i kazała mi popilnować brata, który nie słuchał mamy, tylko wyglądał przez okno, przy którym aktualnie siedział. Gdy nasza rodzicielka odeszła do mojego brata, podszedł starszy mężczyzna wyglądający na wiek 70-80 lat. Miał długą szarą brodę, pomarszczoną skórę i ciemne (głównie szare) ubranie. Podniósł mojego brata z siedzenia i posadził go na swoje kolana. Popatrzyłam na nich przerażona oraz zdziwiona. Po chwili staruszek ze sztucznym, przyjaznym uśmiechem zaczął zadawać mojemu bratu pytania.: "Jak masz na imię?", "Gdzie mieszkasz?", "Ile masz lat?".

Musiałam coś zrobić. Powiedziałam mężczyźnie, żeby puścił mojego brata. Ten nie zareagował. Złapałam więc mojego brata na rękę i lekko go pociągnęłam, dając mężczyźnie znak, by go puścił. Starzec szybko przyciągnął go do siebie i powiedział, że "da sobie z nim radę". Ja zdenerwowana uniosłam głos i dalej próbowałam uwolnić brata z objęć mężczyzny. Rozejrzałam się po tramwaju pełnym ludzi udających, że nas nie widzą. W końcu do mężczyzny zadzwonił telefon. Z kieszeni wyciągnął różową nokię i odebrał połączenie. Skorzystałam z jego nieuwagi. Chwyciłam mocno brata za nadgarstek i odciągnęłam go od mężczyzny, któremu przy okazji z rąk wypadł telefon.

Gdy przyszła nasza matka, zaczęłam opowiadać jej całą tę historię. Słysząc to, mężczyzna szybko wybiegł z tramwaju na pierwszym lepszym przystanku.

Od tego czasu ZAWSZE gdy jestem z bratem w tramwaju czy autobusie, on siedzi mi na kolanach lub stoi blisko mnie trzymając mnie mocno za rękę.

#T3lRA

Gdy myśleliśmy z mężem o dziecku, poszłam do ginekologa, aby zapytać jak się do ciąży przygotować: jakie badania, witaminy...

Gdy byłam w gabinecie zapytałam lekarza:
- Panie doktorze, myślimy z mężem o dziecku. Co powinniśmy zrobić?
Lekarz tylko się uśmiechnął i powiedział, że chyba dobrze wiem, co trzeba robić.

Momentalnie zostałam uświadomiona.

#fOFdk

W weekendy dorabiam na imprezach plenerowych - jeżdżę z zamkami dmuchanymi i całym podobnym osprzętem. Praca przyjemna, jednak długa, na zewnątrz, przy różnych warunkach pogodowych (i w deszcz, i w upał).

Tego dnia było ekstremalnie gorąco - z 35 stopni na spokojnie.

Po całym dniu pracy, zwijając sprzęt, uległem wypadkowi - dostałem w głowę ciężkim przedmiotem, z wysokości ok. 2 - 3 metrów. Padłem na glebę.

Ktoś wezwał karetkę, gdyby uderzenie było kilka milimetrów niżej, to byłoby po mnie. Z wypadku wyszedłem bez szwanku, lekko stłuczony i zamroczony.

Jednak nie to nic.

Jak wspomniałem, było gorąco, cały dzień spędziłem w jednych butach... Wsadzili mnie na obserwację. Nie zapomnę tego smrodu w sali obserwacyjnej wydobywającego się z moich stóp. A co chwilę byłem odwiedzany przez lekarzy i pielęgniarki.

#hSTfe

Na wstępie chciałem powiedzieć tylko, żebyście uważali czego sobie życzycie.

Urodziłem się w "normalnej" rodzinie, dwie starsze siostry, tata z dobrą pracą, ale alkoholik, mama z dobrą pracą, która ogarnęła po latach ojca, żeby przestał tyle walić.
Ojciec mimo że lubił wypić, nigdy nie zrobił nikomu nic złego, nie uderzył, nie podniósł głosu itp. Wracał tylko nawalony jak szpadel i to tyle, dużo wstydu. Chudy strasznie, niski, a ja wysoki, dobrze zbudowany, na dobrą sprawę prawie nie ćwicząc. To w rodzinę mamy się wdałem, bo tam wszyscy tacy są :P Ojciec tak potrafił chlać, że już sąsiedzi potrafili przyjść i powiedzieć "weź już ojca do domu, bo ma dość". No to ja dużo nie myśląc brałem trupa na bark i niosłem jak dywan do domu. Tylko że poza chlaniem on nic innego nie robił. Nie wychował mnie, nie zabrał nigdzie, nie nauczył się bronić czy korzystać z zegarka.
Nie mogę powiedzieć, że był złym człowiekiem, większość kasy 80% oddawał mamie, żeby przypadkiem nie przechlać, a za resztę się "bawił". Niestety ojcem był żadnym. Jak siedział w domu, to tylko oglądał telewizję i sobie mruczał. Był tak nieobecny, że za każdym razem jak wychodziłem z kuchni, a on tam był, to gasiłem mu światło, bo nawet mijając się z nim nie zauważałem jego obecności.

Ojca za to zastępował mi wujek, mąż mojej chrzestnej. Zabierał mnie wszędzie, uczył pływać, spędzałem u niego każde gówniarskie wakacje. Co słyszał o jakiejś mojej poważniejszej chorobie, potrafił do szpitala, w którym akurat przebywałem przejechać bez zająknięcia 400 km, z pełną torbą moich ciuchów, i to tych ulubionych. Zawsze wydawało mi się to dziwne. Bo gdzie zwykły wujek aż tak może o mnie dbać. Nawet w przeciwieństwie do mojego ojca potrafił mnie opierdzielić, kiedy było trzeba. W złości potrafiłem moim siostrom (z poprzedniego małżeństwa mojej mamy, ich ojciec zmarł) wykrzyczeć, że wołałbym, żeby wujek był moim ojcem niż to zawieszone coś. Potem starałem się to udowodnić, ale każdy mnie zbywał. Po kryjomu sprawdzałem grubość nosa, ja mam wąski, a mój ojciec kulfon. Układ włosów, gesty czy ton głosu. Nie było żadnego powiązania. Nawet moje zachowania były inne, a potem i podejście do kobiet. To wszystko działo się od mojego narodzenia do około 15 roku życia. Potem miałem większą przerwę co do moich teorii.

Niedawno wujek zmarł, miał raka płuc. Strasznie to przeżyłem. Chociaż cierpienia nie lubiłem nigdy okazywać, to i tak wszyscy to widzieli. Postanowiłem porozmawiać z mamą - w końcu dobija mi prawie 30. Mama z wielkim trudem przyznała, że on jednak był moim ojcem... tak, wiem... ale matkę ma się jedną. Jedyną negatywną wypowiedzią do niej było to, że jest tchórzem razem z "wujkiem", że przed samą jego śmiercią nikt z nich mi tego nie powiedział.

Nie, nie pcham się po spadek. Ważne, że udało mu się być tatą.

#TRWaJ

W liceum podobał mi się pewien chłopak, ale nie miałam śmiałości do niego zagadać. Był z innej klasy i choć mieliśmy razem WF, to ciężko było jakoś zagadnąć. Stał się jednak cud, bo to on wykonał pierwszy ruch i już podczas pierwszej rozmowy zapytał, czy nie jestem przypadkiem zainteresowana, żeby się z nim spotkać w weekend i pogadać. Byłabym głupia, gdybym nie pochwyciła takiej szansy!

W dzień randki wystroiłam się w najlepsze ciuchy, zrobiłam perfekcyjny makijaż i przyjechałam 15 minut przed czasem, żeby na pewno dobrze wypaść. Byłam strasznie ciekawa co zaplanował, bo nie chciał mi zdradzić gdzie konkretnie pójdziemy ani nawet ile czasu nam to zajmie.

Kiedy go zobaczyłam, przysięgam, mało mi serce nie stanęło. Marynarka, szelmowski uśmiech... Powiedział, że najpierw się przejdziemy.
Rozmowa średnio się kleiła. Najpierw rozmawialiśmy o szkole, potem o wakacjach, pracy wakacyjnej... Robiliśmy już chyba 8 okrążenie galerii i zaczynałam się nieco niecierpliwić. Zaproponowałam, żebyśmy weszli do kawiarni i porozmawiali przy ciastku i kawie, ale odpowiedział, że jeszcze nie teraz...

Kolejne okrążenie galerii. Chłopak coraz częściej zerka na zegarek, a ja mam wrażenie, że ochroniarze zaczynają już nam się przyglądać. Temat nagle zszedł na kosmetyki i szczerze mówiąc czułam się nieco skołowana. W końcu zgodził się wejść do kawiarni, a tam... jakiś facet do niego macha.
- Co za przypadek, mój kumpel tu jest! Chodź, przywitam się!
Zanim jednak zdążył się przywitać, jego kumpel zdążył mi się przedstawić i opierniczyć go, że się sporo spóźnił. Zupełnie nie rozumiałam co się dzieje, poprosili mnie, żebym usiadła z nimi, zamówiliśmy kawę i... zapytali mnie, czy znam firmę XXX.

Szczerze, poczułam się jak debil. Zmarnowałam jakieś pół dnia na wyszykowanie się, dojazd do galerii, łażenie po niej bez większego sensu przez jakiś dwie godziny tylko po to, żeby ktoś mi mógł zaproponować piramidę finansową.
Wiedziałam, że kolejny autobus mam dopiero za godzinę, więc uznałam, że skoro ta dwójka postanowiła zmarnować mój czas, odwdzięczę się im tym samym. Przez godzinę udawałam zainteresowanie ofertą, dopytywałam o szczegóły tylko po to, żeby przy podsunięciu mi umowy ("regulamin później na stronie sprawdzisz") odmówić i odejść.

Trochę po chamsku, ale nie znoszę takiego traktowania. A za kawę sama zapłaciłam.

#RTvhF

Wyznanie #1XBvO przypomniało mi mojego nauczyciela WOK-u z liceum. Był on, lekko powiedziawszy, dziwny. Na zajęciach były referaty, a raz w semestrze "kartkówka", która łącznie z oceną z referatu wpływała na ocenę końcową. Na kartkówce było zawsze z 5 pytań, wymyślanych z głowy. Ów nauczyciel uczył też w klasie mojego starszego brata. Brat opowiadał mi, że klasa zawsze się "umawiała", wymyślała sobie 5 pytań, pisali gotowce i potem wszyscy pisali to samo i dostawali 5. Nigdy się nie zorientował...

Od wielu lat każda klasa w szkole to wiedziała i w ten sposób oszukiwała. Jednak raz jedna dziewczyna przyszła do szkoły po dłuższej chorobie. Była niewtajemniczona przez swoją nieobecność. Pisała odpowiedzi do pytań zadanych przez nauczyciela, a reszta klasy podłożyła gotowce. Idealne, bez błędów. I co się okazało? Każdy z nich dostał 5, a dziewczyna 1 za test, opierdol za ściąganie i drugą 1 za "tupet"... Uznał, że to ona specjalnie zmieniła pytania... Czemu klasa się nie przyznała? Chyba ratowali siebie.

W naszej klasie za to mieliśmy dwóch dowcipnisiów. Też każdy umówił się na gotowca, oni początek i koniec przepisali słowo w słowo z książki, a nagle w połowie (kilka stron każdy zawsze napisał) napisali przepis na bigos. Potem dalej znów pisali normalne odpowiedzi. Gość nie zauważył. Okazało się wtedy, że czyta tylko początek i koniec testu i na tej podstawie daje ocenę...

Druga śmieszna (albo raczej dziwna) sytuacja miała miejsce podczas referatu koleżanki z klasy. Miała opisać twórczość jakiegoś niszowego malarza. Oni, gdy się o tym dowiedzieli, postanowili zrobić kawał. Przyszli do domu, edytowali Wikipedię i powypisywali totalne głupoty, jakieś zmyślone rzeczy, dodatkowo zrobili zdjęcie stołu, nałożyli jakieś efekty rozmycia i wkleili do Wikipedii jako przykład obrazu tego gościa. Koleżanka oczywiście wszystko przepisała, przeczytała na zajęciach. A gość się nie skapnął. Serio. Koledzy nie wytrzymali i zaczęli się śmiać.

Jak zareagował nauczyciel? Dostali po pale za "głupotę i debilizm", że śmieją się ze "sztuki". :P Ot, taki to przykład złego nauczyciela, który minął się z powołaniem.
Dodaj anonimowe wyznanie