Wiele osób mówiło mi, że pewien proceder, który odbywa się u mnie w domu jest nienormalny.
Otóż mam 18 lat, ale z racji, że z mamą opuszczamy dom o tej samej godzinie niemal każdego ranka, szykuję się wraz z nią w łazience. Nie mam żadnych oporów przed kąpaniem się w jej obecności. Jeśli ona wyjdzie z wanny tak jak ją pan Bóg stworzył, też mi to nie przeszkadza. Zwykle przebieram się przy niej i również nie sprawia mi to problemu. Czasami gdy się kąpię, mama wbija do łazienki z dzikim okrzykiem: "Sorry, muszę siku!", a ja reaguję na to jedynie skinieniem głowy. Dodatkowo, czasem gdy siedzę we wannie, słyszę przez drzwi donośne: "Zakryj się, ręce tylko umyję!" wypowiedziane przez tatę, więc zwijam się w kulkę i czekam aż rodziciel zakończy te czynności i opuści przybytek, teatralnie zakrywając oczy.
Możecie stwierdzić, że w moim domu panuje kompletny brak prywatności i wszyscy się wzajemnie molestujemy, ale ja osobiście nie odczuwam jakiegoś wielkiego wstydu przed własnymi rodzicami. Nie paraduję nago po domu, jednak nie panikuję, gdy mnie w tym Adamowym, czy raczej "Ewowym" stroju zastaną. Może wydawać się to dziwne, jednak przychylam się do słów mojej mamy, która w owych sytuacjach komentuje to krótkim: "A bo ja mało razy twoją gołą dupę widziałam?".
Nie da się ukryć, widziała razy wiele.
Czytając wyznanie pracownika McDonalda, o zwijaniu poduszki w kołdrę jak kanapkę, przypomniało mi się moje "zboczenie zawodowe".
Będąc w drugiej klasie technikum hotelarskiego, dostałam się na praktyki zagraniczne. Wszystko fajnie, dostałam pracę w miejscu zameldowania, męczyć się nie muszę z transportem, praktyki też nie są ciężkie. Głównymi moimi zadaniami było pomaganie przy sprzątaniu pokoi, przy kuchni i stołówce oraz w pralni.
Najciekawszą jak i najcięższą była właśnie pralnia i ciągłe... składanie ręczników. W ciągu dnia składałam ich dziesiątki jeśli nie setki dużych, średnich i malutkich ręczników oraz ubrań. Po dwóch dniach na pralni wszystko robiłam odruchowo, mając wolny czas po pracy dalej składałam, może zamiast ręczników to swoje ubrania, ale przyzwyczajenie było silniejsze.
Na szczęście nie miałam aż takiej potrzeby składania żeby wstać w środku nocy i składać pościel, ale można uznać że było blisko :)
Kiedy byłam mała, raz mój kolega powiedział mi, że kiedy np. przetnę palec nożem, to muszę wypić tę krew, a nie dać pod wodę czy wytrzeć w chusteczkę, bo wtedy stracę za dużo krwi i umrę, a jak ją wypiję, to znowu będę miała tyle samo krwi ile wcześniej.
Uwierzyłam.
O tym, jak dresik Sebuś jeździ autobusem.
Wchodzi elegancko do pojazdu - ręka w gipsie i drewniana laska do podparcia, co dodaje mu tylko +20 punktów do groźności, bo to z jakiejś honorowej walki rany mogą być.
1. Jakaś babka (na oko 60 lat!) pyta, czy nie chciałby zająć jej miejsca, bo pewnie ciężko mu stać o lasce (szacun dla pani, cudownie się zachowała, w końcu jakaś starsza kobieta, która rozumie, że nie tylko im się miejsce należy ;)). Na co masz dresik "A niech sobie pani siedzi, ja jak już to jakiegoś młodziaka sobie z miejsca wypier***ę".
2. Nagle Sebuś krzyczy "E, ty tam!". Wszyscy pasażerowie oczy skierowane w jego stronę i serce stoi w miejscu, czyżby ktoś podpadł dresikowi? Pechowcowi, na którego patrzył, kapie już pot z czoła (ewentualnie z gorąca, a nie ze strachu). "Zamknij to okienko obok siebie, bo klima przez to nie działa". Pan szybko wykonał zadanie, co Sebuś skwitował "Noo i od razu jest zimniej". Parę osób aż się uśmiechnęło, z ulgi czy zwykłego rozbawienia ;)
3. Akurat w momencie, w którym w autobusie zrobiło się cicho, koleś siedzący na drugim końcu autobusu kichnął. Jak się Sebuś rzucił i swym donośnym głosem krzyknął "Na zdrowie!". Po chwili doczekał się odpowiedzi "Dziękuję!". Niezwykle go to ucieszyło, bo z uśmiechem stwierdził "No, i to jest właśnie kultura".
Tak że był to całkiem przyjemny Sebuś, a i podróż była od razu przyjemniejsza ;)
Przez całe gimnazjum byłam bardzo leniwa i nie dbałam o siebie. Nie myłam zębów, nie ćwiczyłam na wf-ie, jadłam mnóstwo słodyczy i śmieciowego żarcia (przez co miałam lekką nadwagę), prawie nie wychodziłam z domu. Moim ulubionym zajęciem było oglądanie filmików na YouTube.
Jakoś w wakacje przed liceum odkryłam jednego brytyjskiego youtubera. Byłam nim tak zafascynowana, że w mojej głowie narodził się pomysł: wyjdę za niego za mąż! Okazał się dekadę starszy ode mnie, ale co tam, za kilka lat ta różnica nie będzie miała znaczenia! Chłopak wydawał mi się po prostu idealny. Obmyśliłam nawet plan (ze szczegółami!) gdzie go spotkam i jak rozpocznę naszą znajomość.
Był tylko jeden mały problem - ja. No bo jak ktoś taki jak on miały poślubić brzydką, leniwą kluchę? Stanęłam przed lustrem i powiedziałam sobie: dosyć tego! Od tego czasu starałam się jeść bardziej regularnie i zdrowo. Zaczęłam też ćwiczyć. Moja obsesja była na tyle silna, że z dnia na dzień zaczęłam zupełnie nowe życie. Na początku było trudno, ale moja motywacja nie pozwalała mi się poddać. Pierwszy raz też zaczęłam zwracać uwagę na to jak wyglądam i pachnę. Chodziłam pod prysznic prawie codziennie, dbałam o zęby, włosy, paznokcie. Schudłam.
W połowie trzeciej klasy liceum wreszcie poczułam się prawdziwie ładna i zadbana. Polubiłam siebie i nowy styl życia. Pierwszy raz od bardzo dawna czułam się ze sobą dobrze.
Koniec końców moja obsesja uspokoiła się i niedoszłego męża nigdy nie spotkałam. Nadal chciałabym, ale nie w celu oświadczenia się, a podziękowania. Przez kilka "głupich" filmików złe nawyki zamieniłam na dobre i zmieniłam się o 180°. Wystarczyło znaleźć dobrą motywację. :)
Pamiętajcie anonimowi przyjaciele - jeśli coś jest głupie, a działa, to nie jest głupie!
Myślicie, że tylko kobieta może paść ofiarą gwałtu? Otóż, nie!
To było jakoś w połowie lat 90. Miałem wtedy swój zespół. Graliśmy metal, a w "trasę" jeździliśmy taką starą, zjedzoną przez rdzę Nysą. Po koncercie w jakimś niewielkim miasteczku na zachodzie Polski, okazało się, że nasz kara-van odmówił posłuszeństwa i nie chce odpalić. Lokalny mechanik szybko znalazł usterkę, ale nie miał odpowiednich części i nie był w stanie jej od razu naprawić. Musieliśmy więc przekoczować na miejscu dwa dni.
Z braku innych rzeczy do roboty, poszliśmy się upić do lokalnej knajpy. Moi kumple szybko się zmasakrowali kilkoma piwkami i poszli spać do hostelu. Jeden z nich zostawił przy stole swój zegarek. Schowałem go do kieszeni i poszedłem do baru po ostatni browarek "na sen". Przy okazji zamieniłem parę słów z dwoma wielkimi motocyklistami siedzącymi przy barze. Wydawali się spoko. Jeden miał koszulkę Iron Maiden, więc - szacun.
Usiadłem przy moim stoliku. Po kilku łykach zimnego piwka poczułem, że mój łeb robi się cholernie ciężki. Usiłowałem podeprzeć go ręką, ale jak się okazało - ta była jakby z gumy. Nie potrafiłem utrzymać jej w jednej pozycji, bo była wiotka niczym kawał sznura.
Z wielkim wysiłkiem podniosłem się i chwiejnym krokiem doczłapałem do kibla. chciałem puścić pawia, bo uznałem, że mój stan został spowodowany zbyt dużą ilością wypitego alkoholu. Zawisłem z głową klopie i nie potrafiłem się podnieść, ani nawet wezwać pomocy. Kończyny walały się po całej kabinie i szczytem moich możliwości było nieznaczne gięcie nogi w kolanie...
I wtedy usłyszałem zamykane drzwi od kabiny i męski głos za sobą:
- Wyluzuj, mały. Dziś nie będzie cię bolało. Wyjdźmy stąd, przewietrzysz się trochę.
Działająca resztka mojego mózgu wpadła w panikę. Nie mogłem się jednak ruszyć i czułem się jak śmiertelnie wystraszony zwierzak zamknięty w ciasnej, ołowianej skrzyni. Gość chwycił mnie za ramię i energicznie podniósł do góry.
- No, malutki. Idziemy do mnie.
I wtedy doszedł mnie dźwięk otwieranych drzwi od kibla i drugi głos:
- Darek, jesteś tu?
To był mój kumpel. Wrócił do pubu, aby poszukać swojego zegarka, który najwyraźniej miał dla niego jakąś większą wartość. Facet momentalnie mnie położył z powrotem z głową w klopie, spuścił wodę i jak gdyby nigdy nic wyszedł z kabiny.
Kolega zlokalizował mnie od razu i zataskał do hostelu.
Przespałem 20 godzin! Nawet nie wiecie, jak cieszę się, że ten człowiek nie zrobił mi z tyłka leju po bombie...
Odkąd pamiętam z kuzynką trzymałam się od zawsze. Nie byłyśmy dla siebie tylko rodziną, ale także stałyśmy się najlepszymi przyjaciółkami. Nawet nazywałyśmy się np/nk/wwś, co znaczyło najlepsze przyjaciółki/najlepsze kuzynki we wszechświecie.
Tak więc z tą moją np/nk od małego (9-10 lat) miałyśmy fazy na filmy pornograficzne, które łatwo można było obejrzeć na internecie (bo kto w końcu zabroni korzystać z Google...). Z czasem zaczęłyśmy się nawet bawić w FAKEDOCTOR. Polegało to na tym, że jedna z nas kładła się na podłodze i wkładała drugiej do majtek długopisy albo gumki itp.
Skąd mogłyśmy wiedzieć, że to nienormalne, skoro się dobrze bawiłyśmy?
Z czasem założyłyśmy konta na portalu, który niedawno usunięto i pisałyśmy ze zbokami, którzy dokładnie opisywali nam co by z nami robili. (Gdzie rodzice i kontrola w sieci?)
Coraz więcej filmów z gwałtami znalezionymi w sieci też nieźle nam mieszało w głowach.
Kuzynka mieszkała w środku lasu, zaraz obok leśniczówki. Ja często przyjeżdżałam do niej na wakacje, a jak nie chciało nam się siedzieć w domu, to właśnie wychodziłyśmy do tego lasu i tam się szlajałyśmy. Los chciał, żeby akurat wtedy trwały tam jakieś prace. tj. ścinali drzewa i układali je do wywozu takimi wielkimi maszynami.
Usiadłyśmy na kilku pniach ułożonych w piramidkę i przyglądałyśmy się. jak mężczyzna w tej maszynie operuje sprzętem. 11-latki widząc rozbudowaną klatę mężczyzny po maratonie erotycznych filmów nie mogły wpaść na nic innego. To na pewno scena z pornola.
Nie pamiętam, która z nas zapytała o to pierwsza, ale padło pytanie "Co byś zrobiła, jakby kazał ci zrobić sobie ustami?" i tak się rozkręciłyśmy, no oczywiście zgodziłaby się, nie miałaby wyboru xDD.
Napalone pomysłami czekałyśmy tylko aż wyjdzie z maszyny i każe nam uprawiać z nim seks.
Tak. Czekałyśmy na gwałt w lesie dobre 4 godziny.
W końcu zadzwoniła mama kuzynki i kazała nam wrócić do domu, a my zrezygnowane, że nic się nie wydarzyło, musiałyśmy wrócić do domu ze spuszczoną głową.
Ona w końcu miała swój wymarzony BDSM, ja dalej czekam.
Wiecie jaki to jest przypał, jak macie 14 lat, a wasz młodszy brat powiedzmy 8 i rodzice każą go zabierać wszędzie ze sobą, żeby też miał kolegów?
No to ja mam podobnie, też muszę wszędzie ciągać swojego brata no-life'a, tylko że ja mam 16 lat, a on 24.
Moje niesamowicie rozgarnięte koleżanki z klasy są na mnie obrażone, bo od dwóch tygodni nie muszę chodzić do szkoły. Są "fochnięte", bo ja mam od nich lepiej i w ogóle chciałyby być na moim miejscu itd.
Doskonale wiedzą, że moja nieobecność jest spowodowana wypadkiem i uszkodzeniem kręgosłupa, dzięki któremu nie jestem w stanie samodzielnie przejść dwóch metrów ani usiedzieć 15 minut, bo ból odbiera mi zmysły. Moje koleżanki i tak czują się bardziej pokrzywdzone w tej sytuacji.
Gdy miałem 7 lat, byłem bardzo ciekawy świata, więc o wszystko wypytywałem moją babcię. Babcię, bo mamy zawsze się wstydziłem.
Podczas gdy pojechałem do babci, bo mama była dłużej w pracy, zapytałem się ją:
- Babciuu...
- Tak, kochanie ?
- A pojażesz mi swoją pipkę?
Pomyślcie sobie jak musiała wyglądać mina mojej babci i jak musiała się czuć ;D
Chwilę pomyślała i powiedziała spokojnie:
- Nie, nie pokażę ci, ponieważ jest to część ciała nazywana intymną.
Słysząc to pobiegłem do salonu i się popłakałem, bo nie miałem zielonego pojęcia dlaczego babcia nie chciała mi pokazać swojej pochwy.
Dodaj anonimowe wyznanie