#Okhl3

Początek pracy w policji, czyli drogówka, trafiło się na "wypadkowy", lata 90., więc też wszystko wyglądało inaczej.

Wezwanie mocno wieczorne, wsiadamy z partnerem do Poldka i lecimy na miejsce zdarzenia. Potrącenie. Matka i dwójka dzieci (wiek około 5 latek). Sprawca - typowe karczycho w BMW-icy.

Wysiadamy i już wiemy, że wkur*ienie sięga zenitu. Matka przechodziła spokojnie po pasach, kierowca zapierdzielał ile fabryka dała przez miasto. Dzieci niestety były przed matką. But jednego dziecka znalazłem kilka latarni dalej...

Mężczyzna nie wiedział co zrobić, stał wryty jak w ścianę przy aucie i patrzył na to co zrobił. Partner od razu wyciągnął broń z kabury, powalił osobnika na kolana i przyłożył pistolet do czoła z krzykiem "Patrz, coś narobił, skur*ielu!". Chłop się zeszczał w gacie. Błagał o litość.

Był pod wpływem. Narkotyki.

Nie bierzcie tego gówna nigdy. Nie prowadźcie pod wpływem.
I nie pracujcie w policji, jeżeli macie słabe nerwy. Koszmary mam do dzisiaj.

#zmuVq

Dawno temu, gdy miałam około 12-13 lat, uznałam, że mam ochotę na większe doznania erotyczne niż samomiłość z użyciem moich małych, nędznych paluszków. Wybór padł na ogórka. Obrałam go tak porządnie, że stał się o połowę cieńszy i prawdopodobnie wtedy zostałam zdeflorowana.

Po wszystkim go umyłam i zjadłam, bo nie wiedziałam co z nim zrobić. Lubię ogórki i nie chciałam go marnować...

#VDTUK

Jestem 23-letnim facetem.

Uważam, że jeśli chodzi o urodę, to niczego mi nie brakuje. Podobnie jeśli chodzi umiejętności, kulturę osobistą czy bycie dobrym człowiekiem. Ponadto prowadzę własną, dobrze prosperującą firmę, na której koszę niemałe pieniądze. W domu nie musimy sobie niczego odmawiać.

Jednak jest jedna dziwna rzecz:
W ogóle nie pasuję do żadnej męskiej grupy. Nie rozumiem swoich kumpli, jak i większej części mężczyzn. Dlaczego? Już piszę.
Otóż mam kobietę, która jest przy kości. Tu fałdki, tam większa pupa - normalna rzecz czasem u bab.

Jednak moi koledzy nie umieją tego zrozumieć. Bo przecież „jak mogę być z tym grubasem?". Oczywiście bronię moją ukochaną, ale oni pozostają przy tych niemiłych uwagach praktycznie non stop. Oberwało się już za to niejednemu, ale nadal nic się nie zmieniło w ich zachowaniu.

Ich głównym argumentem jest to, że przy tym, kim jestem, ile zarabiam i jak wyglądam, stać mnie, by mieć każdą dziewczynę. Cały czas sugerują, że się marnuję, że po co mi taki pasztet, skoro mogę mieć fajną modelkę w normalnym rozmiarze. Co kilka dni próbują mnie swatać z jakimiś seksbombami - jednak mnie to nie interesuje. Ograniczyłem z nimi kontakt do koniecznego minimum, ale nadal dostaję SMS-y, czy przemyślałem sprawę, bo później nie będzie odwrotu, ze życie sobie zrujnuję, bo ileż można patrzeć na taką grubą lochę jak moja laska.

Już nie mówiąc o tym, że sugerowali, że mam taką kasę, że wszystkie będą walić do mnie drzwiami i oknami.

Nie powiem - to przykre.

Ludzie, którzy powinni być dla mnie, wspierać mnie (to koledzy od podstawówki) i akceptować moje wybory, wbijają mi nóż w plecy co rusz.

Próbowałem wyjaśnić, że nie chcę innej, nie potrzebuję, że ją kocham od pierwszego wejrzenia, że tylko z nią widzę przyszłość i że nawet ta nadwaga nie przekreśla piękna mojej cudowności.

Bo to prawda. Ona jest dla mnie przepiękna. Ma cudne, ciemnozielone oczy, które rozmiarem przypominają wręcz piłki golfowe. Do tego naturalne, ciemnobrązowe włosy sięgające za pas, piękny, równy, biały uśmiech - no ideał. Poza tym mimo że ja zarabiam sporo, ona też chce się samorealizować, pracować. Nie interesuje jej moja forsa. Bije od niej niesamowite ciepło, rozkosz, skromność. Nie mówiąc już o wspaniałym gotowaniu, zawsze czekającym na mnie obiedzie, gdy wracam z biura. Nie zamieniłbym jej na żadne miss świata, modelki, a nawet gwiazdy - dla mnie to ona jest gwiazdą. I to najjaśniejszą. Najcudowniejszą.

Moi znajomi nie rozumieją. Wolą podśmiechiwać się z niej pod nosem. I nieistotne dla nich jest to, że kobieta odmieniła me życie. To dzięki niej nie piję napojów procentowych (ona sama również jest abstynentką), że dałaby się pokroić za rodzinę, że jest troskliwa i ma wysokie IQ - nie. U nich się nic z tych rzeczy nie liczy, dopóki ''wygląda jak prosiak chrum chrum".

#ixqyh

Kiedy widziałam jak obrywa się mojemu starszemu bratu od rodziców, było mi bardzo przykro i zawsze chciałam go przytulić.

Widziałam, że tata nie kocha mamy tak jak ona nas. Stwierdziłam, że miłość rodziców jest najważniejsza i wpadłam na pomysł, że przywalę mamie, żeby tacie zrobiło się przykro i wtedy będzie ją przytulał i pocieszał.

Nie uratowało to miłości moich rodziców.
Szoku na twarzy mamy nigdy nie zapomnę :(

#hMtUX

Mój starszy brat planuje ślub ze swoją narzeczoną. Oboje są ludźmi spokojnymi, cichymi, nie przepadają za imprezami i szaleństwami. W związku z tym brat zaproponował, że wesele będzie skromne: max 20 gości od każdej strony, tylko obiad, alkohol symbolicznie, bez tańców ani zabaw, zapłacą sami, koszt góra 6-7 tysięcy. Nasza rodzina, ze sporym wahaniem, zaakceptowała taki plan. Narzeczona miała uzyskać aprobatę swoich rodziców.

I zaczęło się piekło. Jej rodzina przyjechała następnego dnia z wyrzutami, krzykami i oburzeniem, co to za bzdury wymyślamy?!?! Ich córeczka ma mieć porządne wesele! Nie będą się wstydzić, bo my mamy fanaberie!

Ich koncepcja?
Wstępna lista gości: ok. 120 osób, transportowanych busami, trzeba im zapewnić pokoje w hotelach. Ma być cała seria imprez, czas trwania co najmniej 3 dni, wesele, poprawiny, poprawiny part 2, chlanie dniami i nocami, ewentualnie z przerwami na sen, mają być wszystkie tradycyjne zabawy, oczepiny, zbieranie na wózek, taniec wokół krzeseł, jedzenie dziwnych rzeczy, zawiązywanie oczu itp., kapela, śpiewy i tańce do rana, kilkanaście dań, oczywiście żurek o północy, bar z dziesiątkami rodzajów wódek, win, piw, bimbru i domowych nalewek. Koszty? Już wstępnie wiedzą, jak duży kredyt jest potrzebny.

Brat obstaje przy swoim i nie zamierza odpuścić. Jego narzeczona nie chce się sprzeciwić rodzicom i popiera ich we wszystkim. W rezultacie kłócą się non stop. Ostatnio jest tak źle, że ślubu i wesela może w ogóle nie być.
Brak słów.

#ssqvn

Moja kumpela, lat 21, zawsze wydawała mi się bardzo dobrze ogarnięta życiowo: świetne studia, masa znajomych, tylko drugiej połówki wciąż nie spotkała. I owa "ogarnięta" panna zadała mi ostatnio serię pytań, po których zwątpiłam we wszystko:

- w którą dziurę wkłada się tampon?
- jak głęboko jest błona dziewicza?
- penis jest bardziej jak kabanos czy krakowska sucha?

Tak że ten... ktoś jeszcze wątpi, że edukacja seksualna w szkołach mogłaby zrobić dobrą robotę?

#y8zju

Gdy się denerwuję, mam problemy żołądkowo-jelitowe, wiecie, głównie biegunki. Pewnego razu jadąc autobusem na uczelnie (miałam egzamin), denerwowałam się, że przez korki nie zdążę i poczułam, że zbliża się wielka kupa. Cała drogę spinałam pośladki, starałam się myśleć o czymś innym, ale to nie skutkowało. Gdy wyszłam z pojazdu popuściłam... Mnóstwo ludzi na przystanku widziało, jak elegancko ubrana kobieta ok. 35 roku życia zesrała się w majtki... Dawno nie było mi tak bardzo wstyd. Podejrzewam u siebie zespół jelita drażliwego, bo biegunki występują głównie rano, gdy mam gdzieś wyjść, załatwić coś ważnego.

PS Jestem wykładowcą. Pozdrawiam moich studentów, którym bardzo często odwołuję poranne zajęcia. To naprawdę nie zależy ode mnie.
Dodaj anonimowe wyznanie