Prowadząc kiedyś gazetkę szkolną, przed wyborami parlamentarnymi przeprowadziliśmy sondaż poparcia partii politycznych wśród uczniów.
Wyniki nieco odbiegały od sympatii naczelnego, więc je sfałszował.
Historię znam z opowieści taty.
Jako 2-letnie dziecko razem z tatą pojechałem do lekarza. Podczas oczekiwania w kolejce do gabinetu dorwałem pilota leżącego na kanapie, mój tata chciał mi go zabrać, ale pani pielęgniarka, która stała obok powiedziała "A niech się bawi, i tak nikt tego telewizora nie umie włączyć".
Krótko po tych słowach wcisnąłem coś na pilocie i telewizor się włączył.
Podobno mina pielęgniarki była bezcenna :)
Kiedyś jak byłam mała, miałam cudownych dziadków. Mama mnie przyprowadzała o 7 do nich i zostawiała. Zostawili mi wiele cudownych wspomnień :) Zabawy z babcią i jej psem, ciekawostki od dziadka, zbieranie kasztanów, biegi do Leclerca, żeby dziadek wyłapał nowinki :) Naprawdę dużo tego było.
Niestety tego nie doceniałam. Czy to z mojej głupoty, czy przez piekło, jakie fundowali mi rodzice i rówieśnicy. Pewnie wszystko miało wkład. Zależało mi tylko na pieniądzach. I do teraz dręczą mnie dwa wspomnienia. Babcia, która musiała sama nieść zakupy do domu i je zbiła, bo ja pobiegłam przodem jak tylko dostałam to czego chciałam. Oraz dziadek. Umierający na łóżku. I ja myśląca tylko o tym, czy dostanę od niego jeszcze pieniądze za oceny.
Niby małe rzeczy, a bolą. Do tej pory nie potrafię nikomu okazywać uczuć. Nigdy przy nikim nie płakałam.
Babciu, dziadku, byliście cudowni. Przepraszam.
Tylko Wam potrafię się przyznać.
Jestem młodą pielęgniarką. Kocham swój zawód, w który wkładam całe serce, jednak jak każdy ma pewne wady.
Jakiś czas temu postanowiłam zrzucić trochę zbędnego tłuszczyku, a że czekolada kusi na każdym kroku, musiałam znaleźć skuteczny sposób.
Otóż gdy tylko mam ochotę na nadprogramowe kalorie, przypominam sobie opuchnięte, niezbyt ładnie pachnące i wyleżane w pampersie jądra moich starszych pacjentów (regularnie ich przebieramy, jednak wystarczy jedna upalna noc w nawet suchym pampersie, by uzyskać odpowiednią woń dla mojej "diety cud").
Szczerze Panów przepraszam i równocześnie ogromnie dziękuję za moje -5 kg w miesiąc.
O biciu słów kilka.
Ach, te cudowne lata 80. czy 90... czyli lata mojego dzieciństwa. Gdzie rodziny dziś uznane za patologiczne były normalne i nikt niczym się nie przejmował.
Moja rodzina również... Na co dzień wzór, ojej, do dziś słyszę, jakie to grzeczne dzieci mieli moi rodzice, szkoda tylko, że w czterech ścianach już tak fajnie nie było.
Zapytacie się jak było? Ano do dziś pamiętam, jak za byle g...o matka potrafiła nas zlać po tyłkach pasem/klapkiem/kablem, zależy co było pod ręką. Pamiętam ból, łzy, złość, żal i strach, jak ów kabel wesoło sobie wisiał na drzwiach od pokoju. Pamiętam, jak wraz z bratem zwijaliśmy się z bólu, bo to nie było głaskanie po pupie. Ojciec nie bił, teraz byśmy powiedzieli, że znęcał się psychicznie. Wyzwiska, wulgaryzmy, gnębienie i wyśmiewanie, bo coś nam nie wychodziło... Bicie trwało do ok. 8 roku życia, wyzwiska dużo dłużej.
A wiecie jakie samodzielne i cichutkie dzieci moi rodzice mieli? Można było chwalić i chwalić. Człowiek czasem bał się głośniej oddychać, bo tata wrócił zły z pracy albo mama miała gorszy dzień...
Kiedy byłam już prawie dorosła, spytałam moją mamę o tamte lata, usłyszałam, abym nie przesadzała, bo raptem parę razy klapsa nam dała... Tak to właśnie pamięta lub chce pamiętać.
No i do sedna... właśnie dlatego jak widzę, że ktoś daje klapsa lub słyszę, że klaps to nic takiego itd., itp., to zalewa mnie krew, a twarz nabiera wszystkich odcieni czerwieni. Dlatego gotuję się ze złości, bo przecież ja też dostawałam "tylko klapsa". Może kiedyś ludzie nie byli świadomi, ale dziś trzeba być ignorantem lub zwyczajnym (wstaw dowolny wulgaryzm), aby stosować takie metody wychowawcze. Zastanówcie się dwa razy, bo w tej społeczności na pewno też są zwolennicy znęcania się nad słabszymi. Jakim stworzeniem trzeba być, aby bić słabszych?
PS Mam dzieci, i to nawet troje, żadne z nich nigdy nie zostało uderzone. Łatwo nie było i nie jest, ale się da. Moje dzieciaki znają zasady i ponoszą konsekwencje swego zachowania, czy to dobrego, czy złego.
Kilka dni temu miałam lekcję nauki jazdy, podczas której zjechałam przypadkiem głęboko na pobocze. Instruktor zapytał mnie, czemu jestem nieobecna. Odpowiedziałam po prostu: Nie wiem.
Cóż, głupio było mi się przyznać, że z zaciekawieniem patrzyłam się na kota, który schodząc do rowu, zatrzymał się i po prostu zaczął SRAĆ.
Odnosząc się do wielu tutaj wyznań, nie dowiedziałam się o seksie z pornoli. Moi rodzice są bardzo pruderyjni. Do wieku 13 lat nie wiedziałam dokładnie skąd biorą się dzieci. Trochę tylko kojarzyłam, że kobieta i mężczyzna muszą być "blisko", ale jak blisko, to już mi rodzice nie chcieli mówić.
W szkole akurat mieliśmy pierwszą lekcję WDŻ i nauczyciel na niej nieokreślenie powiedział, że jak chłopak i dziewczyna są blisko razem i nie uważają, to może dojść do ciąży.
Siedząc razem z kolegą w ławce tak się tego wystraszyłam, że aż zostałam po lekcjach, żeby wygadać się nauczycielowi. Powiedziałam mu, że miałam "bliskie stosunki" z jednym chłopakiem i obawiam się ciąży. Nauczyciel nagle spanikował i zapytał jak bliskie, a ja na to "siedziałam z nim razem w ławce dzisiaj".
Otóż po wielkich brakach wiedzy (i wielkiej niechęci pytania kogokolwiek na ten wstydliwy temat) wytłumaczyłam sobie, że jak dwie osoby przeciwnej płci czują coś do siebie, to wystarczy tylko, żeby stały albo siedziały blisko siebie, a hormony wydzielane przez ich miłość wnikną do siebie przez ubrania i tak kobieta jest zapłodniona.
Niestety biedny nauczyciel musiał mi wszystko tamtego dnia wytłumaczyć.
Było już wiele wyznań o babciach - Typowych Moherowych Beretach - ale podzielę się z wami czymś, co naprawdę mnie wkurzyło.
Jadąc autobusem (a było naprawdę duszno i gorąco) w godzinach popołudniowych - co wiąże się z tym, że autobus przypomina puszkę szprotek - ustąpiłam miejsca kobiecie w zaawansowanej ciąży. Kilka przystanków dalej wsiadła babcia. Stanęła nad tą dziewczyną w ciąży i patrzy. Rozpoczęła się symfonia - ulubiona dla osób starszych 60+ - wzdychań, ochów i achów, połączona oczywiście z układem choreograficznym, w którego skład wchodziło wycieranie twarzy chusteczką, łapanie się za serce i czoło. Ogólnie przedstawienie z ciągłym spoglądaniem na panią w ciąży, czy to na nią w ogóle działa i czy ruszyło ją sumienie. Ciężarna naprawdę już unikała kontaktu wzrokowego z tą babą i patrzyła przez okno.
Oczywiście wtedy zaczęło się sapanie, że ta kobieta w ciąży jest niewychowana (?!), bo nie ustąpi jej miejsca i w ogóle ona jest starsza i się jej należy. Ciężarna zwróciła jej uwagę, że jest w ciąży, a ta na to, że ona w jej wieku i w jej stanie ustępowała miejsca starszym.
Naprawdę miała już wstawać (a naprawdę było duszno, no i było widać, że jest jej słabo), kiedy ja spojrzałam na tę kobietę w ciąży i pokazałam jej ręką, żeby została na miejscu.
Następnie spojrzałam na tę babę i zwróciłam jej uwagę, że ta kobieta jest w ciąży i nie będzie ustępować miejsca, bo to jest nawet niebezpieczne, żeby w taki upał wstawała z miejsca w takim tłumie, a jak wiadomo, czasem nawierzchnia drogi jest nierówna i autobusem po prostu trzęsie.
Baba zaczęła się oczywiście wykłócać, że ona jest stara, że coś jest strzyka, bla bla bla.
Powtórzyłam jej dokładnie to samo co wcześniej, a ta zaczęła się na mnie drzeć, że jestem niewychowana. Oczywiście nie omieszkałam babci przypomnieć, że to chyba z nią jest coś nie tak i jak chce bardzo usiąść, to może usiąść na podłodze albo na dachu, tam też są miejsca. Była taka wk#$&#a , że myślałam, że zaraz wybuchnie.
Ludzie w autobusie przyglądali się nam jakbyśmy grali w jakiejś telenoweli. I kiedy myślałam, że to już będzie koniec tego słownego sparingu wraz z pojedynkiem na miny, które stroiła ta babka - złapała mnie za nadgarstek w celu "przywrócenia mnie do porządku'' (?!). Chciałam już jej coś powiedzieć (oczywiście zaraz po tym jak wyrwałam moja rękę z jej o dziwo mocnego uścisku), kiedy jakiś pan krzyknął - "Halina, o co ty się k#$@a kłócisz , przecież i tak już wysiadasz. Znowu robisz cyrk, idź lepiej zrób na drutach skarpetki dla Janka".
Babka strzeliła buraka i wysiadła na następnym przystanku.
A, no i wspomnę, że cała akcja odgrywała się w ciągu 4 przystanków, które wcale nie były jakieś długie.
Uwielbiam patrzeć na piorące się ubrania w pralce. Uwielbiam ten widok wirujących ubrań. To mnie uspokaja. Czasami potrafię przez cały czas przesiedzieć obok pralki i obserwować co się teraz dzieje, ile czasu zostało i jaka jest teraz faza prania. Po wszystkim po prostu wyciągam pranie i rozwieszam.
Dużo czasu na tym tracę, ale mimo wszystko strasznie to lubię. Na szczęście nikt o tym nie wie :)
Pracuję jako kelner w restauracji przy trasie, z racji czego bardzo często naszymi gośćmi są kierowcy z różnych krajów.
Ostatnio podszedł do mnie gościu, zaczął wymachiwać rękami i krzyczeć "dusz! dusz!".
No a ja ciemna masa się przestraszyłem, bo myślałem, że chce mnie udusić, wcisnąłem taki magiczny przycisk znajdujący się pod kasą, który automatycznie wzywa ochronę.
Po paru minutach wbiegają dwa byki wraz z kierownikiem i pytają się co się dzieje, no to im mówię, że koleś mi grozi, że mnie udusi.
Okazało się, że to jakiś Rusek i chciał się dowiedzieć, czy są u nas prysznice.
Kierownik śmiał się z ochroniarzami i dokazywał, a na koniec mnie zwolnił.
Dodaj anonimowe wyznanie