Bardzo lubię bawić się lalkami Barbie z moją córeczką. Kupuję jej mnóstwo lalek i szyję im ubranka. Ma wypasiony domek dla lalek, który kupiłam za ostatnie grosze.
Wstydzę się tego, że lubię lalki bardziej od córki. Mam 34 lata...
Mieszkamy sobie w trójkę na mieszkaniu. Urocza blondynka ze świetnymi cyckami i tyłkiem, zabawna i imprezowa brunetka z nogami po same uszy i ja, totalna fajtłapa i oferma. Wiecie co jest najgorsze w posiadaniu tak atrakcyjnych współlokatorek? Już wam mówię. Oprócz tego, że razem mieszkamy, jesteśmy też przyjaciółmi, więc atmosfera w mieszkaniu jest bardzo luźna, nie krępujemy się siebie itd. I gdy były te straszne upały, moje współlokatorki biegały po mieszkaniu w bieliźnie. Normalna sprawa, strasznie gorąco itd. Ale mnie na ich widok za każdym razem kolega stawał na baczność.
Raz poszły do galerii, po kostiumy kąpielowe. Wysłały mi zdjęcia, żebym im pomógł w wyborze. Zapisałem je sobie i codziennie się nimi wspomagam przy masturbacji. Za każdym razem, gdy to robię, myślę o którejś z nich albo o nich razem. A potem muszę wyjść z pokoju i spojrzeć im w twarz. Mimo że one nie wiedzą co robiłem i jak o nich myślę, czuję wstyd za każdym razem, kiedy z nimi rozmawiam.
Jestem niepełnosprawny
Nie chodzę samodzielnie, zatem gdy chcę puścić bąka, a nie jestem sam, powstrzymuję się tak bardzo jak potrafię.
Najbardziej żenująca sytuacja przytrafiła mi się jednak w gimnazjum, kiedy to siedziałem sam na sam z dziewczyną w klasie. Nie była ona żadną moją koleżanką ani zauroczeniem. Prawdę mówiąc znaliśmy się jeszcze z podstawówki, ale nigdy za sobą nie przepadaliśmy, więc ze sobą nie rozmawialiśmy. Zachciało mi się pierdzieć, lecz walczyłem z tym aż minie. Kiedy już myślałem, że pierd się nie wydostanie, usłyszałem dźwięk, który trwał chyba z 10 sekund. Sami rozumiecie, wstyd było nawet powiedzieć "przepraszam". Szczęście od losu, że dziewczyna nijak tego nie skomentowała. Następne 2 minuty zanim weszła reszta klasy były koszmarem, a ja kląłem w myślach na to, że nie mogę wyjść z pomieszczenia jak normalny człowiek.
Oto mniejsze i większe minusy kalectwa.
Jestem rolnikiem i boję się szerszeni. Mieszanka wybuchowa, dlaczego? Otóż często przy pracy w polu, przy słonecznych dniach w kabinie robi się duszno i muszę otwierać tylną szybę. Przy pracy z trawą zdarza się, że szerszenie mają gdzieś gniazdo na pobliskich drzewach i podlatują do ciągnika. Nie raz zdarzyło mi się, że traciłem kontrolę nad pojazdem albo wybiegałem z traktora jak poparzony, bo szerszeń wleciał do środka.
Przed wyjechaniem na ulicę sprawdzam trzy razy, czy wszystko jest zamknięte, by te złodupce nie wleciały do środka i nie narobiły szkód mi i innym uczestnikom drogi.
Gdzieś w rejonach 4 klasy podstawówki nadszedł czas na rymowane przepychanki. Oczywiście z czasem rosły one na sile, jednak to wtedy poznałem dziwny termin "wali konia".
Był on dla mnie tak samo ciekawy, jak i tajemniczy. Dzieciaki przerzucały się nim na prawo i lewo, lecz żaden nie wiedział co to dokładnie znaczy.
I tak pewnego dnia, wpisując w Google słowo "kangur" (pewnie jakaś praca domowa), wspaniałomyślny wujek Google podsunął mi pozycję "kangur wali konia".
"O. W końcu się dowiem".
Niewiele się zastanawiając wyszukałem to i natrafiłem na filmik z danym tytułem.
I rzeczywiście - był tam nagrany kangur ciągnący się za swojego towarzysza.
W sumie śmieszyło mnie to, ale w dalszym ciągu nie wiedziałem po co tak robi.
Spróbowałem, żeby się dowiedzieć jaki ma w tym interes.
Patrzę na kangura - śmieję się.
Patrzę dalej - wciąż się śmieję.
Patrzę jeszcze - coraz mniej zaczyna obchodzić mnie kangur.
Patrzę jeszcze - ej.. fajnie!
Tak oto pierwszy raz doszedłem - patrząc na masturbującego się kangura.
Sobota. Ja zmęczony po pracy wracam do domu, aby w końcu móc odpocząć. Jakąś godzinkę po zrobiłem się głodny, więc udałem się do kuchni, aby coś przekąsić. Przy przeglądaniu lodówki uświadomiłem sobie, że przydałoby się zrobić jakieś zapasy, gdyż dotychczasowe się kończą i mogą na niedzielę nie starczyć. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Chwyciłem za bluzę i powolnym krokiem udałem się do pobliskiego supermarketu.
Po zakupach zapakowałem wszystko do siatek. Jako iż była ładna pogoda, stwierdziłem, że pójdę dłuższą trasą. Mniej więcej w połowie drogi kątem oka zauważyłem idącego za mną bezdomnego, wychudzonego psa. Zatrzymałem się na chwilę. Dobrze wiedziałem, że takim zwierzętom powinno się pomóc, dlatego wyjąłem kiełbasę i rzuciłem mu kawałek, bo nie wyglądało na to, aby mi ufał. Wpierw obwąchał przysmak nieufnie, po czym najchętniej na świecie go zjadł. Po jakichś trzech razach zaufał mi i podszedł do mnie ledwo merdając ogonem. Oddaliłem się od niego i dałem mu znak, aby za mną poszedł. W czasie drogi nie obeszło się oczywiście od dziwnych spojrzeń od ludzi. Patrzyli się na mnie tak, jakbym to ja tego psa wygłodził, co prawdą oczywiście nie było.
W domu wziąłem stary koc i rozłożyłem go w salonie. Jako że nie miałem psa ani kota, to nie miałem też karmy czy też misek, dlatego wziąłem głęboki talerz, nalałem tam wody i położyłem koło niego. Gdy upewniłem się, że nie jest groźny, postanowiłem położyć się spać, bo byłem już wystarczająco zmęczony. Nazajutrz zadzwoniłem do schroniska, opisałem całą sytuację i poprosiłem, aby po psa przyjechali.
Podobno tydzień po wyleczeniu go z chorób i przywróceniu mu odpowiedniej wagi znalazł dom. Niestety chciałbym go wziąć, lecz w moim bloku nie można trzymać zwierząt.
Ot, tak wyznanie uradowanego mężczyzny, że pomógł żywej istocie. :)
Moja matka zawsze biła mnie z byle powodu i nikomu to nie przeszkadzało. Tydzień temu oddałam jej. Teraz cała rodzina mnie nienawidzi.
Jestem kierownikiem w małym osiedlowym markecie.
W swojej pracy niejedną osobę już szkoliłam, ale pewna dziewczyna wyjątkowo zapadła mi w pamięć.
Poznajcie Kaję, księżniczkę, której bliżej było do patologii niż damy.
Przychodzi młoda dziewczyna, a za nią odór papierosków, tak jakby prała rzeczy w proszku o nazwie: Nikotyna. Wywracanie oczkami, jak każe się jej posprzątać półkę z pieczywem albo wyśmiewanie się z klientów, gdy wyjdą ze sklepu.
To jeszcze nic!
Pech chciał, że moja druga już herbata zachciała opuścić mój organizm i udałam się do toalety. Jako że mamy jedną i ta akurat była zajęta przez Kaję, cierpliwie czekałam.
Gdy ta wyszła, weszłam do środka w celu ulżenia mojemu pęcherzowi, ale zamarłam.
Resztki jej kolacji, obiadu czy śniadania oblepiały muszlę klozetową.
Zawołałam ją natychmiast do siebie, podeszła jak gdyby nigdy nic i patrzy na mnie czekając co zrobię.
Wskazując jej szczotkę do kibelka pytam, czy wie, do czego ona służy.
Kiwnęła głową. I zero reakcji.
Moja irytacja sięgnęła zenitu, więc wycedziłam przez zęby: TO ZACZNIJ JEJ UŻYWAĆ.
Na moich oczach zrobiła to co wcześniej było dla niej zbyt ciężkie. A ja usatysfakcjonowana mogłam w końcu skorzystać z toalety.
Kaja do końca dnia unikała mnie jak ognia, a jej pierwszy dzień był zarazem jej ostatnim. Na szczęście! Z taką fleją jeszcze nie pracowałam
Jakieś 5 lat temu wyjechałam do Holandii zarobić na studia. Trafiło na sprzątanie (które swoją drogą bardzo lubię). Tak trafiłam do wielkiego i pięknego domu. Był naprawdę ogromny i luksusowy. W owym domu mieszkało małżeństwo, dwie córki oraz syn. Z synem miałam świetne relacje, ułożony chłopak w moim wieku, zabawny i uroczy! Córki to zupełnie inna historia...
Kiedy wchodziłam do ich pokoi, w mojej głowie pojawiało się jedno pytanie "jak one mogą funkcjonować w takim burdelu?". Łazienka - odruchy wymiotne (sprzątałam ją co drugi dzień). Nie mogłam zrozumieć, jak w jeden dzień można zrobić taki syf? Alice była starszą siostrą, wyjątkowo trudny charakter, na kilometr było widać, że jest fałszywą suką. Marie to zupełnie inna historia, pogodna i zawsze uśmiechnięta dziewczyna, miła do wszystkich. Dziewczyny miały znaczną nadwagę ( już zahaczały o otyłość).
Jakoś na początku, jak przyszłam do tej rodziny, rodzice wyjechali gdzieś na 3 dni. Zaczęłam sprzątać jak co dzień, najpierw parter, potem piętro. Zobaczyłam, że dziewczyny są w jadalni, dlatego poszłam do salonu, żeby im nie przeszkadzać. Ujrzałam stół, a na nim śniadanie niczym w hotelu z all inclusive. Serio, czego tam nie było: bułki, crossianty, pankejki, jajecznice, normalnie stół zastawiony dla 5 osób. Zapytałam się z ciekawości, czy ktoś do niech przyjeżdża, bo tyle jedzenia, a Alice do mnie "nie, no co ty, normalne, ZBILANSOWANE śniadanie jemy". OK, myślałam, pewnie tyle tego zrobiły, ale zjedzą to co im smakuje, a resztę zostawią. Pomyliłam się, po 1,5 godz. opróżniły wszystko, a ja miałam do mycia mnóstwo naczyń!
Mijały kolejne dni, wchodzę jak zwykle z bananem na twarzy, żeby się pocieszyć przed najgorszym, czyli pokojami córek. Przekraczam próg pokoju Marie i nie mogę uwierzyć (to ten sam pokój?). Wszystko ładnie ułożone, buty, ubrania WOW. Kurde, pewnie jej nie było czy coś... Poszłam do pokoju Alice, a tam niestety to czego się spodziewałam. Po godzinie wychodzę odpocząć na tarasie, a tam Marie popija drinka
- O hej, Daria, jak się masz?
Odpowiadam, że dobrze. Zapytałam, czy była gdzieś poza domem, bo nie widziałam żadnych zmian w pokoju.
- Nie, byłam tu cały czas, po prostu spodobało mi się jak wszystko ułożyłaś i mogłam szybko znaleźć ubrania i buty.
Jezu, nie wierzę, PIERWSZA osoba, która doceniła moją pracę! Później scenariusz się powtarzał: Alice - totalny sajgon, Marie - schludnie i czysto.
Niestety po pół roku musiałam opuścić ten dom, szkoda, naprawdę fajnie mi się pracowało...
Z Marie piszę do dziś, wyprowadziła się z domu od toksycznej rodzinki (która nie mogła pogodzić się z faktem, że dziewczyna pięknie schudła). Obecnie studiuje medycynę, ma chłopaka i jest piękną dziewczyną! Starsza siostra została w domu, zrezygnowała ze studiów, a na zdj na fb widać, że jeszcze bardziej przytyła.
Cóż, nie szkoda mi jej! :D
Pracuję na magazynie.
Większość stanowią Hinduski, jest kilka Ukraińców, ale najmniej Polaków. Kto wykonuje najcięższą robotę? Oczywiście Polacy. Jesteśmy gorzej traktowani od obcokrajowców. Jak Ukraińców traktują normalnie, to Hinduski jak święte krowy.
Ostatnio nam kazali poprzenosić kartony - nic ciężkiego, jeden ważył może góra 2,5 kg. Hinduski zaczęły protestować, że nie będą tego robić, bo je ręce bolą, są zmęczone (po całym dniu siedzenia na tyłku) itp. Ostatnio im powiedziałam, żeby przestały się lenić, bo my nie będziemy za nie wszystkiego robić. Po tym jedna z nich poszła do kierownika, oburzona, że zwróciłam jej uwagę. Później wraca z kierownikiem, a ten krzyczy na mnie, że po co się wtrącam i skarżę.
Co to za sprawiedliwość? I jak niby mam nie mieć uprzedzeń do ich rasy...
Leniwe baby. Jeszcze zawsze po tym, jak wejdę po nich na stołówkę, to zawsze zastanę tam syf - resztki jedzenia na stole, porozlewane picie, nieumyte naczynia.
Czy te osoby są jakieś upośledzone? Czy wzięli jakieś księżniczki do pracy na magazyn?
Dodaj anonimowe wyznanie