Sytuacja działa się kilka dni temu. Gdyby mi ktoś ją opowiedział, to sam bym nie uwierzył, że coś tak abstrakcyjnego mogło się wydarzyć. Wracam wieczorem do domu, czekam na autobus i słucham muzyki ze słuchawek. Podjeżdża autobus, wsiadam - przy wejściu stoi jakiś koleś z dużym plecakiem, mijam go i jednocześnie słuchawki zahaczyły o jego plecak.
Przez przypadek delikatnie go pociągnąłem, dlatego go przeprosiłem, jednak on nie poczuł w ogóle tego pociągnięcia i nie wiedział o co chodzi. Zdezorientowany gwałtownie odwrócił się w moją stronę, a moje słuchawki wciąż były zaplątane w jego plecak. Swoim szybkim obrotem przypadkowo wyrwał mi telefon z kieszeni z taką siłą, że ten wylądował za drzwiami autobusu na przystanku... i nagle drzwi się zamykają.
W środku autobusu została tylko końcówka słuchawek, szybko podbiegam do drzwi, łapie za tę końcówkę i przyciągam telefon do siebie. Przypadkowy sprawca całego zamieszania jak już się zorientował co tu się odjebało próbował otworzyć drzwi przyciskiem i krzyczał do kierowcy by ten nie ruszał jednak ten chyba nic nie usłyszał. No i ruszył, z moim iPhonem wiszącym za drzwiami...
A mi nie pozostało nic innego jak klęczeć i modlić się, żeby słuchawki nie odczepiły się od telefonu. No i udało się, przejechałem cały przystanek z telefonem wiszącym na słuchawkach centymetr nad ziemią. Zapewne jakby słuchawki puściły, to wpadłby pod koła. Jak tylko autobus zatrzymał się na przystanku, to od razu odłączyłem go od słuchawek i schowałem do kieszeni. Dopiero wtedy się zorientowałem, że mojej akcji ratunkowej przyglądał się cały autobus. xD
Jeszcze dodam, że gdy to wszystko się działo, w słuchawkach leciał "Taco Hemingway - 6 zer", gdzie jest wers "Rozbity iPhone 6, choć zarabia marne grosze". Mój iPhone 6 na szczęście wyszedł z tego z jednym małym pęknięciem. Ale nie mogłoby być tak pięknie... Wczoraj gdy wynosiłem śmieci, telefon wypadł mi z kieszeni, tym razem wyszedł z tego z całym pękniętym ekranem...
Los chyba woli Samsunga, bo ewidentnie chciał się pozbyć u mnie tego jabłka.
Czasami wchodzę specjalnie na facebookowe fanpejdże sklepów spożywczych i czytam posty gości.
Lubię pośmiać się z ludzi, którzy czują potrzebę "naskarżenia", że wyprzedaż w sklepie jest ściągana za wcześnie albo wysyłania zdjęć pracowników palących papierosa na dworze "bo jak tak można, baner z kiełbasą za 9,99 zł/kg wciąż wisi, kiełbasa za 13,99, a ta sobie stoi i pali!".
Zawsze sobie wyobrażam, jak sekundę po wyjściu ze sklepu, ci ludzie stukają zapamiętale w klawiatury swoich telefoników, że kasjerka nie zaproponowała reklamówki.
Jako dzieciak oglądałem sporo TV. Wieczorami ze względu na króla pilota, czyli mojego tatę, oglądaliśmy filmy akcji z udziałem Stevena Seagala. Tam podczas bijatyk zawsze skręcał kark i wydawało mi się, że ich po prostu tak ogłusza. Do historii:
Rodzice mojego młodszego kuzyna budowali dom, czasami jeździłem tam oglądać postępy, pewnego dnia pojechałem tam z moim kuzynem i stwierdziliśmy, że tak jak na filmach będziemy się bić.
W pewnym momencie próbowałem skręcić mu kark. Na szczęście nie miałem na tyle siły, ale przez kilka tygodni miał w nim bóle i jego mama go masowała. Dziś patrząc na to z góry zastanawiam się co by było, jakbym przez moją głupotę go zabił... Oczywiście mocno mi się oberwało za to od rodziców, ale z kuzynem teraz żyjemy w nienaruszonej zgodzie ;)
Razem z moją młodszą siostrą byłyśmy dzisiaj wieczorem na premierze filmu "Annabelle: Narodziny zła". Film był moim zdaniem naprawdę straszny i w wielu scenach prawie schodziłam na zawał serca. Obie jesteśmy dość strachliwe jeśli chodzi o horrory tego typu, więc po powrocie do domu zdecydowałyśmy, że będziemy spały razem w moim pokoju. Jak postanowiłyśmy tak zrobiłyśmy i siostra zajęła zaszczytne miejsce na podłodze, podczas gdy ja rozwaliłam się na moim łożu z laptopem na kolanach. Młoda poszła spać wcześniej, a ja odpaliłam sobie jakiś komediowy serial, żeby zbić napięcie po poprzednim filmie.
Około 3 w nocy, gdy ja już zdążyłam zapomnieć o strachu, siostra zaczęła wydawać z siebie bliżej nieokreślone dźwięki. Zapaliłam lampkę nocną i spojrzałam na nią, by sprawdzić co się dzieje, gdy nagle zaczęła się powoli podnosić do pozycji siedzącej. Cały czas coś mruczała pod nosem, a jej powieki zaczęły się jakoś dziwnie otwierać. W ułamku sekundy przypomniały mi się wszystkie przerażające sceny z dzisiejszego filmu i wszystkich innych horrorów. Ogarnął mnie niesamowity strach i już zastanawiałam się w jakiej klatce przyjdzie mi spędzić resztę wieczności, po tym jak okrutny demon pod postacią mojej siostry porwie moją duszę do piekła. Siostra spojrzała na mnie i się uśmiechnęła, a ja czułam jak staje mi serce. Nagle zaczęła po omacku czegoś szukać na podłodze. Ze strachem spytałam co robi i czemu wstała. Gdy ja spodziewałam się najgorszego typu "Bo pragnę twojej duszy", ona ze spokojem odparła: "Szukam miski z makaronem", po czym jak gdyby nigdy nic po prostu się położyła i zasnęła.
Siedziałam na łóżku ze łzami w oczach i niesamowicie szybko bijącym sercem jeszcze kilka dłuższych chwil.
Chyba muszę trochę przystopować z horrorami.
Przyłapałam tatę na masturbacji... moim wibratorem.
Chcę umrzeć.
Gdy byłam mała, moja mama powiedziała, że jeśli zjem pestkę arbuza, to później wyrośnie mi on w brzuchu .
Tak więc zawsze gdy przychodził sezon na arbuzy, skrupulatnie wydłubywałam każdą pestkę.
Pewnego dnia, gdy przystąpiłam do konsumpcji tego niebiańskiego owocu, połknęłam pestkę. Cały wieczór bolał mnie brzuch, co chwilę biegałam do toalety i oczywiście moja diagnoza była następująca - ciąża. Tak właśnie, myślałam, że jestem w ciąży z arbuzem.
Bite trzy dni chodziłam załamana, bałam się powiedzieć mamie, bo nie wiedziałam jak zareaguje na to, że jej nie posłuchałam, a co gorsza zaszłam w ciążę w wieku 7 lat.
Panie w szkole zauważyły, że chodzę jakaś przybita i postanowiły zaalarmować moją wychowawczynię, która w czasie przerwy wzięła mnie do siebie, by zrobić wywiad.
Do końca życia nie zapomnę jej miny kiedy to oznajmiłam, że jestem w ciąży z arbuzem :D
Od razu chcę powiedzieć, że nie, nie urodziłam. Brzuch mnie bolał, bo dostałam srania po zjedzeniu dużych ilości arbuza, no ale nie skojarzyłam jednego z drugim.
Cześć. Mam 15 lat. W grudniu 16. I mam dość nietypowe "hobby".
Gdy nikogo nie ma w domu, zdejmuję z siebie ubranie i ubieram pieluchę. Tak, dobrze widzicie. Pieluchę (dla dorosłych albo drynites zamawiane na allegro i odbierane na poczcie). Po prostu lubię to uczucie jak sikam i ta pielucha zaczyna rosnąć (i to ciepło), gdy siedzę przed tv lub gram na komputerze.
Pieluchy mam schowane głęboko w szafie w dużych pudełkach po puzzlach, gdzie nikt nigdy nie zagląda. Taki mały sekret, o którym nikt z mojego otoczenia nie wie.
Mój sąsiad, facet około pięćdziesiątki, ostatnio kupił sobie trumnę. Oczywiście na zapas, żeby w razie śmierci mieć wszystko gotowe. Trumnę postawił w domu i stwierdził, że będzie w niej spał. Szkoda w końcu taki piękny mebel wykorzystać tylko raz.
Żona i reszta sąsiadów z zaniepokojeniem zareagowali na te praktyki, ale po poświęceniu i przymocowaniu krzyża nad trumną (naprawdę tak zrobili) uspokoili się.
Tak więc sąsiad śpi od kilku dni w trumnie, oczywiście bez przykrywy. W sumie to zawsze warto się przyzwyczajać - na całą wieczność.
Leżę sobie w łóżeczku i czytam anonimowe, aż tu nagle słyszę, jak moja sis gada przez sen "Nie dotykaj szuflady... Zostaw... To moje... Masz własne... zostaw" i myślę sobie o co chodzi, co ona ukrywa w tej szufladzie?
Wstaję i otwieram wszystkie szuflady po kolei, w jej komodzie patrzę, a tam ostatnia szuflada zapełniona różnymi słodyczami.
Właśnie kończę 3 paczkę m&m-sów. Wszystkie słodycze były kupione za kasę z mojej skarbonki.
Od pewnego czasu razem z siostrą zajmujemy się czteroletnim husky, który ma chore biodro i był zaniedbywany. To pies naszych sąsiadów, ale ze względu na to, że ich nie ma w domu całymi dniami, a ja mam pracę, którą wykonuję w domu, jestem w stanie robić sobie przerwy na zabawy i spacery z pieskiem :)
Dzisiaj dosłownie 15 minut temu dostałam SMS od właściciela naszej maskotki, w którym napisał, że chce ją oddać do schroniska, ponieważ nie jest w stanie jej pomóc ani utrzymać. Napisał tam również, że związku z tym, że ja i moja siostra się nią zajmujemy, mamy pierwszeństwo do tego aby ją zaadoptować, ale jeśli to nie wypali, będą zmuszeni oddać ją do schroniska albo znaleźć jej nowy dom.
Nie powiem, bo zakochałam się w tej psince i moje zarobki są w stanie pokryć jej leczenie, jak i również ją wyżywić, a nawet i pokupować dużo smakołyków oraz zabawek.
Jest tylko jeden problem, mianowicie jest to mój tata, który jestem pewna się nie zgodzi aby przygarnąć psinkę do naszego domu, w głębi serca ją kocha tak samo jak moja siostra ja i mama, ale i tak trzyma się swego i nie ufa nam, że damy radę z tym wyzwaniem.
Za pół godziny, gdy tata wróci z pracy mam zamiar z nim porozmawiać i jak postanowiłam, zrobię wszystko, żeby trafiła do nas. Trzymajcie kciuki :)
Dodaj anonimowe wyznanie