Myślałam, że nic nie wyprowadzi mnie równowagi, ale ostatnio miałam sytuację w domu, po której zastanawiam się kto ma nie po kolei w głowie...
Na wstępie dodam, że moim marzeniem jest pracować w Policji. Naukę kończę właśnie z myślą o tej pracy i ten temat ciągle pojawia się podczas jakichś rodzinnych spotkań. Jestem także w trakcie rekrutacji, co też ma znaczenie w wyznaniu.
Po weekendzie u znajomych wróciłam do domu, gdzie zostałam rodziców z gośćmi, z którymi podczas spotkania pojawił się alkohol. Chwilę wcześniej prowadziłam auto, a ogółem rzadko kiedy sięgam po alkohol, więc logiczne było, że będę kierowcą. Przed 22 miałam gdzieś podrzucić moją mamę, więc około 20:30 poszłam się wykąpać i przy okazji umyłam głowę. Po wyjściu z łazienki siedziałam w pokoju z ręcznikiem na głowie. Muszę dodać, że to był ten weekend, kiedy pojawił się u nas GRZEGORZ, a w moim województwie było mnóstwo efektów działania tego okropieństwa plus w dalszym ciągu wiał okropny wiatr.
Kiedy moja mama zobaczyła mnie z mokrą głową, zaczął się lament i krzyk do ojca "Ja pierd..., Marek, ona umyła głowę! Ty się lepiej zbieraj, żeby mnie odwieźć!". Oczywiście moje słowa, że wysuszę głowę, ubiorę czapkę i kaptur, bo przecież auto i tak pod klatką stoi, nie dały efektu. Mój ojciec po porządnej dawce alkoholu zaczął się ubierać i jak gdyby nigdy nic był gotowy iść do auta. Goście - zero reakcji. Oczywiście nie było żadnej odmowy z mojej strony, żeby podwieźć kogokolwiek gdziekolwiek, więc jak zobaczyłam co się dzieje, wyrwałam mojemu ojcu kluczyki i zaczęłam się drzeć, czy oni wszyscy są normalni.
Kiedy znalazłam się w aucie z moją matką, okazało się, że mamy do odbioru po drodze jej dwie koleżanki. Kiedy pierwszej zwróciłam uwagę, żeby zapięła pas, usłyszałam "dobra, weź się uspokój". A kiedy kolejna wsiadła do auta i grzecznie poprosiłam o zapięcie pasa, usłyszałam, że "mam przestać zachowywać się jak nienormalna i jakbym już była w tej Policji!".
Powiedzcie mi, kto w tym wszystkim jest nienormalny...
Wiecie jaki mam patent na poprawienie samooceny? Wskazuję w trampki, jeansy i idę do klubu kogoś poderwać - im młodszy, tym lepszy. Wypatruję sobie młodego byczka i zaczyna się zarzucanie sieci - niby przypadkowe spojrzenia, uśmiechy. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby któryś z nich nie podszedł. I tak spędzamy sobie czas tańcząc i rozmawiając. Na koniec, kiedy on jest już wpatrzony we mnie jak w obrazek i mówi, że jeszcze nigdy nie spotkał takiej dziewczyny jak ja, nadchodzi moja ukochana chwila - mówię mu, ile mam lat (mój wiek jest zbliżony do wieku matek tych chłopaków).
To niedowierzanie malujące się na ich twarzach - bezcenne.
Na imprezie biznesowej mój lekko podpity szef powiedział mi, że z chęcią strzeliłby mi palcówkę.
Jestem mężczyzną po trzydziestce.
Gdy byłam dzieckiem, odwiedzając kuzynkę w jej domu, poczułam potrzebę fizjologiczną i spytałam, gdzie jest łazienka, a nie toaleta.
Kojarzycie takie mieszkania, w których toaleta nie znajduje się w łazience, tylko osobno? Ja zajarzyłam dosyć późno i przez jakieś dwa lata sikałam u nich do wanny. Myślałam, że tak po prostu mają.
Nie mam lewej nogi od urodzenia, pomimo wszystko mam rodzinę i radzę sobie.
Dla zabicia czasu pływam. Co roku biorę udział w zawodach pływackich dla niepełnosprawnych. Ludzie zazwyczaj są bardzo mili, ale zdarzają się wyjątki.
Na ostatnich zawodach kobieta, która była "niewidoma", bez problemu udała się do toalety i złapała za klamkę bez pomocy opiekuna.
Okazało się, że udawała, bo przegrywała w normalnych zawodach, więc pomyślała, że nad nami zyska przewagę.
W mojej miejscowości ostatnio głośno było o psie, który pałętał się po okolicy poraniony, głodny i bezpański. Mnóstwo ludzi dobrej woli ruszyło mu na pomoc, pomagając w złapaniu go, wpłacając pieniądze na leczenie, szukając sprawcy jego nieszczęścia. Lokalne portale informacyjne oraz gazety dość długo o tym pisały, ludzie życzyli jak najgorzej katu zwierzęcia. Nagle sprawa ucichła, gdy okazało się, że pies nie jest bezpański i wiadomo, czemu jest w takim stanie.
Kundel był duży, ok. 40 kg wagi. Puszczany samopas przez panią, której mottem było "Pusia nie gryzie". Pani miała dobrą sytuację materialną, wyższe wykształcenie - teoretycznie OK, powinna ogarniać zwierzaka. Nie ogarniała. Pies nie raz i nie dwa sprawiał kłopoty. Jednego wieczora wtargnął na podwórze (zrobił podkop pod płotem) pewnego obywatela z drugiego końca miasteczka. Dziecko owego obywatela miało w boksie pod domem swojego królika, którego poszło nakarmić marchewką. Pies zaatakował dziecko. Pogryzł mu twarz i ręce. Matka wybiegła z domu i widząc, że jej 8-letnia córka jest atakowana, bez namysłu chwyciła znajdujący się pod ręką szpadel i w obronie dziecka przywaliła nim psu kilka razy, wołając przy tym o pomoc. Pies oberwał, ale uciekł tą samą drogą, którą przyszedł. Została wezwana karetka, policja, dziecko trafiło śmigłowcem do szpitala w mieście wojewódzkim, bo miało rozszarpaną m.in. szyję. Był późny wieczór (18-19), matka dziecka nie miała okazji przyjrzeć się psu ze szczegółami, nie kojarzyła też psa kobiety z tak daleka.
Kundel z ranami włóczył się po okolicy przez jakiś czas, pańcia miała w d..., że nie wraca od kilku dni. Żadnego sprostowania w żadnym ze środków przekazu nie było. Za to aktywiści broniący praw zwierząt życzyli matce dziecka, aby "jej bachor konał w męczarniach jak ten pies" (który ostatecznie przeżył i jedyne co trwale zarobił, to kilka blizn i nieco pokory, jego ofiara zaś ma sieczkę z buzi i traumę). Robili to bardzo głośno i wyraźnie. Pańcia psa dobrze miga się od odpowiedzialności za los zarówno dziecka, jak i psa. Koronnym argumentem obrońców psa jest to, że dziecko go sprowokowało i nie powinno wychodzić trzy metry za drzwi domu, a tym bardziej karmić królika. Zaznaczam, pies nie raz robił szkody i był agresywny wobec ludzi. Ale najważniejsze jest to, że dziecko tak strasznie go drażniło.
Mamy homoseksualną parę w klasie. Nie obnoszą się z tym specjalnie. Patrząc się na nich, nikt by nie pomyślał, że mogą być razem. Tylko przy bliższych znajomych trzymają się za ręce itp.
Ostatnio mieli rocznicę i jeden drugiego cmoknął w policzek. No i się zaczęło...
Kolega, który ze swoją dziewczyną najczęściej w szkole zachowują się jakby kręcili porno, poleciał do wychowawcy i powiedział, że jak to tak, to jest obrzydliwe i powinni zostać ukarani.
Z całego serca wolę patrzeć na cmok w policzek między dwoma chłopakami, niż na odgrywanie glonojada chłopaka z dziewczyną. Ludzie, mamy XXI wiek!!!
Siedzę właśnie w poczekalni u lekarza.
Wchodząc w korytarz, kulturalnie zapytałam, który numerek wszedł właśnie do gabinetu. Jedna z pań, około 70 lat, miło mi odpowiedziała, na co druga (na oko z 50 lat) zaczęła jej szeptać (według niej szeptać, bo słychać to było wszędzie) "mogłaś jej nie mówić, młoda kurwa jest, dopiero przyszła, to mogła czekać do końca. My byśmy szybciej weszły".
A podobno to młode pokolenie jest niemiłe i zepsute :)
Rok temu wracałam ze szkoły pociągiem do domu, do przedziału wsiadł starszy pan, wyglądał na schorowanego, ale był przemiły. Zaraz po nim wsiadł chłopak i usiadł obok mnie. Starszy pan zaczął swoją przemowę, jak to byśmy byli piękna parą, że ja taka ładna, a chłopak przystojny, że będziemy do siebie pasować i że powinniśmy się wymienić numerami telefonów itp.
Gdy pan wyszedł, my zaczęliśmy się śmiać z tego fajnego pana i zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. W końcu wymienialiśmy się numerami i pisaliśmy długi czas.
Dzięki temu jestem z moim ukochanym już pół roku :)
Może nie jest to aż tak anonimowe, ale chciałam pokazać, jak zwykły mężczyzna i przypadek mogą połączyć dwie osoby :)
Okradłam kiedyś sklep.
Miałam jakieś 12 lat, był środek zimy, ostatni dzień w szkole przed świętami. Skończyłam lekcje i musiałam poczekać 3 godziny na autobus. Było zimno, padał śnieg, a ja byłam w przemoczonych adidasach i cienkiej kurtce, nie miałam gdzie poczekać na autobus. Byłam głodna, nie jadłam śniadania, nie miałam przy sobie nawet złotówki. Nie miałam też podpasek, a właśnie zaczął mi się okres, co gorsza w domu też nie miałam podpasek i wiedziałam, że w mojej wiosce ich nie kupię, zresztą nie miałam za co.
Żeby się ogrzać, chodziłam po różnych sklepach. Weszłam w końcu do jednego, coś w stylu wszystko za 4 zł... Dwie ekspedientki siedziały przy ladzie i opowiadały o tym, co komu kupiły na święta. Zrobiło mi się jeszcze gorzej - głodna, zmarznięta, zmoknięta, jeszcze musiałam słuchać o prezentach. Oczywiście ja na żadne prezenty nie liczyłam, nikt nigdy nie dał mi niczego na urodziny albo święta.
Kiedy doszłam na tył sklepu, zauważyłam podpaski na półce. Ekspedientki mnie nie widziały i chyba nawet nie zarejestrowały mojego wejścia do sklepu, tak bardzo były zajęte rozmową. Nie wiem, co mnie podkusiło, ale wzięłam te podpaski i schowałam szybko do torby. Potem zwinęłam w ten sam sposób szampon - mój skończył się miesiąc wcześniej, włosy myłam mydłem w kostce. Szybko uciekłam ze sklepu i nigdy tam nie wróciłam.
Dzisiaj jest mi bardzo przykro, ale nie z powodu tego, co zrobiłam, tylko dlatego, że musiałam to zrobić. To straszne, że rodzice do tego stopnia nie mieli pieniędzy i olewali własne dziecko, że aż musiało ono kraść podpaski...
Dodaj anonimowe wyznanie