#JaxFP

Właśnie wracałam tramwajem od koleżanki. Zobaczyłam około 4-letniego chłopca z mamą. Wywiązał się między nimi taki dialog:

Chłopiec - Mamo, ja muszę siku!
Mama - Piotrusiu, mówiłam ci, żebyś załatwił się w domu. Jeszcze 10 minut. Teraz nie mamy gdzie pójść.
C - Ale ja muszę teraz!
M - A czyja to wina?
C - To wszystko wina Tuska!

Wszyscy ludzie w tramwaju zaczęli się śmiać, a czerwona mama z Piotrusiem wysiadła na następnym przystanku.

#WHyjv

Odkąd zmieniłam szczotkę, kondycja, wygląd i szybkość wzrostu moich włosów znacząco się poprawiły. Szybciej się rozczesują, są lśniące i zdrowsze.
Znajomym, którzy pytają się o powód tak nagłej ich poprawy, zgodnie z prawdą odpowiadam, że to za sprawą specjalnej szczotki ze specjalistycznego sklepu.

Tym specjalistycznym sklepem jest sklep zoologiczny.
Jakoś tak wstyd mi przyznać przy moich koleżankach, że włosy rozczesuję taką podwójną szczotką do rozczesywania sierści dla psów.

PS Taka szczotka jest dla mnie lepsza i wygodniejsza od normalnej. Mimo wstydu - o zamianie nie ma mowy! :D

#9eehD

Chciałem podzielić się z wami opowieścią o kombinowaniu. Nie naszym swojskim, Januszowym, ale dla odmiany brytyjskim, Jonathanowym.

W brytyjskich restauracjach popularną praktyką jest, by ludziom składającym zażalenia oferować zniżki. W wyjątkowych przypadkach nawet 100%.
Rzecz jasna, ludzie obdarzeni fantazją szybko rozplanowali metodę, jak się nażreć i zaoszczędzić.

Kto pracował w UK w gastronomii, zapewne  zna ten typ klientów, którzy przychodzą, zamawiają, jedzą wszystko do czysta, aż cud, że się zastawa ostaje, po czym narzekają, jakie to jedzenie było niedobre - a nuż uda się wynarzekać jakąś zniżkę.
Do restauracji, w której pracowałem, przyszedł raz właśnie taki gość. Zamówił, zjadł, po czym usiadł i myślał. Jedzenie, które dostał było profesjonalnie przygotowane i trudno było przyczepić się do czegokolwiek, więc trochę mu zajęło to myślenie. Kiedy już wymyślił, złożył zażalenie, że "muzyka w lokalu była za szybka, i przez tę muzykę jadł za szybko i mu teraz niedobrze".

Zniżki oczywiście nie dostał. Dostał się za to na listę anegdot wspominanych przez pracowników restauracji.

PS Od czasu odwiedzin tego gościa moją wyobraźnię nawiedza myśl o wspomnianym kliencie jedzącym swój posiłek w rytm hitów Skrillexa.

#feosx

Jestem nauczycielką w jednej z krakowskich podstawówek. Może pominę ten fragment, w którym powinnam opisać swoje żenujące zarobki daleko odbiegające od 4 tysięcy (z tyłu głowy mam ojca, który powiedział kiedyś, że podejmując pracę jako lekarz, nauczyciel czy ksiądz musisz pamiętać, że służysz w niej ludziom), że pracuję w rzeczywistości więcej niż 40 godzin (oczywiście wszyscy korpo zaraz będą mieć przygotowaną kontrę), że tak naprawdę nie ma czegoś takiego jak odpoczynek od szkoły - rodzice piszą na Librusie, ty przejmujesz się wychowankami, ciągle umawiasz się na spotkania, bo uczeń coś zbroił (albo wręcz przeciwnie - wtedy chcesz go pochwalić). I tak w kółko. Mój mąż powiedział, że nie miał pojęcia, iż żeniąc się ze mną, ożeni się z całym systemem edukacji, który na stałe jest w naszym domu. Ale do rzeczy.

Co jest największym koszmarem nauczyciela? Rodzice. Roszczeniowi, rozpieszczeni, bezczelni, którzy uważają, że skoro nauczyciel "tak mało" pracuje, powinien być na każde ich skinienie, że ich dzieci są wyjątkowe i najwspanialsze, a fakt, że dziecko dostało jedynkę - jest winą nauczyciela. Ale co tu pisać, oto kilka przykładów:

1. Byłam z dziećmi w kinie. Jedna z uczennic rzucała popcornem w głowę starszego, niepełnosprawnego pana. Po seansie porządnie ją ochrzaniłam i kazałam po pierwsze - przeprosić pana, a po drugie - wykonać plakat promujący właściwe postawy w miejscach publicznych. Co zrobiła mamusia? Napisała skargę do dyrekcji, że poniżyłam jej dziecko; że ono teraz przeze mnie ma traumę. Gotowało się we mnie ze dwa dni.

2. Uczeń dostał dwie pały w ciągu tygodnia. Przyszła - uwaga - babcia delikwenta (która nie jest prawnym opiekunem) i bez jakiegokolwiek słowa przywitania zaczęła na mnie krzyczeć na korytarzu. Potem przychodziła do mnie co tydzień i mówiła, że ma takie kontakty w mieście, że nie znajdę tu pracy i mogę się pakować. Rozumiem, że praktyka zastraszania nauczycieli robi się normą?

3. Przyszła matka na skargę do dyrekcji. Co usłyszałam? "Pani znęca się nad moją córką, gdyż przydzieliła ją do pracy w grupie z samymi chłopcami".

4. Idę korytarzem i słyszę, że mój wychowanek klnie jak najęty. Biorę go za chochoły, dzwonię do mamy. Mama przychodzi, mówię jej o zaistniałej sytuacji, a ona: "No ja kurwa nie wiem, skąd on się tego uczy".

5. Mama jednej z uczennic w maju przyniosła mi opinię, że dziewczynka ma dysleksję. I czego zażądała? Weryfikacji ocen z całego roku. To, że prawo nie działa wstecz, nie trafiało do niej. Kiedy powiedziałam jej, że jedyną opcją jest możliwość napisania przez dziewczynkę wszystkich sprawdzianów od początku roku, skapitulowała. A ile nasłuchałam się? Jestem niekompetentna, źle wychowuję dzieci, organizuję głupie wycieczki. Ot co.

Kochani rodzice. Wy się tak zachowujecie. I tak wychowujecie swoje dzieci.

#XIXOJ

Rzecz działa się w drugiej klasie podstawówki.
Ogólnie dobrze się czułam przed wyjściem ze szkoły, ale nieco później poczułam się gorzej.

Na lekcji z wychowawczynią powiedziałam, że muszę do toalety, ale ona nie chciała mnie puścić. W szkole panowała zasada, że w czasie lekcji był zakaz wypuszczania do łazienek. Ponadto klucze do niej miał nauczyciel dyżurujący na następnej przerwie.
No i jak ławo się domyślić, puściłam pawia. Na cały stół, na moje książki... Całe szczęście, że koleżanki, która ze mną siedziała, wyjątkowo nie było.

No i taki dodatek.
Nauczycielka kazała mi przestać wymiotować i sprzątać po sobie. Iść do dyżurki po ścierki, mop i wiadro z wodą.
Książki oczywiście były w opłakanym stanie.

#cYIa3

Jak oduczyłam się używania telefonu w kiblu...

Mój stary telefon po tym, jak wpadł do jeziora miał tendencję do "wariowania", np.robił zdjęcia w nieoczekiwanym momencie.

I jak się domyślacie, siedząc na tronie zadumy i pisząc z całkiem fajnym kolegą, mającym status "brany pod uwagę", wysłałam mu niechcący zdjęcie swoich spuszczonych majtek.
Z wkładką higieniczną.
Dodaj anonimowe wyznanie