Halloween. Standardowo wieczorem chodziły dzieci, pukając od drzwi do drzwi. Do mnie też zapukali, wołając "cukierek albo psikus!".
Skoro psikus, to psikus - i dałem im garść kostek rosołowych.
Ich miny - bezcenne :D
Spokojnie, dostały i psikusa, i cukierki. W tamtym roku też był taki psikus ode mnie ;)
Na przestrzeni lat i po przebyciu dwóch poważnych kontuzji utrudniających poruszanie, wyrobiłam sobie specyficzne zasady dotyczące ustępowania miejsca w środkach komunikacji. Chociażbym nie wiem jak się źle czuła, zawsze wstaję, gdy widzę starszą drobną osobę, ludzi z kulami, matki z dziećmi do lat ok. 4 i kobiety w ciąży. Często też tym, którym po prostu dobro z oczu patrzy. Nie toleruję natomiast wielgachnych, sapiących bab, pędzących na miejsce w rytmie "Wrecking ball". Dlaczego?
Sytuacja nr 1.
Wypadek, skręcona kostka, pęknięta torebka stawowa, plus mocne obicie części lędźwiowej - gips, kule i wszystko co przeciwbólowe. Było to na miesiąc przed maturą, toteż nosiłam ogrom książek w plecaku, by pouczyć się na okienkach... Dom oddalony o 20 km od szkoły. 3 razy zostałam stratowana, raz jedna przeszła mi po gipsie. Nie zliczę, ile razy nikt nawet nie wpadł na to, by ustąpić miejsca.
Sytuacja nr 2.
Niestety nie było mi dane mieć własnego auta, a krewni spędzają mnóstwo czasu w pracy. Po przebytej operacji wracałam do domu taksówką. Wychodząc pod szpital i widząc już swoje zamówione auto, dosłownie dostałam torebką w brzuch od starszej pani posturą przypominającą ową "wrecking ball". Wykazała niemałe zdziwienie, gdy po otwarciu drzwi kierowca uprzejmie powiedział, że zamówienie zostało złożone na konkretne imię.
Sytuacja nr 3.
Grupka osobników, tramwaj w niestandardowej godzinie. Stoję przy drzwiach, ponieważ wszystkie miejsca zajęte, niemal jak na trasie w stronę cmentarza 1 listopada. Do tramwaju wchodzi młoda kobieta w wyraźnej ciąży. Naliczyłam 2 spojrzenia pełne pogardy, jedną dyskusje o wypadzie do Tesco, bo "szyneczka na promocji" i trzy westchnięcio-prychnięcia.
Nikt nie ustąpił dziewczynie miejsca.
Na ostatnią z sytuacji zareagowałam. Po zwolnieniu jednego z miejsc i dzikiej walce, udało mi się zająć miejsce. Porozumiewawczo pokiwałam do dziewczyny, by przyszła i usiadła na moim wywalczonym miejscu. Wywołało to niemałe oburzenie, ale żadne słowa nie mogły wówczas zepsuć mi humoru.
Od tamtej pory robię dokładnie to, co moje ulubione panie od "wrecking ball". Zajmuję biegusiem miejsce i w niedługim czasie oddaje je komuś, kto potrzebuje go bardziej niż osoba jadąca "po szyneczkę na promce". Chamstwem można zwalczyć chamstwo, ale ważne, by zrobić to z głową :)
Mój były zerwał ze mną, bo stwierdził, że należę do patologicznej rodziny tylko dlatego, że wychowałam się bez ojca.
Ostatnio urodziło mi się dziecko, takie małe, kochane, 10/10 w skali Apgar, lecz posiada małą wadę - jedna z nerek nie jest wykształcona w pełni, a druga niezbyt jest skora do współpracy. Przy wypisie ze szpitala moja partnerka dostała dla małej skierowanie do nefrologa dziecięcego, by stawiać się kontrolnie co około tydzień lub dwa na wizytę.
Gdzie haczyk? U mnie w mieście nie ma nefrologa dziecięcego, a w najbliższej przychodni (120 km) termin to jakoś w połowie czerwca 2018...
A prywatnie? Za 3 dni wizyta 200 zł + wszystkie badania prywatnie.
Oddajcie mi moje składki!
Oskar jest moim opiekunem snu. Gdy zgaszę światło, Oskar pojawia się przy końcu mojego łóżka. Ma postawę szczupłego nastolatka i ma ze 172 cm wzrostu. Zawsze widzę tylko zarys jego osoby, bo wkoło jest zbyt ciemno. Oskar stoi koło mnie tylko chwilę, ale w ciągu niej analizuje mnie i moje otoczenie. Potem po prostu znika, a ja zasypiam.
Oskar to postać stworzona przeze mnie latem. Przed kilkanaście nocy z rzędu cały czas miałam koszmary, gdzie musiałam uciekać, więc budziłam się zmęczona. Nawet czasami potrafiłam rano płakać z wyczerpania. Niestety nie należę do osób, które zasną w ciągu dnia, więc nie mogłam tego odespać.
Moja wyobraźnia zaczęła działać i nie wiem jak, ale wyimaginowałam sobie opiekuna/strażnika/ducha snu. Od tamtej pory nie mam koszmarów.
Ciekawostka - dałam mu na imię Oskar dopiero 3 dni temu. Wcześniej był to po prostu Strażnik snu.
W wieku 7-9 lat uprawialiśmy z kolegami seks gejowski.
Do jednego z nich nadal czuję pociąg seksualny.
Wczoraj mój chłopak oznajmił mi, że pod moją dłuższą nieobecność skorzystał z popularnego serwisu kobiet na telefon.
Dodał, że nie uznaje tego za zdradę, a za usługę, bo przecież zapłacił.
Jakiś miesiąc temu poszłam, z grupką znajomych, do klubu. Miałam za sobą okropny dzień, do tego od dłuższego czasu miałam doła spowodowanego friendzonem.
Po dłuższym czasie do tańca poprosił mnie jakiś obcy facet. Nie powiem, tańczyło się nam genialnie. W rozmowie powiedziałam tylko, albo aż, jak mam na imię, gdzie studiuję oraz z jakiego miasta pochodzę. Po kilku piosenkach podziękowałam za taniec i wróciłam do swoich znajomych.
Następnego dnia na Facebooku dostałam od niego wiadomość, z zapytaniem jak się czuję, oraz zaproszenie do znajomych. Przeraził mnie trochę fakt jak mnie znalazł, bo na profilu nie mam żadnych zdjęć, a mamy tylko jednego wspólnego znajomego. Zaproszenie odrzuciłam i zapomniałam o nim. Na tydzień.
Od tamtej pory codziennie dostaję wiadomości coraz bardziej nachalne, czy bym nie chciała z nim pójść potańczyć/ na kawę/ do kina. W tym tygodniu nawet codziennie czekał przed moim wydziałem. Nie docierają do niego już bezpośrednie teksty żeby spadał, bo nigdzie z nim nie pójdę. Coraz bardziej boję się wychodzić z domu i za każdym razem jak do niego wracam, oglądam się, czy za mną nie idzie.
Nie wiem, czy przesadzam czy nie, ale jeżeli się dowie gdzie mieszkam, to od razu zgłaszam go na policję. Mam tylko nadzieję, że do tej pory sobie odpuści.
Kiedy miałem 6 lat i wstawałem do łazienki za potrzebą, udawałem na korytarzu, że jestem duchem i buczałem na cały głos o 3 nad ranem, żeby inne duchy mnie nie rozpoznały.
Kiedyś, jak miałem ze trzy lata, mieszkaliśmy w bloku. Miałem wtedy taki jeden czerwony samochodzik, który dostałem wcześniej na urodziny. Był on na tyle duży, że mogłem na niego usiąść i jeździć po mieszkaniu.
Pewnego razu wieczorem, kiedy się nim bawiłem, zachciało mi się srać. Mama robiła akurat coś w kuchni, a tata był chyba jeszcze w pracy.
Pojechałem autem do łazienki. Samochodzik miał pod siedzeniem bagażnik, a ja, bojąc się usiąść na kiblu, skorzystałem z owego bagażnika. Potem jak gdyby nigdy nic zamknąłem go i pojechałem do salonu.
Mama zorientowała się po jakiejś godzinie.
Dodaj anonimowe wyznanie