Miałem może 6 lat i ogromną ochotę na coca-colę, więc wygrzebałem jakieś drobne i udałem się do sklepu.
Kupiłem colę w szklanej butelce i miałem zamiar wyjść ze sklepu, gdy usłyszałem od mojej kochanej pani sklepowej "Tylko zwróć, proszę, butelkę".
Byłem przerażony. Wyszedłem ze sklepu, próbując nie dać po sobie tego poznać. Całą drogę płakałem i zastanawiałem się, jak można zwymiotować taką butelkę. Przecież ja nie dam rady tego nawet połknąć!
Kolega zapoznawał mnie ze swoją koleżanką. Dodam, że lubię czasem zażartować.
Wywiązał się taki oto dialog:
- Cześć, Afrodyta jestem.
- Witam, jestem Zeus.
Okazało się, że naprawdę nazywa się Afrodyta.
Logika niektórych osób mnie rozbraja. Żeby ten wywód miał sens, musimy najpierw cofnąć się do pewnej sytuacji.
Gdy wieczorną porą wracałem z pracy, byłem świadkiem, jak dwóch typów zaczepia młodą kobietę. A że nigdy nie potrafiłem przejść obojętnie takiej sytuacji, to od razu zainterweniowałem. Natura obdarzyła mnie bardzo niskim głosem, więc dość łatwo jest mi zabrzmieć groźnie. Postury też nie jestem małej, więc dość szybko udało mi się załagodzić sytuację. Zapytałem się uratowanej kobiety po wszystkim, czy nic jej nie jest i czy może odprowadzić ją do domu albo chociaż na taksówkę. Powiedziała, że wszystko w porządku, podziękowała mi i właściwie tyle. Nie ma żadnych zakończeń typu "od 3 lat jesteśmy małżeństwem i mamy gromadkę dzieci".
Jak się potem okazało, mój kolega widział tę sytuację z pewnej odległości i następnego dnia pogratulował mi postawy. Dla mnie to naprawdę nic takiego i wręcz przeraża mnie, iż takie zachowanie jest czymś nadzwyczajnym.
Znajomy stwierdził, że dobrym pomysłem będzie powiedzieć paru osobom z pracy, czego był świadkiem poprzedniej nocy.
Oto z jakimi reakcjami się spotkałem:
- 4 największe plotkary powiedziały, że jestem agresywny i niebezpieczny
- 3 kolegów powiedziało, iż powinienem się wprosić do domu tej kobiety i "skorzystać z okazji"
- 3 innych kolegów za to powiedziało, że zachowałem się jak tchórz, bo tylko tym napastnikom pogroziłem i kazałem im iść do diabła. Już to widzę, jak oni by ich rozwalili jak Steven Seagal.
Ludziom się nigdy nie dogodzi, nie ma co.
Odkąd pamiętam, boję się wstawać w nocy do łazienki.
Miałam pokój z młodszym bratem.
Mama zawsze stawiała obok łóżka nocnik, w razie gdyby młodemu zachciało się siku.
No cóż, korzystałam z okazji. Miałam 14 lat.
Kiedy chodziłyśmy z siostrą do podstawówki, mama postanowiła posłać nas na kolonie harcerskie. W domu zawsze było jedzenie i chodziłyśmy w czystych ubraniach, jednak dwutygodniowy turnus na Mazurach dla dwójki dzieci okazał się nieco większym wydatkiem, więc mama postarała się o dofinansowanie z MOPS-u.
Kolonie minęły, było świetnie, a my wróciłyśmy do domu i rozpoczął się nowy rok szkolny.
Urzędnicy z MOPS-u nie dali za wygraną i stwierdzili, że skoro pomagać, to na całego. Opłacili mi i siostrze obiady w szkole. Wszyscy myślimy "dobra nasza". Poszłyśmy więc na przerwie na stołówkę, ustawiłyśmy się w kolejce do spisu ludności, a kiedy dotarłyśmy do intendentki prowadzącej listę, ta na cały głos wykrzyknęła:
- Ale wy, dziewczynki, oczywiście wiecie, że za wasz obiadek nie płaci mamusia, tylko MOPS!?
Ostatnie słowo potoczyło się echem, a ja nigdy wcześniej i długo, długo później nie czułam się tak zażenowana. Po tym wydarzeniu mama słysząc, że jest nam przykro i głupio, zrezygnowała z dofinansowania.
Przyznaję, że nie należę do grona osób ogarniętych.
Jestem studentką politechniki. Jako że moja płeć należy do mniejszości na tej uczelni, podczas zajęć wf-u w akademiku dostawałyśmy jedną z trzech szatni. Kiedyś zdarzyło mi się ominąć dwa tygodnie zajęć, co właśnie zaowocowało sytuacją z mojego wyznania.
Tego dnia jak zwykle udałam się do damskiej szatni, gdzie przebrałam się w towarzystwie jedynej dziewczyny, która chodziła ze mną na kosza. Dwie godziny później szczęśliwa, aczkolwiek bardzo zmęczona udałam się do szatni pierwsza - koleżanka została poćwiczyć rzuty. W środku było kilka osób z innych zajęć, które jak zwykle olałam i ominęłam spojrzeniem. Po prostu udałam się do swojego kącika, gdzie leżały moje rzeczy i zaczęłam się rozbierać. Z ulgą pozbyłam się przepoconej bluzki i już miałam zdejmować leginsy, gdy kątem oka zauważyłam, że dwa metry ode mnie przebiera się jakiś chłopak. Zdziwiłam się, że żadnej z dziewczyn to nie przeszkadza. Odwróciłam się i chciałam głośno zaprotestować, gdy głos utknął mi w gardle. Jak możecie się domyślić byłam jedyną dziewczyną w tej szatni. Oprócz mnie w pomieszczeniu znajdowało się czterech chłopaków, którzy wpatrywali się we mnie nieco zaszokowani. Spaliłam buraka i zaczęłam przepraszać, zakładając bluzkę z powrotem. Zaprotestowali, twierdząc, że im to wcale nie przeszkadza i mogę zostać.
PS. Nie zostałam, a koleżanka miała niezły ubaw. Zapomniała uprzedzić mnie o zmianie szatni w trakcie naszych zajęć.
Zawsze gdy chodzę na grób Mamy, kupuję jej 2 białe róże. Zawsze śmieszy mnie, gdy sprzedawcy próbują "wcisnąć mi" trzeci kwiatek, bo przecież kwiaty daje się w nieparzystej liczbie. Często potem widzę ich nieprzychylne spojrzenia, że dobrze ubrany gość z drogim zegarkiem na ręku żałuje na jeszcze jeden kwiatek.
Prawda wygląda inaczej.
Po moich narodzinach Mama wymyśliła, że co roku na urodziny będę dostawał tyle białych róż, ile mam lat. Na pierwsze urodziny jedną, na drugie dwie... i tak do osiemnastu róż na moje 18 urodziny.
Zdążyła dojść jedynie do dwóch róż, na moje drugie urodziny.
Odwiedzając ją, zawsze zabieram ze sobą tyle samo, za każdy rok dany nam spędzić razem, choć wiem, że zasługuje na wszystkie róże świata.
I mam gdzieś, że nie stosuję się do"kwiaciarnianego savoir-vivre'u" ;)
Ostatnio moja dziewczyna uświadomiła mi, że skrzydełka z podpasek nie przykleja się do ud, tylko do spodu majtek.
Człowiek się uczy całe życie... :-)
To będzie nietypowe wyznanie.
Publikuję je tylko dlatego, żeby uświadomić ludzi o tym, co w życiu jest ważne.
Kiedy byłam małą dziewczynką, widziałam, jak ojciec tłucze mamę... rozwiedli się. Kiedy byłam starsza, a mama miała innego faceta, alkoholika, widziałam, jak się w tym związku dusi. Mimo swoich problemów dała mi i siostrze wszystko, co mogła.
Trzy lata temu w jej życiu pojawił się ktoś, dzięki komu znów się pięknie uśmiecha i promienieje z każdym dniem. To kobieta. Tak, moja mama jest w związku z kobietą.
Ludzie, dlaczego was to tak boli... Czy naprawdę najważniejsza jest orientacja? Czy ważne jest szczęście bliskich?
Zimą, kiedy wskakuję pod kołdrę i nie mogę się zagrzać, wyobrażam sobie, że jestem jedną z ofiar katastrofy Titanica, którą ratownicy właśnie wyciągnęli z lodowatej wody. Wyobrażam sobie, jak pomagają mi ściągnąć mokre ubrania, zawijają mnie w ciepłe koce i dają herbatę. Od razu robi mi się cieplej i zasypiam.
Czasem historię z Titanikiem zamieniam na śnieżną lawinę w górach. Wtedy po wyczołganiu się spod śniegu rozpalam ognisko i grzeję się przy ogniu. W tych historiach zawsze w tle ktoś umiera, ludzie cierpią i tylko mi jest super ciepło i wygodnie.
Robię tak od dziecka i nigdy nawet nie pomyślałam, że może być to nienormalne. Ale jakoś nigdy nikomu się do tego nie przyznałam.
Dodaj anonimowe wyznanie