Kiedy byłam dzieckiem i bolał mnie brzuch, mama kazała mi naślinić pępek. Mówiła, że to najbardziej pomaga, i tak siedziałam na klopie z zatwardzeniem, śliniłam palec i smarowałam pępek. O dziwo zawsze pomagało.
Swoisty efekt placebo w moim przypadku istnieje.
Autentyczna sytuacja z 06.11.2017. A4 WRO-KAT 300 km.
Kolega jechał dzisiaj autostradą A4 z Wrocławia... Zatrzymał się na parkingu... Podchodzi do niego czysty, w czystym ubraniu mężczyzna z wiaderkiem i mówi, że jest bezdomny i pyta czy może mu umyć szyby. Kolega zgodził się, ale tylko na przednią szybę, bo resztę szyb miał strasznie uwalone błotem. No to gość umył przednią szybę (powaga ładnie umył, osuszył ręcznikiem papierowym itp.), więc kolega najpierw myślał dać mu dychę, ale że nie znalazł to dał mu 20zł. I teraz najlepsze: Pan jak zobaczył dwie dychy to zdębiał i powiedział, że za dużo i tego nie przyjmie...
Po chwili słownej "szarpaniny" wziął te 20zł i mimo protestów kolegi zaczął myć wszystkie pozostałe szyby z taką samą zawziętością i sumiennością jak tę czołową. Kolega wpadł na pomysł, aby kupić coś jeszcze do jedzenia temu Panu, więc proponuje mu to (przekonany, że się zgodzi nawet zaczął iść w kierunku restauracji), ale facet powalił go z nóg kolejnym argumentem. Otóż bardzo podziękował, ale ma kanapki w plecaku i On raczej nie jada w restauracjach, bo woli "swojskie". Po kilku próbach efekt był niestety ten sam. Kolega wsiadł do samochodu i razem z Żoną i dziećmi czekali aż Pan skończy.
Na koniec Żona kolegi wyciągnęła jeszcze 10 swojskich jajek i zapytali fachowca czy ma dostęp do jakiejś patelni czy czegoś podobnego. Gość przez chwilę mówił, że niestety nie ma dostępu do takich rarytasów, lecz koniec końców zabrał podarowane jajka z przekonaniem, iż znajdzie się ktoś kto mu je ugotuje chociaż gdzieś.... Wiadomo trudno mu to będzie zrobić na autostradzie... no ale cóż.... chcieli dobrze... skoro wziął to sobie poradzi.
Z mojej strony szacun dla tego Pana i podziw, że mimo przeciwności losu nie chciał wyciągnąć kasy od kolegi tylko wziął tyle ile uważał za stosowne, pomimo większych, szczerych chęci kolegi.... Jakby ktoś go kiedyś spotkał (a myślę, że bez problemu jeśli będziecie chcieli to go skojarzycie z w/w sytuacją), to proszę w imieniu moim jak i kolegi pozwolić umyć mu chociaż tę jedną szybę. 💪
Prowadzę własny warsztat samochodowy. Pewnego dnia mój wujek przyjechał do nas ze swoim uszkodzonym autem i wypalił tekst typowego Janusza - "po znajomości zrobisz mi taniej, w końcu jesteśmy rodziną!".
Zawsze nienawidziłem takiego zachowania, więc powiedziałem mu "a może ty po znajomości zapłacisz mi więcej?"
Wujek nie odzywa się do mnie ani do moich rodziców od pół roku.
Wracając na Święto Wszystkich Świętych, w busie siedziałem z panią dość potężnych gabarytów. Nagle rozległ się dźwięk jej głośnego pierdu. Ona niewiele myśląc spojrzała na mnie i na cały głos powiedziała: "Pfuu, co za bydlę. Jak się na takie coś zbiera, to się wychodzi na pole".
No cóż, pełen pogardy wzrok pozostałych pasażerów wzbudził u mnie wstyd i poczucie zażenowania. Nie ma to jak takie rozpoczęcie długiego weekendu...
Mam w szkolę pewną irytującą znajomą. Wszędzie za mną łazi, rozpowiada wszystkim, że się przyjaźnimy i nie daje sobie wytłumaczyć, że tak naprawdę ledwie się znamy, a na to wszystko ja nawet nie chcę jej bliżej poznawać.
Ostatnio jednak przeszła samą siebie. Na środku szkolnego korytarza zrobiła mi ogromną aferę, bo nie zaprosiłam jej na urodziny. Nawet mnie spoliczkowała!
Mam patologicznego ojca. Przyjechał do mnie w odwiedziny wraz z matką na noc, bo akurat daleko mieszkam.
Ja jak to w nocy, sobie pracowałem nad projektami przy laptopie, bo studia, a pracuję więc nie mam czasu.
Nagle ojciec wstaje i mi każe się położyć, bo jutro nie wstanę do szkoły (hoi że studia wieczorowe). Ja mu na to, by sam się położył bo rano mają pociąg, to ten (jak to mój ojciec) zaczął mnie wyzywać. Ja jakoś próbuję go uspokoić i mówię by był ciszej, a ten coraz bardziej odwala szopkę.
Nagle co się odje*ało: Poszedł wyłączyć prąd, a jak nie znalazł bezpieczników, bo to koleś ze wsi i nie wie gdzie są w bloku mieszkalnym, to rozje*ał mi laptopa (akurat byłem w kuchni i robiłem sobie kawę).
Usłyszałem hałas i wrzask ojca. Poszedłem do źródła hałasu i zastałem tam szczątki sprzętu elektronicznego na podłodze. Podziwiam siebie za opanowanie, bo nic mu nie zrobiłem, nawet nie nakrzyczałem, tylko spokojnie powiedziałem by wziął swoje rzeczy i wyszedł z mieszkania jak najszybciej.
No i tak wrzeszczał i łaził w kółko z 10 min., a matka pakowała siebie i jego o 1 w nocy, no i kolejne jaja... przyjechała policja.
Nie wiem jak, ale stary zdążył zadzwonić na psy zanim zniszczył sprzęty, a że znał na pamięć mój adres, bo po drodze do mnie się pytał z matką ze sto razy przechodniów gdzie to jest, bo przyjechali innym pociągiem niż mieli i mi o tym nie powiedzieli za co też była mała awantura (ale to już inna historia), to zdążył zapamiętać ten je*any adres, a szkoda.
No i panowie ze służb się pytają o co kaman? No to ja czekam, aż ojciec przestanie wyzywać na mnie do policjantów, jakiego to ma złego syna co ich opuścił na wsi, bo na studia chciał iść i to zdrada w ogóle, i znowu siedzi po nocach, jak kiedyś w domu, i się stawia, no i kabarecik taki, a potem ja wyjaśniam co się stało, tylko, że mi ojciec przerywał wyzywaniem, mimo że policjanci próbowali go uspokoić. Potem sąsiedzi przyszli złożyć skargę o hałas, a ja dalej wyjaśniam przy sąsiadach. Nagle znowu kolejna część serialu... Tym razem scena walki: ojciec w swoim wkur*ieniu na moje "kłamstwa", które były faktami rzucił się na mnie i zaczął mnie bić. Ja nie zdążyłem wykminić o co kaman, a zdążyłem stracić dwa zęby, a potem panowie mundurowi go skuli. Sąsiedzi w szoku, ja dalej nie wiem co się odje*ało, matka w płacz, ten się rzuca... taka sytuacja.
No finał jest taki, że mnie już nie wolno mieszkać w tamtym mieszkaniu, nie mam do dziś żadnego laptopa, zawaliłem studia, miałem bolesne wizyty u lekarza (nie tylko dla mnie ale i mojego portfela), no i mieszkam na razie u przyjaciółki, od niecałego tygodnia. Ojciec ma sprawę o pobicie i cała rodzina mnie nienawidzi, bo przecież jak mogłem się stawiać?
Taa... ogólnie to mi się trochę świat zawalił i została mi przyjaciółka, no i gówniana praca w fabryce. Nie mam siły...
Swego czasu miałam konto na deviantart. Wrzucałam tam głównie gejowskie fanarty, ale czasami wrzucałam tam też inne rzeczy. Pewnego dnia dodałam rysunek dziewczyny z kocimi uszami. Na swojej sukience miała masę różnych wzorów, które układały się w inne zwierzęta, a na prawej ręce miała tatuaż z pewnego anime.
Jakiś czas później w szkole został zorganizowany konkurs. Trzeba było narysować zwierzę, ale w jakiś "oryginalny" i ciekawy sposób. Nagrody nawet dobre - książki (ale nie jakieś edukacyjne, chyba można było wybrać pierwszy tom Harry'ego Pottera albo inną młodzieżówkę) i drogie, bardzo dobre kredki oraz cienkopis.
Zwycięskie pracę zawisły przed wejściem do sekretariatu. Przez miesiąc jakoś specjalnie się nimi nie interesowałam, ale pewnego dnia musiałam się udać do sekretariatu po nową legitymacje. Idę, idę i nagle widzę pracę. W tym jedna jest... tak, moim rysunkiem! I to jeszcze widać, że ktoś po prostu przyłożył kartkę do laptopa i jechał po liniach!
Cała zdenerwowana idę do pani od plastyki. Mówię jej o co chodzi, pokazuję oryginał. Pani idzie po osobę, która zajęła pierwsze miejsca. Pyta jej, czy faktycznie dopuściła się plagiatu. Dziewczyna stwierdza, że nie. Pani mów do mnie "No widzisz. Nie zrobiła tego".
Na lekcji WOS-u z dyrektorką poruszam ten temat. Co słyszę? "No zdarza się".
Najgorsze jest to, że ta dziewczyna jeszcze kilka razy używała moich prac. Prośby i groźby nic nie dawały (nawet zasugerowałam, że trochę "pouczę" ją rysować!). Przestała dopiero, gdy na pewnej stronie pojawił się mój oryginalny rysunek i jej splagiatowany, a ona została pod tym oznaczona, a później zalana hejtami.
Edukacja człowieka na stare lata musi czasem przybrać formę radykalną. Przykład mojego rodziciela, emeryt lat 70+. Wychowany na wsi, gdzie wszystkie wrota stały otworem, toteż przyzwyczajenie, że jak siedzi w domu, to drzwi na zamek nie zamyka. Do tego dochodzi narkolepsja - napady snu niezależnie od pory dnia, nocy czy miejsca. Całokształt sytuacji: potrafiłem wejść do domu, rozebrać się, zacząć robić coś jeść i dopiero wtedy coś świtało, że jestem. Jakieś 10-15 minut bez kontaktu. Za każdym razem, kiedy przychodziłem w odwiedziny było to samo - drzwi otwarte, a on śpi. Z zegarkiem w ręku 10 minut spokojnie mogłem się poruszać po mieszkaniu. Tyle razy upominałem, to słyszałem tylko "a kto mnie tu ukradnie?".
W końcu postanowiłem udowodnić kto ukradnie. Wszedłem do mieszkania, oczywiście słychać chrapanie na klatce. Postanowiłem po cichu wziąć klucze od piwnicy i zacząć wszystko po kolei wynosić: telewizor, mikrofalówka, telefon, czajnik, dywan, kipisz w dwóch szafkach. Reakcji zero, nawet się nie zorientował. Na powrót wchodzę więc do mieszkania i od progu "niespodziewanie reaguję", żeby się obudził, ktoś mieszkanie okradł. Szuka telefonu, panika nagle, dzwonimy po policję.
Zadzwoniliśmy, przyjechali mundurowi, spisują zeznania. Wtedy ujawniam się ja - mówię, że wszystkie rzeczy są w piwnicy schowane, specjalnie to zrobiłem, bo miałem dość tego, że śpisz całymi dniami przy otwartych drzwiach. Nie zamykasz się na klucz, chatę można obrobić bez najmniejszego trudu w biały dzień.
Jeden z mundurowych stwierdził, że moje zachowanie było niewłaściwe, ale w obliczu tego, że staruszek sam się podkłada pod obrobienie, biorąc jeszcze pod uwagę jego sąsiadów - uznaje to za element łagodzący, więc nie dostanę mandatu za nieuzasadnione wezwanie i prowokację. Za to tatko dostał solidny ochrzan.
Wyobraźcie sobie: teraz drzwi zamyka nawet jak do skrzynki z listami wychodzi.
W czasie wyjazdu integracyjnego w liceum koledze z pokoju zginęło około 300 zł, co było w naszym odczuciu ogromną sumą.
Oskarżenie niesłusznie padło na mnie. Nikt się do mnie nie odzywał przez jeden dzień wyjazdu.
Wieczorem kolega przeprosił za to oskarżenie, powiedział, że pewnie sam gdzieś zgubił i zaproponował, że wieczorem zrobimy "imprezę na zgodę". W trakcie owej imprezy graliśmy w prawda czy wyzwanie. Byłoby całkiem zabawnie, gdyby nie to, że rano okazało się, że nikt nie chciał się ze mną pogodzić. Moje wyznania i wyzwania zostały nagrane i krążyły wśród znajomych i znajomych znajomych, i w sumie to chyba po całej szkole. Nauczyciele też to widzieli. Musiałem z tego powodu zmienić szkołę, bo niektórzy wprost mówili, że z ich przedmiotu nie zdam za te nagrania.
A pieniądze? Znalazły się w trakcie pakowania do domu.
"Przepraszam" nie usłyszałem.
Nagrania były takie śmieszne, że nikt nie chciał przestać ich rozpowszechniać.
Zawsze komplementuję ludzi. Zawsze, kiedy ktoś zrobi coś dobrze, to mówię coś miłego. Spotykam znajomego? Trzeba mu skomplementować ubiór. Gramy z przyjaciółmi w gry? Jasne, trzeba pochwalić za dobrą akcję (nawet jeśli taka dobra nie była). Znajoma chwali się, że uprawia sporty? Śmiejemy się z niej? Nieee, komplementujemy za chęci.
Wszyscy myślą, że po prostu mam taki charakter. Ale prawda jest kompletnie inna. Często to co ktoś zrobi mi się nie podoba, mam ochotę powiedzieć mu, jaki jest beznadziejny, że to co robi nie ma sensu. Mimo wszystko komplementuję innych z jednego prostego powodu.
Ostatni raz komplement usłyszałem od kolegi, dobre 3 lata temu, za dobre podanie na wf-ie. Poczułem wtedy taką radość, że ktoś jest ze mnie zadowolony. Od tego czasu zapragnąłem dawać innym w ten sposób szczęście, bo sam od zawsze jestem krytykowany za wszystko.
Takie tam wyżalanie się małolata.
Dodaj anonimowe wyznanie