Jestem aktorem.
Podczas spektaklu w jednym z mniejszych miast, zgodnie z moją rolą wykrzyknąłem:
- No!
Wtem jeden z chłopców na widowni krzyknął:
- Na no, to się krowy gno!
Gdy byłam mała uznałam, że Gargamel powinien w końcu złapać chociaż jednego smerfa. Było mi go żal, że cały czas mu się nie udaje.
Postanowiłam mu pomóc.
Kiedyś w kinder niespodziankach można było dostać figurki różnych smerfów - ja trafiłam na Ciamajdę i Kucharza.
Mała ja zabrałam te figurki i wrzuciłam do gotującej się na palniku wody w małym garnku, dodałam soli, pieprzu i czekałam, aż się ugotują.
Mama znalazła małą mnie w kuchni płaczącą, bo kiedy zeszła z nich niebieska farba, przeraziłam się.
Tak w wieku sześciu lat zostałam zabójcą.
Opiszę wam chyba jedyną zaletę wyglądu "typowego nerda w koszuli". Otóż jak się pewnie domyślacie, byłem przez to w szkole wyśmiewany i popychany, lecz to ignorowałem.
Pod koniec technikum grupka chłopaków z klasy chciała mi zrobić na "rozstanie klasy" dowcip w postaci porwania mnie do auta i wywiezienia za miasto.
We dwóch zaszli mnie w okolicy, gdzie mieszkałem, mieli kominiarki i krzyczeli coś, bym się poddał.
A ja wpadłem w taką panikę, że pobiłem całą trójkę. Nie pamiętam nic z tego zdarzenia, zadzwoniłem tylko na pogotowie.
A teraz finał: Cała trójka zgłosiła pobicie, opowiedzieli wszystko na komisariacie. Zostałem wezwany, policjant na mnie spojrzał, wyśmiał ich i na tym sprawa się skończyła.
Niedawno wprowadziłam się do bloku, w którym są cienkie ściany, a co za tym idzie wszystko słychać.
Pewnego razu, korzystając z luźniejszego dnia postanowiłam ogarnąć się i trochę poćwiczyć.
Wszystko fajnie, włączyłam playlistę i wzięłam się do roboty. Po jakieś dwudziestu minutach odezwał się dzwonek, więc zastopowałam i poszłam otworzyć.
Kogo zobaczyłam za drzwiami? Nieznaną mi kobietę, która powiedziała że akurat przechodziła obok i spodobała jej się moja muzyka, więc prosi o zapodanie playlisty. :D
Kiedyś po internecie krążyło zdjęcie filiżanki, a w niej zarówno wsypana kawa, jak i włożona torebka herbaty, z podpisem "poranek studenta" czy coś takiego. Śmiałem się z niego długi czas.
Teraz jestem studentem, a oto jeden poranek z mojego życia:
Wstaję, szykuję kawę i herbatę. Jakimś trafem w kubku z kawą znalazła się torebka herbaty - kapnąłem się sekundę przed zalaniem. Naprawiłem błąd i stwierdzam, że zapomniałem nasypać cukru. W cukierniczce było tyle cukru, że starczyło tylko na kawę. Sięgnąłem po cukier z szafki i sypię do cukierniczki - a raczej tak mi się wydawało. To znów był kubek z kawą. Nie poddaję się. Ratuję sytuację, żeby była kawa z cukrem, nie cukier z kawą. Prawie mi się udało mieć tyle ile chciałem cukru. Czas zalać moje kubki wrzątkiem. Zadowolony zalewam wrzątkiem cukier w cukierniczce.
Tak że tego... nie ma co się śmiać ze studenciaków. Czasem nie ogarniamy świata i sami nie wiemy dlaczego.
Oto moja pechowa historia.
Jako najmłodsze dziecko w rodzinie do 3 roku życia byłam bardzo rozpieszczana przez rodziców. Na tyle krótko, że tego nie pamiętam, na tyle długo, że starsze rodzeństwo zdążyło mnie znienawidzić. Później rodzice zajęli się pracą, nie było ich w domu po całych dniach, a mną zajmowało się rodzeństwo. Wyzwiska, bicie, głodzenie, zamykanie w ciemnej łazience - to była codzienność.
Do podstawówki poszłam zahukana, nerwowa, z trzęsącymi się rękami i jąkająca się. Szybko stałam się obiektem kpin. Wyzwiska, bicie, popychanie, zabieranie mi rzeczy rano w szkole. Wyzwiska, bicie, zamykanie w łazience popołudniami. Wyzwiska i manto od ojca wieczorem, bo znowu coś "zgubiłam" i "nie szanuję ich ciężkiej pracy".
W liceum weszłam w pierwszy w życiu związek. Pierwszy raz w życiu ktoś mi mówił, że mnie kocha. Oprócz tego były wyzwiska, kontrolowanie, ciągłe podejrzenia o zdradę, doszło bicie. Nie znałam innego traktowania.
Przyszedł seks, okazało się że mam z tym wielkie problemy, suchość, ból i niemal zerowe libido. Chłopakowi to nie przeszkadzało, molestował mnie każdego dnia i zmuszał do stosunków. W końcu zaraził mnie rzęsistkiem, który nawraca do dziś.
Poszłam na studia i zamieszkałam w akademiku. Pierwszy raz w życiu zobaczyłam, że ktoś może żyć ze mną bez krzyków, wyzwisk i bicia. Zerwałam z chłopakiem.
Niestety okazałam się za głupia na studiowanie. Gdy zadzwoniłam z budki telefonicznej do domu, usłyszałam, że mam się nie pokazywać tam bez studiów. Byłam bezdomna przez pół roku. Wtedy powaliła mnie ciężka choroba. Gorączka 42 stopnie, dreszcze, majaki. Ledwo dotarłam do domu, błagać matkę, żeby mnie przyjęła. Zrobiła to i wypominała mi przez następne lata. Pracowałam, dokładając się do domowego budżetu (starsze rodzeństwo nie dokładało nigdy).
Wyszłam za mąż i 9 miesięcy po ślubie urodziłam dziecko, które okazało się chore. Długa rehabilitacja, wiele łez i wysiłku, zanim z tego wyszło. Z pracy oczywiście musiałam zrezygnować i wysłuchiwałam jaki ze mnie pasożyt i nierób. Gdy syn poszedł do przedszkola, matka zachorowała na raka. Musiałam się nią opiekować, nauczyć się robić zastrzyki, płacić za taksówki do szpitali (nigdy nie miałam okazji zrobić prawka). Nie dojadałam, nie spałam po nocach, słyszałam tylko pretensje. Wreszcie matka zmarła. Teraz miało się wszystko ułożyć, ojciec złagodniał, syn wyzdrowiał, miałam iść do pracy i skończyć klepać biedę. Okazało się, że jestem w drugiej ciąży. Zniosłam ją bardzo ciężko, wszelkie cukrzyce i zatrucia. Córka urodzona, zdrowa, a ja kolejne 3 lata w domu.
Teraz wszystko się ułoży, w wieku 33 lat zacznę żyć!
"Taki ch.j" - powiedziało życie. Za 2 tygodnie stawiam się w klinice onkologicznej na usunięcie piersi.
Nigdy nie mówcie, że wyczerpaliście limit pecha. Życie Wam udowodni, że się grubo mylicie.
W podstawówce na angielskim dostałam uwagę o treści: "robi zamieszanie w klasie, twierdząc, że na swojej ławce zobaczyła wszy".
Problem w tym, że to naprawdę była wesz i wszyscy przyznali mi rację kilka dni później, kiedy wydało się, że parę osób jest zawszonych.
Oczywiście szanowna pani nauczycielka nie chciała wyjaśniać sytuacji i ta jedna uwaga spędzała mi sen z powiek w moim idealnym dzienniczku do końca 4 klasy podstawówki. Nawet babcia w Wigilię o niej wspomniała. :(
Takie anonimowe wyznanie, do dziś uważam to za niesprawiedliwe.
Jestem 25-letnim facetem i czasem jak dziewczyna pośle mnie na zakupy, to pytam starsze panie, czy to co trzymam w ręku to natka pietruszki, czy może coś innego. Czasem mam problem z zapamiętaniem nazw tych zielsk.
Ostatnio nie wiedziałem, czy jarmuż mam szukać w warzywach, czy w przyprawach (i w sumie sam nie wiedziałem, czego szukam).
Uwielbiam patrzeć na męskie krocze. Dżinsy, spodnie od garnituru, dresy, a najbardziej uwielbiam cienkie spodenki materiałowe. Potrafię siedzieć parę godzin w upalne dni i obserwować wszystkich chłopaków, którym coś odstaje, najlepiej jak chodzą bez bielizny, wtedy odznacza im się cała okazałość. Podnieca mnie to bardziej od masturbacji.
Wiecie o tym tylko Wy i moja koleżanka, no i może jeszcze kolega, który chyba zauważył, jak go nieudolnie obczajałyśmy ;)
Będąc dziećmi około 10-letnimi wmówiliśmy 5-letniemu synowi milicjanta, że powinien posiadać kartę piechura. Inaczej nie będzie mógł wychodzić na ulicę.
Dodaj anonimowe wyznanie