#87pG3

Za każdym razem, gdy słucham muzyki w miejscu, gdzie jest pełno ludzi, wydaje mi się, że oni to słyszą. Dlatego co kilka minut muszę sprawdzić, czy słuchawki aby na pewno są podłączone do telefonu i raz na jakiś czas ściągnąć je żeby sprawdzić, czy nie są na tyle głośne, żeby ktoś słyszał muzykę. Nie chcę, żeby ktoś z innym gustem muzycznym lub po prostu nie mający ochoty na muzykę musiał męczyć się z samolubnym bucem. Tak samo nie mogę zrozumieć, jak np. w autobusie można słuchać muzyki na głośniku.

#53HAK

Pracuję dla sporej brytyjskiej korporacji, wiecie, garsonki, garnitury - wszyscy bardzo eleganccy do tego stopnia, że nikt nawet nie kichnie w towarzystwie. Jest i on - facet, który mega mi się podoba. Joshua jest starszy ode mnie, ale urzeka mnie jego niewymuszony elegancki styl bycia, ma zawsze idealnie skrojony garnitur itd. - tyle słowem wstępu.

Dzisiaj miałam tę przyjemność wyjść zaraz za nim z pracy i podziwiać go z daleka - on niestety nie zauważa mojej obecności.
Idziemy uliczką między dwoma budynkami. Nagle on się zatrzymuje i ogląda się przez prawe ramię do tyłu - myślę „w końcu mnie zauważył i chce na mnie poczekać”. Szczęśliwa przyspieszyłam kroku, coby go dogonić, a tu nagle huk jakby się sto diabłów zleciało! Ściany wibrują, echo poniosło - ja najpierw nie zrozumiałam, co się stało, a Joshua jak gdyby nic ruszył dalej - po czym dotarło do mnie, że ten elegancki kolega uwolnił właśnie mega monstrum ze swojego jakże eleganckiego tyłka, a że ja szłam bardziej z lewej strony, to po prostu myślał, że jest sam.
Wybuchnęłam takim śmiechem, że momentalnie na mnie popatrzył i widziałam, że on wie, że ja wiem.
Jedno jest pewne - chyba w końcu nie będę już dla niego niewidzialna :D

#f0lxC

Będąc małym dzieciaczkiem rozpoczęłam naukę w podstawówce w mojej wsi. Klasy były bardzo małe (do około 12 osób), wszyscy się ze wszystkimi znali, do wszystkich było blisko. Miałam dużo koleżanek, ogólnie żadnych problemów.

Mieliśmy w klasie pewnego chłopca. Był wysoki i nadzwyczajnie silny jak na swój wiek. Bardzo dziwnie zachowywał, prawdopodobnie był nadpobudliwy. Było mnóstwo sytuacji, które teraz z obrzydzeniem wspominam..

Sytuacja pierwsza: Kiedyś nauczycielka podczas lekcji musiała wyjść, on wyciągnął swojego penisa ze spodni i zaczął normalnie się masturbować. Wtedy jako mała dziewczynka nie wiedziałam do końca co się dzieje, więc razem z innymi dziewczynkami po prostu odwracałam wzrok. Kiedy nauczycielka przyszła i została przez nas poinformowana o sytuacji, nie zareagowała.

Sytuacja druga: po paru miesiącach chodzenia do jednej klasy ten chłopak zaczął się nade mną znęcać. Bił mnie, szczypał. Raz podczas długiej przerwy, na której jedliśmy śniadanie, wziął moją bułkę i wyrzucił ją za kaloryfer. Wiadomo, kanapka zakurzona i pełno było w niej syfu. Wróciłam niestety do domu głodna.

Sytuacja trzecia: Z moją przyjaciółką miałyśmy zabawę, gdzie na dużym korytarzu kładłyśmy się na podłogę i opierałyśmy wyciągnięte nogi na ścianę. Ten chłopak zamiast przejść obok postanowił przejść mi po twarzy. Przy tej sytuacji pani wpisała mu uwagę, która po paru minutach została na jej oczach przez niego zjedzona.

Najlepsze jest to, że to trwało miesiącami. Byłam mała i wystraszona i sama nie wiem czemu nie opowiedziałam tego rodzicom. Nauczyciele ich przez ten czasu ani razu nie poinformowali. Moja mama dowiedziała się od mamy mojej przyjaciółki, pytając jak ona to znosi i czy ma zamiar z tym iść gdzieś wyżej. Oczywiście mama w szoku nie wie o czym jest mowa.

Nękanie skończyło się dopiero kiedy moja starsza siostra zaczepiła go na ulicy i delikatnie poprosiła, żeby się ode mnie odpie*dolił. :)

#yqh6n

Niedaleko mojego miejsca zamieszkania otworzyli fajną, wegańską knajpę. Bardzo ucieszyłam się, bo miała w swojej ofercie parę dań bezglutenowych. Mam celiakię i dla mnie nawet minimalna ilość glutenu źle się kończy.

Po zjedzeniu zupy i sałatki u nich przez trzy dni źle się czułam. Biegunki, przelewanie w brzuchu, senność, chwilami prawie mdlałam.
A przecież pytałam, czy te dania na pewno są w 100% bezglutenowe.
Przecież wystarczy, że doda się przyprawę, która może zawierać gluten i dla mnie, osoby chorej, to ból i cierpienie.
Zapewniali, że na 100%. Głupia, bo zaufałam.

Po tym, jak poczułam się lepiej, złożyłam skargę do sanepidu.
Po paru tygodniach okazało się, że knajpkę zamknięto.
Niestety moi sąsiedzi strasznie ubolewają i ostatnio wywiązała się między mną a moimi znajomymi taka rozmowa:

A: Tak fajnie w końcu było mieć blisko jakąś knajpkę, nawet wegańską, do centrum daleko, to się nie opłaca jechać i stać w korkach.
JA: No szkoda. Może mieli za mało klientów, dlatego zamknęli?
A: No co ty!! Rozmawiałam z kelnerkami nie raz, tyle ludzi mieli, że nawet się nie spodziewali. No ale nic dziwnego, jak najbliższa pizzeria jest w innej dzielnicy.
Ja: No szkoda.
A: Nawet dla ciebie były tam dania. Jedyne takie miejsce w okolicy, i je zamknęli. Pewnie konkurencja była zazdrosna i na nich doniosła, więc knajpę zamknęli. Co ci ludzie mają w głowach? Porażka.

Oczywiście jak najszybciej chciałam zakończyć rozmowę.
Wiem, że ta knajpka była jedyną w okolicy i miała spory ruch, jednak zagranie właścicieli nie było fair.
Jeśli nie wiedzą czym jest żywność bg, nie powinni mieć jej w ofercie.
Trochę mi szkoda znajomych, bo wiem, że lubili się tam spotykać.
W sumie to trochę głupio wyszło.
I nikomu o tym nie powiem, bo zjedzą mnie na osiedlu.
Z drugiej strony uważam jednak, ze dobrze się stało.

#yv0ar

Mam 22 lata i nienawidzę zimy. Mogłaby w zasadzie dla mnie nie istnieć. Jednak jest coś w tej porze roku, co sprawia mi choć trochę przyjemności.
Gdy wychodzę na zewnątrz, to lubię udawać, że para wydobywająca się z moich ust i nosa to coś w rodzaju spalin (jak w samochodzie), a ja sam jestem robotem z przyszłości.

#hZwZX

Poranek, jakich wiele. Dzwoni budzik, wstaję nieżywa i na pół śpiąca wędruję do łazienki. Siadam na kibelku i... O zgrozo! Okres?! Dziś?! Prawie tydzień przed czasem?!

No właśnie - byłam na tyle nieprzygotowana, że oprócz jednej podpaski "w razie wu" nie miałam więcej. No nic, kupię w drodze na przystanek, ale w takim razie muszę się spieszyć, dentysta nie będzie czekał. Ta jedna nie starczy na tyle czasu.
A więc szybkie ogarnięcie, i pędzę z bolącym brzuchem w stronę marketu. Jak na złość dużo ludzi, chociaż o tej godzinie zazwyczaj sklep świeci pustkami. Dopadam paczki, na dodatek w całkiem korzystnej cenie, i zerkam na zegarek: 10 minut, no nie zdążę, a tyle czekałam na wizytę.

Staję w kolejce piąta, bo tylko jedna kasa otwarta. Przede mną dwóch panów, z czego jeden ma kilka, a drugi kilkanaście produktów, Jakiś starszy pan z czteropakiem piwa, taki trochę Zbysiu spod sklepu, następnie małżeństwo ok. 35-40 l., bardzo eleganccy i drogo ubrani z całą masą zakupów i dziewczyna z dzieckiem, którzy kończą być obsługiwani. No nic, raz kozie śmierć. Pytam najpierw tych dwóch panów, czy mnie przepuszczą, bo bardzo się spieszę. Nie ma problemu, przechodzę koło pana Zbysia. Nawet nie muszę go pytać i chociaż ma też jeden produkt, bardzo uprzejmie zaprasza mnie przed siebie, prosząc przy tym małżeństwo, żeby mnie wpuścili, bo to nagły wypadek ^^. Chyba zobaczył podpaski w mojej ręce i mój potworny wygląd. Tak czy tak, bardzo miły człowiek. Niestety małżeństwo ani trochę, a raczej ona - baba w futrze z Zary, z gigantyczną torebką i szpilami pod niebo. Bo on się nie odzywał, kto wie, może się bał.

Zostałam zwyzywana i oskarżona o wymuszanie miejsca w kolejce. Na dodatek zaczęła nadawać do kasjerki, zaskoczonej całą sytuacją, że powinna mnie nie obsługiwać. Na sam koniec powiedziała, że też jej się spieszy i g** ją obchodzę ja i moje podpaski.
Odpowiedziałam tylko, że nie zmuszam, a tylko kulturalnie pytałam. Naprawdę bolał mnie brzuch i nie miałam siły się kłócić, zresztą nie ma obowiązku mnie przepuszczać. Dzięki niej miałam 3-minutowy sprint na przystanek, z bolącym brzuchem i potopem. Ale zdążyłam w ostatniej chwili.

PS  Ząb naprawiony, ale humor zepsuty na cały dzień.
Cóż, na nic udawanie damy, jak nie ma się za grosz wychowania - słowa p. Zbysia, jak byłam obsługiwana.

#BTnCR

Zdradziła mnie dziewczyna. Wyznanie jak każde inne, powiecie, bo i po prawdzie jest ono banalnie proste i często spotykane. Wróciłem do domu szybciej, bo w pracy była awaria i mogliśmy iść dwie godziny wcześniej. Po drodze, jako że to piątek był, kupiłem na obiad pierogi i wino sztuk dwie, by zrelaksować się z moją już byłą po tygodniu trudu. Wszedłem do mieszkania, gdzie dość głośno leciała muzyka, co niespecjalnie by mnie zdziwiło, gdybym spodziewał się kogokolwiek w mieszkaniu. Ostrożnie wchodzę, trzymając jedną butelkę wina jak kij baseballowy i w głębi mieszkania pomiędzy nutami Eerned IT słychać dość głośne jęki i słowa "mocniej".

Zamarłem. Więc i ja... Rogacz... Pizda, nie facet... Beztalencie, które nie umie zaspokoić swojej kobiety. Może mam małego? Może za krótko? Mówiła, że jest cudownie, widać kłamała....

Wróciłem do kuchni. Usiadłem przy stole i słuchałem tego, co działo się w salonie. Pierogi się rozmrażały, wino błyskało czerwienią...
Wyszła (wpierw doszła) z salonu i natknęła się na mnie w kuchni. Te same usta, które jeszcze chwilę temu krzyczały, którymi dotykała ciała innego, teraz mówiły bełkot, który całkowicie mijał moją głowę. Patrzyłem na nią, ukochaną, której chciałem zrobić pierogi, by nie musiała gotować po pracy, ukochaną, której zmieniałem opatrunek na nodze, tę, która wstydziła się robić siuisu, gdy byłem w łazience, ale pierdnąć przy TV było jej bez problemu.

Wstałem, powiedziałem, że kupiłem pierogi i wino i że mogą zjeść pierogi i wypić to wino.
Wyszedłem... Później były standardowe zagrania z jej strony, że przeprasza i że kocha... Lecz z każdym jej słowem gdzieś w tyle głowy słyszałem Earned IT i "mocniej".
Musiałem komuś się wygadać, sorki, że padło na was, ale ucieczka w Internet jest taka kojąca...
Dodaj anonimowe wyznanie