#wxuq1

W gimnazjum sprzedawałam rówieśnikom odrobinę tytoniu zmieszaną z majerankiem i tymiankiem. Mówiłam, że to prawdziwa marihuana.

Potrafili kupować to w każdy piątek, zaś w poniedziałki raczyli mnie swoimi historiami o potężnym zjaraniu, o fazie i o tym, jakie to mieli dziwne oczy i jak bardzo bali się konfrontacji z rodzicami.

#7HJoU

Mieliście kiedyś ciężki dzień? Ja miałam ciężki tydzień z pewnych powodów - mieszanina pracy, obowiązków itp., które sprawiły, że spałam po 4 godziny na dobę.

W ostatni dzień już ledwie trzymałam się na nogach, a w dodatku dostałam jeszcze okres. Wieczór, tylko zmienić podpaskę i iść spać. Tak więc wyciągnęłam podpaskę z opakowania, zwinęłam ją w kulkę, wyrzuciłam do kosza, po czym zawinęłam majtki w opakowanie po podpasce.

Potrzebowałam kilku kroków, żeby się zorientować, że coś jest nie tak.

#84nqX

Trzy lata temu robiłem internetowe zakupy w coffee shopie w Holandii. Do bezpiecznej płatności użyłem bitcoinów. Po transakcji została jakaś reszta na koncie i zapomniałem o sprawie. Ostatnio kurs bitcoina poszybował w kosmos, a ja sobie zacząłem przypominać, że coś tam może być na starym lapku leżącym na dnie szafy.

I zgadnijcie co! Znalazłem tam elektroniczny portfel z ponad 2 bitcoinami! Aktywny! Szok! 120 000 zł! Pospłacam długi, większość zachowam, ale 20% chcę rozpuścić — jak byście wydali 24 000? :)

#SCPaa

Z reguły nie przepadam za kontaktem fizycznym z innymi ludźmi, jednak czasami miewam "gorsze dni", podczas których moje ciało wręcz błaga o chociażby pocieszające poklepanie po ramieniu. Nigdy nikomu o tym nie powiedziałam, przez co nawet w takich chwilach moi znajomi, jak zwykle, unikają dotykania mnie jak ognia.

Dzisiaj, jak pewnie większość z was się domyśla, miałam wyżej wspomniany depresyjny dzień. Masakra. Na początku olałam to, myśląc, że zwyczajnie trzeba będzie przeżyć do końca dnia i iść spać. Moje niedoczekanie.
Na peronie, gdy czekałam na pociąg powrotny do domu, złapała mnie taka potrzeba, że miałam ochotę skoczyć na najbliżej stojącą osobę i zamknąć ją w niedźwiedzim uścisku. To właśnie wtedy stwierdziłam, że nie dam rady wytrzymać. W mojej głowie zaczął rodzić się szatański plan.

Kiedy nadjechał mój pociąg, szybko wślizgnęłam się do środka, zajmując miejsce przy pierwszej lepszej osobie. Padło na biednego, niczego nie spodziewającego się ziomeczka.
Od początku jazdy udawałam wyjątkowo zmęczoną. Siedziałam z zamykającymi się powiekami, ziewając raz po raz, aż w punkcie kulminacyjnym moja głowa opadła delikatnie na ramię towarzysza niedoli. "Zasnęłam".
Przez chwilę bałam się, że ziomek zwyczajnie mnie strąci, jednak, ku mojej uldze, nie zareagował. Co więcej, sam po chwili położył głowę na mojej, pochrapując przy tym cicho.

Byłam wniebowzięta. Delektowałam się przez półtorej godziny, wysiadłam trzy stacje za późno, żeby nie obudzić śpiącego mężczyzny.

Podsumowując - muszę znaleźć sobie chłopaka, żeby w chwilach kryzysu nie wykorzystywać nieznajomych.
Jeśli mnie czytasz - wybacz, ziomeczku!

#Fi8Qj

Działo się to, kiedy byłam jeszcze w gimnazjum. Tego dnia byłam wyjątkowo niewyspana. To tak słowem wstępu.

Ten właśnie dzień wybrał sobie nauczyciel fizyki na pytanie przy tablicy, oczywiście pierwszą zapytaną osobą byłam ja. Kiedy zapytał mnie o "prawo Ohma", mój zmęczony mózg przypomniał sobie usłyszane niedawno od wuja "prawo łoma".

I tak oto powiedziałam je głośno i wyraźnie: "Człowiek uderzony łomem nie ma prawa wstać!".

Zabijcie mnie.

#BkZwp

Szczyt okrucieństwa to dawać wrogom do drinka kostki lodu zamrożone z wody z parówek? Ja postanowiłam wyznaczyć nowy szlak zła.

Na święta dostałam okropne perfumy. I nie mówimy tu o zapachu, który jednym się może podobać, a innym nie. To po prostu śmierdzi tak niemiłosiernie obleśnie, że nie nadaje się nawet na odświeżacz do kibla, bo g*wno pachnie zdecydowanie lepiej niż ten specyfik. Mogłabym je wyrzucić, ale znalazłam dla nich przeznaczenie.

Teraz ilekroć osoba, która mi je dała, przychodzi do mnie do domu, ma wypsiukaną kurtkę tymi perfumami.
Satysfakcja za każdym razem.

#OOvCg

Mieszkam sama w bloku. Mój chłopak pracuje za granicą, więc w mieszkaniu bywa raz na dwa miesiące. Wiadomo, po długiej nieobecności chcemy się sobą nacieszyć najlepiej jak możemy, krótko mówiąc w łóżku. Jestem miłośniczką BDSM i to nie takiego w wersji soft, bo kręci mnie bicie, plucie na twarz, poniżanie słowne, jak i fizyczne, kneblowanie, wiązanie, rape play, no masochizm w czystej postaci. Mojemu narzeczonemu mój fetysz nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, zawsze mamy udany seks.

Tego wieczoru, po dłuższej nieobecności chłopaka, rozpoczęliśmy wspólne zabawy. Jak zwykle knebel, jakieś szybkie wiązanie do łóżka, heavy metal puszczony z laptopa na całą parę i zaczynamy. Ja oczywiście krzyczę i płaczę na przemian, pod wpływem emocji i przyjemności, jaką właśnie doświadczam.
Nagle słyszymy donośne walenie do mieszkania, i to nie takie jakby ktoś pukał, tylko głośne uderzanie, które brzmiało jak walenie z całego ramienia w drzwi. Momentalnie oboje ucichliśmy, nasłuchując głośnej muzyki oraz kogoś krzyczącego na klatce i na zmianę uderzającego w drzwi wejściowe. Chłopak szybko wstał z łóżka, owinął się szlafrokiem i pognał zobaczyć co się dzieje.

Sąsiad (młody chłopak, nie żeby jakiś moher) wezwał policję, ponieważ głośna muzyka i dziwne odgłosy z mieszkania nie dawały mu spokoju, więc pomyślał, że ktoś robi mi krzywdę. Kiedy pukał do drzwi i nikt mu nie otworzył, to postanowił, że wezwie odpowiednie służby.
Skończyło się jedynie na upomnieniu, jednak chłopak najadł się wstydu, tłumacząc co tak naprawdę się u nas dzieje.

Chyba nie macie pojęcia, jak bardzo się modliłam, żeby nikt nie wszedł do sypialni i nie zobaczył mnie z kajdankami na rękach, próbującą zdjąć knebel, który utknął w buzi, zaczepiając się o kolczyk w języku (typ knebla z dziurkami, przez który łatwiej oddychać).

Po całej sytuacji w sumie się z tego śmieliśmy, teraz jednak wiem dwie rzeczy:
A) Nie powinniśmy puszczać muzyki tak głośno, żeby nie słyszeć pukania.
B) W razie wypadku mogę czuć się bezpieczna, mając takiego sąsiada.

#lNA0I

O tym, jak starsi ludzie nie rozumieją, co się do nich mówi.

Mój dziadek ma 70 lat. Od kilku lat z powodu zdrowia musi mieszkać z nami.
Dziadek niestety zrobił się bardzo nieodporny na wszelkiego rodzaju przekręty dotyczące zamawiania różnego rodzaju produktów przez telefon.

Zamawia jakieś książki po 300 zł, "bo w kraju tylko 1000 sztuk" (taką samą znalazłam w Empiku), medaliony złote lub srebrne, z wizerunkami świętych, "które zostały poświęcone przez samego papieża", jednak hitem była biblia za 2000 zł, "jest tak cenna, ponieważ to bardzo rzadki okaz, którego nie ma w całym kraju więcej niż 100 sztuk".

Wszelkie rozmowy dotyczące tych telezakupów kończą się tym samym - kupnem kolejnej "świętej" książki czy medalionu. Nie rozumie, że tych książek jest więcej, a jeśli chce taką książkę, to kupię mu ją o wiele taniej w jakimkolwiek sklepie. Nie rozumie, że skoro tych książek jest tak mało, to powinny być na jakichś aukcjach, i nikt by nie dzwonił do losowej osoby, proponując ją w "promocyjnej cenie 500 zł".

Mama (córka dziadka) robi co może, żeby mu wbić do głowy, że tak się nie robi. Brat mamy nic sobie z tego nie robi - a my musimy odkręcać co się da.

Niestety nie możemy zablokować mu numeru, aby mógł dzwonić tylko na kilka wybranych, bo niestety on na to nie pozwoli, a jedynym wyjściem byłaby sprawa w sądzie o ubezwłasnowolnienie i zabranie mu możliwości rządzenia kontem telefonicznym :(
Dodaj anonimowe wyznanie