#oEiRl

Rok temu w sylwestra byłam na domówce u kolegi z podstawówki. Jesteśmy dorośli, ale wciąż utrzymujemy kontakt małą grupką i znamy się jak łyse konie.

Zaszaleliśmy... Aż za bardzo, a w szczególności ja. Nowego Roku już nie pamiętałam. Obudziłam się w swoim domu o godzinie 10 rano i nic nie pamiętałam. Bałam się nawet myśleć, co się tam działo. Jak się okazało, miałam rację. Koledzy musieli mi opowiadać jak to zasnęłam w trakcie imprezy i i do końca nie było już ze mną kontaktu. Mam mocną głowę, więc od początku wiedziałam, że coś jest nie tak. Nie mogłam tak po prostu zezgonować na początku imprezy i nic nie pamiętać.

Miałam rację, bo po 3 dniach maglowania kumpli, jeden przyznał się, że pewien koleś chciał wypróbować działanie tabletki gwałtu na sobie... a ja przypadkiem zażyłam to zamiast niego.

To co się działo przez kolejne dni... Uwierzyłam mu, bo to był mój najlepszy przyjaciel od przedszkola, ale to uczucie kiedy nie wiesz co się z tobą działo przez tyle godzin było nie do zniesienia. I zaczęły się głupie myśli... Kolega przysięgał, że całą noc mnie pilnował, ale ja i tak bałam się, że zostałam zgwałcona, skrzywdzona itd. Nie spałam, nie jadłam... A kiedy wreszcie trochę doszłam do siebie, zaczął spóźniać mi się okres... I znowu przerażenie, ale zmusiłam się do zrobienia testu ciążowego i co? Pozytywny. Oczywiście był krzyk, płacz i strach. Jak mam się przyznać rodzicom, że nie wiem kto jest ojcem dziecka? Ba, nawet nie pamiętam jego poczęcia.. i studia...

Mój przyjaciel przysięgał, że to niemożliwe, że to musiało się stać kiedy indziej. Problem polegał na tym, że byłam dziewicą i innej możliwości nie było. Umówiłam się na wizytę u ginekologa... I tutaj nie będę wchodzić w szczegóły badań itd. Powiem jedno, mój mózg uroił sobie tę ciążę... Wmówiłam sobie, że mogłam zajść w ciążę do tego stopnia, że moje ciało również w to uwierzyło...

I w sumie to koniec. Nie ma morału, taka historia, anonimowa bo wie o niej tylko ów przyjaciel, ginekolog i ja.
Jedynie co dodam to jeszcze to, że do dzisiaj nie pamiętam co się wtedy działo. Uwierzyłam kolegom w ich wersję, chociaż nasze stosunki stały się chłodniejsze, bo cień niepewności zawsze czai mi się z tyłu głowy. A i sytuacja ta spowodowała, że jestem całkowitym abstynentem.

#RAoGp

Pewne wyznanie, choć dużo brutalniejsze, sprawiło, że w końcu postanowiłam podzielić się swoją historią.

Zawsze słyszałam, że powinnam urodzić dzieci, ale nie, nikt mnie nie zgwałcił i to też nie tak, że ich nienawidzę. Przeciwnie: od zawsze uwielbiałam towarzystwo dzieci, przez lata opiekowałam się nimi, a później pracowałam w przedszkolu. Ludziom zawsze powtarzałam, że kiedy tylko pieniężnie będzie w porządku, to z mężem postaramy się o dziecko. I w końcu się udało - pieniądze są, ciąża jest i pierwsze problemy są.
Mąż zrobił się agresywniejszy i chociaż ciąża stworzyła wiele komplikacji zdrowotnych, nawet moja matka bardziej martwiła się o dzieci niż o mnie, ale wtedy myślałam, że przesadzam, że hiperbolizuję wszystko. Nawet kiedy po kolejnym silnym krwawieniu i wizycie w szpitalu matka wolała kupić prezent nienarodzonym dzieciom, a nie mi, a mąż bardziej marudził, że moja "głupia natura" mogła zabić mu dzieci, wmawiałam sobie, że nic złego się nie dzieje.

W końcu bliźnięta przyszły na świat i faktycznie na pewien czas się poprawiło... a potem zaczęłam być bombardowana naprawdę głupimi poradami. Nagle każdy stał się ekspertem od dzieci. Prezentów przybywało: a to ktoś nową zabawkę kupił, a to nowe ubranka. W pewnym momencie nawet nie dało się normalnie przejść po pokoju dzieci.
Bliźnięta zaczęły rosnąć, a rodzina (i mąż) dalej nie przestawała. Wszyscy karcili, gdy nie chciałam się bawić z dziećmi po raz 1000 w tę samą grę i wolałam położyć je spać, bo zaraz północ. Zdrowe posiłki? Ale jak ja tak mogę! Przecież ich zęby nawet nie są stałe, niech jedzą tylko cukierki i kolejne torty! Uczenie się? Jak ja mogę ośmioletnie dziecko do nauki zmuszać? A później: jak ja mogę marudzić, że trzynastoletni syn dostał jedynkę? Przecież wiadomo, że powinnam pójść do nauczycielki i wydrzeć się na nią.

Oczywiście dzieci szybko zauważyły te wszystkie rzeczy i zaczęły je wykorzystywać. Mamusia je upomniała? No to trzeba było naskarżyć całej rodzinie i z dumą patrzeć, jak teraz wszyscy na mamusię się wydzierają, a potem przynoszą prezenty dla dzieciaczków. Albo zabierać je na wyjazd W ŚRODKU ROKU SZKOLNEGO. Oczywiście matka nie ma nic do gadania.

I w końcu dzieci zmieniły się we wredne, nastoletnie bachory, które potrafią podnieść rękę na matkę, muszą mieć wszystko. Jakby było mało problemów, syn został oskarżony o gwałt i wnoszenie alkoholu na teren szkoły, córka zaczęła się umawiać ze starszym facetem dla pieniędzy. Co na to rodzina? "To dzieci, muszą się wyszaleć".
Ostatecznie rzuciłam wszystko i po kolejnym ciosie od syna oraz po tym, jak zostałam dosłownie opluta przez córkę odeszłam pomimo tego, że dalej kochałam męża.

Wczoraj dowiedziałam się, że mój syn oberwał czymś w głowę i umarł.
Nie potrafię nawet udawać, że mi z tym źle.

#2m5VL

Kilka lat temu znalazłam się w szalenie upokarzającej sytuacji. Byłam wtedy w liceum, zaczynałam uczyć się projektowania. Moja mama, nauczycielka, oznajmiła, że w jej szkole, a mojej podstawówce, ogłoszono konkurs dla uczniów i absolwentów. Do zaprojektowania było logo szkoły. Postanowiłam spróbować.

Po kilku tygodniach logo było gotowe, wysłane, od mamy wiedziałam, że niewielu absolwentów się zgłosiło, więc pewnie dyrektorka po prostu wybierze moje logo, tylko mam określić, co chciałabym dostać. Projekt sam w sobie był w porządku, niestety wiele brakowało mu technicznie, zwłaszcza teraz kłuje mnie to w oczy.

Prawdę powiedziawszy myślałam, że po prostu kiedyś tam podejdę, porozmawiam z dyrekcją, otrzymam wybraną przeze mnie książkę i tyle. Niestety zorganizowali ogłoszenie wyników podczas szkolnej uroczystości.
I teraz wyobraźcie sobie licealistkę, która wychodzi na środek razem z dwójką uczniów w wieku 8-13 lat i odbiera nagrodę za pierwsze miejsce. Było mi strasznie nieswojo. Nie to było najgorsze. Podczas tej uroczystości usłyszałam, że wśród nauczycieli były osoby, które twierdziły, że projekt wykonała za mnie mama, żebym dostała książkę...

#ypf8y

Mam 17 lat i nigdy nie miesiączkowałam. Powód całej tej anomalii (no bo przecież jak dziewczyna w tym wieku może nie mieć okresu?!) jest mi znany dokładnie od pół roku.
 
Po 17 latach nieświadomości dowiedziałam się, że urodziłam się bez macicy. Ot, wada genetyczna. Niby nic wobec tragedii milionów ludzi, a jednak informacja ta stała się moją prywatną klęską. Od zawsze miałam bardzo niską samoocenę, jednak teraz jest ona praktycznie zerowa. Nie czuję się kobietą, czuję, że oszukuję wszystkich naokoło i jeszcze samą siebie i jest mi z tym cholernie źle. Nie myślcie, że jestem transem, bo to nie o to tu chodzi, a raczej o tę świadomość, że jestem w jakiś sposób wybrakowana. Ba, nie tylko w "jakiś" tam sposób. Brak mi czegoś, z czym kobiety są wręcz utożsamiane, czegoś, co jest niejako atrybutem płci pięknej. Czuję się jak gówno. Po prostu.

Nie mówiłam o tym nikomu, Wy jesteście pierwsi, o ile to wyznanie do Was dotrze, drodzy Anonimowi. Nie oczekuję litości ani pocieszenia, chciałam to tylko gdzieś napisać, żeby ktoś się dowiedział, że istnieje sobie taki babochłop na tym świecie.

#zj7Mq

Pokłóciłem się z dziewczyną. Tak się zdenerwowała, że zaczęła wyrzucać przez balkon moje rzeczy na podwórko i w końcu wyrzucając komodę przez barierkę, straciła równowagę i sama wypadła... Jest to jakieś 3,5 metra do ziemi, bo balkon jest na pierwszym piętrze.

Komodzie nic nie jest, bo na szczęście nie spadła, dziewczynie też, nawet jej chyba to na dobre to wyszło. W szpitalu dostała środki przeciwbólowe i jest trochę poobijana. Ale i tak zabieram ją na badania psychiatryczne. Takie zachowanie nie jest normalne.

#WuV6V

W moim bloku mieszkają prawie same staruszki i staruszkowie. Są to osoby z mnóstwem wolnego czasu i totalnym brakiem pomysłu na spożytkowanie go. Dla mnie zaś wolny czas to coś bardzo niespotykanego i pożądanego. Oprócz tego noszę dredy, mam dość ekstrawaganckie ubrania i oczywiście nie wybieram się do kościoła w każdą niedzielę o 12.00. Często też przychodzą do mnie różne koleżanki, co sprawia, że uznano mnie za rozpustną lesbijkę.

Posiadam auto, które na pewno jest skradzione, no bo jak to tak kobieta może kupić auto. W związku z tym jestem wyklętą obywatelką bloku. Do obserwacji z okien i balkonów się już przyzwyczaiłam, ale dzieje się tu o wiele więcej. Prawie żaden sąsiad nie odpowiada na moje "dzień dobry". Gdy wchodzę do windy, osoba jadąca w niej zazwyczaj wysiada. Do mojej skrzynki pocztowej regularnie trafiają różnego rodzaju kościelne ulotki. Jednak w Trzech Króli miarka się przebrała. Nie napisałam na drzwiach C+M+B. Gdy wieczorem wróciłam do domu, całe drzwi były opisane tymże "działaniem". Równolegle, po 3 w linijce, znajdowało się 5 kolumn C+M+B...

Wszystko starłam, a na drzwiach narysowałam pentagram. Jak sąsiedzi chcą wojny, to będą ją mieli.
Dodaj anonimowe wyznanie