Kilka lat temu próbowałam nauczyć się języka czeskiego. Zaczęłam od słówek, które mają wprowadzone nowe akcenty i powtarzałam je kilkanaście razy, aby zapamiętać, jak wymawiać poszczególne litery. Szczególnie uwzięłam się na słowo zszywacz.
Powtórzyłam je tyle razy, że później przez kolejny tydzień śniło mi się, że pracuję w czeskiej korporacji. Na moim biurku zawsze leżał zszywacz, a mój szef, który był Czechem, pytał mnie na wyrywki, jak nazwę owego przedmiotu wymówić po czesku.
Chyba zapamiętam to słówko do końca życia.
Często gdy czytam wyznania zamieszczane na tej stronie, przypominają mi się najbardziej żenujące historie z mojego życia.
Ta również do takich należy. Byłam w ostatniej klasie podstawówki, może w pierwszej klasie gimnazjum. Bardzo interesowały mnie kwestie związane z seksem, lubiłam oglądać filmy dla dorosłych, zabawiać się ze sobą etc. Pewnego dnia zaczęłam rozmawiać na te tematy z moją przyszywaną kuzynką. I tak od słowa do słowa, postanowiłyśmy "przeszkolić" się nawzajem. Zaczęło się od pocałunków, ale cóż w tym wyjątkowego, skoro nie raz całowałam się z kolegami (w zasadzie z koleżankami też). Poszłyśmy więc o krok (albo nawet kilka kroków dalej). Nie będę wdawała się w szczegóły, ponieważ nie jest to portal z erotycznymi opowiadaniami.
Ta relacja trwała jakiś czas, nie pamiętam jak długo - może jakieś pół roku. Nie pamiętam również, dlaczego się zakończyła, ale po prostu przeszłyśmy nad tym do porządku dziennego. Do dziś, nikt - prócz nas - nie ma pojęcia o tym, że łączyła nas fizyczna relacja. Ja mam męża, ona również, przyjaźnimy się i nie wspominamy o przeszłości.
I do dziś, gdy o tym pomyślę, ogarnia mnie ogromne zażenowanie.
Poznałam chłopaka na imprezie, po 30 minutach naszej znajomości zwymiotowałam na niego.
Numer i tak wziął... Ciekawe, czy się odezwie :D
Jadę sobie autobusem. Wchodzi typowy moher i sapie nad jakąś kobietą. Ta ustępuje miejsca. Rzecz dzieje się w tzw. "czwórce", gdzie dwie pary siedzeń stoją naprzeciwko siebie.
Naprzeciw mohera (który już wyciągnął różaniec) siedzi dwóch młodych mężczyzn. Jeden kładzie głowę na ramieniu drugiego, a on oplata go ramieniem. Moher wyciąga parasolkę i z okrzykiem "niech wam Bóg przebaczy" uderza parasolem między nich. Oni w szoku, co się dzieje, lokalizują źródło rażenia i z tekstem "spoko, zluzuj majty" wychodzą z autobusu.
Polska...
Mieszkam w spokojnej dzielnicy jednego z mniejszych miast, gdzie każdy każdego zna oraz odnosi się z szacunkiem.
Pewnego dnia moja córka, gdy wróciła z placu zabaw, na którym strasznie lubiła spędzać każdą chwilę, podczas rozmowy zaczęła używać wulgaryzmów. Na pewno nie wiedziała co one znaczą, więc wplątywała każdy nowy wyraz po każdym słowie.
Nigdy z mężem przy naszym dziecku się nie kłóciliśmy, a tym bardziej nie używalismy takich słów!
Gdzie się tego nauczyła? No cóż, dowiedzieliśmy się z mężem już następnego dnia.
Na placu zabaw, gdzie robotnicy rozbudowywali teren o nowe zabawki ;)
Mój teść robi mi wykłady o odpowiedzialności, bo przygarnęłam kota. Przy każdej okazji mi dogryza, jak bardzo nie potrafię się tym kotem zająć. Jednocześnie naciska na posiadanie dzieci, a przy tym nie wspomina słowem o odpowiedzialności i wyrzeczeniach. Gdzie tu logika?
PS Kot jest przygarnięty, wyleczony, najedzony i szczęśliwy. Dbamy o niego z mężem jak najlepiej umiemy.
Pewnie wbiję kij w mrowisko, ale temat istotny. Mam bliskich znajomych, na potrzeby historii nazwijmy ich Kasia i Tomek. Po ślubie i ustabilizowaniu swojej sytuacji materialnej i zawodowej zaczęli się starać o dziecko. Po kilku miesiącach wysiłku udało się, Kasia przeszczęśliwa zadzwoniła do mnie, że udało się w końcu! Jest w ciąży! Pogratulowałam im serdecznie i cieszyłam się z nimi.
Około 12 tygodnia Kasia poszła na USG. Jest to ważne badanie, bo dokładnie ocenia się płód. Niestety, okazało się, że dziecko jest bardzo chore, ma wiele objawów pewnej choroby. W zasadzie, to był cały zespół objawów (ale nie zespół Downa). Gryźli się z myślami co mają robić i zdecydowali się na aborcję. Głównym argumentem było to, że jeśli dziecko przeżyje poród, to nigdy nie będzie samodzielne, byłoby całkowite zdane na ich opiekę. Byłam przy nich w tych trudnych chwilach.
Po dwóch latach Kasia urodziła zdrową córkę. W końcu byli szczęśliwi.
Ale zdarzyło kolejne nieszczęście. Tomek miał wypadek samochodowy, wjechał w niego na czołówkę młody chłopak. Był w stanie krytycznym, lekarze wprowadzili go w śpiączkę, rokowania były słabe. Jakoś się wygrzebał, miał intensywną rehabilitację i dzięki niej i dobrej opiece żyje, ale jest sparaliżowany od szyi w dół. Tomek był w kiepskiej kondycji psychicznej, mimo wsparcia żony, rodziny i przyjaciół. Kiedyś gorzko zażartował, że teraz go powinno się uśpić, bo jest nieprzydatny. Zaczął odcinać się od żony, przyjaciół, był rozgoryczony i kłótliwy. Ich sytuacja finansowa też się pogorszyła. Kiedyś wyznał mi, że chciałby zacząć ruszać ręką, bo wtedy mógłby podciąć sobie żyły lub przedawkować leki. Załatwiliśmy mu psychologa i mocno wspieramy, ale łatwo nikomu nie jest. Ani Kasi, ani Tomkowi, ani przyjaciołom.
Kiedyś, gdy jechałam autobusem, dostałam orgazmu. Nie byłoby w tym nic takiego, gdyby nie fakt, że byłam w ciąży i podczas orgazmu odeszły mi wody 💪
Brawo, córko 💪
Zostałam sama w domu. Mąż i dzieciaki wyjechali do teściowej, więc miałam spokój. Zbliża się wieczór, za oknem szaleje burza, a ja jak nigdy postanawiam obejrzeć sobie horror (nie przepadam za tym gatunkiem filmów).
Film zaczął się od tego, że jakaś nastolatka zostając sama w domu postanowiła włączyć sobie (któż by się spodziewał?) horror. Akcja toczyła się dalej. Film sam w sobie nie był jakoś ciekawy, a moją uwagę zwróciła dopiero scena grozy, która ku mojemu zdziwieniu została nakręcona naprawdę realistycznie i ciekawie.
Telewizor, przed którym siedziała bohaterka nagle się zaśnieżył, za oknem walnął piorun, po czym wyłączył się prąd, a kiedy dziewczyna już chciała podnieść się z kanapy, ktoś zaczął dobijać się do drzwi jej mieszkania, po czym te otworzyły się z okropnym skrzypieniem.
Właśnie w tym momencie obraz mojego telewizora się zaśnieżył. Dreszcz adrenaliny był. Nawet dość ostry, ale myśląc realnie pomyślałam sobie - Okej, jest burza, może się zdarzyć, że jakiś program w tv się zatnie, nic dziwnego. Właśnie w tym momencie wszystkie urządzenia elektryczne jakie mam w domu się wyłączyły.
To już było przerażające. Bałam się podnieść z kanapy, ale kulminacja przyszła kiedy ktoś zaczął dobijać się do moich drzwi. Myślałam, że padnę na zawał. Zamarłam, a wtedy drzwi wejściowe skrzypiąc zaczęły powoli się otwierać. Do mieszkania wszedł ogromny (2 metry) mężczyzna. Po chwili jego sylwetkę oświetliła błyskawica, a zaraz po niej huknął piorun.
Myślę, że każdy w bloku i jeszcze kilka ulic dalej słyszał mój przeraźliwy wrzask.
Ale spokojnie. To nie był jakiś psychopata, tylko mój mąż, który chcąc zrobić mi niespodziankę odstawił dzieciaki do matki i wrócił się z powrotem do domu.
Miłego romantycznego wieczoru nie było. Zamiast tego obejrzeliśmy sobie po raz kolejny Avengersów (jak już wrócił prąd, którego nawiasem mówiąc nie było równo 3 minuty -,-), nażarliśmy się chipsów i wypiliśmy po kilka piw.
Dawno nie miałam tak emocjonującego wieczoru.
Mam 27 lat. Kiedy moje dzieci śpią, bawię się w kąpieli ich zabawkami :D
Dodaj anonimowe wyznanie