#OT0wQ

Kilka lat temu próbowałam nauczyć się języka czeskiego. Zaczęłam od słówek, które mają wprowadzone nowe akcenty i powtarzałam je kilkanaście razy, aby zapamiętać, jak wymawiać poszczególne litery. Szczególnie uwzięłam się na słowo zszywacz.

Powtórzyłam je tyle razy, że później przez kolejny tydzień śniło mi się, że pracuję w czeskiej korporacji. Na moim biurku zawsze leżał zszywacz, a mój szef, który był Czechem, pytał mnie na wyrywki, jak nazwę owego przedmiotu wymówić po czesku.

Chyba zapamiętam to słówko do końca życia.

#DOgvJ

Często gdy czytam wyznania zamieszczane na tej stronie, przypominają mi się najbardziej żenujące historie z mojego życia.

Ta również do takich należy. Byłam w ostatniej klasie podstawówki, może w pierwszej klasie gimnazjum. Bardzo interesowały mnie kwestie związane z seksem, lubiłam oglądać filmy dla dorosłych, zabawiać się ze sobą etc. Pewnego dnia zaczęłam rozmawiać na te tematy z moją przyszywaną kuzynką. I tak od słowa do słowa, postanowiłyśmy "przeszkolić" się nawzajem. Zaczęło się od pocałunków, ale cóż w tym wyjątkowego, skoro nie raz całowałam się z kolegami (w zasadzie z koleżankami też). Poszłyśmy więc o krok (albo nawet kilka kroków dalej). Nie będę wdawała się w szczegóły, ponieważ nie jest to portal z erotycznymi opowiadaniami.

Ta relacja trwała jakiś czas, nie pamiętam jak długo - może jakieś pół roku. Nie pamiętam również, dlaczego się zakończyła, ale po prostu przeszłyśmy nad tym do porządku dziennego. Do dziś, nikt - prócz nas - nie ma pojęcia o tym, że łączyła nas fizyczna relacja. Ja mam męża, ona również, przyjaźnimy się i nie wspominamy o przeszłości.
I do dziś, gdy o tym pomyślę, ogarnia mnie ogromne zażenowanie.

#mRQ1b

Jadę sobie autobusem. Wchodzi typowy moher i sapie nad jakąś kobietą. Ta ustępuje miejsca. Rzecz dzieje się w tzw. "czwórce", gdzie dwie pary siedzeń stoją naprzeciwko siebie.
Naprzeciw mohera (który już wyciągnął różaniec) siedzi dwóch młodych mężczyzn. Jeden kładzie głowę na ramieniu drugiego, a on oplata go ramieniem. Moher wyciąga parasolkę i z okrzykiem "niech wam Bóg przebaczy" uderza parasolem między nich. Oni w szoku, co się dzieje, lokalizują źródło rażenia i z tekstem "spoko, zluzuj majty" wychodzą z autobusu.

Polska...

#QIuzT

Mieszkam w spokojnej dzielnicy jednego z mniejszych miast, gdzie każdy każdego zna oraz odnosi się z szacunkiem.
Pewnego dnia moja córka, gdy wróciła z placu zabaw, na którym strasznie lubiła spędzać każdą chwilę, podczas rozmowy zaczęła używać wulgaryzmów. Na pewno nie wiedziała co one znaczą, więc wplątywała każdy nowy wyraz po każdym słowie.

Nigdy z mężem przy naszym dziecku się nie kłóciliśmy, a tym bardziej nie używalismy takich słów!

Gdzie się tego nauczyła? No cóż, dowiedzieliśmy się z mężem już następnego dnia.
Na placu zabaw, gdzie robotnicy rozbudowywali teren o nowe zabawki ;)

#XSejc

Mój teść robi mi wykłady o odpowiedzialności, bo przygarnęłam kota. Przy każdej okazji mi dogryza, jak bardzo nie potrafię się tym kotem zająć. Jednocześnie naciska na posiadanie dzieci, a przy tym nie wspomina słowem o odpowiedzialności i wyrzeczeniach. Gdzie tu logika?

PS Kot jest przygarnięty, wyleczony, najedzony i szczęśliwy. Dbamy o niego z mężem jak najlepiej umiemy.

#zBemA

Pewnie wbiję kij w mrowisko, ale temat istotny. Mam bliskich znajomych, na potrzeby historii nazwijmy ich Kasia i Tomek. Po ślubie i ustabilizowaniu swojej sytuacji materialnej i zawodowej zaczęli się starać o dziecko. Po kilku miesiącach wysiłku udało się, Kasia przeszczęśliwa zadzwoniła do mnie, że udało się w końcu! Jest w ciąży! Pogratulowałam im serdecznie i cieszyłam się z nimi.

Około 12 tygodnia Kasia poszła na USG. Jest to ważne badanie, bo dokładnie ocenia się płód. Niestety, okazało się, że dziecko jest bardzo chore, ma wiele objawów pewnej choroby. W zasadzie, to był cały zespół objawów (ale nie zespół Downa). Gryźli się z myślami co mają robić i zdecydowali się na aborcję. Głównym argumentem było to, że jeśli dziecko przeżyje poród, to nigdy nie będzie samodzielne, byłoby całkowite zdane na ich opiekę. Byłam przy nich w tych trudnych chwilach.

Po dwóch latach Kasia urodziła zdrową córkę. W końcu byli szczęśliwi.
Ale zdarzyło kolejne nieszczęście. Tomek miał wypadek samochodowy, wjechał w niego na czołówkę młody chłopak. Był w stanie krytycznym, lekarze wprowadzili go w śpiączkę, rokowania były słabe. Jakoś się wygrzebał, miał intensywną rehabilitację i dzięki niej i dobrej opiece żyje, ale jest sparaliżowany od szyi w dół. Tomek był w kiepskiej kondycji psychicznej, mimo wsparcia żony, rodziny i przyjaciół. Kiedyś gorzko zażartował, że teraz go powinno się uśpić, bo jest nieprzydatny. Zaczął odcinać się od żony, przyjaciół, był rozgoryczony i kłótliwy. Ich sytuacja finansowa też się pogorszyła. Kiedyś wyznał mi, że chciałby zacząć ruszać ręką, bo wtedy mógłby podciąć sobie żyły lub przedawkować leki. Załatwiliśmy mu psychologa i mocno wspieramy, ale łatwo nikomu nie jest. Ani Kasi, ani Tomkowi, ani przyjaciołom.

#xd1fy

Zostałam sama w domu. Mąż i dzieciaki wyjechali do teściowej, więc miałam spokój. Zbliża się wieczór, za oknem szaleje burza, a ja jak nigdy postanawiam obejrzeć sobie horror (nie przepadam za tym gatunkiem filmów).

Film zaczął się od tego, że jakaś nastolatka zostając sama w domu postanowiła włączyć sobie (któż by się spodziewał?) horror. Akcja toczyła się dalej. Film sam w sobie nie był jakoś ciekawy, a moją uwagę zwróciła dopiero scena grozy, która ku mojemu zdziwieniu została nakręcona naprawdę realistycznie i ciekawie.

Telewizor, przed którym siedziała bohaterka nagle się zaśnieżył, za oknem walnął piorun, po czym wyłączył się prąd, a kiedy dziewczyna już chciała podnieść się z kanapy, ktoś zaczął dobijać się do drzwi jej mieszkania, po czym te otworzyły się z okropnym skrzypieniem.

Właśnie w tym momencie obraz mojego telewizora się zaśnieżył. Dreszcz adrenaliny był. Nawet dość ostry, ale myśląc realnie pomyślałam sobie - Okej, jest burza, może się zdarzyć, że jakiś program w tv się zatnie, nic dziwnego. Właśnie w tym momencie wszystkie urządzenia elektryczne jakie mam w domu się wyłączyły.

To już było przerażające. Bałam się podnieść z kanapy, ale kulminacja przyszła kiedy ktoś zaczął dobijać się do moich drzwi. Myślałam, że padnę na zawał. Zamarłam, a wtedy drzwi wejściowe skrzypiąc zaczęły powoli się otwierać. Do mieszkania wszedł ogromny (2 metry) mężczyzna. Po chwili jego sylwetkę oświetliła błyskawica, a zaraz po niej huknął piorun.

Myślę, że każdy w bloku i jeszcze kilka ulic dalej słyszał mój przeraźliwy wrzask.

Ale spokojnie. To nie był jakiś psychopata, tylko mój mąż, który chcąc zrobić mi niespodziankę odstawił dzieciaki do matki i wrócił się z powrotem do domu.

Miłego romantycznego wieczoru nie było. Zamiast tego obejrzeliśmy sobie po raz kolejny Avengersów (jak już wrócił prąd, którego nawiasem mówiąc nie było równo 3 minuty -,-), nażarliśmy się chipsów i wypiliśmy po kilka piw.

Dawno nie miałam tak emocjonującego wieczoru.
Dodaj anonimowe wyznanie