#pljWd

Będąc małym brzdącem (max 6-7 lat), często w domu słyszałam płytę zespołu Big Cyc. Po pewnym czasie moim totalnym hitem stała się piosenka „Guma”.

Do dzisiaj pamiętam, jak na cały dom wydzierałam się „...załóż gumę na instrument łołołoło jejeje...”, wyobrażając sobie skrzypce całe obklejone różową gumą balonową.

Mam nadzieję, że nikt z rodziny tego już nie pamięta. Chociaż ciekawa jestem, jakie mieli wtedy miny :D

#xEUQD

Niewłaściwe, bolesne przyciąganie...

Zadurzyła się we mnie bardzo młoda dziewczyna. Poznaliśmy się w klubie zrzeszającym osoby o podobnych zainteresowaniach – nie powiem jakich, bo nigdy nie wiadomo, czy ktoś znajomy czytający Anonimowe wówczas by się nie domyślił...

Ona ma lat osiemnaście, ja – jestem już po czterdziestce. To nie jest (na szczęście) głupia smarkula, która otumaniona emocjami zaczęłaby emocjonalne huśtawki, szaleństwa, podchody itp., to wrażliwa, inteligentna osoba. Ja niestety też ją bardzo lubię i często łapię się na tym, że myślę o niej jak o kimś więcej niż tylko koleżance – ale jak o kobiecie. Tak. Oboje coś do siebie czujemy.

Mamy oczywiście świadomość, że to nie ma sensu, że to nie wyjdzie, że przepaść wiekowa między nami jest zbyt ogromna. To już nie jest dziesięć, dwanaście lat, które jeszcze by od biedy „przeszło” – to całe pokolenie, moje lata to lata jej rodziców. Dogadujemy się świetnie, mamy wspólne tematy, zainteresowania, ciągnie nas do siebie jak cholera – i wiemy, że to nie jest właściwe. Ograniczamy kontakty do minimum, często zrywamy je całkiem, zajmujemy się swoimi sprawami, własnymi problemami – ale ostatecznie nawiązujemy znowu znajomość, bombardujemy się wiadomościami na messengerze, dzwonimy do siebie, kiedy jest to „bezpieczne”, czasami spotykamy (nie, bez „cielesnych” uciech, nie pozwalamy sobie na to – ale i tak radość spokojnego bycia razem jest nieprawdopodobna). A potem znowu wraca do nas bezsens tego wszystkiego – i idąc za głosem logiki, rozluźniamy kontakty. I tak w kółko. Niestety logika przegrywa z uczuciami, z tym głupim sercem, które nie chce zrozumieć, że pewne rzeczy są po prostu niemożliwe.

#f0lFo

Nienawidzę słowa "bambosze".

Nie zrozumcie mnie źle, nie uważam kogoś za gorszego, bo tak mówi, po prostu... ughhh!

Gdy tylko ktoś mówi "założyłem bambosze", mam w głowie obraz stopy powoli wchodzącej w gówno. Ciepłe, śmierdzące kupsko między paluchami u stóp.

Nie wiem od czego tak mam, na szczęście w rejonach, w których mieszkam nikt tak nie mówi.

Do teraz nie wiedział nikt, teraz znacie mój mały sekrecik.

#IKGKE

Mam 30 lat, od kilku lat jestem mężatką. Mój mąż przez parę lat naszego związku nadużywał alkoholu. Zaczynało się niewinnie, od piwka. Później było już tylko gorzej. Awantury, płacz, strach. To tyle w skrócie. Ale teraz nie o tym chcę pisać. Mąż po kolejnym incydencie związanym z alkoholem obiecał poprawę. Początkowo nie wierzyłam. Znowu słowa rzucone na wiatr. Przecież takich obiecanek było mnóstwo. Ale on się zaszył. Od prawie roku nie pije. Nawet kieliszka, nawet łyka piwa. W OGÓLE nie kupuje alkoholu. Na imprezach to samo. Nic nie rusza go, że inni się rozkoszują wódką. Super, można by rzec. Nie powiem, zmienił się. O 180 stopni. Zupełnie inny człowiek. Inne podejście do mojej osoby i do mojej rodziny. Żadnych wyzwisk, bezpodstawnego czepiania się. Spokój, radość. Normalne weekendy, a jego powroty do domu bez mojego strachu. Zmiana również w wyglądzie, zmieniła mu się cera, oczywiście na lepsze.
Mąż mówi, że nie będzie pił. Kiedy skończy mu się wszywka, chce wykonać następną, bez mojego namawiania. Nie wspomniałam, że mamy kilkuletniego syna. Toteż mąż mówi, że chce być przykładnym ojcem. Że chce uczestniczyć w wychowywaniu synka. Na trzeźwo. Na razie mu się to udaje. Twierdzi, że w ogóle go nie ciągnie do picia. Fajnie, prawda? Przecież zawsze o tym marzyłam. O spokoju, o harmonii. O tym, żeby się nie denerwować, nie martwić.

Tylko, że... we mnie coś się wypaliło. Sama nie wiem. Przecież zależy mi na normalnej rodzinie. Przecież zawsze tego chciałam. Kocham mojego syna. Nad życie, nie umiem tego opisać. Ale czy kocham męża? Chciałabym powiedzieć, że tak. Lubię z nim spędzać czas, nawet leżąc przed tv. Lubię, gdy jest trzeźwy. Przecież zawsze o tym marzyłam...
Ale nie umiem go przytulic, pocałować. Seks jest chyba po to tylko, żeby dopełnić małżeńskiego obowiązku. Z jednej strony mi na nim zależy, żeby dożyć wspólnej starości w zdrowiu, w rodzinnym cieple. Ale z drugiej strony lubię bardzo, gdy wyjeżdża do pracy i nie muszę tak dużo z nim rozmawiać. Chciałabym, żeby wracał do domu jak najrzadziej.

A przecież zawsze marzyłam o spokoju i normalności. Przecież zawsze...

#1bBzn

Sytuacja miała miejsce w wigilię kilka lat temu.

Odkąd moja mama zachorowała, ojcu zaczęło odwalać. Przejęłam wszystkie obowiązki domowe. Codziennie obrażał mnie i prowokował kłótnie. Mimo wszystko chciałam, aby wigilia się odbyła. Przygotowałam wszystko sama. Mama szczęśliwa, ojciec milczy. Było okej, póki nie spoliczkował mnie podczas składania życzeń. Wybiegłam z domu i krążyłam po mieście ze słuchawką w jednym uchu.
Chciałam po prostu odetchnąć i pomyśleć o tym, co zrobić dalej. Powoli wracałam do domu, gdy z rozmyślań wyrwało mnie silne szarpnięcie za ramię. Chwilę później centralnie przed moim nosem przejechał samochód. Zdezorientowana odwróciłam się i... no właśnie.

Problem w tym, że nikogo nie było. Ulica była dobrze oświetlona. Nie przypominam sobie, abym słyszała wcześniej kroki, ale to mogę wytłumaczyć muzyką i podłym nastrojem. Przerażona uciekłam do domu.

Wydaje mi się, że mógł to być jakiś dziwaczny odruch ręki, bo w zjawiska paranormalne nie wierzę. Chociaż minęło kilka lat, to nadal zastanawiam się, jak do tego doszło, że nie wpadłam wtedy pod samochód. To jest chyba jedyna dziwna sytuacja, której nie mogę logicznie wytłumaczyć.

Dokończę: Mama ma się dobrze, a ojciec trochę znormalniał. Nie mieszkam z nimi od dwóch lat.

#5HH9k

Od dłuższego czasu czaiłam się na czarne, wysokie kozaki, które tej zimy cieszą się niezwykłą popularnością. Wybrałam się do dużego obuwniczego, aby przymierzyć parę modeli, a nuż coś wpadnie w oko.
Po pewnym czasie wypatrzyłam idealną, zamszową parę. Miały tylko jeden mankament - wewnętrzna zakładka od zamka była przecięta na pół, mniej więcej na wysokości środka łydki. Myślę sobie, dobra przymierzę, co szkodzi, jakbym chciała je kupić, to tego i tak nie widać. Okazały się perfekcyjne. Plan był następujący - zdejmuję je, zakładam swoje buty i idę do kasy.

Do kasy jednak nie poszłam, bo zamek zaciął się dokładnie w tym miejscu, gdzie zaobserwowałam mankament. Na początku było spokojnie, z czasem, gdy sytuacja coraz bardziej wymykała mi się spod kontroli, zaczęłam wpadać w panikę. Nie szło nim poruszyć ni wte, ni we wte. Próbowałam wszystkiego: delikatnie szarpać, podważyć zakładkę, z czasem zaczęłam mocniej ciągnąć i próbować wyrwać tę cholerną zakładkę od zamka, która uwięziła moją stopę w bucie, niczym u grubej siostry Kopciuszka. Z wysiłku i stresu spociła mi się aż dupa, myślę sobie - jestem zgubiona.

Wtem pojawiła się pani ekspedientka i nieśmiało zagaiłam do niej: "Przepraszam panią, ciężka sprawa, chyba dane mi jest do końca życia chodzić w tym bucie". Wyjaśniłam pani wszystko po kolei, co mi dolega i jak to się stało. Pani próbowała jakoś zaradzić, ale wszystko na nic. Zawołała koleżanki.
Wszystkie panie z salonu nagle znalazły się przy mnie, każda, po kolei próbowała już dawno sprawdzonych przeze mnie działań - wszystko na nic. Nagle jedna z nich pobiegła na zaplecze i przyniosła skalpel. Po jakichś 10 minutach wycinania zakładki wreszcie udało im się wyswobodzić moją stopę z pułapki.

Serdecznie podziękowałam paniom za pomoc, zaproponowały mi, abym wybrała inną parę, bo w tej trzeba by wymienić zamek. Po upewnieniu się, czy nie będą miały z tą felerną parą żadnego problemu, wzięłam rozmiar mniejsze i pobiegłam do kasy. Po dokonaniu transakcji jeszcze raz podziękowałam i przeprosiłam za kłopot. Uprzejma pani powiedziała mi, że nie ma żadnego problemu, że luz - już wiele razy musiała rozrywać buty na klientkach, nic nowego.

#oXzom

Kiedyś chciałam spróbować jak to jest uprawiać seks po tabletkach wzmacniających doznania dla kobiet. Zakupiłam, trzymałam w torebce i życie toczyło się spokojnie, do czasu, kiedy wyniuchał je suczka mojej mamy.
Ponadgryzała całe opakowanie, w taki sposób, że wszystkie tabletki były rozgniecione.

W ten sam dzień też gwałciła mój osiemnastkowy prezent w postaci misia XXL.

Do dzisiaj nikt nie wie, dlaczego była taka napalona tego dnia.
Dodaj anonimowe wyznanie