#8y7S2

Pojechałam odebrać paczkę z paczkomatu około 22, bo wcześniej nie miałam czasu. Gdy skrytka się otworzyła, a paczka była w moich rękach, ktoś wyskoczył i biegnąc wywrócił mnie i wyszarpnął mi przesyłkę. Leżąc krzyczę, że to leki dla mamy z zagranicy, bardzo drogie i niedostępne w Polsce, prawię ryczałam tam i mówiłam, że są bardzo potrzebne dla mamy, aby nie musiała się męczyć. I wiecie co? Paczkę rzucił w moją stronę krzycząc "Przepraszam".

Gdyby wiedział, że w tej paczce był mój nowy telefon, raczej by nie oddał...

#zRJ4F

Pracuję w salonie jednej z większych firm telekomunikacyjnych w Polsce. Codziennie chodząc do pracy mijam "stoisko" świadków Jehowy - mają jakieś tam ulotki, stoją zazwyczaj dwójkami. Nikomu nie wadzą, nikogo nie zaczepiają.

Podkreślam, że w zasadzie nie mam nic do świadków Jehowy. Jako zaangażowany w życie Kościoła katolik, nawet trochę ich podziwiam. Organizują akcje ewangelizacyjne (i nie tylko), podczas gdy Kościół Katolicki często tego nie potrafi.

Do rzeczy, tego dnia, tuż przed świętami Bożego Narodzenia, pani stojąca przy „stoisku” postanowiła jednak mnie nawrócić. Kiedy przechodziłem obok, zagadnęła mnie. Zwyczajowo próbowałem się wykręcić, powiedziałem, że się śpieszę do pracy, ale kobieta nie dała za wygraną.
- Słyszał pan już dobrą nowinę? – spytała.
Zanim zdążyłem się zastanowić, przyszedł mi do głowy „świetny” pomysł.
- Tak słyszałem! A panie? – chciała coś powiedzieć, ale jej nie pozwoliłem. – Niesamowite, prawda? – ciągnąłem. – Taka promocja. Samsung Galaxy S7 jedynie za 199 zł w abonamencie 100 zł miesięcznie, a Samsung Galaxy A5 za 1 zł. Taka promocja!

Ich miny były bezcenne. Dosłownie zostały z szeroko otwartymi ustami.
- To zapraszam do salonu – rzuciłem na odchodne z szerokim uśmiechem i poszedłem.

#xZuJo

Normalnie jestem raczej szarą myszką, która lubi stabilne rzeczy - stabilna praca, chłopak itp. Moja przyjaciółka, nazwijmy ją Sylwia, przeciwnie. Przebojowa, szalona, stabilny ma chyba tylko adres zameldowania. Ale wiadomo, przeciwieństwa się przyciągają, przyjaźnimy się ponad 10 lat.

Ostatnio obie zakończyłyśmy związki - decyzja, babski wieczór na mieście. Zrobiłyśmy się na bóstwa, poszłyśmy na kolację do modnej knajpy, trzasnęłyśmy kilka drinków, potem udałyśmy się do klubu. Niestety mam problem z dość drażliwym jelitem i sałatka z restauracji zmusiła mnie do odwiedzenia klubowego kibelka. Sylwię zostawiłam przy barze. Po ok. 30 minutach (potrzeba + doprowadzenie się do porządku) wróciłam na salę. Sylwia przy barze.

Okazało się, iż przez 30 (słownie: trzydzieści!!!) minut mojej nieobecności Sylwia zdążyła zostać wyrzucona z klubu za podrywanie barmana, wrócić, bo poderwała też ochroniarza, po czym namówiła jakiegoś kolesia, by kupił nam 20 shotów, w zamian za trójkącik, gdy wyjdę z kibla. Wróciłam, gdy obiecane shoty były nalewane. Umowa nie doszła jednak do skutku, gdyż ja wypiłam 4 shoty, chłopak 4, a Sylwia wszystkie pozostałe, po czym zarzygała bar i padła. Do domu zawiozłam ją taksówką.
To chyba nie jest normalna znajomość.

#AD8lC

Mam niesamowicie irytującą ciotkę. Wszystko zawsze wie lepiej, szczególnie jeżeli chodzi o wychowanie dzieci. Niby w miarę młoda, ale gorsza niż niejeden wyznawca Rydzyka.

Była oburzona, kiedy brat nie wziął swojej córki do kościoła w niedzielę, kiedy ta miała ospę. Pięcioletniemu dziecku nie wolno mieć zabawek, bo to już dorosły przedszkolak. No i większość zabawek jest grzesznych - ten typ, co boi się Hello Kitty czy pokemonów. Ogólnie jak jakiś nieszczęśnik z dzieckiem ją spotka, to musi wysłuchiwać jej narzekań, że z pociechy to debil jakiś wyrośnie!

Co najlepsze, ma już dwójkę dorosłych dzieci, absolutnie zniszczonych. Mają ledwo skończone gimnazja, dalszej edukacji nie podołali. Siedzą cały czas w domu, nie potrafią zachowywać się wśród ludzi. Kuzyn autentycznie mówi na tyle niewyraźnie, że mimo że znam go od dziecka, to nie potrafię go zrozumieć... No ale ona nadal uważa, że jako jedyna na świecie potrafi wychowywać dzieci.

Bonus - ja dzieci nie mam i nie zamierzam. Mam za to psa. Jestem również technikiem weterynarii i mam ukończony kurs psiego behawiorysty. Ciocia przyczepiła się, że mój pies jest chory psychicznie, bo mieszka w domu, nie w budzie i JE MIĘSO JAK SZATAN.
Cóż, cieszę się, że nie wpadła na pomysł posiadania zwierząt...

#6Qim2

Historia z gatunku moherowy beret.

Jestem młodą dziewczyną jeżdżącą konno. Niestety, los nie uraczył mnie autem, także chcąc nie chcąc "z" i "na" trening zawszę jadę autobusem.
Ostatnio wsiadam sobie na luzie do komunikacji miejskiej w swoim standardowym stroju - gumowe buty typu sztyblety, czarne, przylegające spodnie, szara ocieplana bluza i skórzane rękawiczki. Torby bym się nie czepiała, ale na obronę starszej pani dodam, że wystawał z niej krótki, podejrzanie wyglądający bat (if ya know what I mean).

Wsiadam sobie na luzie i siadam na pierwszym lepszym miejscu. Tak się składa, że tuż obok siedzi typowa przedstawicielka moherowej gildii.
Kobita siedzi spokojnie, maca w spokoju różaniec. Niespodziewanie na mój widok traci zainteresowanie Boskim Artefaktem i zaczyna niespokojnie łypać kaprawym okiem w mym kierunku.
Siedzi tak kilka minut, aż w końcu zaczyna wygrzebywać coś z torby. Ku mojemu zdziwieniu moherek sprawnie wyciąga ze Świętej Sakwy buteleczkę z wodą święconą. Szybko odkorkowuje ją, po czym wylewa na moje kolana jej zawartość, krzycząc przy tym "niech Bóg ci wybaczy, grzeszna ladacznico!". Zaraz po tym szybko wstaje i wybiega z autobusu w zastraszającym tempie.

A teraz zapytam się:
Co tu się odjaniepawliło?

#Xqqcj

Czytając jedno z wyznań na temat hemoroidów przypomniała mi się pewna historia.
Miałam podobny problem, poszłam do nowego dla mnie lekarza, wyglądał na dziwaka, w dodatku z okropną wadą wymowy.
Zawstydzona powiedziałam jakie mam objawy, a on śmiało: "ma pani raka".

Siedzę i zastanawiam się jakim cudem tak szybko to wywnioskował i jak szybko umrę.
- Słucham?
- Ma pani żylaka, pójdziemy zbadać.

Poszłam za nim do innego gabinetu, gdzie było około 5 pielęgniarek. Niektóre znałam od małego, bo była to moja stała przychodnia.
No to przechodząc do badania lekarz dość głośno (drzwi w gabinecie z ciemnego szkła):
- PANI Z PODEJRZENIEM ŻYLAKA.
 
Dla nieświadomych: badanie wygląda tak, że wypinamy się do lekarza jak kocica, on zakłada rękawiczkę i palcem sprawdza, co ci w dupie piszczy. Lekarz średnio dyskretny:
- O, TU COŚ CZUJĘ, PANI HALINKO, PROSZĘ SOBIE ZOBACZYĆ! TAKA MŁODA, A JUŻ ŻYLAK, OHOHO.

Miałam wiele wypadków, chorób, badań, ale tak zawstydzona nie byłam jeszcze nigdy. Do tego lekarza więcej nie poszłam.

#XpoN6

Przez ostatni czas grałem w pewną grę na Xbox 360 (tytułu nie podam, z myślą o graczach, którzy nie poznali jeszcze fabuły).

Poświęcałem jej dziesiątki godzin, coraz to trudniejsze zadania powtarzałem kilka razy, każdą wolną chwilę przeznaczałem choćby na jedną misję i ewentualne mniejsze questy. Odkryłem sporo miejsc, zdobyłem wszystkie skille, a komputerowi przeciwnicy nie dawali mi już rady. Miałem 90% postępu. Aż w końcu nadszedł czas, w którym jak się okazało, musiałem zlikwidować jednego z głównych bohaterów, by pchnąć fabułę dalej. Z ciężkim sercem dotarłem do miejsca przeznaczenia, by wykonać wyrok.
Po wysłuchaniu "monologu" moja postać wycelowała pistolet w jego stronę. Wcale nie chciałem go zabijać, gdyż mimo iż działał na niekorzyść, to według mnie wcale nie zasługiwał na śmierć, bo swoje zasługi również miał, ale nie widziałem innej opcji, więc zrobiłem co było trzeba.

Jak się potem okazało, mogłem go puścić wolno.
Przejąłem się tym tak bardzo, że wyszedłem do menu głównego i włączyłem nową grę, nadpisując tym samym obecnego save'a.
Dodaj anonimowe wyznanie