#yjHVf

Jak byłam dzieckiem - no tak w okresie około przedszkolnym do 3 czy 4 klasy podstawówki, nie pamiętam dokładnie - miałam dziwną przypadłość. Niesamowicie mocno i przez całe dnie piekły mnie uszy. To było takie denerwujące pieczenie, nie mogłam się przez to na niczym skupić. Na przerwach w szkole chodziłam do toalety przede wszystkim po to, żeby wsadzić uszy pod kran z zimną wodą i poczuć ulgę.
Na lekcjach jednak stosowałam technikę obśliniania uszu dla chwilowej poprawy samopoczucia (wiecie, wysychająca ciecz na skórze daje chwilowy efekt chłodku). Wypluwałam ślinę na ręce i smarowałam rozgrzane do czerwoności uszyska.
Wyobraźcie sobie, jak to musiało obrzydliwie wyglądać ;p

Ale wiecie, co jest ciekawe? Nikt z dzieciaków chodzących ze mną do klasy nie zwracał na to uwagi - dopóki nie zwróciła na to uwagi wychowawczyni i mnie publicznie nie wyśmiała.
Dzieciaki zaczęły też mnie wyśmiewać przez to.
Ale nie pomogło, byłam uparta w uśmierzaniu sobie cierpienia oraz ignorowaniu rozbawionej gawiedzi i szybko się wszystkim znudziło wyśmiewanie mnie.
Swoją drogą rodzinka (ciotki, kuzynostwo, rodzeństwo) też mnie wyśmiewali.

Byłam kilka razy u dermatologów, rodzice znali problem. Jedyne, co mi lekarze zapisywali, to jakieś leki na alergię (nie pomogło) i UWAGA! krem chłodzący do stóp.
Skóra mi zaczęła z uszu po nim schodzić :D
Piec nie przestało, śmiem twierdzić, że wtedy piekło nawet bardziej.

Nie pamiętam dokładnie, kiedy mi to przeszło, ale do dzisiaj lekko panikuję, jak mi za ciepło w uszy :)

#BDNLh

Pierwszy raz miałam taką sytuację i nie wiem co o niej myśleć.

Zacznijmy od tego, że matka mojego ojca zostawiła go, gdy miał 10 lat i zabrała ze sobą najmłodszego z braci - noworodka, Maćka.

Jakiś czas temu przyśnił mi się młody mężczyzna, zanoszący się płaczem. Był cały blady i miał podkrążone oczy. Na biurku, przy którym siedział rozsypane były tabletki. Trzęsły mu się ręce i ogólnie był w zapłakanym stanie.
Nie wiem jak, ale poznałam, że to brat mojego taty.

Pomyślałam, że może warto z nim odnowić kontakt? Na następny dzień wyszukałam go na portalu społecznościowym. Jednak znałam tylko imię, nazwisko i miasto, w którym mieszka. Myślałam, że to wystarczy, ale wyskoczyło mi wiele profilów bez zdjęć profilowych. Okazało się, że jest kilkadziesiąt osób o tym samym nazwisku w Krakowie... Odpuściłam, bo to przecie głupi sen. I co miałam mu powiedzieć po tylu latach? ''Cześć, jestem córką twojego brata. Chcesz się poznać?''.

Jakiś tydzień później doszła do nas informacja. Mieliśmy jechać na pogrzeb. Ostatnie pożegnanie mojej babci. Mamy mojego taty i osoby ze snu.

Po długiej i męczącej podróży ujrzałam go. To ta osoba w identycznym stanie jak we śnie.

Trzymajcie kciuki, żeby się zaaklimatyzowali na Pomorzu! Maciek i jego labrador Alex wracają z nami :)

#KOiG9

Szpital psychiatryczny gdzieś w Polsce.

Szanowni Państwo, tutaj jednak jest psycholog! Przychodzi codziennie na 2 godziny, zamyka się na klucz w gabinecie i popija kawkę. Po dwóch godzinach wraca do domu. Można się z nim spotkać po osobistej prośbie u własnego psychiatry, ale w tym miejscu wielu ludzi nie wie nawet, że ma własnego psychiatrę.

#4CbwN

Zostałem dziś okrzyknięty zboczeńcem, napaleńcem, gwałcicielem, chamem, co traktuje kobiety jak trzodę, klepie w zad jak kobyłę na rozbieg. Powinienem nigdy się nie pojawiać, nie wychodzić z domu i dla takich jak ja to zamknięta przestrzeń na odludziu.

Dlaczego? Na basenie podczas pływania miałem kontakt cielesny z pływającą obok niewiastą, polegający na dotknięciu jej (nawet nie wiem gdzie).

#9QAC6

Moja babcia gdy żyła była hazardzistką, lubiła zakłady, różne loterie i inne tego typu rzeczy... Mając już 96 lat zapytała się mnie, czy według mnie dożyje do 100 lat. Ona się upierała, że tak, a ja nie mając wyjścia powiedziałem, że nie. Więc ona powiedziała: jak przegram, możesz wyrzucić moją kolekcję gazet, a jak ty przegrasz, to po śmierci cię straszę. Ręce sobie podaliśmy i dalej piliśmy herbatę i oglądaliśmy powtórki Awantury o kasę.

Babcia wygrała, zmarła jeden dzień po 100 urodzinach, nic na to nie wskazywało, zmarła we śnie.

Wczoraj łyżka spadła ze stołu, gdy byłem w salonie, a telewizor włączył się sam w nocy.
Babciu, proszę, nie rób mi tego :(

#Pu8U2

Jestem informatykiem, moje życie opierało się do niedawna na spędzaniu ogromnej ilości czasu w pracy i na dodatkowych projektach. Branża IT pozwoliła mi na dostanie życie, mam mieszkanie, piękny samochód i... Do niedawna byłem sam. Mam 31 lat, a dopiero rok temu miałem jakikolwiek kontakt z kobietą. Dlaczego? Otóż nie byłem pewny siebie z powodu swojego wyglądu.

Waga 154 kg przy 180 cm, do tego długie falowane włosy i broda... Nie dbałem o siebie jako młodzian i potem, gdy bylem starszy. Najważniejsze były komputery. Bezguście jeśli chodzi o modę, beztalencie jeśli chodzi o zdrowy tryb życia. Gdy moje konto opływało w pieniądze, ja opływałem w tłuszcz.
Wtedy do pracy przyszedł nowy pracownik, Swen. Informatyk jak ja, ale wyglądał dosłownie jak młody bóg. Był ze Skandynawii, ale od wielu lat mieszka w Polsce i tu poznał swoją miłość itp. Po pewnym czasie, gdy wychodziłem na kolejnego kebaba na obiad, on do mnie podszedł i zapytał wprost, czy znowu będę żarł śmieci.... Poczułem się urażony, ale on nie dbał o to. Zaprosił mnie na obiad, taki zdrowy. Odmówiłem. Sytuacja powtórzyła się kilka razy, aż w końcu się zgodziłem, myśląc, że nie mam nic do stracenia.

Na tym spotkaniu Swen namawiał mnie, żebym z nim ćwiczył i jadł zdrowo. Przez 3 miesiące na próbę, długo mnie namawiał, ale... Minęło już prawie 35 miesięcy, a ja wyglądam i czuję się tysiąc razy lepiej. Poznałem dziewczynę, pierwszy raz uprawiałem seks, potrafię przebiec 10 km i w końcu zadbałem o garderobę i fryzjera (wszystko pomógł mi ogarnąć Swen) i zyskałem pierwszego prawdziwego przyjaciela. Nie było lekko, było warto.

Przede mną jeszcze mnóstwo pracy, mnóstwo wyzwań... Każdy dzień jest małym sukcesem, bez coli, kebaba, pizzy i godzin spędzonych na fotelu. Gdy będzie potrzeba, wydam kasę na usunięcie nadmiaru skóry... Taka moja mała historia.

#vHheX

W mojej klasie jest chłopiec z Zespołem Aspergera. Nazwijmy go Piotrek. Piotrek nie wie, jak się poprawnie zachować, jest upośledzony społecznie, nadwrażliwy, a jak się uprze, to koniec. Na domiar złego myje się chyba raz na miesiąc, nie obcina paznokci i nosi brudne, śmierdzące dresy, przez co przebywanie w promieniu kilku metrów od niego jest prawie tak okropne, jak siedzenie obok menela w autobusie.

Parę tygodni temu miałam nieszczęście wpaść mu w oko. Z początku zachowywał się dość niewinnie - był miły, proponował spotkania... Gdy jednak przez wiele dni mu odmawiałam, Piotrek stracił cierpliwość i postanowił mnie zdobyć za wszelką cenę. Łapał mnie za tyłek na korytarzu. Krzyczał, jak to zrobi mi dobrze i w jakich pozycjach. Korzystał ze wszelkich okazji, by się do mnie przytulić, tudzież obłapiać za biust. Nie pomagały żadne skargi do nauczycielek - w końcu biedny Piotruś się zakochał, to tylko końskie zaloty, on jest chory i powinnam być wyrozumiała, a w ogóle, to moja wina, bo go prowokuję.

W końcu, gdy już poważnie rozmyślałam nad zmianą szkoły albo wykastrowaniem wielbiciela, problem rozwiązał się sam. Miałam okres - z rodzaju tych okresów, kiedy wszystko cię boli, a każdy przykry zapach lub widok sprawia, że śniadanie cofa się z żołądka. Piotrusia to jednak w ogóle nie obchodziło. Jak zwykle rozsiadł się obok mnie na ławce niczym car na ruskim tronie. Spróbowałam odejść, ale, jak na czubka z nadwagą, był zaskakująco silny. Przycisnął mnie do siedzenia, obejmując zapoconą dłonią zwieńczoną paznokciami, których z pewnością nie obcinał od paru tygodni.
– Coś ty taka niedostępna? – spytał, ukazując krzywe, żółte zębiska i resztki kanapki, którą właśnie przeżuwał. Przysunął się do mnie, owiewając swoim świeżym inaczej oddechem, a po chwili, wcisnął mi język w usta, głęboko, aż po gardło. Poczułam jego drugie śniadanie - pomidor wymieszany z margaryną i kawałkiem ohydnego chleba, z jakimś kwaśnym kompotem. Nie wytrzymałam i zwymiotowałam prosto do jego ust.

Oczywiście, była potem awantura. Mama Piotrka przyszła do szkoły, żądając sprawiedliwości dla swojego wielce pokrzywdzonego synka. Wychowawczyni urządziła mi dłuuugą pogadankę na temat tolerancji i tego, jak biedny jest Piotruś. Chciała obniżyć mi ocenę z zachowania, ale nawet, jeśli by to zrobiła, rzygnęłabym jeszcze raz do jego gęby, jeśli zaszłaby taka konieczność.

#sLlEq

To moje pierwsze wyznanie - chciałabym się z Wami podzielić historią, która mogła być straszna, ale skończyło się na czarnej komedii.

Kiedy byłam dzieckiem, rodzice kazali mi czasem jeść obrzydliwe, słodkawe substancje, którymi były zupy matki mojego taty.
Któregoś dnia babcia przyniosła nam cały garnek (zazwyczaj przynosiła resztki tego co zrobiła, ale wtedy nikt na to nie zwrócił uwagi) barszczu czerwonego. Oczywiście każde z dzieci było zmuszone do jej zjedzenia. Zdziwiłam się, kiedy przyciśnięta przez rodziców wzięłam łyżkę do ust - pierwsza (i ostatnia) jej zupa, która naprawdę mi posmakowała. W końcu normalny, trochę pieprzny smak. Tato zjadł chyba z dwa pełne talerze, mama talerz, dzieci trochę mniej, wystarczająco na mniejsze żołądki (najmłodsza siostra tylko odmówiła jedzenia).

I wtedy zaczęła się akcja. Dosyć szybko, pewnie po ok. 20 minutach, nawet nie, każdy zaczął słaniać się na nogach, padał tam gdzie stał. Objawy natury gastrycznej, jak w czasie jakiejś zmutowanej grypy żołądkowej (nie będę wchodzić w szczegóły). Serce prawie wyskakiwało z klatki piersiowej, obraz wirował, a ciało nie było w stanie się ruszyć (o ile pamiętam tatę "złapało" w sklepie, wyrwał barierkę, na której się oparł, ludzie chyba myśleli, że jest pijany; nie mam pojęcia jak mu się udało wrócić samochodem do domu, na szczęście to nie było daleko). Ostatnimi siłami tato zadzwonił do przyjaciela rodziny, który się nami zajął, nie wiem, czy zadzwonił po karetkę, czy zawiózł nas do szpitala, dalej zbytnio nie pamiętam. Pamiętam za to, że kiedy on latał z miskami, holował nas, uspokajał najmłodszą siostrę (myślała, że umieramy), babcia chodziła po mieszkaniu i krzyczała "Co ja bez was zrobię! Co ja bez was zrobię!"... I takie "Defak", w myśli... "Jeszcze żyjemy, a ta nas już chowa" :D.

Dalej sprawy potoczyły się szybko. Barszczyk pojechał do sanepidu, gdzie stwierdzono, że ten dobry, pieprzny smak był pewnie skutkiem dodania tajnego składnika - odrobaczacza do cebuli (sypie się do grządek). Rodzice mieli prawo podać babcię do sądu, ale tego nie zrobili (mama wtedy miała nadzieję, że nie jest tak bardzo nienormalna... eee... jak jest).
Na koniec historii - naszą rodzinę uratowała jedna z wielu "zalet" babci - skąpstwo. Trucizna droższa o 50 gr zawiera cyjanek. :)

Często staram się szukać całego w dziurze, a więc plusy z tej przygody są takie:
1. Cała rodzina nie będzie musiała odrobaczać się do końca życia.
2. Od tamtych wydarzeń nie musiałyśmy jeść niczego od babci.
3. Anonimowa sława w formie miejskiej legendy, jednej z tych typu "Opowieści z izby przyjęć".

Pozdrawiam :).

#eymZH

Jestem kobietą i wnerwia mnie strasznie to babskie chodzenie razem do toalety.

Poza domem - gdy jestem w towarzystwie, mówię czasem standardowe: "Dobra, przepraszam was na chwilę, ale idę do łazienki" i co? Zaraz jakaś przedstawicielka płci pięknej rzuca się za mną z tekstem: "Czekaj, idę z tobą!!!". Noż kuźwa. Może akurat idę wypuścić trujące gazy, albo na dłuższe posiedzenie - załatwianie takich rzeczy poza domem już samo w sobie jest niekomfortowe, a co dopiero, gdy ktoś idzie ci przy nich towarzyszyć.
Tak samo denerwują mnie psiapsióły urządzające sobie z publicznej łazienki miejsce na pogaduchy. Cholera, może akurat potrzebuję głośno pierdnąć i głupio mi jest to zrobić, gdy za drzwiami 3 koleżanki od 5 minut paplają o pierdołach, zamiast wyjść, by dać innym choć namiastkę prywatności.

Kobiety! Łazienka to miejsce, w którym się sika, robi kupę, zmienia podpaski, pierdzi oraz robi inne, intymne rzeczy. Załatwcie swoje sprawy i wyjdźcie, zamiast urządzać tam kącik spotkań towarzyskich. I przestańcie za mną łazić do kibla!
Dodaj anonimowe wyznanie