#OWVuS

Być może kojarzycie próbne sytuacje awaryjne przed atakami terrorystycznymi (i nie tylko) w szkołach w USA. Otóż w Stanach mieszkam od końca 6 klasy, czyli ponad 5 lat. Tak więc miałam wiele takich prób za sobą. Dzielą się one na hard i soft, czyli takie mniej i bardziej niebezpieczne.
Dwa lata temu zrobili nam właśnie taki "atak" i z tym mam niezbyt przyjemną historię.

9 klasa, koniec września. Nowa szkoła, nowy budynek, inni ludzie, ja najmłodszy rocznik nadal nie rozumiem jak działa tutaj system licealny, bo nie miałam starszego rodzeństwa ani nic. Lekcja historii. Nie ma naszego nauczyciela, a na zastępstwo przyjechała młoda dziewczyna z dystryktu (coś jak powiat). Przed takim "atakiem" (wiem, że można to w lepszy sposób nazwać, no ale na potrzeby wyznania będę tak na to mówiła) nauczyciele dostają wiadomość od szkoły, że taka próba będzie wykonana, a uczniowie oczywiście nic nie wiedzą.
Niestety, dziewczyna, która zastępowała nauczyciela, takiej wiadomości nie otrzymała.

Dziewczyna weszła do klasy, dała nam jakieś karteczki, a większość czasu spędzała na swoim telefonie, nawet na nas nie patrząc. Nagle słyszymy powiadomienie "Jest niebezpieczny atak/zamknięcie (hard lockdown), to nie jest próba, powtarzam: to nie jest próba!". Oczywiście z tym "to nie jest próba" to każdy wie, że to nieprawda. W prawdziwej sytuacji mówi się "kod czerwony". No ale nasza tymczasowa nauczycielka o tym nie wiedziała. Wpadła w panikę, kazała nam przesunąć tablicę pod drzwi, każdy uzbroił się w podręczniki (a uwierzcie mi, to cholerstwo ma z 900 stron A4), do tego ona zaczyna wydzwaniać do swojego chłopaka/męża krzycząc, że go kocha. Ogólnie szaleństwo.

Na początku myśleliśmy, że to tylko próba, no ale jak ta dziewczyna zaczęła wariować, to w końcu my też w to uwierzyliśmy! Bierzemy segregatory i plecaki i robimy barykadę, biurka na podłogę, chowamy głowę. Ostatecznie jedna dziewczyna nie wytrzymała i otworzyła okno, chcąc wyskoczyć (2 piętro), zatrzymała ją tylko siatka. Dwaj najwięksi twardziele z gaśnicą w ręku stoją na czatach.

A teraz wyobraźcie sobie, że jesteście dyrektorem i kontrolujecie klasy jak gdyby nigdy nic, gdy nagle wchodzicie do klasy, gdzie panuje taki chaos. Drzwi uchylił tylko odrobinę, bo były zastawione.  :D

Finał był taki, że dziewczyna została zwolniona z dystryktu, ponieważ została zawiadomiona o "ataku" przez maila, no ale oczywiście nie przyszło jej do głowy to sprawdzić. Nasi rodzice zostali przeproszeni, a legenda o tej lekcji nadal żyje :)

#GerDY

Kiedy po rozwodzie moja była powiedziała mi, że każde z nas przynajmniej wyciągnęło z tego związku coś na całe życie, odparłem jej, że mimo zainwestowanych pieniędzy, uczuć i czasu, z tego związku nie wyniosłem nic. Niedawno okazało się, że się myliłem. No ale po kolei...

Moja była wychowywała się w domu, w którym rządził ojciec tyran. Nigdy nie wolno jej było robić tego, na co ma ochotę, wiecznie była upokarzana, a teksty typu ''jesteś bezużyteczna'', ''nic nie potrafisz'' itp. były w jej domu używane zamiast ''dzień dobry'' czy ''dziękuję''.

Pomogłem jej się wydostać z tego toksycznego środowiska - wprowadziła się do mnie. Wiele miesięcy zajęło mi przywrócenie jej psychiki ze stanu ''nic nie potrafię'' do ''dam radę''. Studia, na których ledwo dawała radę, po pewnym czasie przestały sprawiać jej problemy, a wręcz zaczęła zdobywać stypendia naukowe. Dziewczyna, która miała problem z wejściem po schodach na drugie piętro zaczęła planować 500 km trasę na dwutygodniową wycieczkę górską. Kiedy ją poznałem, szczytem jej ambicji była praca w jakimś urzędzie za dwa tysiące; po tym, jak w siebie uwierzyła, zaczęła celować wyżej i znalazła pracę, w której zarabiała grubo powyżej średniej krajowej i szybko pięła się po szczeblach kariery...

Po paru latach okazało się, że uczeń przerósł mistrza - zaczęła biegać szybciej niż ja, zarabiać więcej niż ja i generalnie pod wieloma względami mnie wyprzedziła. Wtedy się zaczęło...

Podczas wypełniania obowiązków domowych to, co ja robiłem ZAWSZE miało jakiś mankament - a to trochę kurzu zostało pod łóżkiem, a to makaron się za krótko gotował... Po pewnym czasie zamiast po prostu powiedzieć, zaczęła ostentacyjnie pokazywać, że ona MUSI po mnie poprawiać - pokój zamiecie CAŁY, makaron WYRZUCI i ugotuje od nowa. Później do tego doszły teksty, że nic nie potrafię, że nie ma ze mnie żadnego pożytku, niejednokrotnie wrzaski. Powoli zacząłem się wycofywać z obowiązków domowych - zauważyłem, że awantura o to, że czegoś nie zrobiłem jest mniejsza niż awantura o to, że zrobiłem źle.

Nagle bach - zdrada, rozstanie, rozwód...

Aktualnie jestem od kilku lat w związku z cudowną kobietą. Jesteśmy ze sobą szczęśliwi.
Pewnego razu, kiedy wróciłem z zawodów sportowych wyczerpany i obolały, przeprosiłem swoją dziewczynę, że niestety nie pomogę jej w kuchni. Odparła żartując, że nie ma ze mnie żadnego pożytku. Wiedziałem, że to żart, ale mimo to nagle poczułem się, jakby osoba, którą kocham, wbiła mi sztylet w serce. Rozkleiłem się i rozpłakałem jak dziecko. Uspokoiłem się dopiero po paru godzinach. Moja użyteczność stała się tematem, z którego nie można żartować.

Tak więc nie jest tak, że niczego nie wyniosłem ze związku z byłą.
Wyniosłem.
Coś na całe życie.
Traumę i kompleksy.
Powinienem jej podziękować?

#oNL6k

Historia nie będzie o mnie, a o mojej siostrze - Lenie. Lena to szczupła niewysoka blondynka o niebieskich oczach. Niepoprawna optymistka, której pasją jest rysunek i czytanie książek. Ale do rzeczy.

Lena zawsze miała nieregularne miesiączki. W końcu stwierdzono u niej PCOS. Lekarz poradził jej, aby zamiast faszerować się lekami spróbowała unormować hormony za pomocą ćwiczeń i diety. Była naprawdę zdeterminowana; ćwiczyła jogę, jadła zdrowo i regularnie. Niestety nie udało się. Miesiączki nie miała ponad rok bez leków na wywołanie. W końcu zrezygnowana zgodziła się brać antykoncepcję, aby "uśpić" jajniki. Wiedziała, że będzie jej trudno zajść w ciążę, ale lekarz pocieszał ją, że dzięki stymulacji hormonalnej uda się wywołać owulację.

Lena nigdy nie ukrywała przed swoim chłopakiem prawdy. Od początku związku wiedział, że mogą mieć trudności z poczęciem i wspierał ją. Powtarzał, że i tak będą mieć dzieci. Lena dopytywała go jednak: a co jeśli nie? Deklarował, że ona jest najważniejsza. Po ślubie szybko zaczęli się starać o dziecko. Kiedy w końcu po pełnym skutków ubocznych leczeniu wywołano u Leny owulację, nie udało jej się zajść w ciążę. Dziesiątki kolejnych prób nie przyniosły rezultatu. A w końcu, po 10 latach bezowocnych starań Paweł, mąż Leny, oświadczył, że pragnienie dziecka jest u niego silniejsze niż myślał i że muszą się rozstać.

Myślicie pewnie, że ich małżeństwo było nieudane i że moja siostra była kłębkiem nerwów i płakała po kątach. Nic podobnego. Wiedziałem, że cierpi, wiedziałem, że cierpią oboje, ale Lena zawsze była wdzięczna za to, co ma. Za kochającego męża, pracę i dom, chociaż musieli spłacać niemały kredyt. Wspierała Pawła, bo wiedziała, że jemu też jest ciężko, wychodzili razem do znajomych. Nie zamknęli się w czterech ścianach. W Lenie pękło coś dopiero wtedy, kiedy Paweł powiedział jej o rozstaniu. Załamała się.
Paweł ożenił się ponownie, ma dzieci, a ja muszę patrzeć, jak z mojej siostry codziennie uchodzi życie. Miesiąc temu dowiedziałem się, że żona odeszła od Pawła, bo wykryli u niego raka. I wiecie co? Mógłbym napisać, że się cieszę, ale nie w tym rzecz. Chodzi o to, że wszyscy znajomi współczują Pawłowi i krytykują postępowanie jego żony. Zostawiła go? Jak mogła? Tylko dlatego, że jest chory?

Kiedy zostawiał moją siostrę, znajomi w zatrważającej większości okazywali mu milczącą aprobatę. Chciałbym zamknąć usta tym, którzy twierdzą, że "to co innego" i że posiadanie dziecka to instynkt. Ale nie mogę tego zrobić. Bardzo jednak proszę wszystkich, którzy tak uważają: bądźcie konsekwentni. Jeśli mam prawo zostawić swoją kobietę, bo nie może mieć dzieci, a ja przecież chcę, to równie dobrze mam prawo odejść od niej, kiedy zachoruje, bo przecież chciałem być z kimś zdrowym. Tyle w temacie.

#6nzZu

Na pewno część z was kojarzy sytuacje, w której chcesz oglądnąć jakiś film, wchodzisz na nieznaną stronkę i nagle bach! na cały ekran wyświetla się strona pornograficzna, najczęściej z rozkraczoną babką i ze zbliżeniem na wiadomą część jej ciała.

Ostatnio miałam taką sytuację. Zdarzyła się, gdy próbowałam włączyć bajkę grupce kuzynek, z których najstarsza miała 8 lat. :/

#a5zEJ

Akcja wyznania wydarzyła się rok temu. Byłam w ostatniej klasie liceum, do szkoły dojeżdżałam autobusem.

Zimowy poranek, chodnik oblodzony, zewsząd pełno śniegu. Na przystanek idę dziarskim krokiem, chichocząc sobie pod nosem. W ręku trzymam dumnie iPhone'a (sama na niego zarobiłam, jestem do niego przywiązana) i przeglądam Anonimowe. Wtem na przystanku dostrzegałem JEGO. Chłopaka, w którym od roku się podkochiwałam. Chłopak ideał, wysportowany, twarz jakby ją Michał Anioł dłutem ciosał, a przy tym bardzo sympatyczny, pomocny i po prostu miły. Widząc go, oblałam się rumieńcem i spojrzałam w telefon, coby nie zauważył. Niestety, z nosem w telefonie nie kontrolowałam po czym idę i tuż obok przystanku poślizgnęłam się, zrobiłam coś na zasadzie piruetu i upadłam prosto na twarz. Leżałam tak przez kilka sekund upokorzona i zamroczona, a moja ręka wygięta była pod dziwnym kątem w powietrzu (odruch bezwarunkowy, co tam ja, ważne, aby szklany telefon się nie potłukł, bo nie stać mnie było na wymianę szybki). Leżę tak i słyszę głos ideału:
- O mój Boże, nic ci nie jest? Czekaj, zaraz ci pomogę!
Chłopak chwyta mnie pod pachy i próbuje podnieść. Zobaczył załączony telefon w mojej ręce i wyświetloną stronkę (miałam zablokowane wyłączanie ekranu) i zawołał radośnie:
- O, Anonimowe! Uwielbiam je!

Ideał tak się ucieszył, że wesoło podskoczył, przez co sam stracił równowagę, również się poślizgnął, wypuścił mnie z rąk (ja ponownie runęłam na ziemię) i sam upadł na mnie. Oboje leżeliśmy na tym nieszczęsnym chodniku jak dwa nieszczęścia. Oczywiście po chwili się ogarnęliśmy i mimo wszystko pojechaliśmy do szkoły. Chociaż ja jechałam z duszą na ramieniu, bo przeżyłam upokorzenie level master przy moim ideale.
Na całe szczęście po tej akcji zaczęliśmy częściej gadać, spotykać się i tak, zostaliśmy parą.

Mój chłopak zawsze się śmieje z tej opowieści, powiedział kiedyś, że zawsze mnie bardzo lubił, ale jego serce zdobyłam, bo jak on kocham Anonimowe.
Tak że dzięki, droga stronko!

#J3Bs7

Chcieliście czegoś anonimowego, więc proszę. Zapewniam, że nikt nie ma o tym pojęcia, nikt by mnie choćby przez minutę o coś takiego nie podejrzewał.

Przespałam się z zupełnie obcym facetem. Prawie 20 lat starszym. Za kilkaset złotych. I nie, nie umierałam z głodu, nie kupiłam za to nowych ciuchów, nic z tych rzeczy. Miałam taką fantazję, chciałam zobaczyć jak to jest. Znalazłam go na niekoniecznie popularnym portalu. Wybrałam na zasadach ścisłej selekcji. Jak towar w sklepie. Dla mnie to był eksperyment, a on był zabawką na kilka godzin. Nie czuję ani dumy, ani wyrzutów sumienia. Nic nie znaczący epizod.

Pewnie poleje się fala hejtu, kiedyś też bym na ten temat powiedziała wiele niemiłych słów. Ale w sumie... co komu do tego? ;) Nigdy tego nie powtórzę, ale też nie żałuję.
Dodaj anonimowe wyznanie