Mój kolega mówi, że jestem magikiem. Pokonałem call center ich własną bronią :D
Kiedy dzwoni do mnie ktoś z call center, pytam go/ją o imię i nazwisko, np.
- Dzień dobry, czy rozmawiam z Anonem?
- Tak, to ja.
Gadka-szmatka o garnkach za 4k, przerywam i mówię:
- A można prosić o pani nazwisko? Janina Kowalska? Dziękuję pani, właśnie miałem dzwonić! Została pani wylosowana...
Koniec rozmowy ZAWSZE. Może jednak pójdę na handlowca :)
Zawsze gdy z kimś rozmawiam, mam ochotę go pocałować, niezależnie od płci czy wieku.
Tyle w temacie.
Jakiś czas temu jechałem do pracy na rowerze - grupka nastolatków zastanawiała się, czy jestem listonoszem. Wcześniej, gdy wychodziłem do pracy, kilku moich rówieśników zastanawiało się, jak dostałem się do policji. Innego czasu wracałem z nocnej zmiany i podczas kontroli biletów w pociągu pewien pan spytał się mnie, od kiedy strażacy mają ulgi na przejazdy. Również jak kiedyś wracałem do domu po pracy gość zagadał do mnie o wojsku, a potem zapytał się, w jakiej jednostce marynarki wojennej służę. Dzisiaj jechałem na dniówkę, podszedł młody chłopak i zapytał: "żołnierzu, masz zapalić?", niestety nie miałem, bo nie palę, a na odchodne ten gość zasalutował mi.
Dodatkowo na początku mojej kariery, gdy wsiadałem do pociągu (na końcu składu, gdzie zazwyczaj głównie po pracy pewna część rodaków delektuje się napojem bogów), to pasażerowie, którzy chcieli wypić sobie po ciężkim dniu pracy na mój widok ewakuowali się na przód pociągu, a ci, którzy nie mieli biletu, od razu postanawiali zakupić go u kierownika pociągu.
Najzabawniejsze jednak było to, jak jechałem na nocną zmianę i po wyjściu z pociągu kierownik pociągu dzwonił do dyżurnego ruchu i zapytał się, czy na jego trasie była kontrola.
Wszystkie te sytuacje zdarzyły się tylko dlatego, że do pracy jeżdżę w mundurze kolejarskim i noszę rogatywkę kolejową.
Jestem uzależniona od orgazmów. Dzień bez chociaż jednego to dzień stracony.
Mój narzeczony jest ze mną od trzech lat, dobrze wie, że jestem napalona zawsze i wszędzie i gdybym mogła to kochalibyśmy się codziennie.
W czym problem?
1) Narzeczony ma jedno jądro, nie jest tak często "sprawny" jak ja tego potrzebuję.
2) Nie jest obdarzony szczególnie hojnie, technikę ma średnią, jest krótkodystansowy. Nie mam nic do tego, poza tym, że mi to po prostu nie wystarcza... Kocham go i nie jest to dla mnie szczególnie istotne, schodzi na dalszy plan, mimo tego...
3) Mogę policzyć na palcach jednej ręki orgazmy, które osiągnęłam z nim w trakcie stosunku.
4) Narzeczony bardzo rzadko "zabiera się do mnie" z własnego widzimisię.
5) Jest fanem miłości oralnej, której mu nie żałuję, jednak nie odwzajemnia mi tego. Nie pamiętam kiedy zrobił to mi. Naprawdę.
Męczę się z tym. Kiedy wychodzi, "spuszczam ciśnienie", nieważne o której godzinie i na ile wyszedł. Jestem w stanie wyrobić się w ciągu 15 minut i mieć spokój na dzień, góra dwa. Nie mam z tego satysfakcji, dalej czuję "pustkę" i "wewnętrzny głód".
Niektórzy mówią, że to skarb mieć taką dziewczynę. Nieprawda. On nie ma siły, żeby sobie ze mną "poradzić". To drugi mój partner z takim problemem, poprzedni był w pełni sprawny.
Nigdy nie zdradziłam ani jednego, ani drugiego i nie planuję tego zrobić, prędzej pozbawię się źródła kłopotów. Nikt o tym nie wie. Jestem niewyżyta seksualnie...
I jest mi strasznie wstyd, że "taka jestem".
Sytuacja wydarzyła się, gdy miałem około 9 lat i bawiłem się z kuzynem na działce w chowanego. Zachciało mi się kupę, a jako że schowałem się za budą jego psa, to postanowiłem zrobić dwójeczkę. Kał był dość rzadki, ale nie miałem biegunki.
Kuzyn mnie znalazł za tą budą, więc pokazałem mu "dziwną kupę psa". Pobiegł natychmiast do mojej cioci i pojechali do weterynarza.
Okazało się, że piesek miał chorobę zapalną jelit.
Tak go "uratowałem". Do dziś nikt nie wie, czyja to była sprawka.
PS: Mi nic nie było, a piesek wyzdrowiał. :)
Z moją dziewczyną jestem już 3 lata. Kiedy ją poznałam, była śliczną dziewczyną o normalnej budowie ciała. Po skończeniu studiów zatrudniła się przy produkcji słodyczy, ponieważ szybko potrzebowałyśmy pieniędzy na wymarzoną podróż.
Najpierw bardzo się cieszyłam. Ale z miesiąca na miesiąc zobaczyłam, jak moja luba z delikatnych krągłości zmienia się w jedną wielką kulę. Praca na nockach przy takiej ilości czekolady, przy tendencji do tycia, niestety poza pieniędzmi przyniosła nadwagę i pyzatą twarz. Stała się ociężała, szybko się męczy. Wiele razy próbowałam ją namówić na zdrowy styl życia. Ale jak można przekonać do zmiany odżywiania kogoś, kto po prostu czekoladę pokochał? Sama jestem od dziecka bardzo chuda, więc gdy ukochana przytula się do mnie, kładzie na mnie nogę, leży na mnie... czuję taki ciężar, że nie mogę oddychać.
Z delikatnego sugerowania, że powinna coś ze sobą zrobić, przyszła frustracja. Po prostu w twarz mówię, że zrobiła się gruba i powinna się za siebie zabrać. I wiecie co? Nie chce. Bo woli wziąć dodatkową zmianę w pracy, żeby zarobić więcej, a przy okazji wciągnąć tonę czekoladek. Zależy mi na niej, ale mam już serio dosyć. Czuję się przy tym pusto, bo potrafi tak zmanipulować sytuacją, żebym czuła się winna namawianiu ją na dietę.
Pewnie to problem wielu z nas. Tylko powiem szczerze, że nie zgadzam się z powiedzeniem: w szczęśliwym związku się tyje. Bo ja z jej nadwagą szczęśliwa nie jestem.
Ostatnio pierwszy raz widziałam, jak mój chłopak płacze. Co w tym anonimowego i dziwnego?
Popłakał się ze szczęścia podczas oglądania startu rakiety Falcon Heavy, gdy 2 rakiety wylądowały.
Tak, jest fizykiem i uwielbia astronomię :)
Moja młodsza siostra zapytała mnie, czy jeżeli w tutorialu na internecie każą użyć kleju w sztyfcie, którego ona akurat nie ma, to czy może użyć taśmy klejącej zamiast tego. Odpowiedziałem, że raczej tak.
Tylko że się nie spodziewałem, że tutorial uczy jak doprowadzić do porządku gęste brwi...
Siostra naprawdę myślała, że wyjdzie na to samo. :D
Swego czasu pracowałam w ogromnej hurtowni, należącej do znanej wszystkim marki odzieży, której nazwy nie zdradzę.
I mam do Was wszystkich ogromną prośbę. Pierzcie nowe ubrania zaraz po kupieniu. Nie zakładajcie ich. A najlepiej podczas przymierzania, np. koszulek, zrobić to na inną koszulkę lub na podkoszulek. Również przy przymierzaniu bielizny. Starajcie się nie robić tego na gołą skórę.
Dlaczego? Już wyjaśniam.
Wiele osób pracujących razem ze mną, w dziale pakowania ubrań w wielkie kartony, przeznaczone do wywozu prosto do sklepów, nie wiedziało co to "higiena osobista" czy zasady BHP.
Tak, byli też normalni pracownicy. Tacy, którzy po wyjściu z toalety myli ręce lub po zjedzeniu śniadania na przerwie, tacy, którzy nie kichali na ubrania, tylko odwracali się.
Jednak z tego co widziałam, co najmniej 1/3 nie dbała o produkt pakowany.
1. Kolega z działu tuż po zjedzeniu kanapki obficie pokrytej majonezem przystąpił do pracy, w międzyczasie wycierając twarz w jeden z podkoszulków. Po zwróceniu mu uwagi stwierdził, że plamy nie widać, więc można spakować.
2. Pewna młoda, niezbyt mądra dziewczyna, nowa w firmie, po wyjściu z toalety miała smugę krwi na rękach (od okresu, którym chwaliła się parę minut wcześniej), których nie umyła po skorzystaniu. Zwyczajnie przystąpiła do pracy. Gdy znajoma jej o tym powiedziała, wzruszyła ramionami i zaśmiała się, mówiąc, że po co marnować wodę, przecież to normalna kobieca sprawa.
3. Kilkukrotnie słyszałam rozmowę panów pracujących o tym, że przed chwilą spuścili się w nową dostawę koszulek czy bielizny do posortowania. Nie wiem, ile w tym prawdy.
4. Pracownik nasmarkał w pakowaną przez siebie koszulę.
5. Pracownica pod koniec zmiany zaczęła piłować i malować sobie paznokcie. Następnie z jeszcze niewyschniętymi przystąpiła do dalszej pracy.
Te sytuacje zdarzały się często i było ich dużo dużo więcej. Można by codziennie wyliczać takie sytuacje. A dni, w których nikt nie zrobił niczego niezgodnego z zasadami BHP, można było policzyć na palcach jednej ręki. Skargi do kierownictwa wpływały codziennie, nikt nic z nimi nie robił.
Teoretycznie w miejscu pracy znajdowały się kamery, jednak były one umieszczone wysoko pod sufitem (około 10 m albo więcej), przy wejściach i jedna na środku wielkiej hali. Podobno była ona zdalnie sterowana, jednak nigdy nie widziałam, aby kiedykolwiek zmieniała swoje pole widzenia.
Ochrona przychodziła na patrol raz na 3 dni. Częściej była przy odbiorze i załadunku kartonów z rzeczami do ciężarówek.
Nie wiem jak jest dziś, nie pracuje tam już od 3 lat. Nie sądzę jednak, by coś się zmieniło.
Moi sąsiedzi nasyłali policję na wszystkich sąsiadów (w tym mnie), jako zaniepokojeni obywatele reagujący na krzywdę dzieci (sic!). Trudno im zrozumieć, że noworodek płacze w nocy, przy kąpieli, za dnia, ciągle. A więc na pewno się nad nim znęcamy, tak jak w telewizji to pokazują.
Dodaj anonimowe wyznanie