#VH9xF

Zawsze, gdy żuję gumę, to nigdy nie wyrzucam jej byle gdzie (na ziemię, chodnik, w środkach komunikacji publicznej, nie przyklejam jej na ławki). ZAWSZE ląduje w koszu, bo boję się, że zostanie popełnione tam jakieś morderstwo albo przestępstwo i będą mnie podejrzewać, albo zrobią testy genetyczne i wyjdzie na to, że to ja jestem sprawcą :)

#LEHdF

Amerykanie mnie nienawidzą. Urodziłam się 11 września, dokładnie w rocznicę ataku na World Trade Center. Osobiście nigdy się tym bardzo nie przejmowałam - ba, był to nawet powód do żartów w mojej rodzinie. Można się więc domyślić, jak poczułam się widząc na twarzoksiążce post pewnego jubilata, twierdzącego, że powinien czuć się winny za świętowanie swoich narodzin w rocznicę śmierci tylu ludzi.

Zastanawiam się tylko: naprawdę? Czy data moich narodzin, na którą nie miałam wpływu, ma być dla mnie powodem do wstydu i poczucia winy?
Czy inni ludzie podzielają to zdanie?

#9yZMs

Odkąd pamiętam często jeździliśmy z rodzicami do dziadków na wieś.
Całe wakacje i ferie zimowe też spędzałem u nich, pomagając dziadkowi przy gospodarstwie.

Kocham zwierzęta, lecz gdy miałem 6 lat zrobiłem coś, czego nie zapomnę do końca życia.

Do chlewika (tam gdzie trzymane są świnie) wleciała jedna z kur i skakała po krawędzi murku.
Dziadek zawsze powtarzał, żeby delikwentkę przenosić, gdyż mogłaby wpaść do środka.
Słysząc rady dziadka w głowie, zacząłem ją gonić. Na moje nieszczęście wpadła do środka, gdzie przebywało 6 młodych warchlaków...

Wpadłem w panikę, widziałem, jak ona walczy o życie, podczas gdy świniaki zamęczały ją na śmierć. Byłem bezradny, płakałem, chciałem jej pomóc, ale nie wiedziałem jak. Dziadkowie wtedy byli na polu, tak to bym zawołał.

Gdy kura padła, warchlaki wzięły się za posiłek. Rozrywały ją na kawałeczki, a ja na to wszystko patrzyłem.

Wiem, niby nic takiego, ale do dziś mam wyrzuty sumienia.
Czasem gdy patrzę na mięso, przypomina mi się tamta akcja i czuję się jak Karol Kot z Krakowa lub Hannibal Lecter.

#Tyv2k

Kiedy miałam około 9 lat, w naszej wiosce największy "łobuz" dorwał borsuka... po prostu się nad nim znęcał, kopał, bił czym popadnie. Kiedy to zobaczyłam, zaczęłam bronić zwierzaka. Starszy i większy chłopak złapał mnie i podniósł jak kukłę, zaczęłam się drzeć, że to zwierzę i ma go puścić. Zapytał się mnie:
- Bo co?
Był pewny siebie, trzymał mnie bez większego problemu. Zrobiłam jedyną rzecz, jaką mogłam - przywaliłam mu głową w nos.
I tak on ze złamanym nosem poszedł do domu, a ja z bolącą głową, ale przynajmniej borsuk przeżył.
Do tej pory ten ciul się mnie boi :D

#L6tRr

3 klasa gimnazjum. Lekcja języka polskiego.

Od samego rana miałam odruch wymiotny, ale i tak poszłam do szkoły ze względu na sprawdziany. Ostatecznie jednak na 4 lekcji już nie dawałam rady, czułam, że zaraz zwymiotuję. Szybko podleciałam do nauczycielki i dosłownie błagam ją, że muszę pilnie iść do łazienki. Nauczycielka oczywiście się nie zgodziła, bo i tak za 15 minut będzie dzwonek, więc wytrzymam. Wyjaśniam jej sytuację, mówię, że nie wytrzymam, że zaraz puszczę pawia, ale nie. Kazała mi napić się wody i głęboko oddychać, ale do łazienki nie puściła.

W końcu, czując, że zaraz faktycznie się zrzygam na biurko, wybiegłam do łazienki (która zresztą była zaraz obok naszej klasy). Nauczycielka biegnie za mną i krzyczy, że co ja sobie wyobrażam. Dosłownie wyciągnęła mnie z tej łazienki na siłę. Ja w tym czasie nie wytrzymałam i zwymiotowałam. Na siebie, na podłogę i na nią. Czy to ją powstrzymało? Nie! Przytargała mnie do klasy, kazała usiąść w ławce i zaczęła swoje lamenty. Wyzywała mnie od gówniar, "O proszę za rok do liceum", "Popatrzcie jaka dorosła, tylko rzyga jak małe dziecko". Cała klasa w szoku, ja brudna siedzę w swoich wymiocinach i mam wrażenie, że zaraz faktycznie wybuchnę płaczem jak mała dziewczynka.

Na szczęście ta historia ma swój happy end. Nauczycielka została zawieszona (dzięki interwencji moich rodziców i klasy), a ostatecznie nie wróciła uczyć do szkoły. Nie doczekałam się też przeprosin, ale trudno.

Jeżeli ktoś rozpoznaje tę historię, to chcę tylko podziękować mojej byłej klasie, że stawiła się za mną murem :)

#c6HAM

Moi rodzice są właścicielami przedszkola. Kilka lat temu, gdy dopiero zaczynali, to mnie przypadło w udziale pomalowanie ścian w salach. Skrzyknęłam kilku znajomych z plastyka do pomocy i zabraliśmy się do pracy. Trwało to kilka dni, pracowaliśmy w nocy, bo w ciągu dnia były tam dzieci. Najbardziej odpałowa była pierwsza noc, do dziś dziwię się, że nie dostałam wtedy porządnego ochrzanu.

Oczywiście nie było to grzeczne malowanie, przy akompaniamencie muzyki klasycznej. Mówiąc krótko - mieliśmy alkohol, papierosy i inne rzeczy do palenia, rozbieraliśmy lalki i ustawialiśmy wielkie wieże z klocków, było malowanie członków i diabelskich postaci za szafkami.
Najgorsze było, że nie ogarnęłam, że o 6 przyjeżdża pani dyrektor, która w dodatku nie została poinformowana przez mojego tatę, że tam będziemy.

Wyobraźcie sobie, że zastała budynek, z którego dochodziła głośna, rockowa muzyka, światła były zapalone, drzwi otwarte, zabawki rozbebeszone, przed wejściem słój z pętami, a kuchnia zawalona pustymi butelkami.

PS. Tata w końcu znalazł te diabełki za szafką, zamalowanie ich zajęło mi z dwie godziny.
Dodaj anonimowe wyznanie