#o3BCV

Wkurwia mnie niesamowicie gdy ktoś odpowiada na moje pytanie... nie odpowiadając na nie.
Na przyklad:
- Pokroić na małe czy duże kawałki?
- Najpierw przekrój na pół, potem jeszcze raz...
Albo:
*jakaś gra mmorpg*
- Ty, gdzie te smoki były?
- Żeby zabić smoka musisz zabrać ze sobą...
Albo:
- Wystarczy ci na zakupy czy dołożyć?
- Wzięłam ogórki jeszcze, pomidory...
I nie mam na myśli osób starszych, tylko zdrowych, młodych ludzi. Nie wiem jak to wytłumaczyć ale jakakolwiek rozmowa jest z niektórymi ciężka.

#uiGVY

W połowie września w sprawach zawodowych musiałam odwiedzić szkołę dla trudnej młodzieży (przedział wiekowy jakieś 10-15 lat). Gdy już wpuszczono mnie do środka, powiedziano mi, że mam poczekać chwilkę, żeby skończyła się przerwa i nauczyciel, któremu miałam dostarczyć zlecenie, skończy dyżur. Trochę mnie zdziwiła panująca cisza, gdy usłyszałam słowo PRZERWA, ale cóż, to chyba dlatego, że zostałam wpuszczona do "strefy bezpiecznej", czyli korytarzyk z pokojem nauczycielskim, toaletami dla pracowników i wyjściem bocznym na klatkę schodową z wyjściem ze szkoły - na domofon.

Po chwili dany nauczyciel przyszedł, załatwiliśmy prawie wszystko, gdy musiał na chwilę wejść do pokoju po coś tam (już nie pamiętam). W pewnym momencie z zupełnej ciszy korytarza wydarł się przeraźliwy krzyk i po chwili biegł w moim kierunku zapłakany chłopiec - jakieś 12 lat. Biegł na oślep, cały zapłakany. Gdy przebiegał między otwartymi drzwiami pokoju a mną już wciśniętą w ścianę, zobaczyłam powód jego płaczu - trzymał się za rękę w taki sposób jakby była złamana. Na dłoniach miał świeże ślady od przypalania papierosem. Wypadł na "schody bezpiecznej strefy", odbił się od zamkniętych drzwi wyjściowych i pobiegł na piętro.

Nauczyciel po chwili wrócił do mnie, pożegnaliśmy się, podał kod do domofonu, żebym wyszła i gdy zamykał drzwi usłyszałam niedbale rzucone do kogoś w pomieszczeniu coś w stylu "znów któryś ryczy, trzeba go znaleźć..."

Gdy byłam na klatce schodowej, z góry pani sprzątaczka schodziła z tym chłopcem, pocieszała go i mówiła, że idą do nauczycieli wyjaśnić wszystko.
Zastanawia mnie, co takiego zrobił w przeszłości ten chłopiec, że trafił do szkoły "dla trudnej młodzieży" i jak bardzo trzeba być okrutnym, aby taki chłopiec (na pewno nie jest święty i swoje za uszami ma, więc sądzę, że to "twardy zawodnik") dał się zdominować do tego stopnia, że tyle razy dał się przypalić papierosem...

#XDQF3

Możecie uznać mnie za wredną s*ke, ale trudno, powiem wam tylko to co czuję.

Męczy mnie znajomość z moją przyjaciółką, sama nie wiem jak to do końca zdefiniować. Poznałyśmy się jakieś 4 lata temu, jest naprawdę fajną osobą, ale teraz zaczęłam zauważać wyraźnie barierę w stosunku do niej. Widzę np. jej nieudolne próby zrobienia makijażu, naprawdę staram się jej doradzać, pomagać i kierować w dziedzinach, w których mi idzie lepiej. Kwestia stylu leży u niej całkiem, a non stop mówi, że chce coś zmienić. Irytuje, mnie jej taka nieporadność życiowa pod kątem samej siebie (nie wiem czy mnie do końca rozumiecie).

Naprawdę mówię jej wiele, staram się pomóc (sama mnie o to prosiła), ale ona w zaparte nie potrafi zdziałać na swojej płaszczyźnie. Relacje damsko męskie leżą po całości, irytuje mnie to, że po raz X mówię jej jak to jest np. podczas pierwszego stosunku, lub jak może zainicjować rozmowę z chłopakiem. Zaczynam czuć już skrępowanie mówiąc kolejny raz o tym czy pierwszy seks boli, ile trwał u mnie, a jak się po tym czułam itp.

Jesteśmy na pierwszym roku studiów. Chciałyśmy poszerzyć grono naszych znajomych (jesteśmy z miejscowości pod Warszawą i ludzie w podobnym wieku do naszego znają się dosyć długo. Moja przyjaciółka nie miała problemu z zawieraniem znajomości u nas w mieście). Wyszło tak, że ja znam prawie połowę studentów (chociaż na zwykłe "cześć"), a ona nikogo. Staram się ją zapoznawać z ludźmi, ale męczy mnie to, że jak stoję z jakąś grupka osób, to ona nawet nie odezwie się słowem, przecież za nią nie będę rozmawiać. Jednak kiedy już się odezwie, ręce opadają. Po prostu ni w pięć ni w dziesięć wchodzi z jakimś tematem.

To co powiem, może się wydać straszne, ale ona powoli zaczyna mnie sobą obrzydzać. Nie umiem jej przytulić, czy złapać za rękę. Nie powiem już o tym, jak zaczęła przy mnie sikać. Nie mam problemu z takimi rzeczami o ile nie są związane z nią. Nasi znajomi czasem się z niej śmieli. Leciały komentarze, że jest brzydka, że ona chyba jest lesbijką, że wielki potwór. Broniłam jej jak tylko mogłam, ale sama już nie daje rady tym ciągłym "niańczeniem" jej. Może i jestem okropna, ale trudno. Wiecie o tym tylko wy.

#Uvgu0

Kiedy byłam w podstawówce, miałam bardzo gęste, długie, kręcone włosy. Jako mała dziewczynka nie miałam pojęcia, że to wielka zaleta. Wszystkie koleżanki w klasie, głównie chodziło o te najpopularniejsze, miały cienkie, mysie ogonki, których strasznie im zazdrościłam, bo z moją wielką czupryną odstawałam od reszty, tak więc wieczorami po cichu zamykałam się w łazience i mimo wielkiego bólu dosłownie wyrywałam włosy z głowy, żeby mieć ich tyle, ile mają rówieśniczki.

#PaAMG

Nie mam zaufania do psychologów... ale od początku.

Od zawsze z moją matką nie umiałam się zrozumieć. Była dla mnie i jest potworem, który tylko potrafi się nade mną znęcać. Wyzwiska, krzyki itd. są na porządku dziennym. Oczywiście poza domem wzorowa matka, tylko ja ta zła.
W szkole siedziałam w pierwszych ławkach, sama, zastraszona, cicha. Bałam się odezwać. Ciągle tylko myśl co będzie, jak wrócę, czy tym razem znowu oberwę, czy tylko mnie zwyzywa.

Od 2 klasy podstawowej zaczęłam dużo czytać. Od zwykłych bajek aż do książek psychologicznych opisujących przeżycia osób, którym ktoś pomógł.
Gdy byłam w 4 klasie, przyszła na dłuższe zastępstwo pani bibliotekarki pani Ala, którą zaciekawiło czemu mam tyle książek na swoim koncie wypożyczone, czy je przeczytałam całe i czemu takie opowieści. Była to pierwsza osoba, której (no może nie wszystko) opowiedziałam co przeżywam w domu. Pani Ala bardzo próbowała mi pomóc, wspierać, aż w końcu zaproponowała mi, żebym poszła do szkolnej psycholog. Nie chciała być przy tym, ale pomogła mi, żebym na spokojnie porozmawiała.

To był błąd...

Po rozmowie nie minęła nawet godzina - moja matka została wezwana do szkoły i wszystko co opowiedziałam zostało jej przekazane. Oczywiście odwróciła wszystko na swoje, a moje "opowieści" zrzuciła na książki, które czytam i że przestałam odróżniać fikcję od rzeczywistości. Pani psycholog oczywiście łyknęła jej odpowiedź.

Po powrocie do domu zostałam zwyzywana, zepchnięta ze schodów i parę innych rzeczy, a też dostałam zakaz rozmawiania i robienia z naszej rodziny patologii.

Do pani Ali do końca gimnazjum nie potrafiłam się odezwać. Unikałam jej. Nieraz chciała mnie zaczepić, porozmawiać. Nie chciałam. Pani psycholog zaś była dumna ze swojego załatwienia sprawy i wszędzie opowiadała "jak to fikcja z książek przelewa się na rzeczywistość" i zostałam szkolnym kłamcą.

Będąc w 2 klasie technikum przełamałam się iść jeszcze raz, tym razem do prywatnego psychologa.
Kolejny błąd.
Pani psycholog za każdym razem wpajała mi, że przez moje zachowanie tak jestem traktowana. Czy dziecko mające ok. 4 lat zrzuca się ze schodów i wyzywa za niedomknięcie drzwi? Albo gdy ma problemy z nauką, to zabrania się mu wszystkiego, wyzywa, wbija nóż w rękę (tak, bliznę mam do tej pory) zamiast po prostu pomóc? To jest ta prowokacja?
Po 3 wizytach podziękowałam.

Aktualnie mam prawie 21 lat. Studiuję zaocznie, zaczynam nową pracę. Czekam, aż mój chłopak skończy szkołę i zaczniemy mieć na wynajęcie czegoś razem.

PS. Nic się przez te lata nie zmieniło. Jakoś to znoszę... Jakoś ;/ Gdyby nie mój chłopak, już dawno bym ze sobą skończyła.

Mam tylko nadzieję, że te panie "psycholog" nikomu więcej nie wyrządziły większej krzywdy.

#nCbWY

O polskiej cebuli i Januszach w sklepie osiedlowym.

Dorabiam w Żabce od ładnych kilku lat. O dziwnych sytuacjach, wrednych klientach i historiach życiowych mieszkańców mogłabym opowiadać bez końca. Najbardziej jednak zaskakują mnie kradzieże - bo co wartościowego można właściwie w takiej Żabce ukraść? Paradoksalnie zdarzają się one często, a sposoby i okoliczności bywają... różne.

1. "A bo ja zapomniałem z torebki wyciągnąć". Częsty chwyt. Wchodzi klient, koszyka stojącego obok drzwi nie weźmie, czasem nawet pomimo prośby. Wybiera zakupy, pakuje do prywatnej torby, podchodzi do kasy, wykłada. Podliczam, klient czeka na werdykt, ja z uśmiechem zaś pytam o produkt w torbie. Zaczyna się rumienić, tłumaczyć, że przeoczył. I o ile rozumiem, że faktycznie to się czasem zdarza, o tyle doświadczenie pozwala mi ocenić kiedy to przypadek, a kiedy działanie zamierzone.

2. Pan X, starszy jegomość, nieco zrzędliwy, gadatliwy, kuleje o lasce. Pochodzi do kasy, pracownica na zapleczu woła, że już idzie, spogląda w kamery, a Pan X siup - łapie ciastko z lady i do kieszeni. Ekspedientka obsłużyła go nie mówiąc nic, wolała ponownie obejrzeć nagrania z kamer, coby się upewnić, czy stały klient faktycznie kradnie. I tak, ukradł, ciastko z kremem na wagę za grosze.

3. Cyganie. Chodzą nie tylko po domach, sklepy również odwiedzają. Mają jeden stały numer: wybierają zakupy, podchodzą do kasy zapłacić (najczęściej banknotem stuzłotowym), otrzymują resztę i zaczynają robić zamieszanie. Chcą zwrócić część towarów, część zachować, podczas zwrotu pieniędzy mówią, że dali dwieście złotych i stówki brakuje. Ewentualnie chowają zwrócony banknot i również się kłócą. Czasem przychodzą w grupce 2-, 3-osobowej i jedna osoba kradnie produkty na sklepie, podczas gdy ekspedientka jest zajęta zamieszaniem.

4. Dzieci. Ich nie znoszę najbardziej. Wchodzą do sklepu grupkami, krzyczą, hałasują, robią pięć rundek po sklepie zanim wybiorą i kupią jeden lizak, brudzą podłogę zabłoconymi butami, pyskują, gdy zwróci się im uwagę. Czasem również kradną, najczęściej batoniki czy inne słodycze umieszczone na wyspie pod ladą, tam gdzie mój wzrok i kamery nie sięga. Sporadycznie takie pierdoły kradną również osoby dorosłe.

5. Dwójka młodzików nabrała zakupów do koszyka i wybiegła ze sklepu. Ekspedientka nie mogła zacząć za nimi biec, zrobił to jednak klient. Jeden ze złodziei uciekając zgubił telefon, który trafił w ręce policji.

6. Mężczyzna prosi o paczkę papierosów, ekspedientka podaje. Następnie prosi o alkohol zza pleców kasjerki, dziewczyna odwraca się, klient łapie papierosy i ucieka.

7. Zjazd mężczyzn. Klient wykorzystując długą kolejkę i tłok próbuje ukraść trzy paczki słonecznika, chowając go pod kurtkę.

Drodzy Anonimowi, czy towar z Żabki jest taki luksusowy, żeby iść za niego siedzieć?

#gzJ3n

Jestem dumnym właścicielem kota rasy Maine Coon. Kto kojarzy rasę, ten wie, że jej przedstawiciele to naprawdę spore zwierzaki. Dla przykładu mój Emir ma ponad 80 cm długości (z ogonem).
Właśnie wprowadziła się do mnie moja dziewczyna, razem ze swym pupilem. Maleńkim chihuahua.

Nie wiem, czy mam zwidy, ale Emir patrzy na tego pieska jak na skaczącą przekąskę. Ostatecznie przy takiej różnicy rozmiarów może uznać, że to jakiś gryzoń albo szczur.
Nie wróżę dobrze mojemu związkowi, jeśli mój kot zeżre mojej partnerce psa.

#ESz25

Moje życie nigdy nie było zbyt kolorowe - materialnie nigdy nie mogłam narzekać, ale moja psychika zawsze była jednym wielkim wrakiem.

Byłam dwa razy w szpitalu psychiatrycznym. Psycholog w jednym z nich powiedziała mi wprost, że ja po prostu nie nadaję się do terapii.

Przez swoje życie zostałam tak wyprana z emocji, że poddana badaniu, które miało sprawdzić prawidłowość reagowania mojego organizmu emocjonalnie, moje wykresy porównane z wykresami prawidłowymi wyglądały jakbym była uśpiona.

To śmieszne, ale od podstawówki słuchałam pewnego bardzo popularnego, kontrowersyjnego, amerykańskiego rapera - Eminema. Mimo niezbyt przychylnego odbioru przez większość społeczeństwa, ja wryłam się tak mocno w jego życiorys, że stał się moim autorytetem i pomógł mi bardziej niż rodzina czy psychologowie radzić sobie ze wszystkim, co się działo.

W zeszłym roku po wielu latach wpatrywania się w jego karierę dzięki mojemu starszemu bratu mogłam pojechać i zobaczyć go na żywo w Wielkiej Brytanii. Stałam bardzo blisko sceny, ale musiałam przeczekać 3h supportów nie ruszając się z miejsca przed gwiazdą wieczoru.

Następnego dnia wróciłam do Polski, kiedy doszło do mnie, że naprawdę go zobaczyłam, pierwszy raz w życiu płakałam ze szczęścia i to kilka godzin. Nie tylko spełniłam marzenie, ale też poczułam jak to jest faktycznie czuć, w dodatku pozytywne emocje, i to kolejna rzecz, za którą mogę być mu wdzięczna.
Dodaj anonimowe wyznanie