#hrWht

Wiele się dzieje na studniówkach, ale jeszcze więcej po nich. Ja i mój przyjaciel jesteśmy tego najlepszymi przykładami.

Na wyznaczone miejsce jechaliśmy jednym autem, wyglądając całkiem dobrze (co nieco interesujemy się modą). Przyjaźnimy się od gówniaka, nigdy nie mieliśmy dziewczyn (może poza jednorazowymi przygodami), więc naturalne dla nas było wynajęcie wspólnego pokoju w miejscu, w którym odbywała się impreza. Wspólni znajomi, to i miejsce przy stoliku koło siebie, popijanie z tej samej piersiówki i dla wszystkich wokół było jasne - musimy być parą.
Cała studniówka minęła świetnie, żarciki o naszym gejostwie braliśmy z dystansem i sami się z nich śmialiśmy, szczególnie nad ranem, kiedy postanowiliśmy pójść do pokoju.
Pijani jak księciunie zaczęliśmy się rozbierać, przypominając sobie kolejne żarty naszych kolegów, kiedy nagle zrobiło się trochę poważniej. Wpółnagi przyjaciel zaczął się głośno zastanawiać co by było, gdybyśmy spróbowali. Wiecie - chłopak będzie wiedział, co sprawia największą przyjemność chłopakowi. Uklęknął przede mną, a ja pozwoliłem mu robić to, na co ma ochotę.

Kończąc wyznanie... Więcej w tym było śmiechu i wbitych zębów niż nieziemskich doznań, nie zmieniło to kompletnie nic w naszej relacji, więc myślę, że było warto - zdałem sobie sprawę, że nigdy nie doceniałem dziewczyn pod tym względem.

#UvR9f

Jestem naprawdę niezły w udawaniu, że ciężko pracuję.
Przełożeni zauważyli, jak sumiennie (nic nie) robię i jaki jestem "zestresowany swoimi obowiązkami".

Teraz naprawdę będę zestresowany, ponieważ zatrudniony będzie dodatkowy pracownik do pomocy, specjalnie dla mnie, którego mam przyuczyć.
Ciężko będzie się dzielić zadaniami, których sam nie mam zbyt wiele. :D

#nFPzw

Moja dzisiejsza rozmowa z babcią męża.
 
Ja: Babciu, zapraszam w niedzielę na kawę.
Babcia: A co to będzie?
J: Urodziny moje.
B: Ooo, a które to?
J: 25, babciu.
B: O Boże, 25 lat... A ja 90, jak stary byk... Ale patrz, kochanie, w tych latach to obie tylko patrzymy, coby se posiedzieć. Ino jo na dupie, a ty na chłopie...

Padłam :D

#pcOKW

Połowa marca, a w moim mieście zaatakowała zima. Wybraliśmy się z chłopakiem, autem na zakupy, jak zwykle na drugi koniec miasta. Wracając do domu około godziny 18, staraliśmy się ominąć jak najwięcej zakorkowanych ulic. Na skrót wybraliśmy rzadko uczęszczaną uliczkę.

Przed nami jechał samochód 20 km/h! (Prawdopodobnie Nissan micra). No dobra rozumiem, że zima zaskoczyła, ale bez przesady... Naszym głównym problemem był brak możliwości wyprzedzenia, gdyż co 100 metrów na drodze znajdowały się wysepki, a dodając gazu dupa naszego auta leciała w inną stronę niż reszta (uroki tylnego napędu). Po jakimś czasie Nissan zjechał na przystanek i w życiu nie uwierzycie co zobaczyliśmy!

Kierowcą była młoda dziewczyna około 20 lat, cała wystraszona, a na MASCE centralnie przed swoją twarzą wiozła ulepionego bałwanka! I teraz pytanie: jechała tak wolno bo nic nie widziała, czy wiozła go do domu i nie chciała jechać szybciej, żeby się nie rozwalił?

#B80KE

Mam na twarzy piękną bliznę. Nawet nie wiem czemu, ale podoba mi się. Wszyscy wiedzą, że nabawiłem się jej, kiedy uratowałem pewną dziewczynę przed napadem rabunkowym. Napastnik dziabnął mnie nożem i tak już zostało.
Tylko że taka sytuacja nie miała nigdy miejsca.

Tak naprawdę wywróciłem się na rowerze, kiedy jechałem przez wieś, a drogę przeciął mi zaskroniec. Tak się przestraszyłem, że wylądowałem w rowie i nawet nie wiem na co natrafiła moja twarz. Czy to był kawałek szkła, ostry kamień, czy jakiś wyjątkowo agresywny patyk.
Nie wiem, czemu robię z siebie obrońcę uciśnionych i bohatera miesiąca, ale jakoś tak nożownik brzmi lepiej niż wyrośnięta glista.

#Tc4b9

Jeżdżę do szkoły autobusami. Bardzo to lubię. I lubię też takiego jednego gołębia. Ale może do sedna.

Pewnego pięknego dnia wracałam z przystanku do domu. Po drodze spotkałam gołębia. Stanęłam w miejscu, bo zaczął się zbliżać. Chwilę potem zaczął dziobać moje adidasy. Myślę sobie - okej, jakiś chory. Będę stała i się patrzyła.

Po minucie odszedł ode mnie na metr. Spojrzał na mnie zdziwionym, przestraszonym wzrokiem i padł na ziemię. Moje oczy były wielkości talerzy, więc podbiegłam do gołębia. Kiedy miałam go podnosić....

On sobie po prostu wstał. Spojrzał na mnie i odprowadził do domu. Przez kilka minut myślałam, że to mi się przewidziało. Ale następnego dnia jak szłam na autobus, to ten gołąb mnie zaprowadził na przystanek i czekał ze mną na ławce. Kiedy miałam wsiadać, to on sobie poszedł.


I tak od ponad miesiąca mam stałego towarzysza od domu do przystanku i od przystanku do domu. :)

#9pQzi

Jako wolny strzelec pracuję na zlecenie dla kilku firm. W jednej z nich zwykle biorę udział w spotkaniach z kontrahentami, aby lepiej zrozumieć istotę projektu. Z menadżerem i jednocześnie koordynatorem moich zleceń, Tomkiem, mam świetny kontakt.

Spotkanie z Bardzo Poważną Korporacją. Pełen wypas, wszyscy pod krawatami, ą, ę. Stoimy na środku, przedstawiając naszą propozycję, Tomek wychodzi z siebie przy prezentacji. Slajdy się skończyły, światło! - i nagle zauważam, że z rozpiętego rozporka Tomka na świat boży wyglądają barchany w ciapki. W sali cisza jak makiem zasiał, akustyka - szlag by to! - świetna (specjalna sala do konferencji), nie ma jak nawet zaszeptać ani dyskretnie zwrócić uwagi. Na szczęście chwilowo przedstawiciele Bardzo Ważnej Korporacji wlepili wzrok w tablety z projektem. Szturcham menadżera i mówię, patrząc wymownie w dół:
- Tomek, myślę, że czas zająć się nabiałem...
Ten zrobił wielkie oczy, zaskoczył w kilka sekund, po czym elegancko na tajniaka zaciągnął rozporek i odparł:
- Ach, faktycznie, mleko do kawy nie podane!

Nikt się nie zorientował. Mówcie mi Enigma :)
Dodaj anonimowe wyznanie