#eEMft

Dwa tygodnie udałam się do lekarza na łyżeczkowanie macicy w celu ewentualnego wykrycia raka endometrium. Parę godzin później siostra przywiozła mnie do domu, a sama wróciła do siebie. Dziś dostałam telefon od matki, że wydziedzicza mnie za dokonanie aborcji.

PS Od lat jestem bezpłodna, o ciąży nie było mowy.

#9GsFY

Moja mama przyłapała mnie na masturbacji. Żeby było ciekawiej - stanęła w drzwiach totalnie zamurowana, a ja nie przerwałam, bo już prawie dochodziłam i po prostu nie mogłam tego zrobić. Podsumowując, jeden z najlepszych orgazmów w życiu miałam na oczach własnej matki, a to, że na mnie patrzyła jeszcze bardziej mnie podnieciło.

#0FTl1

Opowiem Wam historię o samotnych lwach. Cofnijmy się do roku 2007, miałem wtedy naście lat. Byłem nieśmiałym dzieckiem, trochę zagubionym w książkowym fikcyjnym świecie. I marzyłem zbyt dużo jak na typowego nastolatka, dosłownie bujałem głową w chmurach.

Z rówieśnikami nie dogadywałem się najlepiej, więc uciekłem do raczkującego wtedy świata wirtualnego.
Odnalazłem się na blogu zrzeszającym ludzi, którzy odgrywali postacie lwów.
Każdy kto chciał dołączyć, zapisywał się przez mail, umieszczał własną historię, krótki opis swojej postaci.
Rozmawialiśmy w komentarzach pod notkami, zdjęciami, wymyślaliśmy intrygi i każdy kto chciał dopisywał coś od siebie.

Później przyszedł czas na założenie chatu dla stada. Poznałem tam wspaniałych ludzi, nawiązałem przyjaźnie na odległość.
Zatraciłem się w tym.
Gdy wracałem ze szkoły, robiłem wszystko w ekspresowym tempie, by tylko móc jak najszybciej wrócić do wirtualnego świata.
Żyłem życiem moich 'przyjaciół' ze stada, fantazjowałem, że gdy będziemy samodzielni to zamieszkamy w jednym mieście i będziemy nierozłączną paczką przyjaciół.
Tylko nie zdawałem sobie sprawy, że ludzie w internecie mogą kłamać, że dziewczyna, która opowiadała mi o swoim nowotworze jest całkowicie zdrowa. Że chłopaki, którym się zwierzyłem z miłości do umierającej Julii to tak naprawdę dziewczyny. Że koleżanka, z którą chciałem studiować wcale nie ma 15 lat.
Długo zajęło mi odkrycie prawdy i otrząśnięcie się z fikcyjnych relacji.
Dla większości stada, to była tylko zabawa. Ja przeżywałem wszystkie ich wymyślone problemy na sobie, podchodziłem do nich emocjonalnie.

I tylko nostalgiczna łezka kręci mi się w oku na myśl, że to były jedne z najlepszych relacji w moim życiu. Nawet jeśli nie były prawdziwe.

#8n5O1

Wychowywałam się z tatą. Rodzice się rozwiedli gdy byłam jeszcze malutkim dzieckiem. Gdy miałam mniej więcej 8 lat, przeprowadziła się do nas ciocia, kuzynka taty. Mieszkała w małym mieście, gdzie ciężko było znaleźć pracę, więc została przez nas "przygarnięta".

Mieszkaliśmy razem z tatą w domu, więc miejsca było wystarczająco dużo dla jeszcze jednej osoby. Mnie to nawet cieszyło, matki mi brakowało, więc obecność kobiety była dla mnie miłą wizja. Swój pokój miałam zaraz obok taty, w sumie było to przechodnie pomieszczenie, tak że chcąc iść do łazienki przechodziło się przez mój pokój. Ciocia swój miała na dole. Każdej nocy kiedy już spałam przychodziła do mojego taty. W środku nocy budziły mnie dźwięki dzikiego seksu. Ja leżałam w swoim łóżku i po cichu szlochałam tak, żeby nikt mnie nie usłyszał i nie zorientował się, że jednak nie śpię. Każdej nocy bałam się zasnąć, żeby znowu nie obudziły mnie te dźwięki.

Ciocię przez to znienawidziłam. Kiedy w końcu przeprowadziła się do swojego rodzinnego miasta kamień spadł mi z serca. Nikt tylko nie rozumiał dlaczego nie chcę jeździć do ciotki na wakacje. Nigdy nikomu o tym nie mówiłam. Tacie chyba też nigdy o tym nie powiem, że wiem, wiem co wtedy robił i z kim. Co to teraz zmieni?

#vgUJF

Kilka lat temu spacerując po łące, znalazłem łuski po nabojach z broni palnej, zabrałem je ze sobą do domu. Pomyślałem, że to pewnie pozostałości po myśliwych.

Tydzień później przeczytałem w mediach, że w tamtym miejscu znaleziono zwłoki człowieka, a ofiara została zabita przez postrzelenie. Zamurowało mnie, ale postanowiłem zachować to w tajemnicy i nie zgłaszać na policję. Po jakimś czasie sprawca został złapany i aresztowany, a sprawa ucichła.

#6EEGt

Przyciągam zajętych chłopaków. Nigdy nie zabiegam o ich względy, jestem po prostu dla wszystkich miła, wręcz bym powiedziała, że ich odpycham. Dużo lepiej czuję się w męskim towarzystwie niż w damskim i każdy nowo poznany chłopak jest dla mnie materiałem na kumpla, a nie partnera. Nie zliczę ile już miałam friendzonów i ile razy spowodowałam niejedną awanturę w związku, bo chłopak mnie podrywał.

Może niektóre by tak chciały, ale ja tego okropnie nie lubię, dziewczyny na ogół mnie przez to nie lubią, a z chłopakami wolałabym żeby traktowali mnie jak kumpla, a nie jak kolejną laskę, którą mogliby zaliczyć, a tak się czuję.

#47eik

O tym jak odrzucony adorator potrafi zepsuć człowiekowi życie.

10 lat temu wyjechałam do Niemiec, do pracy jako informatyk w średniej firmie. Atmosfera na początku była super, zaprzyjaźniłam się ze współpracownikami i szefem [na potrzeby historii dajmy mu na imię Andreas]. Po 3-4 miesiącach pracowania, zauważyłam, że szef jawnie mnie podrywa. Zaczęło się od uśmieszków, żartowania ze mną, gapienie się we mnie i od róży spod mojego domu, od "tajemniczego wielbiciela".

Pewnego wieczora kiedy wychodziłam z firmy, szef szedł ze mną tą samą drogą. Poprosił, żebyśmy się zatrzymali i wtedy wszystko mi wyznał. Powiedział, że mnie kocha, że nigdy nie spotkał tak cudownej dziewczyny i czy zechciałabym się z nim umówić po pracy. Gościu był naprawdę w porządku i był bardzo atrakcyjny i przystojny. ALE, musiałam odmówić. Powiedziałam mu, że nie mieszam pracy z życiem prywatnym i żebyśmy zostali po prostu dobrymi znajomymi. Po tym co mu powiedziałam on udawał, że nic się nie stało i wszystko jest ok.

Następnego dnia w pracy, Andreas wszedł rozwścieczony do pokoju, w którym pracowałam i rzucił na moje biurko dokumenty, które wypełniłam poprzedniego dnia. Powiedział, że wszystko jest źle i nawet tak beznadziejnie prostej pracy nie potrafię zrobić. Wkurzyłam się, bo wiedziałam, że robi on to wszystko, bo odrzuciłam jego uczucia.

Jakiś tydzień później moi rodzice zadzwonili do mnie cali zrozpaczeni, co ja niby wyprawiam w tych Niemczech. Okazało się, że jakiś mój niby sąsiad [jak się później okazało to był Andreas], powiedział, że JA nie pracuję w żadnej firmie, tylko ku*wię się na autostradzie i z tego żyję. Następnego dnia, wparowałam do firmy i do biura Andreasa. Spytałam się co on odwala i że domyśliłam się, że to on dzwonił do moich rodziców. On wtedy powiedział, że robi to dla mojego dobra i że nie wiem co tracę, odrzucając jego zaloty.

W kolejnych tygodniach wszyscy moi znajomi z Facebooka dostali wiadomości w których był "cennik" moich rzekomych usług. Znów tryliard telefonów, co ja wyprawiam w tych Niemczech. W kolejnym czasie współpracownicy dowiedzieli się, że "dostałam" pracę za dawanie dupy szefowi. Wszyscy mnie znienawidzili, złożyłam wypowiedzenie. Andreas mnie prosił bym została, obiecał, że jak zostanę w Niemczech to mi się oświadczy [!]. Miałam tego dość i wróciłam do Polski.

Po powrocie wpadłam w depresję, ponieważ, żaden z moich znajomych nie chciał utrzymywać kontaktów z "dupodajką", przez długi czas odechciało mi się pracować i tylko moi rodzice mnie wspierali.

Dlaczego piszę tę historię? Ano dlatego, że ostatnio przechadzając się po Gdańsku spotkałam Andreasa w pobliżu kina. Ten od razu mnie rozpoznał, podszedł do mnie i stwierdził, że ja i on to "przeznaczenie". Jak widać na niektórych nie ma sposobu.
SPOILER: Przeznaczenie się nie spełniło i nie jestem z Andreasem :D.

#GwMB8

Od pewnego czasu chodzę z taką jedną. Przypadkowo znalazłem jej zdjęcie w internecie i od razu coś poczułem.

To była miłość od pierwszego wejrzenia. Pamiętam, że pierwsze, co wtedy pomyślałem, to "Szarpałbym". Następnego dnia już była moja i rzeczywiście nie raz... szarpałem. Wydaje wtedy przeróżne dźwięki. Niestety od tej zabawy często bolą mnie palce.

Podobno była dotykana wcześniej przez innych mężczyzn, ale nie przeszkadza mi to. Jestem pewien, że mnie nie opuści. Uwielbiam moją gitarę.

#PpJZQ

Swego czasu pracowałam z fajną dziewczyną. Dobrze się nam razem pracowało. Gdy w firmie zaczęło się dziać nieciekawie, a my miałyśmy dość napiętej sytuacji, żartowałyśmy sobie, że pozachodzimy sobie w ciąże i zamiast się wkurzać w pracy będziemy w domku z maluszkami. Jak mówiłyśmy tak się stało, choć wtedy już razem nie pracowałyśmy. Jej dziecko zmarło przy porodzie, moje ma padaczkę. Nasze wymarzone urlopy macierzyńskie zamieniły się w koszmar, ona pochowała dziecko, ja toczę wojnę o zdrowie mojego.

Nie mam z nią kontaktu, wiec nie wiem co u niej.
Ale wiem co u mnie. Mimo zabezpieczeń zaszłam w kolejną, cholerną ciążę. Chcę ją usunąć, choć mąż bardzo się tym smuci. A ja po prostu nie mam już siły. Nie mam.
Dodaj anonimowe wyznanie