Zawsze się boję, że nie wystarczy mi pieniędzy w sklepie. To nic, że już jestem dorosły i mam na koncie sporo kasy i zawsze parę stówek w gotówce. Boję się nawet, że nie będę miał dokładnej kwoty i będę się tym denerwował.
Kiedy pani w sklepie mówi, że będzie winna grosika, to ja czuję się okropnie winny, że nie miałem równo odliczonych pieniędzy i że to wszystko przeze mnie.
Od roku pracuję jako dostawca pizzy.
Z bólem stwierdzam, że filmy xxx nie oddają rzeczywistości.
Nie umiem zasnąć jeśli nie mam włączonego telewizora. Mój chłopak nie zaśnie, jeśli telewizor jest włączony. Czasem usypiamy razem przy włączonej muzyce (taki kompromis), ale przeważnie śpimy przez to po prostu w innych pokojach.
Potrafię się wrócić z przystanku autobusowego do domu (15 minut, bo mam daleko), żeby sprawdzić, czy zakręciłem wodę w łazience. Czasem nawet po dwa razy.
Mam prawie 29 lat i nigdy się nie upiłem. Boję się jak się zachowam pod wpływem alkoholu oraz tego, że powybijam sobie zęby.
Jestem typowym, piwnicznym przegrywem o nieśmiałości piętnastoletniej dziewicy. Serio – wystarczy, że zobaczę jakąś fajną dziewczynę, a od razu mój polik pokrywa się krasnym rumieńcem, a dłonie zaczynają się pocić. Zagadanie do przedstawicielki płci przeciwnej stanowi dla mnie olbrzymie wyzwanie. Śmiejcie się, jak chcecie – chodzę do psychologa, który ma mi pomoc w pokonaniu mojej nieśmiałości. Doskonale zdaję sobie sprawę, że w końcu będę musiał się przemóc i nawiązać jakąś interakcję z kobietami. Najlepiej bez czerwienienia się, pocenia i gapienia na czubki własnych palców.
Dziś nadarzyła się ta jedna, jedyna okazja. Byłem w centrum handlowym i chciałem z parteru dostać się na trzeci poziom. W windzie byłem sam, jednak zanim zamknęły się drzwi do środka wbiegła piękna, rudowłosa dziewczyna, która od razu sprawiła, że nogi zrobiły mi się miękkie. Rozmawiała przez telefon z jakąś koleżanką. Kiedy winda ruszyła, piękna nieznajoma powiedziała do słuchawki: „Sorki, Kaśka. Muszę lecieć jestem w windzie z najprzystojniejszym facetem, jakiego widziałam. Nie mogę stracić tej okazji!”.
Mało się nie wywróciłem. Poczułem taką falę euforii, że prawie dostałem ataku epilepsji. Łzy cisnęły mi się do oczu, a uśmiech na mojej twarzy sprawił, że prawie dostałem skurczu szczęki. Radość, wreszcie jest radość! Ruda piękność rozłączyła się i spojrzała na mnie. To jest ta chwila – pomyślałem. Działaj, tygrysie!
Zanim otworzyłem usta, żeby powiedzieć jej, że również uważam ją za piękną i że bardzo bym chciał umówić się na randkę, moja bogini rzekła: „Wybacz, młody. Musiałam skłamać, żeby móc się rozłączyć. Kaśka to taka gaduła...”. W tym momencie drzwi windy otworzyły się i dziewczyna wyszła zostawiając mnie w środku, spoconego, czerwonego jak burak, gapiącego na czubki swych palców i nieszczęśliwego, jak nigdy dotąd. Moje życie ssie...
O tym jak starsi ludzie potrafią zaskoczyć...
Wyjechałam na jakieś dwa miesiące na drugi koniec Polski. Po powrocie poszłam odwiedzić ukochanych dziadków: miłych, spokojnych, kulturalnych ludzi blisko siedemdziesiątki. Rozmawiamy sobie przy herbacie, aż tu nagle dziadek pyta:
-Wnusiu, a ty umiesz kupować w Internecie i grać w gry komputerowe?
-Ano umiem, dziadziu.
-A kupisz nam taką jedną i grać nauczysz na tej klawiaturze? - szepcze trochę nieśmiało.
ŻeCo.jpg, ledwie Skype'a i działanie wyszukiwarki ogarniają, a tu takie coś?
-No dobra, ale co chcecie kupić?
-Ja ci powiem - mówi babcia - ale nie mów nikomu, bo jak się ta Janówna spod czwórki dowie...
Ogólnie to po moim wyjeździe dziadkowi i babci tak się nudziło, że postanowi znaleźć jakiś serial coby im czas zapełnił. Plebania, Barwy szczęścia? Gdzie tam, jeb, South Park. Pochłonęli wszystkie 21 sezonów, a teraz chcą zagrać w Kijek Prawdy ("Bo na y-o-u-tubie widzieliśmy") i w drugą część, która "Jest po angielsku i nie umiemy jej przeczytać, ale tak się pisze, wnusia". Szok srogi, ale co mi tam... Kiedy załatwiałam im te gry dziadek powiedział, że babcia chyba siedzi trochę w jakimś "fandomie" i coś tam z "Krik" i "Bani". On się nie miesza, bo to dla bab jest, ale jak oglądali taki jeden odcinek, to się cieszyła jak wtedy, gdy w podstawówce Rysia z Elizką swatała i zapytał o co właściwie chodzi. Dziwnie się słucha i tłumaczy jak twoja babcia shipuje bohaterów kreskówki XD
Za pomoc w instalacji i przejściu co trudniejszych etapów gry dostałam w prezencie od babci ręcznie szytego Buttersa. Pokazałam go narzeczonemu. Trochę się zdziwił, że takie rzeczy oglądam, ale w sumie kolega mu polecał, to może obejrzeć ze mną, z ciekawości.
Koniec końców czasem cała nasza czwórka zbiera się i ogląda co lepsze odcinki, bo nas też ten serial wciągnął. Czekamy na 22 sezon.
Taki nasz mały sekrecik :D
To będzie dosyć smutne i nudne wyznanie. Przepraszam z góry :)
Poznaliśmy się na spotkaniu pewnej grupy. Ja? Lat czternaście, marzenia ogromne, ale w tamtym okresie raczej przeważał mój introwertyzm. On? Pięć lat starszy, głośny, wszędzie go było pełno. Chyba trochę go podziwiałam za tę umiejętność rozbawienia każdego. Jednak raczej z nim nie rozmawiałam, zaczęłam kiedy... Cóż, zorientowałam się, że nie jest ekstrawertykiem, nosi tylko jego maskę. Z powodu limitu znaków nie opiszę, jak do tego doszłam, ale to najprawdopodobniej wtedy zaczęłam się zakochiwać.
Przez długi czas byłam najpierw przyjacielem, potem w końcu ukochaną człowieka, który dzielił ze mną wspólną pasję, był wrażliwy i spostrzegawczy. Aha, nie ukończył też nawet lokalnego liceum, bo był bardzo słabym uczniem. Rodzina i ta nasza wieś to była wartość nadrzędna, której nigdy by nie opuścił. Nie miał ŻADNYCH dalszych perspektyw na życie. Czekała go praca na pobliskim zakładzie produkcji, dobra żona, pracująca w Biedrze i gromadka dzieci. No ale napatoczyłam się ja. Powiem szczerze, swoje hobby kocham miłością wielką, przez całe życie, wspierana przez Pana F. zresztą walczyłam, aby dostać się na pewną zagraniczną uczelnię, nauka jest dla mnie elementem z jakim chcę związać przyszły zawód.
Na początku ludzie mówili, że do siebie pasujemy i tak chyba było. Jak lustrzane odbicia, byliśmy tak podobni... Ale ja go przerosłam. Chciałam zostawić tę wieś, ludzi, których ambicjami było zostać sekretarką czy przedszkolanką. I... udało mi się to. Dostałam się do bardzo dobrego liceum w Krakowie. Łaziliśmy z F. po bibliotekach, antykwariatach, robiłam wszystko, aby tylko pogłębiać swoją wiedzę. F. zrobił coś niewyobrażalnego - dla mnie, żeby mnie wspierać, gdy będę daleko od domu w internacie, sam zapisał się do krakowskiego liceum dla dorosłych. Nasi rodzice tego nie popierali, wiedzieli, że w końcu go opuszczę.
A potem dostałam się na zagraniczne studia. W Polsce takich perspektyw bym nie miała. Pamiętam, że jedyne co myślałam w tamtym okresie to "błagam, nie każ mi wybierać, ty czy nauka". Nie kazał. Sam wybrał. Pojechałam do X.
Tęsknię. Bardzo. On też, z tego co wiem. Czasem piszę do niego listy, których nigdy nie wysyłam. Ale jestem też szczęśliwa; spełniam swoje marzenie, robię to, co zawsze chciałam.
Spotkaliśmy się kilka razy na corocznych wigiliach grupy, gdzie się poznaliśmy (na święta wracam do domu). Ale dopiero w tym roku, po tych czterech latach połamaliśmy się opłatkiem i... On dalej mnie kocha. Przyznaliśmy się obydwoje. Pracuje, krótko po świętach rzucił dziewczynę.
Jeśli ja zostawiłabym dla niego studia, nigdy nie byłabym szczęśliwa. On też, widząc mnie przygaszoną u jego boku. Jeśli kazałabym mu zostawić rodzinę... Nie mogłabym spojrzeć w lustro. Czasem nie ma dobrego wyboru...
Do przedszkola chodziłam ubrana "na chłopaka". Jednak gdy do grupy doszedł nowy kolega, dowiedziałam się od niego, że na pewno bardzo ładnie będę wyglądać, gdy ubiorę się jak dziewczyna.
Na następny dzień pożyczyłam od kuzynki różową spódniczkę, bluzeczkę, rajstopki i do tego 2 kucyczki. Wszystko pięknie, ja szczęśliwa z myślą, że jest już mój. Usiedliśmy całą grupą w kółku i mówiliśmy słowo na jakąś tam literkę. Ten kolega popatrzył na mnie, zgłosił się i powiedział "M jak miłość" i się uśmiechnął. Ja chciałam, żeby wyszło jak w filmach i próbowałam SEKSOWNIE zjeść kozę z nosa, po czym się ładnie uśmiechnęłam. Kolegę wzięło obrzydzenie i do końca przedszkola nie zamieniliśmy słowa.
Możliwe, że straciłam moją jedyną szansę w życiu.
Serdecznie pozdrawiam środkowym palcem kierowców tirów, którzy wyprzedzają się nawzajem na drogach ekspresowych, żeby przyblokować osobowe. Wiem, że może wam się nudzi w trasie i jak kolega z tira przed wami jedzie 2km/h wolniej, to od razu was korci wpierdolić się na lewy pas, ale tworzycie w ten sposób niebezpieczne sytuacje.
To co mnie wczoraj spotkało na S8 to szczyt wszystkiego - wyprzedzałam ciąg 5 ciężarówek i nagle w tym samym czasie jedna wyjechała tuż przede mną, a druga za mną. Obie tak blisko, że gdyby ten z przodu zahamował, to z mojego samochodu nic by nie zostało.
Dodaj anonimowe wyznanie