Parę miesięcy temu bawiłam się na imprezie w jednym z modnych w moim mieście klubów. Poznałam tam chłopaka. Ideał. Bardzo przystojny obcokrajowiec z wymiany studenckiej. I jaki wygadany! Przetańczyliśmy pół nocy, a kiedy już atmosfera zrobiła się gorąca, zaprosiłam go do domu w celu wiadomym.
Biorę tabletki koncepcyjne od paru ładnych już lat, ale na wszelki wypadek poprosiłam mojego amanta, aby założył prezerwatywę. Seks był wspaniały i dość intensywny. Na tyle, że gumka pękła! Jestem typem panikującego hipochondryka, więc następnego dnia z samego rana podreptałam do najbliższej apteki i kupiłam „pigułkę po”, którą od razu połknęłam.
Wiecie co? Jestem w ciąży! Zdaję sobie sprawę, że żaden środek antykoncepcyjny nie daje 100% pewności, ale ja jestem chyba jedynym przypadkiem osoby, która zaliczyła wpadkę po zastosowaniu trzech różnych sposobów ochrony przed zaciążeniem!
Pewnego razu wpadłam z chłopakiem na pomysł, że weźmiemy tabletki gwałtu i będziemy robić ze sobą co tylko chcemy. Umówiliśmy się, że najpierw bierze jedna osoba, a jak już wróci do siebie, to druga.
Ja wzięłam pierwsza. Zostawiłam ukrytą kamerkę, chciałam zobaczyć w jakim stopniu mój chłopak jest psycholem.
Co zobaczyłam? Położył mnie na łóżku, a sam siadł do kompa i grał.
Jak co roku Wielkanoc spędziliśmy u mojej babci. Wszystko wyglądało jak zwykle, aż do momentu, kiedy moja mama niespodziewanie oznajmiła, że wracamy do domu. Od tego czasu nie odwiedziliśmy babci ani razu. Teoretycznie nie wiem, co się stało, w praktyce - wiem doskonale.
Będąc u babci, udałem się na stronę, a że babcia ma bardzo dziwny układ mieszkania i cienkie ściany, doskonale słyszałem o czym rozmawiała z mamą. Zainteresowałem się tą dyskusją, kiedy usłyszałem moje imię. Mama żaliła się babci, że mam problemy z nauką, a zbliża się koniec gimnazjum i trudny wybór szkoły itp. Babcia wtedy odpowiedziała, że widocznie mam złe geny.
To, co usłyszałem chwilę później, zapamiętam do końca życia. Babcia powiedziała: "takiego sobie wybraliście, nie wasza wina, skąd mogliście wiedzieć".
To chyba nie pozostawia wiele miejsca na wątpliwości. Jej dalsze słowa tylko upewniły mnie w tym, że jestem adoptowany. Mama odpowiedziała jej z klasą, że nie ma zamiaru dyskutować z nią na ten temat, zwłaszcza w święta. Dodała jeszcze, że to nie jej sprawa. Wtedy też pojechaliśmy do domu.
Od jakiegoś czasu mam zamiar powiedzieć rodzicom, że wiem, ale zawsze, gdy chcę już to zrobić, brakuje mi odwagi.
Jestem gejem. Wiedzą o tym wszyscy w moim otoczeniu. Od zawsze wolałem facetów, dzięki wsparciu rodziny nie miałem nigdy problemu z akceptacją siebie i mojej orientacji. Choć homofobia jest w naszym pięknym kraju na porządku dziennym, spotkało mnie raczej niewiele niemiłych sytuacji. Od czterech lat jestem w stałym związku z cudownym człowiekiem.
Sielanka?
Nie. Od roku jestem nieprzytomnie zakochany w koleżance z pracy. Nie wiem czemu, nie wiem jak. Chcę móc na nią patrzeć, słuchać jej głosu, być tam gdzie ona. Nikt nigdy nie działał tak na mnie jak ona. Znam ją dosyć dobrze (choć żeby nie oszaleć, staram się nie zbliżać za bardzo) i wiem, że nawet by jej przez myśl nie przeszło, że myślę o niej codziennie. W dodatku ma kogoś. Nie wiem, czy potrafiłbym uprawiać z nią seks, nie mam za wiele tego typu doświadczeń (nie licząc nastoletnich eksperymentów, gdy miałem 15 lat). Zdarza mi się jednak fantazjować o niej w ten sposób. Ona jest kimś takim jak ja, odnoszę wrażenie, że jesteśmy niemal tacy sami pod wieloma względami, jeszcze nigdy kogoś takiego nie spotkałem.
Najgorsze jest to, że nie uczynię w tej sprawie nic. Nie mam u niej szans, nie chcę też skrzywdzić mojego P., ale dopóki pracujemy razem, dopóty będę ją widywał. I się męczył. A nie chce rezygnować z pracy.
Może wyrzucenie tego z siebie trochę mi ulży. Ech.
Mój chłopak zrobił mi awanturę, bo zapisałam się do ginekologa... faceta. Powiedział, że nie mogę iść, bo ginekolog może być na mnie napalony i czerpać satysfakcję z oglądania mnie nago i że mogę o tym nawet nie wiedzieć. W trakcie kłótni dodał jeszcze, że gdyby doszło do czegoś w gabinecie i lekarz próbowałby mnie wykorzystać, to on odczułby satysfakcję, bo to by udowodniło, że miał rację.
To było na tyle chore, że powiedziałam krótko "z nami koniec". To upewniło go w tym, że nie tylko ginekolog na mnie leci, ale też ja na ginekologa i że na pewno go zdradzałam od samego początku z każdym lekarzem, a kobiety to w ogóle są wszystkie nienormalne i zboczone i dają każdemu facetowi po studiach medycznych, a normalni i porządni kolesie są ciągle zdradzani. To miało być tak logiczne, bo przecież w innym przypadku ani bym się na niego nie denerwowała, ani tym bardziej nie chciałabym z nim zrywać.
Sam jest po studiach medycznych i przyjmuje dziennie z 10 kobiet w prywatnym gabinecie. Wychodzi na to, że wie, co mówi.
Chciałbym na wstępie zaznaczyć, że nie piszę tego by się wyżalić tylko by pokazać Wam jak bardzo moje życie spieprzyła choroba. Większość ludzi zna ją z memów, chodzi mi o Zespół Touretta. W moim przypadku objawia się ona poprzez tiki, których nie mogę kontrolować.
Pierwsze tiki pojawiły się, gdy miałem 9 albo 10 lat. Moi rodzice dowiedzieli się o mojej przypadłości podczas przedstawienia szkolnego, kiedy stałem i cały czas (nie wiem jak to opisać, ja to nazywam "naciąganiem skóry twarzy") to robiłem. Do dziś pamiętam jak na mnie krzyczeli, że narobiłem im wstydu, że jestem dziwny itp. Potem doszło jeszcze marszczenie nosa, kręcenie głową, prychanie i nerwowe wywracanie oczami. Gdy zobaczyły to osoby z mojej klasy od razu mnie odtrącili i nikt nie chciał ze mną rozmawiać. Rodzice zwalili to na komputer i nie interesowali się tym.
W gimnazjum nauczyłem się to kontrolować. Przez 7 godzin w szkole udawało się powstrzymywać, a w domu poddawałem się i "nadrabiałem" zaległości. Czasem jednak musiałem "naciągnąć twarz" i niektóre osoby zwróciły na to uwagę. Zaczęły się docinki, obrażanie i śmianie się ze mnie. Dalej sam myślałem, że to przez komputer.
W technikum na starcie stałem się odludkiem, nie chciałem się z nikim kolegować... bałem się, bałem się, że znowu mnie odtrącą, że przez 4 lata znów będę przechodził to samo, co przez ostatnie lata.
Mając 17 lat powiedziałem rodzicom o tym, że moje tiki mogą być spowodowane Zespołem Touretta. Poszliśmy do lekarza rodzinnego. Po pewnym czasie (badanie innych członków rodziny, rozmowy z psychologiem) usłyszałem wynik: Zespół Touretta.
Obecnie mam 19 lat, a objawy nie nasilają się, ale również nie opuszczają. Każdy, kto mnie zna, ale nie wie o mojej chorobie, po prostu wstydzi się mnie i szybko urywa ze mną kontakt. Obecnie mam 2 przyjaciół, którzy mnie rozumieją i nie wstydzą się mnie. Czasem zastanawiam się jak wyglądałoby moje życie, gdybym nie był chory tylko normalny, jak wszyscy...
Podobno pierwsze wspomnienie, jakie zapamiętujemy z dzieciństwa, to pojedyncze wydarzenia z okresu przedszkolnego. Nie w moim przypadku.
Łóżeczko ze szczebelkami. Mogłam mieć najwyżej 2 lata. Jest ciemno. Płaczę i bardzo się boję. Wołam mamę, chcę się przytulić. Mama nie reaguje. Płaczę coraz bardziej histerycznie. Dostaję jakąś szmatą po głowie i słyszę jak mama, której potrzebuje krzyczy, że mam się wreszcie zamknąć. Przestaję krzyczeć. Strach jest jeszcze większy, ale teraz boję się już nawet płakać.
Pochodzę z normalnej rodziny, żadna patologia. Jednak mama zawsze miała problemy z agresją. Dziś sama mam niespełna dwuletnią córeczkę. I boję się jak cholera. Agresja rodzi agresję. Wychowanie w domu pełnym przemocy wykształciło we mnie zachowania agresywne. Nie chcę by pierwszym wspomnieniem mojej córki była agresywna matka. Staram się nad sobą panować. Ale boję się sama siebie, że kiedyś nie wytrzymam.
Nigdy nie uderzyłam córki, ale często krzyczę, zdarzy mi się mocniej ją złapać w nerwach. Za każdym razem, kiedy krzyknę, brzydzę się sama siebie. Boję się, że kiedyś się zatracę i stanę moją matką.
Moja dziewczyna powiedziała mi, że teraz będziemy mieć w związku consent, czyli że za każdym razem, kiedy będę chciał uprawiać z nią seks, muszę poprosić ją wcześniej o zgodę, a jej odpowiedź musi być werbalna, niewymuszona i coś tam jeszcze. Powiedziałem, że spoko, ale jeśli idziemy tak rozwojowo, to ona też za każdym razem, kiedy będzie miała ochotę na seks, to najpierw musi mi o tym powiedzieć i mnie spytać, czy mam ochotę. Zgodziła się.
Po tygodniu bez seksu popłakała mi się załamana, że już jej nie kocham i że już wcale mnie nie pociąga.
No to już wiemy, jak działa feminizm w praktyce.
Moi dziadkowie są typowymi Polakami z memów. Tacy, którzy w nienawiści do sąsiadów zostali wychowani.
Ale od początku. Kocham ich, naprawdę są wspaniali, ale odkąd pamiętam zawsze mieli pewne ustępstwo od normy. Byli nim sąsiedzi! Zawsze rywalizowali, we wszystkim. Nawet dziś kiedy wiek już nie ten gdy tylko chodzi o sąsiadów nagle jakby im się ręką odjęło co najmniej 60 lat (sąsiedzi zresztą również). Kiedyś mnie to denerwowało, dziś śmieszy i sam dla ku własnej uciesze i ich szczęściu pomagam im często w walce. Umiejscowienie mojego domu dosłownie 200 metrów dalej od epicentrum konfliktu tylko większa mój udział w tym wszystkim bo zawsze jestem "pod ręką".
Pierwszy przykład to szopa! Sąsiad stawia szopę, jeszcze nawet wszystkich materiałów nie ma na podwórku, a dziadek już pod drzwiami moimi stoi i pyta czy nie pomogę im z budową szopy. Oczywiście, czemu nie? Po pracy zawsze mogę pomóc. Szopa wybudowana, jeszcze przed sąsiadem. A tu szok! Bo sąsiad jednak nie szopę budował tylko altankę (taki a la domek do siedzenia wieczorkiem). Długo nie musiałem czekać na dziadka, który uznał, że jednak on z babcią to by sobie chcieli w fotelach posiedzieć na łonie przyrody.
Tutaj akcja troszkę bliższa w czasie i bardziej złożona. Do sąsiadów przyjechał wnuczek cholera wie skąd hyundaiem coupe i jako dobry wnuczek zawiózł ich do kościoła. Oj nie mogło to ujść im płazem.
Przychodzi do mnie babcia i pyta czy ich do kościoła za tydzień nie zawiozę swoim samochodem, bo "Pawlaków wnuczek to ich sportowym samochodem takim zawiózł".
I tutaj stop. Wyjaśniając sytuacje amatorsko bawię się w drift, biorę udział w różnego rodzaju eventach itp. I co niedziwne mam też do tego specjalnie przygotowany samochód, który nie jest do poruszania się po drogach publicznych, jeździ na lawecie i głośny jest tak, że ogłuchnąć idzie. Mimo, że nie odbiega sprawnością od drogowych samochodów (hamuje, skręca, przyśpiesza lepiej nawet).
Wyjaśniłem babci, że mój samochód się do tego nie nadaje, bo ma tylko 2 miejsca siedzące i do tego nie można nim jeździć.
Nie na długo. Następnego dnia sytuacja się powtarza tym razem z argumentacją, że to tylko ona pojedzie i przecież do kościoła ledwo jest kilkaset metrów.
Spławiłem, ale sytuacja się powtarzała coraz bardziej natarczywie.
Dzień przed dniem ostatecznym zgodziłem się. Może to przez zmęczenie całą sytuacją, a może z chęci zobaczenia tej groteski.
I teraz sobie wyobraźcie to: Pod kościół podjeżdża driftcar, głośny jak cholera, a z niego wysiada staruszka około 80 lat do kościółka.
Ten widok sam w sobie był tego wart, a do tego dostałem czekoladę ;)
Podobnych akcji z sąsiadami było jeszcze więcej. Podrzucanie pod dom słodkości, aby mrówki chodziły. Czy też myszy. Aby wszystko opisać mam zbyt mało miejsca.
Mój mąż uwielbia rybki. Kiedyś kupował roślinki do akwarium na jednym z serwisów online, odbiór osobisty w prywatnym mieszkaniu. Policjanci akurat schodzili w dół kamienicy, kiedy mąż stał w drzwiach i przedstawiał się: „dzień dobry, ja po zielone, z ogłoszenia”. Wyobraźcie sobie miny policjantów, którzy postanowili na niego poczekać na dole i go zrewidować.
Dodaj anonimowe wyznanie