#KhgLX
Oto jak rodzice mogą zniszczyć życie.
#CkGQ5
W czasie zabawy zabrałam jej bucika, który spadł pod stolik.
Schowałam go za telewizorem i czekałam.
Oczywiście uważałam, by nikt mnie nie przyłapał.
Kilkanaście minut później wspomniana koleżanka zaczęła szukać bucika.
Łzy poleciały, bo to był "ukochany, z różową kokardką".
Wszystkie koleżanki pomagały szukać.
Wtedy ja szybko pobiegłam i przyniosłam zgubę. Byłam z siebie taka dumna.
Czułam się wyjątkowo, kiedy mnie przytuliła i powiedziała, że jestem super.
#UjfuR
Po prostu w szpitalu miałam własne łóżko, sprawną toaletę i prysznic (u mnie była wanna pęknięta jakieś 10 cm od dna i nie działał odpływ. Trzeba było kąpać się w „kałuży”, a potem używać tej wody do spłukiwania). Dodatkowo były tam książki, telewizor (w sali wspólnej), zabawki i pierwszy raz nie wstydziłam się zaprosić koleżanek.
W dodatku u nas w mieszkaniu, na rozkładanej kanapie, na której spałam razem z mamą, zalęgły się pluskwy (nie było bardzo brudno, ale kanapa była stara i miała dużo dziur, a blok był komunalny, niektórzy sąsiedzi pili i od lat nie sprzątali), więc czasem budziłam się, jak obłaziły mnie robaczki. A w szpitalu było czysto, sucho i ciepło.
Nigdy nie zdradziłam nikomu mojej tajemnicy.
#3X35n
Chciałem udowodnić dziewczynie, że ją kocham i wytatuowałem sobie jej imię na klatce piersiowej. A ona...
uznała, że to chore i zerwała ze mną.
Macie jakieś pomysły na tatuaż, który zakryje "Klaudię"?
#kDVd6
Mój partner od wielu lat uczy się jeździć na deskorolce. Idzie mu naprawdę dobrze. Zawsze go wspieram, jeżdżę z nim na zawody, nagrywam jego poczynania.
Od jakiegoś czasu zauważyłam u niego jednak dziwne zachowanie. Zrobił się bardzo dumy, momentami arogancki i nie dopuszczał do siebie złego słowa.
Najbardziej dotkliwie przekonałam się o tym kiedy zapytał "czy jestem lepszy od tego kolesia" i postawił mi pod nos telefon z nagraniem. Zgodnie w prawdą odpowiedziałam "Darek, nie oszukujmy się, brakuje Ci jeszcze trochę pracy, żeby jeździć tak dobrze".
Nigdy jeszcze w życiu nie widziałam u niego takiego wybuchu agresji. Rzucił telefonem o ziemię i wyszedł z pokoju. Zamknął się w łazience. Pozbierałam rozbity sprzęt, usiadłam na kanapie i czekałam aż wyjedzie. Czekałam na wyjaśnienia. Dlaczego się tak zachował.
Po dłuższej chwili wyszedł. Usiadł obok mnie, spojrzał zapłakanym wzrokiem. Nie wiedziałam, co zrobiłam źle. Wiem, że stać go na więcej. Nie chcę żeby zatrzymał się w miejscu.
W końcu zapytałam łagodnie "Darek, dlaczego". Wtedy właśnie dowiedziałam się całej prawdy. Będąc ze mną, równocześnie spotykał się z inną dziewczyną. Dopiero po jakimś roku zakończyła tę znajomość. "Znalazła sobie kogoś innego, lepszego". Milczałam. Darek nie mógł pogodzić się z jej stratą. Przyznał, że poznał mnie w tym samym czasie, co Kingę, ale tylko ją szczerze kochał. Powiedział też, że facet na filmiku to jej obecny partner, ten dla którego zerwała z nim znajomość. Przez cały nasz związek Darek jedynie gonił za tym, żeby być od niego lepszym, żeby udowodnić sobie i "Kini", że źle wybrała.
Nie mogłam tego znieść. Wstałam z kanapy i poszłam się pakować. Darek nie starał się mnie zatrzymać. Od tygodnia mieszkam u przyjaciółki. Próbował raz ze mną porozmawiać. Zadzwonił późnym wieczorem. Było słychać po jego głosie, że jest pijany, wybełkotał mi do słuchawki "Teraz to ja się pomyliłem, kocham Cię". Rozłączyłam połączenie i przepłakałam całą noc.
Jestem ciekawa jak ta historia potoczyłaby się, gdybym nie była z nim szczera i wmawiała mu, że jest najlepszy.
Trzymam się twardo.
#KGMpk
Komplementom nie było końca, pytania się sypały "co ty robisz i jak ty to robisz", szok i niedowierzanie. Odpowiadałam grzecznie, uśmiechałam się pod nosem i kiwałam głową, że tak, ze jest super, że fajnie w końcu nosić rozmiar M/L zamiast 3XL. Do pracy przynoszę chude mięso i warzywa, popijam woda czy gazowanymi napojami bez cukru, odmawiam słodkości, nawet od wielkiego dzwonu. Ludzie podziwiają moja wytrwałości i z rozmarzonym wzrokiem spowiadają się, że oni by tak nie potrafili bez czekoladki czy fryteczek.
A prawdę znają tylko trzy najbliższe mi osoby. To nie jest tak, że jestem taka silna i tak obojętne mi są cynamonowe bułeczki czy karkówka z grilla, szczerze mówiąc to codziennie mam ochotę grzeszyć i walczę ze sobą, by tego nie robić. Nie pozwalam sobie na słabości, bo wiem, że jedna kostka czekolady, jeden kęs paczka wywoła u mnie napad obżarstwa tak wielkiego, że ludzie jedzący 30 hot dogów na czas łapią się za głowę, gdzie się to wszystko mieści. 3 mega wielkie czekolady, dwa opakowania ciastek, sześć lodów, poł tortu, sześć pączków, półtoralitrowa cola, dwa powiększone zestawy z McDonalda. To chyba mój rekord, wszystko na raz w nie więcej niż godzinę. Wszystko wywołane polowa ciastka, którym poczęstowała mnie koleżanka. To jak trans, z którego nie mogę się wyrwać, dopóki nie zapełnię się po brzegi słodyczami i fastfoodami. Nigdy nie wymiotuje, wszystko trzymam w sobie i napawam się poczuciem pełności. A potem przychodzą wyrzuty sumienia tak wielkie, że mam ochotę krzyczeć i płakać.
W pracy grzecznie odmawiam ci tego michałka nie dlatego, że nie mam na niego ochoty, ale dlatego, że wiem, czym to się może skończyć.
#b3idX
Kiedy puściłam jej kreskówkę z mojego dzieciństwa czyli "Małą Syrenkę", ona od razu spytała: "Ale jak ona robi kupę?".
No cóż... przyznam, że sama nigdy się nad tym nie zastanawiałam :D
#ukYGZ
Wyglądając jak ostatnie nieszczęście, poszedł czym prędzej do lekarza, aby zaradzić coś na ten upiorny obrzęk. Wyciągnął numerek i wyszedł przed klinikę. Czasu miał dużo, więc usiadł sobie na ławeczce w parku i zapalił papierosa. Podszedł do niego jakiś młody, podpity menel i zaczął domagać się złotóweczki na piwko. Radek powiedział, że nie ma. Żul okazał się niezbyt wyrozumiały i… z zaskoczenia strzelił mu kopniaka prosto w twarz. Dokładnie w opuchniętą i pokiereszowaną jej część.
Lekarz zalecił dwa tygodnie urlopu i zimne okłady. Po trzech dniach kiszenia się w domu, Radek dał się wyciągnąć przez nas na dwór. „Usiądź z nami, wypij piwko, zapomnij o problemach...” - prosiliśmy. Było fajnie. Żal nam się kolegi zrobiło, bo faktycznie jego twarz wyglądała niczym skrzyżowanie arbuza ze szlachetnym obliczem buldoga francuskiego. Jako że dołączył do nas Michał, gość od lat ćwiczący mieszane style walk ulicznych, pół żartem, pół serio zaproponowaliśmy, aby dał Radkowi kilka lekcji samoobrony. I faktycznie pokazał mu parę ciekawych technik blokowania ciosów i zadawania szybkich uderzeń pięścią. Na koniec zaproponował, aby Radek popracował nad rozciąganiem nóg, bo jak to powiedział: „Nie ma nic lepszego niż mocny but prosto w ryj agresora!”. Stwierdziwszy to, wykonał serię popisowych machnięć nogą. Proste, boczne, okrężne, kolanem… Michał machał wściekle kopytem, a my w szczerym podziwie dla jego umiejętności patrzyliśmy z szeroko otwartymi oczami. Kopnięcie szyjne, kopnięcie odwrotne i na koniec – supersilne kopnięcie półobrotowe z wyskoku… prosto w spuchniętą twarz Radka, który zagapił się na sznurówki i nie zauważył, że przez nieuwagę Michał za bardzo się do niego zbliżył.
Radek padł. Musieliśmy go cucić. Teraz przypominał już sino-zieloną purchawkę. Nie miał Michałowi za złe tego przypadkowego ciosu. Przez dwa tygodnie siedział w domu.
W dniu, w którym wrócił do pracy i życia społecznego… ugryzł go szerszeń. Tak – właśnie w tę część twarzy, z której powoli zaczęła schodzić mu koszmarna opuchlizna.
#kVIfA
Przyznam, że trafił mi się jak ślepej kurze ziarno, mąż jest bardzo przystojny, dobry i inteligentny, a co za tym idzie przyciąga do siebie kobiety i kretynki.
Już pominę historie o tym jak niektóre dziwnym sposobem nie zauważają obrączki na jego palcu.
Mąż zanim mnie poznał nie chciał nigdy zakładać rodziny, sądził że nigdy nie będzie chciał się ożenić i mieć dzieci. Znalazła się za to jedna chętna, która poprosiła go o jego nasienie. Tak. Po prostu o geny. Zapłodnienie. Bez żadnych alimentów i zabawy w rodzinę. Po prostu chciała mieć jego dziecko.
Dwie dziewczyny czekały na niego w łóżku, kiedy wrócił pewnego dnia z pracy do domu. Bo okno było otwarte to weszły. Nie skorzystał.
Mąż został zgwałcony. Troszkę z własnej głupoty, bo upił się do nieprzytomności i jedna dziewczyna to wykorzystała, oczywiście bez zabezpieczenia. Nie miała prawa, czego nie potrafiła zrozumieć bo przecież "dostał erekcji więc chciał".
Mąż ma stalkerkę. Kiedyś wynajmowała pokój w jego rodzinnym domu. Po wyprowadzce (temat na inną historię) wysłała mu zdjęcia jak masturbowała się rzeczami z jego pokoju. Myszką do komputera, pilotem, ocierała się kroczem o niemal wszystko, włącznie z pościelą i ubraniami. Mimo upływu lat dalej można ją spotkać w okolicy naszego domu, a kilka razy widziałam przy oknie drona.
Nagie fotki, propozycje seksu bez zobowiązań, wulgarne uwodzenie, można wymieniać bez końca. Oczywiście że mi to przeszkadza ale nie mam wpływu na inne kobiety, natomiast to męża mogę mieć na szczęście pełne zaufanie.
Wszystkie historie są potwierdzone przez jego kumpli i z dystansem opowiadane czasem, jako głupie anegdoty w najbliższym gronie, poza gwałtem, oczywiście.
Niektórzy reagują śmiechem na informacje, że ktoś może mieć zbyt duże powodzenie u kobiet nie wiedząc do jak skrajnych sytuacji może dochodzić. To nie tak, że mój mąż daje sygnały czy jest typowym maczo, on po prostu istnieje. Wiadomo, że jak był młodszy to troszkę korzystał z ładnej buzi żeby zdobywać panienki, ale właśnie po takich akcjach i kilku doświadczeniach życiowych bardzo się ogarnął.
Kiedy mnie poznał to profilaktycznie zerwał wszystkie kontakty z koleżankami, mimo że mu nie zabraniałam nawet z nimi rozmawiać czy się spotykać, on sam wiedział, że one mogą czekać aż on zmieni, co do nich zdanie i wie, że bywa, że kobiety okazują się nieobliczalne. Sama często spotykam się z wzrokiem pełnym nienawiści lub zazdrości na ulicy. Sama pięknością nie jestem i możliwe, że to jeszcze bardziej je denerwuje.
A najciekawsze jest to, że większość z nich nawet nie starała się go nigdy poznać, zaprzyjaźnić się. Krążyły na około jak sępy i ciągnęło je do jego wyglądu, żadna z nich nie zainteresowała się nim jak człowiekiem.