#iFvIi

Cześć, jestem dosyć specyficzną 26-letnią kobietą, matką, żoną, posiadaczką dwóch kotów, pedantką i abstynentką.
Ludzie często mi zarzucają, że nie chodzę do pracy, codziennie tylko sprzątam i nawet kubki mam równo ułożone, a skarpetki wyprasowane. Zawsze mówię, że to mój świadomy wybór, że mąż zarabia wystarczająco, aby nas utrzymać i że jeśli poczuję potrzebę pójścia do pracy to przecież nie jestem na łańcuchu.

Tylko mój mąż zna prawdę. Przez lata nabawiłam się nerwicy. Mama zostawiła ojca jak miałam 10 lat, a ojciec zamienił nasze mieszkanie w totalną melinę. Nikt nie nauczył mnie sprzątać ani gotować, więc żyłam wegetując przez lata. W końcu uciekłam od niego, co było bardzo trudne, ponieważ przez lata uzależnił mnie od siebie psychicznie. Mając 19 lat uczyłam się gotować makaron, odkurzać i obsługiwać pralkę, ponieważ do tamtej pory prałam wszystkie ubrania w wodzie z mydłem. Mama mi trochę pomogła, kiedy spotkałyśmy się po latach, nauczyła, a teraz rekompensuje sobie jej brak w moim życiu aktywnie uczestnicząc w życiu moich dzieci, nie mam do niej natomiast pretensji.

Sama zrobiłam z własnego domu sterylną klatkę. Bez brudu, alkoholu, z idealnym porządkiem.
Ostatnio jednak moje dziwactwa zaczęły się pogłębiać, zaczęłam się brzydzić dotykać ludzi, męża po pracy, na szczęście przed dziećmi nie mam oporów. Zaczęłam się złościć, bo ktoś wziął nie ten kubek albo ubrał dziecku nie tą koszulkę, którą przygotowałam. Lubię swój idealny dom, ale po kolejnej kłótni o to, że ktoś niszczy mój ład zauważyłam, że to idzie już za daleko. Moje dziwactwa robią się zbyt dziwne. Zapisałam się już na terapię, mąż chce mnie wspierać. Chcę zacząć terapię dla mojej rodziny, która zaczyna obrywać tylko, że boję się zmian. Tego, że jeśli nie będę miała wszystkiego pod kontrolą w domu, to mieszkanie zamieni się w ruderę, a dzieci będą się wstydzić matki brudaski, tak jak ja wstydzę się ojca, a brak tego absolutnego porządku będzie mnie drażnił.

#xGRxb

Zawsze byłam cicha, spokojna, nigdy nie odezwałam się nie proszona. Gdy w gościach powiedziałam coś, co nie odpowiadało ojcu albo matce, od razu byłam karcona wzrokiem, a po powrocie do domu była niezła awantura. W tym swoim zamkniętym świecie dorastałam, widziałam coraz więcej, co dzieje się w naszym domu.

Ojciec nie był typem do rany przyłóż. Żeby dostać 30 zł na wycieczkę musiałam mu nadskakiwać przez miesiąc. Wszyscy zazdrościli mi, bo ponoć mój ojciec był bogaty. Z matką tego nie odczuwałyśmy, bo nawet kuchni nie chciał wyremontować, bo "po co?". Czasy szkoły średniej, między moimi rodzicami widzę, że coś się dzieje niedobrego. Martwię się, ale myślę, że przecież wszystko się ułoży, na mojej wsi jeszcze nikt nie wziął rozwodu. Dzwoniąc kiedyś z telefonu ojca odkryłam smsy od jego kochanki.

Rzygać mi się chce, jak to wspominam. Zapytałam ojca z łzami w oczach, czemu to robi mamie. Powiedział, że to nie moja sprawa i żebym się nie wpieprzała. W wakacje pracowałam od 8 do 22 na kuchni. Specjalnie brałam jak najwięcej godzin w pracy, żeby nie brać udziału w tym piekle w domu. Po pracy wracałam jak zwykle rowerem przez las. Byłam bardzo zmęczona. Rodzice znowu kłócili się w kuchni. Stanęłam w progu drzwi kuchni i słuchałam ich wzajemnego darcia. Nie zauważali mnie. W tym momencie coś we mnie pękło. Zapytałam spokojnie "Czy Wy ku*wa możecie się w końcu zamknąć?". Zdębieli. Ojciec chciał mnie zlać. Spokojnie powiedziałam, że jeżeli mnie uderzy idę na obdukcję i na Policję. Wyszedł z kuchni i wrócił po paru godzinach. Rodzice po kilku tygodniach uznali, że się rozwodzą.

Babcia gdy zobaczyła pakującą się mamę, zamknęła ją na piętrze i powiedziała, że nic stąd nie wyniesie. Babcia dręczyła ją jak tylko mogła. Matka tego wieczoru wzięła sznur i chciała się powiesić. Ojciec chyba widział moją matkę idącą w las z kawałkiem sznura i zawrócił ją do domu, oczywiście przy akompaniamencie awantury. Matka wróciła zaryczana, ja jeszcze nie wiedziałam, co chciała zrobić. Ojciec śmiejąc się powiedział mi "patrz, jaką masz zje*aną matkę, chciała się powiesić". Pękło mi serce. Chciała mnie zostawić z ojcem tyranem. Nie byłam już spokojna i miła. Obudził się we mnie bunt, zaczęłam mocno wyrażać swoje zdanie nie tylko w domu. Po rozwodzie, z matką zamieszkałyśmy w mieście. Do ojca, co jakiś czas przyjeżdżałam, w nadziei, że teraz jest już lepiej. Jego zachowanie jednak się nie zmieniało.

Powiedziałam mu, żeby wydoroślał, bo nie czuję jakby był moim ojcem i żeby odezwał się jak wydorośleje. Nigdy się już nie odezwał. To już 5 lat, jak olał mnie w najtrudniejszym momencie życia - matura, egzaminy, studia, przeprowadzka, szpital. Myślałam, że umiem sobie z tym poradzić, ale coraz częściej wracam do tych sytuacji myślami. Chyba nie potrafię już nikomu zaufać.

#ilRhx

Obecnie w metrze jest kampania przeciwdziałania samobójstwom u dzieci i młodzieży.
Hasło brzmi mniej więcej tak: "Rodzice dziecka, które popełniło samobójstwo oddaliby wszystko, by spędzić z nim jeszcze jeden dzień"

Przypomina mi się moja własna historia - ja, ok 16 lat. Autoagresja, kilka prób samobójczych i rodzice, którzy mówią "przestań się wygłupiać"
"Jak możesz nam to robić",
"przestań zwracać na siebie uwagę",
"z jakiego filmu to wzięłaś?",
"musisz sobie wymyślać problemy?".

Serio?

Chciałabym napisać, że pomogli mi w szpitalu - nie, wyrzucili mnie. :)
Nie mogli sobie poradzić z moją autoagresją.
Pomogła mi szkoła a potem sport. Dużo sportu, Mnóstwo sportu.

I żyję. Konsekwencje moich działań są widoczne na moim ciele.
Długo żałowałam.
A teraz sobie myślę, że przetrwałam bardzo trudną bitwę.

Jednak - chowam blizny pod rękawami.
Wielu z Was nie domyśliłoby się nigdy.

Chowam, bo ciężko mi wytrzymać spojrzenia.
Chociaż minęło już tyle lat,
Jestem jednak pewna, że jakbym wtedy umarła (próby w szpitalu mają większe szanse na niepowodzenie), moi rodzice stali by nad moim grobem i wrzeszczeli:
"Jak mogłaś nam to zrobić? I po co się wydurniałaś?"

Czasem się zastanawiam czy kiedykolwiek uwierzyli, że mam realny problem.

#GvSVh

Nigdy w życiu nic nie wygrałem, chociaż bardzo chciałem. Ostatnio wyszedłem do sklepu z moją 5-letnią siostrzenicą i ta, kiedy przechodziliśmy obok kiosku, powiedziała, że chciałaby zdrapkę. Kupiłem jej taką za złotówkę - wygrała dwójkę. Poprosiła o dwie zdrapki i tak dalej i dalej... 15 minut później była bogatsza o okrągłą stówę. Następnego dnia sam poszedłem do tego kiosku i kupiłem jedną zdrapkę - nic. Drugą - nic. Trzecią... po kilkunastu minutach wróciłem lżejszy o okrągłą stówę.

#XKi6T

Miałem straszliwy wypadek i po 3 tygodniach w szpitalu mogłem wreszcie wrócić do domu. Nie byłem zbyt sprawny fizycznie i nie mogłem zrobić wielu codziennych rzeczy, ale pocieszałem się tym, że czeka na mnie moja cudowna dziewczyna. Kiedy tylko przywieziono mnie transportem medycznym, ta powiedziała mi, że się wyprowadza, bo ona musi myśleć o przyszłości, a ja przecież nie będę miał pracy i w ogóle to strasznie ją z tego powodu zawiodłem i w ogóle to nieudacznik ze mnie. Po 4 latach związku...

No dzięki, dziewczyno! Nie mam teraz nóg, ale samymi rękami zarabiam więcej niż wcześniej. Warto było?
Dodaj anonimowe wyznanie