Moja dziewczyna miała operację przegrody nosowej w ostatni wtorek. W związku z tym nie będzie czuć zapachów przez najbliższy miesiąc.
Stałem się mistrzem puszczania cichaczy przy swojej kobiecie.
Nie dowie się, bo nie czyta anonimowych.
Kojarzycie mema z koreczkami dla teściowej z mydła, które wyglądają jak serowe?
A więc wpadłam na pomysł, aby też z kogoś tak zażartować. Akurat teściową mam cudowną, więc padło na znajomych, z którymi byliśmy umówieni na kielicha.
Miałam zabiegany dzień, więc nie miałam kiedy usiąść i coś zjeść, coś tam sobie podjadałam w międzyczasie.
Szykowałam różne przekąski, w tym właśnie te urocze koreczki. Wszystko gotowe, stół zastawiony, zostało trochę czasu do przyjścia znajomych, a ja nieogarnięta.
Zaczęłam szybko się malować, przebierać. Wszystko na pełnych obrotach. Poczułam skręt w żołądku, więc na szybko capnęłam pierwszą lepszą rzecz ze stołu i od razu wepchnęłam całość do ust i szybko pogryzłam. Zanim zorientowałam się co to, zdążyłam całość połknąć.
Znajomych przywitał mąż, bo ja wisiałam nad sedesem.
Nawet wódka nie była w stanie zniwelować mydlanego smaku.
Nie życzę nikomu, no, chyba że ktoś ma typową teściową z kawałów. Ale należy zachować przy tym wszelkie środki ostrożności.
Jestem psychiatrą dzieci i młodzieży. Praca trudna, ale daje mi bardzo dużo satysfakcji. Niemal rok temu na oddział trafiła 16-latka z ciężką depresją i, mówiąc ogólnie, skutkami długotrwałego zażywania pewnego narkotyku - stany lękowe, halucynacje, zaburzenia rytmu serca i parę innych. Po pewnym czasie doprowadziliśmy ją do jako takiego stanu, została wypisana z lekami, poradzono pójść na psychoterapię. Nie była chętna do współpracy, przez większość czasu siedziała, wpatrzona w okno albo ścianę, ale to nie jest niczym niezwykłym na tym oddziale. Pacjentkę odbierali jej rodzice. Znacie to uczucie, kiedy kojarzycie jakąś osobę, ale nie wiecie skąd? To było dokładnie to.
Po jakimś tygodniu doznałam olśnienia. Byli to moi dawni sąsiedzi - jeszcze na studiach przez dwa lata wynajmowałam pokój w bloku, gdzie generalnie wszyscy mieszkańcy byli w porządku. Poza nimi. Wówczas dziewczynka miała jakieś 5-6 lat, często nie płakała, a ryczała - nawet nie wiecie, jaki to rozdzierający dźwięk i straszne uczucie, kiedy się to słyszy, a nie da nic zrobić, kiedy dziecko woła "mamo! mamusiu!" przez pół godziny, aż pada ze zmęczenia; nigdy nie widziałam, żeby rodzice ją dotykali - trzymali za rękę, nosili, raz, kiedy upadła, nie podnieśli jej, tylko stali nad nią i beznamiętnie mówili "Madziu, wstawaj". Miała starsze rodzeństwo, chyba brata, i jego traktowali normalnie.
Razem ze współlokatorkami zgłosiłyśmy sprawę na policję, ale przyszli, popatrzyli, i nic z tego nie wynikło, bo przecież zadbane, czyste, najedzone, nie bite, płaczliwe, nic niezwykłego, a nagrania płaczu nie zrobiły na nich wrażenia.
Niedawno rozmawiałam ze znajomą psychoterapeutką i od słowa do słowa doszłyśmy do tego, że była u niej ta właśnie Magda. Okazało się, że jednak ojciec ją bił, matka nie reagowała, bratem się niby zajmowali, ale był zastraszany; ona, nie mogąc wytrzymać, uciekła z domu, w końcu została odnaleziona, nie mogąc znaleźć spokoju w rzeczywistości uciekła w świat narkotyku, którego zdobycie, jeśli się wie w jaki sposób, nie jest trudne.
Nie wiem, co jest najsmutniejsze w tym wszystkim - zachowanie rodziców, policji, szkoły (na pewno było widać różnicę w zachowaniu)? Trudno powiedzieć. Nie jest to odosobniony przypadek, wręcz jest ich coraz więcej, patologia ma różne oblicza. A wy nie wahajcie się zgłaszać takich przypadków, bo może się uda i pośrednio zapobiegniecie kolejnym takim katastrofom.
Hejka. Jestem na ostatnim roku studiów. W 2 klasie liceum poznałem dziewczynę. Ten sam rocznik tylko inny profil klasy. Bardzo skromna dziewczyna, typ trochę kujonki. Od samego początku była bardzo niedostępna. Można powiedzieć że mnie olewała. Ja, mimo to, dalej za nią szalałem.
Zgodziła się na związek po prawie roku przyjaźni. Dalej była nieprzystępna. Nie chciała się przytulić, pocałować. Na chyba piątej randce wyjaśniła mi tego powód.
W 1 klasie gimnazjum padła ofiarą molestowania. Trwało to przez prawie 11 miesięcy. Sprawca dostał karę więzienia, ale nie była jakoś mocno surowa. Postanowiłem powoli przełamać jej lęki. Bardzo miłymi chwilami jak oglądanie razem filmu, pójście do parku na piknik, wyjście na lody. Po maturze wyjechaliśmy razem do Warszawy na studia. Nie byliśmy biedni, pochodzimy z normalnych rodzin.
Wynajmowaliśmy we dwoje jeden pokój. Moja luba zapisała się nawet do psychologa. Ja wiernie czekałem aż się zdecyduje na pierwszy raz i wspierałem w terapii. Psychologiem był mężczyzna już dosyć starszy. Miał syna, trenera personalnego. Zgadnijcie z kim spotykała się bardzo prywatnie... Dowiedziałem się o ich rozmowach na Messengerze przez przypadek. Dowody miłości, serduszka. Jej wypady na zakupy, do biblioteki okazały się spotkaniami z tym facetem. Dobiło mnie to...
Aktualnie nie mieszkamy razem. Przeniosłem się do akademika. Nadal ją bardzo kocham. Wydzwania, przeprasza, tłumaczy się. Bardzo jest możliwe, że wrócimy do siebie, ale to teraz ja potrzebuję czasu...
Czekałam cały rok, oszczędzając forsę, na początek sprzedaży biletów na mecz Irlandia Anglia (rugby), wiedząc, że wyprzedadzą się w kilka minut. Punktualnie o dziesiątej zalogowałam się na stronę i... zadzwonił mój szef. Jak skończyliśmy rozmawiać było 5 po dziesiątej i biletów już nie było...
Nie lubię gdy ktoś przeklina więc sama też staram się tego nie robić. Wydawało mi się, że znam może ze trzy przekleństwa i chociaż nie raz się słyszało jak ktoś rzuca soczystym mięsem to ja po prostu po jakimś czasie zapominam te zasłyszane słowa bo nie przywiązuję do nich uwagi.
Niestety tylko mi się wydawało, jak wszyscy wiemy mózg przechowuje miliardy zdobytych w ciągu życia informacji ale nie zawsze zdajemy sobie sprawę z ich posiadania, w tym też przekleństwa.
Od urodzenia miałam problemy z zatokami.
Wreszcie po latach walki, kiedy miałam 15 lat zdecydowano się zrobić mi zabieg pod narkozą który raz na zawsze miał pozbyć się problemów.
Zawsze byłam grzeczną dziewczyną a dorośli mnie lubili dlatego tak mi wstyd tego co się stało zaraz po zabiegu.
Wybudzono mnie z narkozy i zaczęłam być na wpół świadoma tego co się dzieje, więc kiedy wyciągali mi rurkę intubacyjną czułam ból i strach. Kiedy wreszcie mogłam złapać powietrze,( będąc na ponarkozowym haju) moje ciało jakby coś opętało i zaczęłam w złości klnąć na te biedne pielęgniarki i lekarzy, wyzywać ich wypowiadając przekleństwa i wyzwiska których teraz nie mogę sobie przypomnieć, pamiętam tylko, że była to bardzo elokwentna wiązanka oraz, że takie wydarzenie miało miejsce. Nic więcej nie potrafię sobie przypomnieć.
Do tej pory mi wstyd.
Myślę że coś jest ze mną nie tak.
Nie odczuwam normalnie emocji. Nie posiadam żadnych traum po wydarzeniach z przeszłości. Dlaczego myślę, że powinnam je mieć? Kilka przykładów.
Gdy miałam 7 lat widziałam mojego sąsiada wiszącego na sznurze w drzwiach. Postanowił się powiesić. Wracałam z zabawy z podwórka. Byłam pierwszym świadkiem zdarzenia. Spokojnie poszłam do mojego mieszkania (drzwi obok) i powiedziałam mamie co zobaczyłam po czym włączyłam telewizję i jak gdyby nigdy nic zjadłam obiad. Nie wpłynęło to na mnie.
Byłam molestowane w wieku 11 lat. Znajomy rodziny. Zdarzyło się to raz. Nie powiedziałam o tym rodzicom, ale gdy on do nas przychodził nie oddalałam się zbytnio od rodziców, chciałam być na widoku, cały czas wbijając w niego wzrok, tak, żeby czuł się niekomfortowo. Po jakimś czasie przestali do nas z żoną przychodzić. Milczenie przerwałam dopiero 2 lata później, gdy dowiedziałam się, że mają adoptować dziecko. Jego żona była bezpłodna. Faktem molestowania nie czuję się jakoś pokrzywdzona.
Mając 16 lat upiłam się i zostałam zgwałcona. Nie było to nic brutalnego. Po prostu znajomy postanowił wykorzystać szansę, że nie kontaktuję. Tym też nie czuję się pokrzywdzona. Częściowo moja wina, upiłam się. Jednak, jak sądzę dla rozrywki, postanowiłam mu zniszczyć psychikę wyrzutami sumienia i szantażami o wyjawieniu prawdy. Odpuściłam gdy trafił do szpitala psychiatrycznego po próbie samobójczej. Też się nie czuję pokrzywdzona, wyrzutów sumienia brak.
W sumie to znalazłoby się tego trochę więcej, ale nie pewnie nie zdawałam sobie sprawy, że byłam w jakimś zagrożeniu i o sprawie zapomniałam. Nigdy wcześniej nie myślałam, że coś jest ze mną nie tak. Później dotarłam tutaj, przeczytałam tyle wyznań o rzeczach, które mnie by nawet nie obeszły, a u innych wywarły traumę, że zaczęłam się zastanawiać czy to ludzie są tak słabi a ja mam tak mocną psychikę, czy jednak mam w sobie coś z psychopaty?
Luuz, zapisałam się już na analizę psychiatryczną. W sumie z ciekawości.
Uwaga - będzie obrzydliwie.
Domowe zacisze, zwykły wieczór. Jedyne, co miałam jeszcze tego dnia do zrobienia, to wzięcie prysznica i pójście spać.
Wchodzę więc pod prysznic i zaczynam się myć, aż tu nagle... Odkryłam, że na mojej prawej... ekhm... "niższej" wardze jest pryszcz. Nie taki normalny pryszcz, tylko ogromny, biały, stożkowaty ropniak. Z racji, że jestem fanką wyciskania takich rzeczy (wiecie, wrastające włoski, podrażnienia po goleniu i takie tam), bardzo się ucieszyłam i od razu zabrałam do roboty. Pryszcz był jednak dosyć niefortunnie umiejscowiony, tak na samym środku wargi, więc niewiele myśląc, złapałam ją miedzy palce i lekko "wykręciłam" w moim kierunku, żeby widzieć, czy aby na pewno robię to dobrze. Szybki, mocny ścisk i...
Potężna porcja ropy wyleciała z ogromną prędkością w powietrze i wylądowała prosto w moim prawym oku.
Jeszcze nigdy w życiu nie czułam takiego zażenowania i obrzydzenia jednocześnie.
W firmie była duża impreza dla pracowników. Jedyna osoba, z którą nawiązałem jakikolwiek kontakt, była 4-letnia córka mojej koleżanki z biura. Zanim wyszły, mała dała mi talerzyki i serwetki z namalowanymi przez nią wesołymi buźkami, żebym "miał jakichś przyjaciół i nie był całkiem sam".
Mój związek dotknął kryzys. Po kilku latach z moim chłopakiem coś się wypaliło, oboje zaczęliśmy się mijać zamiast być ze sobą. Przeszło mi przez głowę, by spotykać się z kimś innym – było już tak źle, że nawet poszłam na jedną randkę.
I wtedy, siedząc z tym obcym człowiekiem przy winie i opowiadając o swoim życiu, złapałam się na czymś. Większość z tych wszystkich śmiesznych i ciekawych w moim mniemaniu historii, którymi chcę dzielić się z innymi, to wspólne wspomnienia – moje i mojego chłopaka.
Poprawka: dziś narzeczonego. Po tamtym, niby niepozornym zdarzeniu, uświadomiłam sobie, jak wielką część mojego życia stanowi mój partner. I że taka więź jest bezcenna.
Poszłam na kompromis, zaczęliśmy pracować nad związkiem i dziś szykujemy się do ślubu. Wiem, że to z nim chcę spędzić resztę mojego życia – i kolekcjonować kolejne piękne wspomnienia.
Dodaj anonimowe wyznanie