Już dziś wiem, że nadchodzące święta będą dla mnie ogromnym przeżyciem.
W tym roku mój syn, który mieszka i pracuje w Anglii, w końcu dostał urlop w okresie świątecznym. Pierwszy raz od pięciu lat przyjedzie na święta do domu. Dziś się o tym dowiedziałam i w tym momencie jestem najszczęśliwszą matką na świecie!
To niezwykle banalne, ale zarazem najwspanialsze co może się przytrafić - spędzać okres świąt ze swoim dzieckiem.
Jestem osobą spokojną, niekonfliktową, zawsze staram się postrzegać sprawy obiektywnie. Powszechnie jestem uważana za osobę dobrą i pomocną. Nikt nie spodziewałby się, że życzę najgorszego członkowi mojej rodziny.
Oprócz rodziców i rodzeństwa mieszkam z wujkiem, starszym bratem mamy, który ma coś z głową i nie ma miejsca w świecie.
To jest właśnie osoba, której życzę śmierci.
Nie życzyłam jej nawet osobom, które znęcały się nade mną w podstawówce. Ale tym człowiekiem gardzę najbardziej na świecie, bo powoli zabija moją rodzinę, mnie, ale najpierw uprzykrza życie. Jak? Papierosami.
Zamyka się w swoim pokoju i pali w nim. Ma wiecznie otwarte okno, ale to nic nie daje. Kiedy wychodzi z pokoju i zostawia otwarte drzwi, można zejść. Smród ten potęguje również jego brak higieny (co sprawia, że brzydzę się dotknąć po nim czegokolwiek, nawet obiadu nie zjem, jeżeli on wcześniej dotknie łyżkę do nakładania ziemniaków. Od razu odbiera mi apetyt) i trzymanie wypalonych petów w foliowych workach.
Mam pokój najbliżej jego, niestety mój pokój jest strasznie zimny i powinnam mieć otwarte drzwi, żeby wpuszczać ciepło, ale nie mogę, bo wleci ten smród. Zainwestowałam w automatyczny odświeżacz powietrza, ale jestem strasznie wrażliwa na sztuczne zapachy i głowa mnie od nich boli. Ale psikam nim na korytarzu i schodach, bo się nie da wytrzymać. A swój pokój zamykam.
Mama i babcia prosiły, żeby palił na podwórku, ale jest uparty. Poprosiłam go, żeby chociaż zamykał drzwi, jak wychodzi z pokoju.
Jak mi odpowiedział?
— To noś maskę.
Oraz:
— Sama śmierdzisz.
Mam dość. Nie można go wyrzucić, bo nie ma gdzie pójść, nawet nie dałby rady się sam utrzymać.
Jedyną nadzieją jest dla mnie, że jest ciężko chory i czekam tylko, aż umrze, a lekarze mówią, że palenie temu sprzyja.
To okropne, ale będę się szalenie cieszyć, aż on umrze. Nawet, jeśli wcześniej się wyprowadzę. Przynajmniej moja rodzina przestanie być biernymi palaczami.
Wczoraj mój chłopak wrócił z roboty bardzo niepocieszony. Okazało się, że został wyrzucony z pracy. Chciałam go jakoś pocieszyć. Zrobiłam pyszną kolację, otworzyłam wino. Podczas jedzenia usiłowałam wyciągnąć od niego jakieś informacje na temat powodu tego zwolnienia. W końcu mi się udało.
Okazuje się, że miłość mojego życia, słońce na moim niebie, mężczyzna, który miał być ojcem moich dzieci został złapany na gorącym uczynku podczas posuwania praktykantki na kserokopiarce…
Niedawno były Mikołajki, a, że mamy dwójkę dzieci, to do prezentów z tej okazji dorabiamy otoczkę, by było to bardziej "magiczne" wydarzenie dla dzieciaków. Żeby uniknąć zdemaskowania przebranego za Mikołaja członka rodziny, to postawiliśmy z mężem na dzwonek, którym dzwoni któreś z nas na podwórku, że niby sam Święty przybył na swych saniach i zadzwonił, by dać znać, że przywiózł im paczki.
Dzieci są zachwycone, opowiadają potem rodzinie o tym, jak to słyszały Mikołajowy dzwonek i w ogóle łaaał... Lata temu, jeszcze zanim przyszły na świat nasze dzieci, dostałam na urodziny od męża dzwonek z napisem: "Dzwonek na sex". I jest to jedyny dzwonek w naszym domu.
O tym, jak przekonałam policjantów do swojej niewinności.
Jakieś 1,5 roku temu dowiedziałam się przypadkiem, że jestem o coś podejrzana i niedługo zawita do mnie policja. Powiedział mi to mój tata, a ja do dzisiaj nie wiem skąd to wiedział. No nie powiem, przestraszyłam się i zaczęłam pisać do znajomych, czy nie wiedzą o co chodzi. Od kumpla (który był na komisariacie na przesłuchaniu w tej sprawie) dowiedziałam się, że parę tygodni wcześniej jakąś para dość drastycznie pobiła pewnego chłopaka, a jedynym dowodem w sprawie jest nagranie, na którym widać ową parę. Podobno dziewczyna z nagrania była nieziemsko do mnie podobna i ktoś powiedział o tym policji. Ja, wiedząc, że to nie ja, już trochę spokojniejsza, zaczęłam myśleć co w danym dniu robiłam.
Parę dni później ktoś puka do drzwi, otwieram, a tam panowie policjanci. Grzecznie wpuszczam ich do środka, uspokajam psa i pozwalam panom mówić.
Pierwsze pytanie - co robiła pani tej nocy, no to ja mówię, że byłam w domu z chłopakiem i przyjacielem. Panowie twierdzą, że nie, i że mają na to dowody. Jeden z nich wyciąga telefon, pokazuje mi nagranie. No prawda, dziewczyna podobna do mnie, ten sam wzrost, kolor i długość włosów też się zgadza, tylko że wiem, że mnie tam nie było. Jeszcze raz zerkam na nagranie i dużo nie myśląc wypaliłam "Bardzo bym chciała nią być, widzą panowie, jakie ona ma cycki?".
Nie wiem, czy bardziej się cieszyłam, że mi uwierzyli, czy bardziej było mi smutno, że tylko przeprosili i sobie poszli...
Drodzy Anonimowi, lubicie lektury szkolne? Bo ja nie lubiłam. Nie przepadałam też ogólnie za polskim i literaturą, jestem typowym matfizem. Do czasu aż zakochałam się na zabój w bohaterze takiej książki.
Tak, dobrze czytacie. Zakochałam się w bohaterze pieprzonej lektury szkolnej, jebanego dramatu romantycznego. Nikt nie lubi niedopowiedzeń, więc chodzi o Konrada z III części Dziadów. W ogóle nie planowałam tego czytać, ale facet na polskim tyle czasu gadał o maturze i lekturach z gwiazdką, że dla świętego spokoju wypożyczyłam. I to był błąd.
Całe Dziady przeczytałam trzy razy, wszystkie sceny z Kondziem niezliczoną ilość razy, a samą Improwizację znam prawie na pamięć i w tym momencie uważam ją za jeden z najpiękniejszych, najbardziej wzruszających fragmentów polskiej literatury. Kiedy to czytałam, miałam łzy w oczach. Czułam wszystkie emocje Konrada, jego ból, rozpacz i nienawiść, i chyba przez te wszystkie uczucia naprawdę go pokochałam. Za pasję i wrażliwość, gotowość do poświęcenia własnej duszy dla ocalenia narodu, rozdarcie wewnętrzne między miłością do ludzi a poczuciem wyższości i ten przepiękny, rozpaczliwy bunt wobec boga. W pewnym momencie chciałam znaleźć się w tej celi i go przytulić, pocałować, powiedzieć, że będzie dobrze.
Wyczytałam w necie, że jest taki film Lawa, włączyłam sobie i ryczałam jak głupia. Kiedy chłopak z klasy powiedział, że improwizacja to dla niego niezrozumiały bełkot rozhisteryzowanej cioty poczułam się jakby obraził mnie personalnie. Teraz przeglądam neta w poszukiwaniu jakichś ładnych grafik lub fanfików z moim kochanym Kondziem, ale nie ma prawie nic.
Piszę to tutaj, bo nie umiem nikomu powiedzieć, a muszę to z siebie wyrzucić. Doskonale wiem, że mój Konrad nie istnieje, i wcale nie był takim aniołkiem jak go przedstawiłam, ale to nic nie zmienia. Mam nadzieję, że może chociaż zachęcę kogoś do przeczytania Dziadów, żeby zobaczyć co laska z anonimowych widzi w tym typie. Puenty nie ma, morału brak. Liczę że mi przejdzie, a jakby ktoś mógł podlinkować jakieś obrazki lub fanfiction, nie obiecuję rządu dusz, ale będę bardzo wdzięczna.
Uwielbiam wciągać nosem proszek, który zostaje na dnie kartonu z herbatą.
Lubię to uczucie i aromat earl grey w nosie.
Z serii "Mój tata śmieszek".
Miałam 14 lat. Mój brat - kilka miesięcy.
Jestem małym klonem taty i na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że nie jestem adoptowana.
Do sedna:
Kiedyś byliśmy razem w sklepie - ja, tata i brat. Sięgałam po jakieś mleko, czy coś takiego. Nagle brat zaczął marudzić. Tata śmieszek wziął go na ręce mówiąc "Chodź, Brajanku. Chodź do dziadka. Dziadek cię weźmie na rączki"...
Miny moherów bezcenne :D
PS Brat ma staropolskie imię. I na pewno nie jest to Brajan ;)
Mój chłopak wstawił na Facebooka zdjęcie z nocnej imprezy w barze... ze swoją byłą. Kolejne zdjęcie pojawiło się rano i widać było na nim, że leży w jej łóżku.
Do tej pory nie wiedziałam, że trwamy w tak bardzo otwartym związku i sypiamy z innymi ludźmi.
Kilka dni temu obudziłam się z silną potrzebą skorzystania z toalety. Byłam tak zaspana, że sądziłam iż dotarłam do łazienki, a w rzeczywistości zsikałam się do łóżka.
Dodaj anonimowe wyznanie