Ten sylwester był najlepszym, jaki mogłem sobie wyobrazić. O pierwszej w nocy zadzwonił mój telefon - usłyszałem zapłakany głos matki: „Rafał się obudził!”. Nie mogłem powstrzymać łez, tak wielkie szczęście mnie przepełniło.
Mój brat wybudził się ze śpiączki, w którą zapadł 2 miesiące temu, po tragicznym wypadku samochodowym. Przed Rafałem długa droga do zdrowia, ale wiem, że już będzie tylko lepiej. Ten rok należy do niego!
Wybrałam się do galerii, żeby w gorączce przedświątecznych zakupów dokupić ostatnie prezenty. Wszystko, czego mi trzeba znalezione, kilka minut w kolejce odstane, jestem przy kasie, płatność kartą. Transakcja zbliżeniowa została odrzucona, kasjerka wpięła moją kartę do terminalu i prosi mnie o PIN. I co ja na to? Zaczęłam jej podawać swój PIN...
Podziwiam jej opanowanie, że nie parsknęła mi śmiechem w twarz, kiedy prosiła mnie o wpisanie go na terminalu.
Muszę się przyznać od pewnego czasu korciło mnie by przejrzeć SMS-y chłopaka... Cóż, już go nie mam. Okazało się, że wyznawał miłość swojej byłej dziewczynie i pisał, że nie wie jak ze mną zerwać.
Jak byłem dzieciakiem, to mieszkałem z rodzicami w bloku. Miałem swoich najlepszych kumpli, z którymi robiliśmy różne głupie rzeczy – od detonacji własnoręcznie robionych ładunków wybuchowych, po budowanie gigantycznych bałwanów na miejscach parkingowych. Na parterze naszego bloku mieszkał wyjątkowo irytujący sąsiad, który ciągle miał do nas jakieś pretensje i tylko czekał, aby o jakąś pierdołę się przyczepić. A okazji było dużo.
Przyszła wiosna. Temperatura była jeszcze dość niska, ale wszystko wyraźnie już wracało do życia. Nad wejściem do klatki, jakieś trzy metry nad ziemią, zamontowany był taki, okryty papą, daszek, na którym siedzieliśmy sobie i łapaliśmy pierwsze w tamtym roku promienie słońca. Na daszek wchodziło się oknem z klatki schodowej. Sąsiad oczywiście zorientował się, że tam koczujemy i zaczął drzeć się, żebyśmy stamtąd natychmiast zeszli. Kiedy obscenicznymi gestami daliśmy mu do zrozumienia, że absolutnie nie mamy zamiaru podporządkować się jego życzeniom, rozsierdzony do nieprzytomności wskoczył w swe domowe łapcie, podbiegł do okienka i zaczął gramolić się na daszek, aby osobiście nas z niego ściągnąć. My tymczasem zeskoczyliśmy na trawę. Zamiast spieprzać gdzie pieprz rośnie, weszliśmy z powrotem do klatki i… zamknęliśmy okno, odcinając tym samym sąsiadowi drogę powrotu do domu.
Siedział tam pół godziny, bo bał się skoczyć. Krzyczał, trząsł się z zimna, błagał, odgrażał się, usiłował nawet rzucać w nas swoimi kapciami. W końcu z opresji uratował go przechodzący koło bloku dozorca.
Po tej akcji zapał irytującego sąsiada jakby trochę zelżał...
Mój krótki opis: Jestem szczupła, aparycję mam niebrzydką. Jedyne co robię wokół siebie to dokładne mycie się (nie maluję się, nie golę, nie szukam ubrań, które wyglądają, a tylko takie, które są wygodne i praktyczne). Mam też w życiu pecha - jestem ofiarą gwałtu, a w późniejszym czasie kilkukrotnego molestowania przez osoby zupełnie sobie obce i ze sobą nie powiązane.
Codziennie zadaję sobie pytanie, dlaczego przyciągam do siebie takich ludzi. Moje zachowanie wśród obcych jest zupełnie pozbawione jakiegokolwiek seksapilu, a mimo to w swoim krótkim życiu spotkało mnie tyle nieszczęść i obrzydliwych sytuacji, o których nie mówię nigdy publicznie. Bardzo boję się victim blaimingu i nie znoszę, gdy jest on kierowany do innych dziewczyn, więc gdyby spotkał mnie personalnie wiem, że bym się nie wybroniła i współczuję ofiarom muszącym się tłumaczyć z tego, że po prostu istnieją w złym czasie i złym miejscu. Mam nadzieję, że za kilkadziesiąt lat społeczeństwo dojrzeje i będę mogła opowiedzieć swoją historię z podniesioną głową, a bohaterem historii będą moi oprawcy, a nie moje bokserki i koszulka ze zbyt krótkim rękawkiem.
Wigilia. Wiadomo, jedzą, piją i tak dalej. I ja sobie nie żałowałam pyszności. Całą kolację czułam lekkie wzdęcia, ale zignorowałam to i poszłam z resztą na pasterkę... i się zaczęło.
Podtruwałam całą ławkę moimi cichymi zabójcami, a smród był taki, jakby koń się załatwił. Moja rodzina zwaliła winę na pana siedzącego obok i kadzidło, a mi było zbyt wstyd, żeby się przyznać.
Przepraszam, proszę pana...
Nigdy więcej tak się nażreć. Nigdy.
Zawsze śmiałam się z ludzi, mówiących, że dupa ich oszukała. No bo jak to tak, nie rozpoznać? Lecz w końcu przyszła pora na mnie.
Zapewne kojarzycie ten moment, gdy zmęczeni po całym dniu wchodzicie do domu, ściągacie buty i już zaraz czeka Was gorący prysznic. Nie od dawna wiadomo, że ciepło rozluźnia mięśnie i nawet ja zdawałam sobie z tego sprawę. Wtedy właśnie poczułam potrzebę delikatnego bączka, nie jakiś nadzwyczajny, taki zwykły.
Bączek, a raczej bączur okazał się być zdradzieckim skurczysynem i wystrzelił piekącą kebabową sraczką, tworząc na mojej wannie cudowną mozaikę...
Moi drodzy, dupa mnie oszukała.
Historia działa się, gdy chodziłam do podstawówki. Na osiedlu krążyła legenda o nawiedzonym domu. Razem z przyjaciółką postanowiłyśmy zaszpanować czymś więcej niż zestawem plastycznym i wyjaśnić tę sprawę. Najprostszą drogą do sprawdzenia co znajduje się w środku domu były okna na parterze. Koleżanka, nazwijmy ją Magda, stwierdziła, że poświęci się i jako pierwsza przez nie zajrzy. Według jej relacji nie ujrzała nic strasznego, jedynie włączony telewizor. Magda była jednak uparta i czekała na dalszy rozwój wydarzeń. Po jakimś czasie zorientowała się, że nie obejrzała całego pomieszczenia i dopiero wtedy zobaczyła nieznanego pana i panią w wiadomej czynności. ;) Nie zniesmaczyło jej to jednak i wgapiała się przez okno jak w najlepszą wieczorynkę. Opisywała mi wszystko ze szczegółami. Zachęcała, by podejść, ale byłam (i nadal jestem) grzeczna, więc nie skusiłam się na tę propozycję. Dodatkowo po jakimś czasie znalazła nas jej mama i dostałyśmy reprymendę na temat zaglądania innym do mieszkań, ale na szczęście nie interesowało jej co widziałyśmy.
Krótko mówiąc, tamtego popołudnia nastoletnie łowczynie duchów usłyszały jęczenie, ale niestety nie zjaw.
Będzie obrzydliwie. Żeby nie było, że nie ostrzegałem :)
Wielu z was, będąc dzieckiem słyszało pewnie wiele razy czy to od rodzica czy opiekuna, że higiena osobista jest bardzo ważna i należy o nią dbać. A tym bardziej jeśli chodzi o strefy intymne. Mi też mama nie raz to powtarzała. Jednak będąc małym mną, gdy tylko się do tego zabierałem szybko się zniechęcałem gdyż każde dotknięcie tzw. żołędzia skutkowało niesamowitym pieczeniem. A jako dziecko to wiadomo: boli? nie tykaj.
I tak to trwało. W międzyczasie doszła masturbacja, po której się nie myłem, bo szczypie.
W wieku 14 lat (tak, historia toczy się od czasów gdy miałem około 6-7 lat) natrafiłem w internecie na taki termin jak "stulejka". Miałem dokładnie tak jak było opisane w definicji. Bałem się, przejmowałem, już chciałem powiedzieć rodzicom, ale postanowiłem w pierwszej kolejności poradzić sobie samemu.
Poszedłem do łazienki, odkręciłem letnią wodę i zaczynamy. Powoli, ale z bólem udawało mi się ściągać coraz więcej napletka. Aż w końcu to ujrzałem. Wielkie pokłady "sera" u dołu żołędzia, tak duże jakie jesteście sobie w stanie wyobrazić. Wszędzie, dookoła. Nie było mi niedobrze na szczęście, musiałem się wziąć do roboty. Ser odchodził powoli, płatami, jakbyście skrobali mokry tynk. Było tego mnóstwo, na szczęście nie śmierdziało - przynajmniej dla mnie. Spędziłem w łazience grubo ponad pół godziny tylko na tej jednej czynności, bez przerwy. Wtedy to uświadomiłem sobie, że nie była to żadna stulejka, tylko po prostu miałem wszystko posklejane pokładami zaschniętego nasienia i innych brudów. Ale udało się, wyszedłem z łazienki czysty jak nigdy przedtem.
Od tej chwili minęło około 10 lat, mam teraz bzika na punkcie higieny, myję się teraz wszędzie, na szczęście już nie szczypie :')
Jestem taka leniwa, że zawsze mam słoik pod łóżkiem, by nie musieć w nocy chodzić do toalety.
Dodaj anonimowe wyznanie