Codziennie rano muszę się golić na twarzy, ale tylko szyja, broda i trochę policzki. Wąsików nie golę. Mam bardzo obficie owłosione nogi, uda, brzuch i pupę. Włosy rosną mi niestety także na całych piersiach i dekolcie. Jestem brunetką i dlatego włosy są czarne i bardzo gęste. Mimo że jestem podobno fajną i zgrabną laską, to bardzo boję się momentu, gdy facet zobaczyłby mnie taką, jaką jestem naprawdę. No bo jak mu to powiedzieć?!
Mam kogoś, z kim spotykam się na kawę, idziemy do kina i... Bardzo mi na nim zależy, ale z przerażeniem myślę o chwili, gdy będziemy sam na sam. Już widzę jego minę, a ja?! Przecież muszę mu powiedzieć prawdę, ale jak? Nie wiem, naprawdę nie wiem co robić. Czy on to zaakceptuje? Jestem bardzo spragniona bliskości. Nigdy do tej pory nie miałam faceta przez to cholerne owłosienie. Nie mam się z kim podzielić swoim problem i dlatego piszę.
Kiedyś, jak byłem jeszcze małym szczylem z głupimi pomysłami, razem z bandą dzieciaków poszliśmy do osiedlowej wypożyczalni kaset video, aby wykonać pewną akcję dywersyjną. Rozleźliśmy się między półkami i dyskretnie, niczym wzorowi wojownicy ninja, podmienialiśmy kasety z „normalnych” filmów na te, które znajdowały się w pudełkach z wyższej półki, czyli tam, gdzie znajdowała się sekcja dla dorosłych. Tak więc na przykład osoba, która chciała zobaczyć „Batmana”, dostawała „Sperminatora 2”, a jakiś nieszczęśnik chcący rozkoszować się seansem „Pretty Woman” skazany był na „Powrót Analnego Banity”.
Następnego dnia podczas śniadania tata powiedział, że wieczór wcześniej obejrzał razem z mamą film, który zrobił na nim duże wrażenie i koniecznie powinienem go sam zobaczyć. Była to kreskówka - „Piękna i Bestia”. Wypożyczalnię osiedlową mieliśmy tylko jedną, a ja osobiście powkładałem kasety z produkcjami Disneya do pudełek z najbardziej ekstremalnymi i wulgarnymi niemieckimi ślizgaczami. Zawsze zastanawiałem się, jakimi zepsutymi psycholami musieli być ludzie, którzy te plugawe produkcje wypożyczali. Tamtego nieszczęsnego poranka poznałem odpowiedź na to pytanie...
Moja dziewczyna oznajmiła, że już ma dla mnie prezent z okazji Walentynek. Zarezerwowała nam podwójną wizytę w studiu tatuażu, żebyśmy mogli sobie wytatuować swoje inicjały.
Na moje przerażenie zareagowała spokojnie: „Nie martw się, przecież nie w widocznym miejscu, no coś ty! Możemy sobie zrobić na pośladkach albo gdzieś w okolicach klatki piersiowej”.
Naprawdę, ona myśli, że mnie uspokoiła? Ratunku!
Mam potwornie mieszane uczucia wobec chorej sytuacji, która ostatnio zaszła. Razem z mężem i rocznym synkiem mieszkamy w mieszkaniu, które przejściem połączone jest z mieszkaniem jego 38-letniej siostry. Oba znajdują się w jednym domu. Taki stan rzeczy wynika z tego, że duże mieszkanie zostało podzielone na dwa osobne przez jego rodziców dekady temu, z myślą, że kiedyś oni zajmą jedno, a któreś z dzieci drugie. Wyszło inaczej. Oni wyjechali do Anglii na stałe, my wykupiliśmy od nich połowę. Ważnym faktem jest to, iż owa siostra jest starą panną, nigdy nie była w związku, z marnym życiem towarzyskim i brakiem pracy, żyjąca z pieniędzy rodziców, bo ona ma jeszcze czas. Nie nasza sprawa. Unikam proszenia jej o pomoc przy dziecku, ale jak to w życiu bywa, czasem muszę. Pracuję umysłowo z domu, ale co jakiś czas muszę podjechać do biura załatwić parę rzeczy. Ważnym jest też to, że owa kobita komputera nie ma, średnio umie go obsługiwać.
Jakiś czas temu poprosiła mnie, abym udostępniła jej komputer, bo chce napisać CV. Wpuściłam ją i sama pojechałam z małym na zakupy. Tydzień później zostawiłam jej dziecko. Wróciłam szybciej niż myślałam, że będę. Zastałam szwagierkę zapinającą w popłochu koszulę i poprawiającą na szybko stanik. Tłumaczyła się, że mały koszulkę jej ubrudził. Coś mi ten pośpiech i zmieszanie na twarzy nie pasowały, ale co miała niby robić - striptiz?
Dzisiaj się dowiedziałam, szukając czegoś w historii przeglądania, znalazłam zapytania "jak rozbudzić laktację", "leki mlekopędne" sprzed około półtorej tygodnia. Siostra męża zawsze była lekko stuknięta na punkcie bratanka i chyba zazdrosna o jego przywiązanie do mnie, ale o tak chorą jazdę jej nie posądzałam - próbować karmić cudze roczne i już trochę rozumiejące dziecko? By rozwiać wszelkie wątpliwości - spytałam ją o to. Rzecz jasna nie przyznała się, ale było widać, że jest zakłopotana. Można było by mieć nadzieję, że to zbieg okoliczności, gdyby nie uwaga rzucona na koniec rozmowy - "może i ktoś powinien go tak karmić, jeśli ty się do tego nie nadawałaś i ci się nie chciało. Taka bliskość jest ważna dla dziecka, a on biedny jest jej pozbawiony".
Cóż, urodziłam wcześniaka w 26 tygodniu, sama miałam rozległy krwotok i zamiast walczyć o laktację, walczyłam o życie. Sama nie wiem, co teraz czuję - rozgoryczenie, złość, obrzydzenie czy zażenowanie.
Rozmawiałam ostatnio ze znajomą panią okulistką, opowiadałam mi o swoim ostatnim dyżurze w szpitalu i naprawdę nie mogę uwierzyć, że ludzie są aż tak głupi.
Przyszła na SOR dziewczyna z przeciętnym okiem i powieką całkiem na pół. Zapytana o to jak to się stało powiedziała, że malowała sobie rzęsy i jak to niektóre tusze potrafią bardzo te rzęsy skleić, więc dziewczyna długo nie myśląc poszła po żyletkę, bo przecież nada się do tego doskonale (!). I tą żyletką próbowała rozkleić, pech chciał że ręka poleciała jej za mocno... W efekcie ma przeciętą gałkę oczną, co podobno nadaje się do szycia.
No i tak jak wspominałam powieką całkiem na pół. Ludzie serio, ktoś miewa takie pomysły?
Janusz biznesu.
Jeden ze znajomych pochwalił się, że kupił dwa flakoniki perfum, bo drugi był za 1 grosz. Takie jedne perfumy wystarczają na długo, to on już przez bardzo długi czas nie będzie musiał tego kupować. Zapach, jak sam przyznał, taki sobie, "może być", ale w końcu zadowolony, bo zaoszczędził. Koszt tych "perfum" to około 30 zł, więc chodził zadowolony.
Po kilku miesiącach przychodził do pracy coraz bardziej wypsikany. Do tego stopnia, że aż było to odczuwalne z daleka. Zapytany czemu tak mocno czuć powiedział, że pryska jak najwięcej, żeby szybciej się skończyły, bo już mu się zapach znudził.
Przynajmniej zaoszczędził :D
Głupota ludzi w internecie mnie powala. Czytałam komentarze pod jakimś postem na forum o zwierzętach. Co tam się odwaliło.... Jedna babka stwierdziła, że skoro jakaś karetka jest wolna, to czemu nie miałaby pojechać np. do chorego psa, w końcu stworzenie żywe to stworzenie żywe. Oczywiście inne równie "inteligentne" osoby poparły ten pomysł.
Jeżdżę na karetce niecały rok. Tam nie ma dużo wolnego czasu. Czasami się jeździ do zawału, wypadku, ostrej trzustki i innych stanów zagrażających życiu, a czasami do bólu małego palca. Jeśli ktoś myśli, że potrafię udzielić pomocy medycznej zwierzęciu, to się chyba widział z głupim przez telefon. Ten, kto uważa, że układy są podobne, niech zamiast wsiąść za kierownicę samochodu wsiądzie za stery samolotu, w końcu środek transportu to środek transportu.
Zawsze miałam dziwny lęk przed patrzeniem w nocy przez okna, bojąc się, że nagle za oknem pojawi się twarz. Dziś zmierzyłam się ze swoimi lękami.
Kiedy usłyszałam dziwne odgłosy z zewnątrz, spojrzałam przez okno. Zobaczyłam twarz mężczyzny...
Klient spytał mnie, z jakim serem są cheddarowe kulki serowe. Myślałem, że żartuje, więc powiedziałem z uśmiechem, że są z parmezanem. Dostał zamówienie i po odkryciu, że cheddarowe kulki serowe są z cheddarem, złożył na mnie skargę.
Mój chłopak ma ten przywilej, że dwa dni w tygodniu pracuje zdalnie. Ostatnio miałam akurat wolne, gdy przypadł zdalny dzień w jego grafiku i zobaczyłam, jak to wygląda w praktyce.
Wstał o 6.00, by ustawić na najwyższą głośność powiadomienia w laptopie, po czym poszedł spać do południa. Po wstaniu otworzył piwo i oglądał seriale. Gdy nadszedł czas „spotkania biznesowego” na Skype, ubrał koszulę, piwa nalał do filiżanki i rozmawiał z klientem w samych gaciach, udając, że pije espresso.
A ja haruję po 9 godzin pięć dni w tygodniu i zarabiam połowę jego pensji.
Dodaj anonimowe wyznanie