Gaslighting - wyczytałam to słowo w komentarzu i sprawdziłam, co dokładnie oznacza. Jestem w szoku.
Nie mogę sobie przypomnieć, ile czasu to u mnie trwało, bo zaczęło się subtelnie. Najpierw typowe "czepiasz się", "znowu zaczynasz?". Zwykła kłótnia. Normalka.
Przepraszałam za próby rozmowy, więc mógł już stosować przemoc psychiczną i fizyczną. Gdy się stawiałam, mówił, że jestem przewrażliwiona, albo odwracał kota ogonem: "Ty mnie do tego zmusiłaś!". Chciałam przeprosin? "Po co do tego wracasz?".
Dbał o swoją opinię. Każdy wiedział, że jest dobrym, uprzejmym i kulturalnym człowiekiem, tylko trochę nerwowym. Tyle dla mnie robił, a ja? Cóż, o moją opinię też dbał. Problematyczna, czepialska, niewdzięczna, ale mimo to kochał. Podziwiano go.
Lubię towarzystwo i staram się mieć dobre relacje z innymi, o czym dobrze wiedział, więc kiedy mógł, interpretował różne na moją niekorzyść - przyjazny uśmiech znajomego był kpiącym, przypadkowe spojrzenie było urażonym spojrzeniem, komplement na temat stroju był ukrytą drwiną, urywek rozmowy w tle to uwaga na mój temat. Wstydził i tłumaczył się za mnie, a ja nie mogłam zrozumieć, co jest ze mną nie tak, czemu nie potrafię się zachować, jaki mam problem. Na szczęście raz wymyślił taką abstrakcję, że postanowiłam wyjaśnić sprawę z samym zainteresowanym - nie wiedział, o czym mowa, choć podobno to jemu się za mnie tłumaczył. Wtedy sama (!) usprawiedliwiłam go kompleksami, a on, skruszony, obiecał tego więcej nie robić - robił, a ja dalej w tym tkwiłam, mimo podejrzeń, że coś tu jest nie tak.
Przyszła więc pora na ostateczność - chorobę psychiczną. Przykład: poruszyłam temat konkretnej, dwuznacznej sytuacji z inną. Na początku przekonywał, że nie ma w tym nic złego, ale kiedy wróciłam do tematu za kilka dni - tego nie było, nie pamiętał. Jak mogę złościć się o coś, czego nie pamięta? Kolejna technika. Zastanawiałam się, czy nie żyję w jakimś innym świecie, czy jestem zdrowa. Częściowo zrozumiałam swoją sytuację i próbowałam z tym walczyć - kiedy stawiałam granice, nie dawałam się poniżać, namawiał mnie wraz z kolegami na leczenie, bo to pewnie przez moją depresję (której nie mam) tak nienormalnie reaguję. Opisałam mu powyższe sytuacje i poprosiłam o pójście na terapię - zagroził zerwaniem, chyba że to ja pójdę i nauczę się "szukać winy w sobie".
Po trzech latach i zaręczynach odeszłam. Znajomi nie mogli uwierzyć, że zostawiłam tak cudownego człowieka, niektórzy się odcięli, gdy obsmarował mnie po rozstaniu, współczują mu. Ja nie powiem im, jak naprawdę było, przecież nie wypada mówić źle o byłych. I tak nie uwierzą.
Z obecnym partnerem oboje baliśmy się związać przez mój "trudny charakter", który wszystkim, włącznie ze mną, został wmówiony. Ostatecznie okazało się, że wszystko jest ze mną w porządku.
Mieliście taką sytuację, że jesteście u kogoś w toalecie i robicie tak zwaną dwójkę? Jesteście zadowoleni, bo już bez ciężaru. Chcecie spłukać wodę, a tu nagle ten potwór nie chce płynąć, a już nie ma wody, bo musi się napełnić... Tak... Ja tak miałam gdy 1 raz poszłam do chłopaka nowo poznanego żeby poznać jego rodzinę. 20 minut siedziałam w toalecie aby jakoś to spłukać. Gdy wyszłam to akurat weszła do łazienki jego babcia...
Nigdy w życiu się tak nie modliłam żeby nic nie wypłynęło.
Napisałam o tym komentarz, ale widzę tu ostatnio trochę wyznań o problemach ze spaniem. Ja sama mam problemy czasami, ale nie o tym chcę pisać.
Fizjoterapeuta polecił mi akumatę, aby rozluźnić mięśnie. On coś tłumaczył, ja wiele nie zapamiętałam, ale zakupiłam. Wydatek około 150 zł. Mata do leżenia, na niej plastikowe kolce ułożone gęsto i regularnie. Niby nic takiego, więc po co wydawać tyle pieniędzy?
Człowiek kładzie się na niej gołymi plecami, ci bardziej wrażliwi mogą odpaść już na początku, bo naprawdę bardzo kłuje, ale po kilku minutach można się przyzwyczaić i zaczyna działać. Jak dla mnie jakiś rodzaj magii, bo i poprawia krążenie i czuć mrowienie nawet w rękach i nogach i człowiek się rozluźnia. Pomaga? Bardzo. Jednego dnia pobolewał mnie ząb, cały dzień, do tego aż głowa bolała, jakby mi ktoś szpikulec wbił w skroń. Niestety dzień spędzony w pracy i myśl o tym, że jutro rano podejdę do jakiegoś dentysty. Po pracy zmęczona, obolała, położyłam się na akumacie. Odpłynęłam po 5 minutach i po godzinie obudziłam się. Bez bólu zęba, głowy, pleców, stawów. Nie liczyłam na to.
Efektem dodatkowym tego uciskania punktów na plecach jest to, że zaczyna się wydzielać melatonina, więc też po wieczornym leżeniu śpi się jak dziecko.
Ja mam lekki sen i czasami budziło mnie jak partner przekręca się na bok. Po akumacie mnie nie budzi.
Nie wiem jak działa na chrapanie, ale na to ja stosuję zatyczki do uszu.
Jeżeli ktoś kupuje leki na sen i nie pomaga, to może spróbować. Nie zaszkodzi, a może pomóc.
P. S. Nikt mi nie zapłacił za "reklamę" ;)
Moja przyjaciółka ma czwórkę dzieci (pozwoliła sobie na to, ponieważ było ją stać, a zawsze chciała mieć dużą rodzinę). Jakimś cudem, choć ja sama nie mam pojęcia jakim, bo dzieci nie posiadam, zawsze udawało jej się ogarnąć dziatwę, męża, pracę i jeszcze znaleźć czas, aby wyjść ze mną na kawę. Jednak odkąd szwagrowi (tak nazywam jej męża) zaczęły się wyjazdy służbowe, jej jedynemu synowi, jednocześnie mojemu chrześniakowi, odbiła szajba. Zaczął strasznie przeklinać, wyzywać i bić siostry (i nie było to takie bicie między rodzeństwem, a ataki szału), startować z pyskiem do matki oraz rozwalać rzeczy w domu jak popadnie.
Przyjaciółka nerwowo już z nim nie wytrzymywała, bo żadne rozmowy, zakazy, kary ani obietnice nic nie dawały. Kiedy wracał ojciec, młody zawsze był wielce obrażony i nie wychodził z pokoju, ewentualnie wyzywał i przyjaciółkę, i szwagra od najgorszych.
Uwierzcie mi, nie wiedziałam już kto pierwszy wyląduje u psychologa, on czy oni.
W końcu, kiedy koleżanka już któryś raz zadzwoniła do mnie, że nie daje rady i z zapytaniem, czy może przyjechać z dziewczynkami (szwagier znowu był na wyjeździe), zdenerwowałam się jak diabli, kazałam jej spakować siebie i młode na kilka dni i natychmiast przyjeżdżać. Mam duży dom, a mieszkam w nim sama, więc nie było z tym większych problemów.
Następnego dnia sama się spakowałam i pojechałam do jej mieszkania. Chrześniaka akurat nie było (całe szczęście chociaż szkoły nie olewał), więc zabrałam się do pracy.
Z pomocą bardzo miłego pana sąsiada wyniosłam z jego pokoju wszystko oprócz łóżka i komody z ubraniami oraz wymontowałam drzwi. Wszystko przeniosłam do składzika, a sama zabarykadowałam się w pokoju gościnnym. Wszystkie pokoje poza łazienką i kuchnią zamknęłam na klucz, który dobrze ukryłam.
Jego mina po powrocie była nie do opisania.
Oczywiście wystartował do mnie z gębą, tego się można było spodziewać, chociaż zawsze czuł do mnie raczej respekt, byłam jego "ulubioną ciocią". Kiedy padło pierwsze wyzwisko w moją stronę, uderzyłam go w twarz. Wprost powiedziałam mu, że nie ma prawa do nikogo się tak odzywać.
Obraził się i zaszył u siebie. Przez cały dzień nie wychodził. Ja w tym czasie ugotowałam obiadokolację i zmusiłam go do odrabiania lekcji w kuchni oraz jedzenia. Powiedziałam mu też wtedy, że nie zobaczy ani matki, ani sióstr do czasu, aż się nie ogarnie. Zabrałam mu telefon.
I tak minął tydzień. Niestety zabraknie mi znaków, aby opisać dokładnie wszystko co się podczas niego wydarzyło, ale w skrócie - udowodniłam gówniakowi jakie ma szczęście i na co będzie skazany, jeśli nie będzie tego doceniał.
Przeprosił rodziców i się ogarnął. Serio, zrobił się nawet miły dla sióstr, a tego nie było nawet wcześniej.
O dziwo, nadal pozostałam ulubioną ciocią.
Poniekąd jestem dumna.
Mam 20 lat i swego czasu bardzo interesowałem się tematyką świadomego śnienia oraz wyższych stanów świadomości. To tak tytułem wstępu.
Zawsze w swoich snach odgrywałem jakieś scenariusze, bawiłem się rzeczywistością, ale cały czas odczuwałem pewien niedosyt. Chodzi o osoby w moich snach. W pewnym momencie uświadomiłem sobie że mogę "sterować" każdym w moim śnie. Bardzo mi brakowało tam kogoś kto nie byłby kukłą której mogę kazać zrobić cokolwiek. Mimo moich prób nie udawało mi się przywołać kogoś takiego, aż w pewnym momencie doszło do przełomu. Udało mi się. Od tej pory moje sny były o wiele ciekawsze, bo A. też tam był i co najważniejsze miał takie same prawa jak ja, czyli nie mogłem go kontrolować ani on mnie. Jednak porzuciłem świadome śnienie ponieważ usłyszałem głos A. poza snem. Jakoś się przebił przez moją świadomość i od tej pory towarzyszy mi, podpowiada i komentuje. Nie chcę z tym iść do psychologa bo lubię A.
Oglądałam razem z moim chłopakiem zdjęcia ze starych albumów. Natknęliśmy się na moją fotografię sprzed lat, byłam wtedy nastolatką. To fakt, trochę się od tego czasu zmieniłam.
Mój ukochany nie mógł wyjść z szoku i stwierdził, że „teraz jestem przepiękna i dobrze, że się nie poznaliśmy 15 lat temu, bo kijem przez ścierę by mnie nie dotknął i straciłby miłość swojego życia”.
W ten sposób wyraża komplementy. Tak, wiem, pozazdrościć.
Mam wybitnego pecha do dziewczyn. Zawsze po chwili spotykania się na jaw wychodzi ich brak umiaru w korzystaniu z używek. Nie inaczej było z moją ostatnią ukochaną.
Przechodziliśmy ostatnio ciężki okres w związku z jej słabością do alkoholu. Chciałem z nią o tym pogadać i zaproponować pomoc w ograniczeniu picia. Przyszła do mnie nawalona jak szpadel, a następnie bezczelnie nasikała do mojej wanny. Tego było już za wiele. Momentalnie zerwałem z nią i zamówiwszy taksówkę, odesłałem ją do domu.
Przez kolejnych kilka dni miałem wielkiego doła. Dałem się jednak namówić i poszedłem z kumplami do klubu jazzowego, gdzie rzekomo „przychodzą tylko przyzwoite, wrażliwe i inteligentne dziewczyny”. Poznałem tam Kasię – uroczą, zabawną i piękną kobietę, która z miejsca sprawiła, że serce zabiło mi szybciej. Poszliśmy do mnie do domu słuchać Milesa Davisa na winylu i prowadzić natchnione rozmowy. Kasia miała jednak coś jeszcze w zanadrzu. To litrowa butelka Jacka Danielsa skitrana w jej z pozoru niewielkiej torebce. Dziewczyna opróżniła ją w niecałą godzinę, a następnie bezpardonowo zarzygała mi pościel...
Moja córeczka poprosiła mnie, bym pobawiła się z nią w fryzjera. Byłam jej klientką, gdy ona tworzyła arcydzieło na mojej głowie. Dosłownie. Siedziałam spokojnie w przekonaniu, że przyczepia mi ozdobne spinki.
Okazało się, że nałożyła na moją głowę… kilkanaście gum rozpuszczalnych. Przeżuła w buzi i wkleiła we włosy.
Nigdy nie miałam odwagi ściąć się „na chłopaka”, za to teraz nie mam wyboru. Dziękuję, córeczko.
Ostrzegam, może być smutno.
Byliśmy w 1 gimnazjum, pierwszy raz się widzieliśmy, od razu wiedziałem że coś w niej jest, zaczęliśmy rozmawiać dopiero po pół roku. Od tamtego czasu byliśmy nierozłączni, chociaż ona miała chłopaka, a ja przez cały ten czas byłem wolny.
W sylwestra w 3 klasie, kiedy spędzaliśmy je tylko we dwoje staliśmy się parą, chociaż byliśmy zupełnie innymi osobami, to na swój sposób się uzupełnialiśmy. I w zasadzie w tym momencie mógłbym to wyznanie zakończyć, że z friendzone jednak da się wyjść, nic bardziej mylnego.
Dokładnie miesiąc temu był jej pogrzeb, została brutalnie zgwałcona w czasie powrotu od koleżanki, nie przyjechałem po nią, bo byłem w tym czasie w pracy. Nie potrafię poradzić sobie z tym wszystkim, mam 22 lata i od czasu kiedy ją poznałem nigdy nie miałem nikogo innego, zawsze byłem mocno aspołeczny. Nadal, codziennie słucham tej samej płyty, którą słuchaliśmy tamtego sylwestra, a w momencie kiedy to czytacie, najprawdopodobniej już nie żyję.
Ostatnio pojawia się coraz więcej historii w tematyce okultyzmu, wychodzenia z ciała i innych tego typu opowieści, więc postanowiłem, że opiszę swoją historię. I prawdopodobnie gdybym sam jej nie przeżył, to nie uwierzyłbym, że coś takiego miało miejsce w czyimś życiu.
Od zawsze byłem raczej wierzący, może nie byłem święty, ale w Boga wierzyłem i raczej starałem się być dobrym człowiekiem.
Historia właściwa działa się jakieś 3 lata temu, byłem wtedy w pierwszej liceum. Zacząłem się mocno interesować świadomym snem, chciałem doświadczyć tego snu i wszystkich wspaniałości, które się w związku z nim działy. Tu trzeba nadmienić, że stosując techniki ułatwiające w wejście świadomego snu, jest też większa szansa wystąpienia paraliżu sennego. Oczywiście tego wieczoru zaczytywałem się na tematy związane ze świadomym snem, aż trafiłem na wychodzenie z ciała, świadomość astralną i tym podobne rzeczy. Wiele osób może to kojarzyć z naznaczonego, ja sam bardzo lubię horrory, więc takie rzeczy też nie były mi obce. Czytałem też, że "wychodząc z ciała" otwieramy się na opętanie. Taki biznes mi nie odpowiadał, nie powiem, trochę się skoczyło mi ciśnienie, ale uznałem, że przecież mnie to nie dotyczy, ja chcę tylko świadomego snu. Było już po pierwszej, nie mogłem zasnąć, zamknąłem oczy i powtarzałem sobie w głowie, że świadomy sen i wychodzenie z ciała nie mają ze sobą nic wspólnego. W jednej chwili zacząłem słyszeć szepty, szepty kilku osób, głośność ich narastała, aż w końcu przerodziły się w krzyk całej hordy. Krzyczały: mylisz się.
Kiedy otworzyłem oczy, nie mogłem się ruszyć. Było całkiem ciemno. Nie było mnie w moim pokoju, leżałem w przestrzeni. Po prostu w przestrzeni. Nade mną wisiała postać, tak, że jej twarz była zaraz nad moją twarzą. Jednocześnie krzyki trwały cały czas. Nie mogłem nic zrobić, ruszyć niczym, ani się odezwać. Postać... Nie wiem jaką miała twarz, nie potrafię sobie nawet tego przypomnieć. Po chwili postać stanęła nade mną, wbiła mi rękę w brzuch, poczułem ucisk, gorąco i z mojego brzucha wydobyło się oślepiające światło, wszystko stało się białe, a ja podniosłem się z krzykiem z mojego łóżka. Tej nocy już nie zasnąłem, przez ponad pół roku miałem problemy ze snem i sypiałem po 8-10 godzin w tygodniu, właściwie tylko z wyczerpania. Teraz jest już lepiej, ale tych tematów się po prostu boję. Nie wiem co to było, może i to był paraliż senny, ale to było tak realistyczne...
Do teraz kiedy sobie o tym przypominam czuję niepokój, strach, mam łzy w oczach. Rozmawiałem nawet o tym z psychologiem, który nie potrafił mi pomóc i księdzem (mam szczęście do nich, trafiam na takich, którzy są przede wszystkim ludźmi), modli się o mnie codziennie, odprawił nawet kilka mszy w mojej intencji jako dobrego znajomego.
Dodaj anonimowe wyznanie