Filmy dla dzieci o zwierzętach wytworzyły w społeczeństwie jakiś okrutny strach przed schroniskami dla zwierząt.
Boli mnie to okrutnie, że ludzie nie wiedzą co zrobić, jak znajdą błąkające się zwierzę. Właściwie to jak się znajdzie psa lub kota, to się go zabiera do schroniska, gdzie zwierz czeka na właściciela, a po dwóch tygodniach, jeśli właściciel się nie pokaże, to można go adoptować, nie wolno brać sobie psów z ulicy i znajdować im nowych domów.
Raz byłam świadkiem, jak na osiedlu pewna rodzina adoptowała sobie pieska, bo ładny, rasowy i przecież bez obroży, to na pewno bez domu. Jako że byłam młoda, ale znałam psa z jego poprzednich ucieczek i znałam właścicielkę starą, jak i nową, poleciałam do mamy. Mama dzwoniła do starej właścicielki (prawowitej), ta z kolei dzwoniła na policję, gdy psa nie chciano jej oddać po dobroci. Byłam też świadkiem innych podobnych akcji, ale myślę, że przekazałam co miałam do przekazania. Postawcie się na miejscu właściciela pieska, którego właśnie wspaniałomyślnie zabraliście.
Pięć lata temu zerwałem zaręczyny z dziewczyną, ja dwadzieścia pięć lat, ona dwadzieścia siedem, w oczach jej rodziny i naszych wspólnych znajomych jestem potworem, który ukradł jej lata młodości, a prawda jest taka, że zdradziła mnie. Skąd to wiem? Łaskawie mnie poinformowała, że chciała mnie zdradzić, ale jednak tego nie zrobiła. Jej kochanek z kolei poinformował mnie, że nie wiedział, że jest zajęta. Więc jednak nie była taka łaskawa, jak można by było się tego spodziewać...
Teraz mam trzydzieści lat i mimo upływu czasu nikomu nie powiedziałem prawdy, bo wiem, że by to zniszczyło jej relacje z rodzicami i znajomymi, po prostu jestem ponad tym i zemsta nic by mi nie dała.
Karma mi to wynagrodziła. Teraz mam piękną żonę, kochaną córeczkę i syna w drodze.
Ostatnio poczułam potrzebę na romantyczne wyznania.
Mówi się, że w miłości kocha się nie tylko zalety, ale i wady. Wieczorem, już w łóżku, leżąc przytulona do męża zapytałam więc słodkim głosem, chcąc wpasować się w nastrój:
- Kochanie, czy mam jakąś wadę, która ci się we mnie podoba?
Milczał przez chwilę w skupieniu, po czym odparł z powagą:
- Twoja wielka dupa.
Gdzieś w okolicach roku 2013, gdy „Gra o tron” nie była jeszcze taka popularna jak teraz, a zarazem coraz większa liczba moich znajomych przekonywała się do tego serialu, postanowiłem również i ja sprawdzić, czy fabuła jest taka porywcza, jak ćwierkają wróble...
Niestety nie mogłem zrozumieć i połączyć faktów filmu; dopiero podczas drugiego sezonu okazało się, że oglądałem odcinki w odwrotnej kolejności...
Mam 31 lat, mieszkam w Warszawie i czasami mam wrażenie, że jestem najbardziej samotną kobietą w tym mieście. Oczywiście mam znajomych, mam przyjaciółki, z którymi spędzam czas, ale nie mam kogoś, z kim poszłabym na spacer trzymając się za ręce. Mam tindera, ale randki nie przynoszą tego czego szukam, a sam seks przestał być pociągający.
Ostatnio spędziłam pół wieczoru, szukając mężczyzny do towarzystwa. Chciałam komuś zapłacić, aby godzinę leżał ze mną w łóżku i mnie przytulał.
Będzie obrzydliwie.
Kiedy robię kupę, czasami idzie ciężko. Wtedy wkładam sobie palca do pipki i "popycham" kupę przez ściankę aż wypadnie. Jeśli jest na tyle mała, że to nie działa - wkładam palca do tyłka i po prostu wyciągam.
Gdy byliśmy bardzo mali, mój brat znalazł podpaskę. Zaciekawiony pobiegł do mamy zapytać do czego służy ten plaster. Stare czasy, wtedy nie mówiło się o takich tematach tak swobodnie, więc moja mama lekko zszokowana odpowiedziała, że to na ból głowy.
Następnego dnia po powrocie z pracy zobaczyła mojego brata latającego po domu z podpaską przyklejoną do czoła.
Pewnego dnia po wykładzie wybrałem się na zakupy do galerii. Przechadzając się po sklepach i licznych wystawach zaopatrzyłem się w to, po co przyszedłem, czyli chleb tostowy i piwo.
Wracając do mieszkania, przy jednym ze sklepów zauważyłem pewną parę, +/- 50-latków. Kobieta szła z wyraźnym zmęczeniem wypisanym na twarzy, natomiast facet - uwaga - warczał na wystawę. Mijając ich napotkałem wzrok owego agresora i nagle JEB - facet zaczął na mnie szczekać jak pitbull widzący yorka po drugiej stronie ulicy. Oddaliłem się udając, że niczego dziwnego nie zauważyłem.
Całą drogę do mieszkania zastanawiałem się, co tak właściwie się wydarzyło i doszedłem do wniosku, że uciekłem, bo nigdy nie byłem wyszczekany...
Jestem gruby i nikt mnie nie chce. Najlepszy argument dla pań z serii "dlaczego nie masz dziewczyny".
Jestem gruby, niski, brzydki, ale charakter to mam super, tylko tak jakoś żadna mnie nie chce. Nie wiem ile razy już słyszałam takie wymówki.
Kolega A: lekka nadwaga, zabawny, inteligentny, można pogadać. Nie ma dziewczyny. Można by powiedzieć, że skoro można z nim normalnie pogadać, to nie jest jakimś dziwakiem i rzeczywiście tylko ta nadwaga może przeszkadzać. Niestety. Kolega A zaczął mnie "podrywać". Piszę w cudzysłowie, bo było to okropne. Facet 20+ nie potrafiący nawiązać kontaktu powyżej koleżeńskiego. Jak rozmawiał z koleżankami, to było normalnie, jak chciał poderwać, to nie wiedział jak się do tego zabrać, jak zainteresować swoją osobą. Podryw polegał na chodzeniu za obiektem westchnień, ewentualnie śledzeniu, albo wąchaniu, jak przechodził obok. Dodatkowo, pomimo inteligencji w dziedzinach naukowych, nie potrafił nic "życiowego". Co tydzień wizyta w domu, 7 słoików, pranie zawiezione, czyste przywiezione. Kobiety nie chcą tak nieogarniętych życiowo mężczyzn. Oczywiście w jego oczach winny za nieudany podryw był wygląd.
Kolega B. Inteligentny, zabawny, duża nadwaga, jeżeli nie otyłość. Najważniejsze: charyzmatyczny. Rozsiewał urok osobisty, tak że raz dziewczyny prawie się pobiły o to, którą bardziej lubi. Flirt nie był dla niego czarną magią i czasami robił to nieświadomie. Nigdy nie słyszałam, że jest za gruby.
Wygląd to nie wymówka. Naprawdę ważny jest charakter i charyzma. Dodatkowo życiowa zaradność, bo kobiety rzadko kiedy szukają facetów, dla których będą gotować, prać i sprzątać, a ci w niczym nie pomogą, bo nie potrafią. Zauważyłam też, że dużo mężczyzn ma problemy z podrywem, ale to już inna historia
Mam 20+ lat i ukończyłem wyłącznie gimnazjum
Chciałbym tylko powiedzieć jak sytuacja z grubsza wygląda z mojego punktu widzenia.
Krótko mówiąc brak znaczącego wykształcenia wiąże się z tym, że ma się z automatu zamknięte przed sobą wiele ścieżek kariery zawodowej, a dorobić się w tej sytuacji jakichś większych pieniędzy jest zwyczajnie trudniejsze niż w przypadku gdy posiada się jakiś papierek, który coś by o mnie powiedział potencjalnemu pracodawcy. Słaby stan wiedzy ogólnej i świadomość jak wiele rzeczy przepadło wraz z każdym dniem gdy postanowiłem sobie zwyczajnie uciec z lekcji, po latach zwyczajnie mnie boli i boję się, że przy tak dużej przepaści jaka jest między teraźniejszością, a przeszłością, próba uzupełnienia luk w edukacji jest prawie niemożliwa, a jeśli nawet bym spróbował to jest nieproporcjonalna do korzyści (prócz lepszego czucia się ze sobą).
Nie wiem czy powyższa historia ma inny morał prócz tego, że jednak ucieczka od nauki jest aktem wyrządzania sobie krzywdy w życiu w dalekiej perspektywie.
Dodaj anonimowe wyznanie