#LwjsF

Często bywam w jednym pubie w swoim mieście. Chodzę tam po to, by zagadywać starszych ode mnie gości, najczęściej rozwodników i życiowych wykolejeńców. Nie, nie szukam sponsorów ani tatuśków. Stroję się, robię makijaż, by chwilę z nimi pogadać, napić się piwa, pożartować.

Niby nic takiego, ale widzę, że podnosi im to morale, że młoda i całkiem ładna dziewczyna chce rozmawiać z takimi starymi piernikami, ja zaś dzięki temu czuję się lepiej i mam grono znajomych, z którymi mogę posiedzieć i pogadać. Oni czują się bardziej atrakcyjni, a mi nie dokucza samotność i zawsze mam powód, by wyjść z domu.

#slYRn

Będzie o kupie :)

W szkole średniej poznałam chłopaka. Chodziliśmy do tej samej klasy. Tak się złożyło, że lubiliśmy tę samą muzykę, mieliśmy takie same poglądy na wielu płaszczyznach. Byłam jego pierwszą dziewczyną, a on moim pierwszym chłopakiem.

Kiedy wracałam wieczorem ze spaceru, odprowadzał mnie do domu. Akurat padał jesienny deszcz i schowaliśmy się tuż obok płotu pod drzewem. Zaczęliśmy się całować bez opamiętania. On przycisnął mnie do płotu i przywarł do mnie, a ja jedną nogą oplotłam jego. Kiedy deszcz ustał pożegnaliśmy się i ja weszłam do domu, a on poszedł na przystanek (mieszkał w innej miejscowości oddalonej o około 20 km).

W domu zauważyłam, że mam psią (oby!) kupę pod butem. A ten kto nie czyścił glanów z gówna nie wie, co znaczy ten smród!

Mój luby napisał mi, że w busie strasznie śmierdzi gównem. Okazało się, że ja po wdepnięciu w kupę tę samą nogę zarzuciłam na niego i wysmarowałam mu całą nogawkę. Spodnie czarne, wszędzie ciemno, w powietrzu czuć było tylko deszcz, żadne z nas nie zauważyło tego drobnego mankamentu :)

Całe szczęście wrócił późno do domu, a domownicy już spali. Wyprał po cichu spodnie w wannie.

Tak że miało być romantycznie (było, dopóki oboje nie babraliśmy się w kupie), a wyszło jak wyszło :)

Żeby nie było niedopowiedzeń - tak, jesteśmy razem. W tym roku będzie 5 rocznica ślubu, a mamy za sobą mnóstwo innych wspólnych przygód z kupą :) ta była pierwsza i zapewne nie ostatnia :D

#Eqsgs

Nowe buty, znanej firmy na "A" za które zapłaciłam parę stówek... jeszcze dla pewności obkleję sobie stopy plastrami i użyję ten "polecany" przez koleżankę sztyft na otarcia stóp - przecież to tylko 20 minut drogi pieszo. Nic z tego, już w połowie drogi poczułam, że buty zaczynają mnie obcierać, z trudem dopełzałam do pracy. Nie pomogły markowe, wygodne buty, nie pomogły plastry, sztyfty - tak naprawdę nic nie pomaga.

Od kiedy pamiętam każde buty mnie obcierają. Moje stopy to przegląd wszystkich butów jakie nosiłam z całego roku. Odciski, obtarcia, krwiaki są na pietach, kostkach, palcach i goją się z trudem, a ślady po nich zostają na długie miesiące.
Jedyne buty, które mnie nie obcierają to gumowe klapki... ale mogę sobie pozwolić na taki luksus tylko w domu, bo przecież do pracy czy zimą na spacer w nich nigdzie nie pójdę :(

#Hae0X

W tym roku postanowiłam, że nie będę nic robić na święta. Mam już dość tego urabiania się przy garach i proszenia po parę razy męża czy dzieci, by zrobili cokolwiek. Nawet głupie pokrojenie warzyw ich przerastało. Mam też dość grymasów teściów czy męża, bo to za ostre, tu za dużo jajek, a tam za mało. Oczywiście sami nic nie zrobią, tylko przychodzą na gotowe. Ile to ja się nasłuchałam, że ciasto złe, bo kupne, i czemu sama nie piekę, i słaba ze mnie pani domu. Koniec z tym. Dziś cały dzień spędzę z przyjaciółką na plotkach, jutro też nie zamierzam nic robić.

#Mww4T

Moja dziewczyna wróciła z pracy do domu i już w drzwiach krzyczała: „Kochanie, kupiłam kurczaka, będzie smaczna kolacja!”. Ucieszyłem się, że zechciało się jej raz na miesiąc coś ugotować i radośnie poszedłem ją ucałować, zadowolony, że mam taką dobrą kobietę.
Kupiła psi przysmak. I nie mówiła do mnie, tylko do naszego jamnika.

#ndDNK

Na początek powiem, że jestem bojaźliwą osobą, czasem byle co i kto może mnie przestraszyć, czego nie znoszę.

Późnym wieczorem leżałam z moim chłopakiem i oglądaliśmy serial. Na dworze było już ciemno, a jedynym światłem było to z laptopa. Nagle na ścianie naprzeciwko nas zabłysnęło zielono - niebieskie malutkie światełko. Powiedziałam mojemu chłopakowi co zobaczyłam i że się boję, na co on na mnie popatrzył i mówi, że przypomniało mu się że ostatniej nocy mówiłam przez sen o światełku na tej samej ścianie i że się boję. Ponoć mnie przytulił, a ja jak gdyby nigdy nic dalej smacznie sobie smacznie spałam. Dodam, że na tej ścianie nie ma nic szczególnego oprócz okna, a światełko widziałam sporo nad nim.

Sama nie wiem czy mam podwójne omamy czy sprawa jest dziwna.

#bUU6F

Przeszedłem na dietę.

Wszystkim wmówiłem, że to z powodu wyglądu i dla zdrowia, bo trochę się tego nazbierało (+35 kg). Lecz prawda jest inna.

Przeszedłem na dietę z powodu trzech bardzo głupich rzeczy:
- aby móc normalnie zawiązać buty, bez wysiłku
- aby móc normalnie obcinać paznokcie u stóp, bez potrzeby gimnastykowania się
- i co najważniejsze, aby na dole wydawać się większym.
Bo jednak 8 cm to tylko 8 cm :(

Trzymajcie kciuki, oby się udało osiągnąć cele :)

#uHGBv

Miałem sześć lat, kiedy w moim domu rodzice przeprowadzili remont. Na czas prac mieszkałem u dziadków.

Trwały one trzy miesiące. Jako, że byłem już dużym chłopcem, to oduczyłem się dzięki temu spać z kimś w łóżku, kiedy miałem zły sen. Przecież z dziadkami byłoby to przegięciem.

A jednak ostatniej nocy śniłem o tak okropnych rzeczach, że pobiegłem do babci i dziadka, żeby mnie przytulili.
Zatrzymałem się w progu, bo mnie wmurowało.
Zobaczyłem, jak stare, pomarszczone ciało babci trzęsie się na kroczu dziadka. Jej obwisłe piersi latały we wszystkie strony. Słychać było mlaskanie, jęki i jakieś sepleniące okrzyki zachęty dziadka, który nie miał sztucznej szczęki.

Uzmysłowiłem sobie, że będzie lepiej, jeśli wrócę do swojego pokoju, skoro koszmar okazał się pikusiem w obliczu tego, co tu zobaczyłem.

Wczoraj po raz pierwszy uprawiałem seks z dziewczyną. Przed moimi oczami nagle pojawił się obraz sprzed prawie dwudziestu lat. Nie wytrzymałem i zwymiotowałem mojej dziewczynie na twarz.

#FGzr2

Nawet nie wiecie ile dał mi strajk nauczycieli... Wygrałam życie.

Całe studia, każdy kurs, kolejne studia - wszędzie byłam uczona, jak wiele muszę robić. Super dekoracje, przedstawienia, kreatywne zajęcia, innowacyjne pomoce, kontakt z rodzicami, wycieczki. Wszystko na 1000%. I taka byłam. Boże Wszechmogący, przez pierwsze pół roku zarabiałam 800 zł (umowa o pracę na pół etatu), potem ok. 1450, 1500 (zwykła umowa o pracę zwiększająca się wraz ze wzrostem minimalnej krajowej). Mając cały etat siedziałam w szkole 40 godzin tygodniowo. A często i więcej, bo wycieczki i zebrania, rady pedagogiczne, przedstawienia, próby - to wszystko było w gratisie "bo mi się w wakacje wyrówna". A ja byłam głupia, naprawdę głupia i się godziłam, bo o pracę w zawodzie w moim regionie ciężko, a ja tak wiele miałam do zaoferowania. Nie mówicie mi, że to niemożliwe, bo ja mam te umowy w ręku! 300 zł dojazd, na kartony, farby itp. ok. 100 miesięcznie i wiele książek kupionych z tej gównianej pensji. Mam mnóstwo książek zgromadzonych na studiach, ale naprawdę ciężko w kilka lat zgromadzić wszystkie wartościowe, zwłaszcza że są drogie. W szkole nic sensownego nie było i dyrekcja miała nas w nosie, a ja głupia kupowałam, np. misia, bo dzieci, bo rodzice olewają problemy swych pociech, a ja POWINNAM pomóc.

I wiecie co? Nagle zrozumiałam. Jest wiele rzeczy, które POWINNAM, ale nie wszystko. Spędzam 40 godzin w pracy tygodniowo i ja po godzinach nie muszę robić dekoracji i pomocy dydaktycznych, super kart pracy itp. Chcecie nadal te piękne dekoracje? To se zróbcie. Dyrektor nakaże mi pracować po pracy za darmo? No czekam jak na mannę z nieba.
Wiecie, jak było z wycieczkami? Nie może być drożej niż za 50 zł (bo Maciuś nie pojedzie), nie może być do "X” (bo Hania, Basia i Zosia tam były i im się będzie nudzić) i cała lista roszczeń... Nie podoba się? Nie ma chętnych na wycieczkę zaproponowaną przez nauczyciela? No to mi przykro! Możecie:
a) sami wyszukać,
b) nie mieć wycieczki.
c) wycieczka szkolna z biura podróży. Też nie? Patrz wyżej: sami sobie zaplanujcie. Wycieczki szkolne to nie mój problem. A i tak zaplanujcie, żeby trwała od 8.00 do 16.00. Za tyle mi płacą.

Chcecie przedstawienie o 16, bo wtedy większość z Was jest po pracy? Tak się składa, że od dziś po 16.00 ja też jestem po pracy. Ja z lekarzem, urzędami, wszystkim czekam do wakacji, bo "rodzice są oburzeni, że zajęć nie ma". Ale ja mam zwykłą umowę o pracę, taką jak pani Basia z Biedronki (tylko za gorszą stawkę). I wielu nauczycieli ma takie umowy, a Wy nas wylaliście wiadro gówna.

Zawsze słyszę, że jak rodzic się spóźnia po odbiór dziecka, to mam czekać, żeby dziecku traumy nie robić. To nie moje dziecko. Mogę jedynie poinformować, z którego komisariatu odebrać. Ja o 16.00 kończę pracę. Jaka płaca, taka praca, o takich nauczycieli walczycie i takich dostaniecie.

#mNTmh

Pracuje w punkcie ksero w szkole. Myślicie, że to łatwa praca, bo co to za sztuka kilka razy kliknąć, dołożyć papier, wymienić toner. Niestety rzeczywistość nie jest taka kolorowa przez osoby, z którymi trzeba pracować.

Przychodzi taka nauczycielka i myśli, że jest jakimś nadczłowiekiem. Traktuje mnie jak ucznia, mówi co mam zrobić i to ma być zrobione na już. Nie interesuje ją to, że do skserowania jest kilka innych prac, bo jest przerwa, a ona za 10 minut ma sprawdzian. Jak wszystko rzucę i zacznę jej kserować to i tak nie doceni, a inni, którzy zostawili wcześniej będą mieli pretensje, że jeszcze nie gotowe. Niektórzy są na tyle bezczelni, że przychodzą i gdy jest kolejka to się wpychają, bo potrzebują "na już".

Raz kserowałem jedną stronę na akademię dla 300 uczniów. To przyszła jedna pani, pyta się czy nie można zatrzymać tego co się w danej chwili kseruje, bo ona musi mieć na lekcję, którą ma teraz. Pewnego razu jedna pani przyszła i powiedziała żebym skserował dwustronnie w pomniejszeniu. Ustawiłem na kserokopiarce automatyczną zmianę skali, a ta się wydziera, że źle. Myślę sobie, no ok czyli pewnie chce każdą stronę oddzielnie. A ta znowu, że źle. Tłumaczy mi, że muszę kliknąć pomniejszenie na 71% i dopiero wtedy skserować, i się dopytuje dlaczego ja tego nie wiem (bo nikt mi nie powiedział, bo zawsze dawałem automatyczną zmianę skali i działało). Jak się okazało w tym przypadku automatyczna zmiana skali dawała dokładnie to samo co zmiana na 71%, więc zamiast powiedzieć i zamilknąć, to się wymądrzała i przez to musiała dłużej czekać.

Żeby nie było, nie wszyscy nauczyciele są źli. Niektórzy przynoszą mi do skserowania prace opisane ile razy, na którą klasę i na spokojnie mogę wtedy skserować. Niestety jest wielu nauczycieli, którzy przychodzą i chcą na już. Nie rozumiem też osób, które zamiast przyjść raz z wszystkimi pracami na dany dzień, to latają co przerwę i kserują oddzielnie dla każdej klasy. Kiedyś zepsuło się ksero, drugie działało dwa razy wolniej, to oczywiście pretensje do mnie dlaczego jeszcze nie skserowane, dlaczego tyle to trwa. Gdy zgłaszałem w sekretariacie to dostałem informację, że ktoś z serwisu przyjedzie. Musiałem czekać dwa tygodnie aż drugie ksero odmówiło posłuszeństwa, wtedy fachowiec przyjechał następnego dnia. Jakby tego było mało z kserokopiarek wydostaje się cała masa substancji szkodliwych i gdy jest dużo kserowania, i po pracy chodzę spać, bo mnie głowa boli.

Ja swoją pracę staram się wykonywać jak najlepiej, niestety zauważyłem, że inni to wykorzystują, a od niektórych osób słyszałem, że w pokoju nauczycielskim mnie obgadują, narzekają że im nie skserowałem. Zostało mi jeszcze dwa miesiące pracy, jak skończę, to rzucam to i nigdy więcej nie zamierzam pracować w szkole.
Dodaj anonimowe wyznanie