#9T0Oy

Pracuję w koksowni Radlin. Kilka lat temu pracowało tam dużo kobiet. Teraz mniej, ponieważ jest to hutnictwo.
Był tam oddział, tzw. „laboratorium”, gdzie pracowało najwięcej kobiet.
Oddział ten był bardzo blisko oddziału „piecowni”, gdzie pracowali sami mężczyźni (ciężka praca fizyczna).

Pewnego dnia pracowałem na wysokości. Wtedy też zobaczyłem, jak jedna kobieta z laboratorium macha do swojego męża z małego okienka (pracowali w jednej brygadzie, ona w laboratorium, on na piecowni, odległość ok. 30 m), podczas gdy jest zajeżdżana przez innego typa z innego oddziału.
Jednym słowem. babka, która macha i uśmiecha się do męża, była pchana od tylu przez innego typa.

On nadal nie wie. Mają dwoje dzieci i nadal są ze sobą, a z jego opowiadań można wnioskować, że jest im dobrze. Chciałbym mu to kiedyś powiedzieć, ale nie chcę mu psuć życia.

#gKUfY

Kiedyś strasznie chciałam tańczyć i grać na gitarze. Albo na skrzypcach. Mama wyśmiewała moje pomysły i mówiła, że nie pójdę na żadne lekcje tańca ani nie dostanę tych skrzypiec, bo i tak nie mam słuchu.

Dorosłam i postanowiłam zainwestować pierwsze własne pieniądze w spełnienie marzeń z dzieciństwa. Okazało się, że mama miała rację.

#eobuM

Jadę sobie spokojnie, a tu jebs, zatrzymuje mnie policja. Okazało się, że jechałam zbyt szybko i będzie mandacik. Jeden policjant sprawdzał dokumenty, gaśnicę itp., a drugi ze mną rozmawiał. Spytał, dokąd się spieszę. Odpowiedziałam mu, że jadę wypożyczyć książki, bo lubię czytać. Był bardzo miły, spytał się, co chcę robić w przyszłości. Odpowiedziałam, że aktualnie studiuję socjologię. Ten uśmiechnął się i powiedział do swojego kolegi: "Obejdzie się bez mandatu".

Chyba wzięłam go na litość i wiedział już, że po takim kierunku nie znajdę pracy, by zapłacić mandat.

#NQSxO

Jestem przykładem na to, że można się urodzić nie tym rodzicom, którym się powinno.

Moja mama była raczej powściągliwa w relacjach ze mną, biologiczny ojciec ulotnił się kiedy miałam 6 lat, następny raz widziałam go jako dorosła osoba, kiedy pozwał mnie o alimenty. Ale jest w moim życiu ktoś najważniejszy na świecie, jest to mój ojczym, a raczej najwspanialszy tata na świecie.

Kiedy byłam mała dbał o mnie, pomagał mi i czułam, że mnie kocha jak własne dziecko. Nawet o pierwszej miesiączce powiedziałam tacie, a nie mamie. Mamie to pasowało, bo nie musiała mi poświęcać zbyt wiele uwagi. Kiedy byłam nastolatką, tata był moim autorytetem i przyjacielem. Zawsze kiedy przyszło mi do głowy zrobić coś głupiego, powstrzymywała mnie przed tym myśl, że go tym zranię albo zawiodę. Mamy podobne poczucie humoru, lubimy podobne formy spędzania czasu. To co my lubiliśmy, dla mamy było głupie albo bez sensu.

Nie wiem, czy mamie to przeszkadzało, czy była zazdrosna, czy jej odbiło, ale w moje 17. urodziny powiedziała tacie, że ma się wynosić, bo ona wie, że dawno ze sobą sypiamy i nie da się upokarzać we własnym domu i zaradzi temu, zanim ktoś się dowie. Zamurowało nas oboje. Mama często miała fochy i była trudna, a tata zawsze to znosił i kochał ją na tyle, na ile mu pozwoliła. Nic nie pomogło, wyrzuciła go z domu.

Następny rok był straszny, ciągle mnie wyzywała od małych dziwek, oskarżała o rozbicie jej małżeństwa. Spotykałam się z tatą i widziałam, że cierpi. Po jakimś czasie przestał próbować skontaktować się z mamą, bo zawiadomiła policję, że tata ją prześladuje. Na 18. urodziny nic od mamy nie dostałam, nawet życzeń mi nie złożyła. Ja za to zrobiłam sobie największy prezent, spakowałam swoje rzeczy i przeprowadziłam się do taty.

Mieszkaliśmy razem do czasu, kiedy wyszłam za mąż. Mężczyźni mojego życia bardzo się lubią i chyba faktycznie wybrałam sobie męża na wzór i podobieństwo taty. Mama przewija się w naszym życiu, ale relacja jest bardziej wymuszona niż szczera. Nie rozumiem postępowania moich biologicznych rodziców i dlatego uważam, że to nie oni powinni być moimi rodzicami.

#MVzcT

Jestem pracownikiem żłobka i ofiarą seksizmu.
Lubię dzieci i swoją pracę, ale niektóre ich matki (głównie Karyny), babcie, dziadkowie i ojcowie dają mi do zrozumienia, że w żłobku powinna pracować kobieta.

Pewnego dnia usłyszałem, jak jedna matka nazwała mnie do drugiej przy dzieciach "Pan Gej". Jeden ojciec zapytał, czy miałem kiedyś bardziej normalną pracę i czy przypadkiem takowej nie szukam. Gdy kiedyś stałem w drzwiach, żeby odebrać dziecko od babci, to ta wyminęła mnie i oddała dziecko koleżance z pracy, która stała w głębi sali. Dwa razy wpłynęły na mnie zupełnie bezpodstawne skargi. Często widzę, jak matki rozmawiają I spoglądają na mnie ukradkiem.
Żłobek jest publiczny i na "sebixowym" osiedlu. To małe rzeczy, ale ich nagromadzenie sprawia, że zastanawiam się nad zmianą pracy.

#Pd9uB

Ta historia męczyła mnie przez wiele lat.

Działo się to 25 lat temu, kiedy byłem w szkole podstawowej. Byłem dzieckiem z dość biednej rodziny. Patologicznej to za dużo powiedziane, ale faktem jest, że rodzice często średnio sobie radzili i nie umieli prosić o pomoc. Stałem się ofiarą chłopaka ze starszej klasy. On był synem "państwa doktorostwa". Na początku mnie wyzywał, później szarpał za ubranie, włosy, uszy. Na przerwie bałem się iść do ubikacji, bo wiedziałem, że mnie tam dopadnie. Najgorzej wspominam, kiedy złapał mnie za klejnoty i mi je wykręcił. Rodzice nie chcieli mi pomóc, bo się lekarze obrażą i w razie choroby nie będą chcieli nas leczyć.

Kiedyś mieliśmy lekcję wychowawczą na temat znęcania się. Nauczycielka powiedziała, że jeśli mamy taki problem, możemy śmiało do niej z tym przyjść. Pomyślałem i poszedłem. Wszystko było dobrze, póki nie powiedziałem kto się nade mną znęca. Usłyszałem, że to niemożliwe, syn doktorów by tego nie zrobił, że co ja sobie wymyślam, chcę zwrócić na siebie uwagę, że czego on miałby ode mnie chcieć, kiedy on ma wszystko, a ja nic, i nie pozwolą mi oczerniać takiego dobrego chłopca. Zrezygnowałem i znosiłem to jeszcze 2 lata. Obiecałem sobie, że nigdy nie pozwolę nikomu sobą pomiatać.

Dzisiaj jestem gdzie jestem, nawet zadowolony ze swojego życia, a jak się niedawno dowiedziałem mój prześladowca najpierw zgwałcił dziewczynę na studiach (oczywiście rodzice go wybronili), a później zabił samochodem po pijanemu małe dziecko. Po ogłoszeniu wyroku skazującego popełnił samobójstwo.

Może gdyby te 25 lat temu ktoś się za niego wziął, byłbym jego jedyną ofiarą. Niestety status społeczny z miejsca robił z niego dobrego chłopca.

#31uTz

Jestem nauczycielem matematyki w liceum.
Mój tydzień wygląda tak, że poza tymi 18. lekcjami pracuję jeszcze 7h.
Jedna godzina kółka dla chętnych.
Dwie godziny kółka dla słabszych i poprawy.
W cztery godzinki sprawdzam sprawdziany, kartkówki itp. oraz wypełniam biurokrację.

Jestem zaangażowanym nauczycielem. Czasem gdy uczniowie mnie proszą, to organizuję dodatkowe zajęcia, ale zazwyczaj zupełnie wystarczają trzy godziny. Rozmawiam z moimi uczniami na przerwach i wycieczkach, czasem zostaję po szkole, gdy ktoś potrzebuje rozwiązać ze mną problem albo porozmawiać. Nie widzę co miałbym jeszcze robić, żeby ten etat wypełnić. Mam jeszcze 15 godzin etatu i udzielam wtedy korepetycji, żeby sobie dorobić. Co prawda nie układam sprawdzianów ani kartkówek, bo zrobiłem to kilka lat temu i daję te same (mam cykl, jeden sprawdzian pojawia się co 2 lata, żeby nie mogli przekazywać sobie odpowiedzi). Wycieczki planuje i organizuje moja klasa na wychowawczej.

Strajkuję, bo gdybym nie strajkował to inni nauczyciele by mnie zabili. Każdy z nich narzeka, jak to siedzi po godzinach. Co oni wtedy robią? Gazetkę? Nikt w mojej szkole nie ma tyle godzin kółka co ja. Na więcej i tak by nikt nie przychodził. Biurokracji jest dużo, owszem, ale da się to jakoś sprawnie wypełnić.

Moja lekcja wygląda tak, że najpierw im tłumaczę, potem robimy zadania, ewentualnie tłumaczę zadania. Moja klasa jest grzeczna, znam moich uczniów.
I uważam, że podwyżki się należą, ale godzin lekcyjnych powinno być więcej, bo te zapracowane nauczycielki to zazwyczaj babki, które nie potrafią się zorganizować i mają małą wydajność.

#NtXxj

Od jakiegoś czasu w telewizji emitowany jest program o skrajnym oszczędzaniu. Komentarze są zabójcze i nikt nie wierzy w to, żeby ktoś był w stanie tak oszczędzać... Więc opowiem wam o moim sposobie na oszczędzanie.

Jakiś czas temu kupiłam mieszkanie w moim rodzinnym miasteczku. Nie zapłaciłam dużo, a rodzice je wyremontowali i wyposażyli, jako prezent na nową drogę życia, ale i tak musiałam wziąć kredyt i zacząć utrzymywać się sama. Pracę mam niedaleko (pracuję w ośrodku rehabilitacyjnym, od poniedziałku do piątku), więc chodzę pieszo. Panuje tam rodzinna atmosfera i mamy posiłki za darmo, a w szatni znajduje się prysznic. Kąpię się codziennie w pracy. Śniadanie i obiad jem w pracy, a na kolację biorę z pracy słoik zupy i saszetkę herbaty. Kawę piję rano w pracy, bo jest za darmo. W pracy noszę mundurek, który codziennie jest prany i maglowany w firmowej pralni, więc swoje ciuchy noszę tylko w drodze do pracy i z pracy, a kiedy wracam, zmieniam ciuchy na domowe, a wieczorem na piżamę, i tak w tych jednych ciuchach chodzę tydzień (bieliznę zmieniam codziennie). Raz w tygodniu robię pranie, piorę w kapsułkach, które podkradam będąc w gościach (tygodniowo kradnę jedną). Wieczorami siedzę przy lampce, która jest na akumulator, który ładuję będąc w pracy lub u rodziców, telewizji nie oglądam. Na weekendy idę spać do rodziców lub babci, tłumacząc, że przykro mi siedzieć samej, tym samym żywiąc i kąpiąc się u nich przez te dni. W zimę temperaturę w domu mam ustawioną na najniższą możliwą temperaturę i nie otwieram okien, które uszczelniłam już na jesień, tym samym oszczędzam na ogrzewaniu.

Tak więc: nie wydaję pieniędzy na transport, ponieważ chodzę pieszo, nie wydaję dużo na wodę, bo kąpię się w pracy bądź u rodziny, nie kupuję jedzenia, oszczędzam na praniu, w domu sprzątam sodą, wodą, octem i płynem do naczyń raz w tygodniu. A papier toaletowy kradnę z kibla w pracy. Ciuchy kupuję raz w miesiącu w lumpeksie i przeznaczam na to 20 zł, a kosmetyki kupuje te najtańsze. Tym sposobem prawie w ogóle nie wydaję pieniędzy, więc spokojnie spłacam kredyt i jeszcze mam oszczędności. A w tym wszystkim nie biorę urlopu, tylko należne za niego pieniądze, i tym samym oszczędzam pięciokrotnie. Generalnie to oszczędzam na wszystkim i nikt z mojego otoczenia nie ma o tym pojęcia.
Dodaj anonimowe wyznanie