#1CRaa
Dziewczyna się prostuje i odwraca. Patrzę, a to moja koleżanka z roku, na którą nie zwróciłem wcześniej uwagi. Ni z gruchy, ni z pietruchy w wyniku zadziałania uroku zagadnąłem i od słowa do słowa zaprosiła mnie do akademika na piwko.
Wieczorem wyszykowany jak szczur na otwarcie kanału lecę, biegnę, frunę do tego akademika. Pukam do pokoju. Wchodzę. Witam się. Daję piwko, które ze sobą przyniosłem. Pijemy piwko, gadamy, jest coraz milej, rozmowa się klei, się gorąco robi, buzuje. Nagle zaczyna mi dzwonić telefon. Noż kurde bela, jasny gwint, ciemna śrubka. Odbieram: "Cześć. Gdzie jesteś. Czekam na ciebie już godzinę. Blablabla".
Ja w szoku i myślę "łot da fak, kto to i na co czeka i gdzie". Po drugim telefonie - drogą dedukcji i innych dziwnych rzeczy ustaliłem, że wlazłem do innego pokoju, do laski, która też się umówiła na randkę, ale później i nie ze mną. Udało mi się wyjść zanim przyszła jej randka i dotarłem ze sporym spóźnieniem na moją właściwą randkę.
Teraz tak sobie myślę: jakim cudem nie zauważyłem, że dziewczyna, z którą siedziałem w pokoju to nie ta spod bankomatu? Na co ja zwróciłem uwagę, bo chyba nie na twarz.
Gratuluję, jesteś palantem!
Sam początek i w sumie Twoje zachowanie było obleśne. Nie mówię o pomyłce.
Brakuje najważniejszego - czy zaliczyleś w tej sesji?
Na dupę