#OGME8

Wczoraj wybrałam się z moim facetem do restauracji. Znalazłam w talerzu włos. Po zgłoszeniu tego obsłudze usłyszałam, że prawdopodobnie sama go tam wrzuciłam chcąc pogrążyć lokal. Żadne tłumaczenia, że to długi, gruby, czarny włos, a ja jestem blondynką nie docierały. Pojawił się właściciel, zasugerował, że ja ten włos specjalnie przyniosłam ze sobą (no oczywiście, że noszę cały woreczek czarnych włosów w torebce, na wypadek gdybym chciała przyozdobić nimi potrawę w knajpie), następnie w moim kierunku poleciały obelgi zmieszane z pytaniami „która konkurencyjna restauracja mnie przysłała”.

Oczywiście cała sytuacja „rozwiązywana” była na cały głos w sali, gdzie jedli inni goście. Kiedy wychodziliśmy; głodni i wkurzeni, dziesiątki oczu klientów odprowadzały nas ze zniesmaczeniem. Najwyraźniej uwierzyli, że jestem restauracyjną sabotażystką.

#aR2N7

Pracuję w gastro. To ja jestem tą osobą, która ma bezpośredni kontakt z klientem. Mam jeszcze kucharzy, ale oni nie obsłużą kasy.

Ostatnio tak się zdarzyło, że musiałam iść na "dwójeczkę", ekspresowo. Musiałam. Rozkoszowałabym się dłużej tą chwilą samotności, ale już wołali, że kolejni goście czekają. Umyłam szybko ręce i wróciłam na stanowisko. Krótka rozmowa z klientem, proponuję coś do picia, albo może coś słodkiego, a on się ciągle patrzy na moje ręce, niezwykle podejrzliwym spojrzeniem. Spojrzałam i ja. Nasze oczy się spotkały. Wiedział, że wiem, o co mu chodzi.
"Och, koleżanka ma urodziny i właśnie częstowała tortem czekoladowym", po czym, aby udowodnić prawdziwość moich słów, oblizałam palec z miniaturową grudką czekoladowego nadzienia.
Klient uśmiechnął się z ulgą.

Jak się już domyśliliście - nie, nie było żadnych urodzin, ani żadnego ciasta...

#ChQlC

Mój partner strasznie nalegał na dziecko. Dosłownie dzień w dzień słuchałam o tym, że jego siostra już ma dzidziusia, takiego słodkiego, i my też byśmy mogli. Planował nawet gdzie postawi łóżeczko. Po kilku miesiącach namawiania w końcu się zgodziłam. Doszłam do wniosku, że w sumie nie warto zwlekać, skoro jestem przed 30., a warunki mamy. No i udało się dość szybko. Problem pojawił się jednak w tym, że przez ciążę zaczęłam strasznie tyć. Nie objadałam się, owszem, miałam więcej chęci na słodycze, ale nie na tyle, aby one spowodowały przybranie 10 kg wagi. Zresztą poniekąd się tego spodziewałam, bo moja mama i babcia w ciąży również bardzo tyły.

Szkoda, że mój partner nie mógł tego pojąć i postanowił odejść. Zostawił mnie w 8 miesiącu ciąży, bo już go nie podniecam i brzydzi go moje opuchnięte ciało i wielki brzuch. Gdy próbowałam pytać, czy nie wiedział, że przecież tak wygląda ciąża, on stwierdził, że na pewno nie tak jak u mnie, bo jego siostra była szczupła przez całą ciążę.

Tak że cóż, dziecko zostanie bez ojca, a ja od tygodnia ryczę w poduszkę.

#Gd8Yd

Moja córka jest dosyć oryginalną 6-latką. Ubiera się tylko na czarno lub biało (kiedy kupuję jej kolorowe rzeczy mówi, że kolory ją rozpraszają), słucha tylko muzyki klasycznej i nie chce oglądać bajek, jedynie filmy, ponieważ twierdzi, że - cytuję: „Postacie animowane nie wyrażają emocji”. Mąż hobbystycznie zajmuje się malarstwem, więc jako artystyczna dusza popiera córeczkę we wszystkim i wręcz zachwyca się jej wyborami i nadzwyczajnie dojrzałym myśleniem. Ale ja, magister fizyki, jako matka niemyśląca artystycznie, trochę się o nią martwię. To znaczy, nie chciałabym być źle zrozumiana, ja się cieszę, że dziecko jest inteligentne, że dostrzega więcej niż inne dzieci, ale... czy to jej nie odbiera dzieciństwa? Ona mi się wydaje zbyt poważna. Czasem patrzy na mnie zupełnie jak dorosła, doświadczona osoba, mówi również rzeczy, które wskazywałyby na to, że niejedno już przeżyła... i szczerze mówiąc, przeraża mnie to.

#JuUuR

Odkąd wprowadziłam się do nowego mieszkania, cały czas nachodzi mnie pewien sąsiad. Z tego co wiem jest około 50. i mieszka na piętrze niżej. Odnosiłam wrażenie, że jest lekko chory psychicznie, więc z początku tylko go zbywałam, chociaż pukał do moich drzwi minimum trzy razy dziennie i zawsze a to cukier chciał pożyczyć, a to zapytać, czy u mnie też są jakieś problemy z rurami, albo zastanawiał się, gdzie wycieraczkę kupiłam. Po jakimś czasie po prostu udawałam, że nie ma mnie w domu, choć on i tak ciągle pukał.

Pewnego dnia mijałam go na klatce schodowej, a przy okazji też innego sąsiada. I gdy pan natarczywy już sobie poszedł, ten drugi sąsiad ostrzegł mnie, że ten facet jest chory psychicznie i zaczepia oraz nachodzi wszystkie kobiety w tym bloku, nawet jego żonę. Do tego wszyscy tu wiedzą już, że odsiadywał dwa wyroki za gwałty i ich zdaniem on sobie szuka kolejnej ofiary, a policja to ignoruje, bo przecież nie ma dowodów.

Tak się wtedy przeraziłam, że od tego momentu mam cały czas zamknięte drzwi na klucz, a chwilami rozważam nawet przeprowadzkę. Odkąd przestałam otwierać, ten facet puka rzadziej, ale raz słyszałam, jak dobija się do drzwi naprzeciwko moich, gdzie z tego co wiem, mieszka młoda matka z synem. Potem przyjechała policja, ale kazała mu tylko wrócić do siebie. Nie wiem, co mam zrobić...

#ktJGG

Zacznę od tego, że jestem tancerką w klubie nocnym. Bardzo lubię to co robię. Taniec na rurze to coś, co mnie fascynuje nie tylko w kwestii erotycznej, ale też jako rodzaj tańca czy sportu. Cała reszta związana z pracą w takim klubie również nie jest dla mnie problemem. Dla mnie to taka chwila, gdy czuję się jak bogini, która robi akrobacje na rurze, w seksownym ubraniu, a mężczyźni dookoła podziwiają. Jednak nie uprawiam z nikim seksu ani nie dochodzi do żadnych intymnych czynności, jestem zatrudniona jako tancerka i tylko to jest w zakresie mojej pracy. To nie wygląda tak jak na filmach, z góry uprzedzam.

Poza pracą jestem zwyczajną kobietą. Studiuję, mieszkam z partnerem, a wolnych chwilach trenuję pole dance albo jeżdżę z tatą na ryby. I o ile moi bliscy nie mają problemu z moją pracą, to jednak nie przyznaję się obcym do tego, co robię. Przykładowo mój chłopak doskonale wie co robię w pracy i jak to wygląda, więc nie ma z tym problemu. Owszem, nie jest też wybitnie szczęśliwy, że oglądają mnie inni mężczyźni, ale to po prostu zarabianie ciałem. Tak jak modelka na przykład. Podobnie tata, mówi, że skoro dobrze się w tym odnajduję, to bardzo go to cieszy, chociaż wolałby tego nie oglądać. Natomiast obcy ludzie, gdy jakimś cudem dowiedzą się czym się zajmuję, najeżdżają na mnie i porównują do taniej prostytutki, oddającej się bezdomnym za kilka groszy. Straszna fala nienawiści wtedy na mnie spada, więc ukrywam to jak tylko mogę. Nie potrafię tego zrozumieć, dlaczego mój zawód jest tak potępiany. Ja jedynie tańczę...

#IXg6p

Mój ojciec jest strasznym fanatykiem religijnym. To zaszło już tak daleko, że uważa, że jest święty. Jednak to wszystko nie przeszkadza mu w zdradzaniu mojej matki z pewną katechetką. Gdy wszystko się wydało i zapłakana mama pytała go czemu to zrobił, on stwierdził, że to było dla Boga i mu wolno, bo jest mężczyzną. Obecnie są w trakcie rozwodu. Ale jest jeszcze jeden skandal, który bardzo bym chciała, aby się wydał. Ojciec jest nauczycielem historii w liceum, w którym uczy również jego katechetka - mężatka z dzieckiem.

#K7BMa

Mieliśmy w liceum fajną paczkę. Do dziś z sentymentem wspominam te czasy. Byliśmy bardzo aktywni jako nastolatkowie - pisaliśmy komiksy, kręciliśmy filmy i w owym czasie byliśmy dumni z naszego dorobku „artystycznego”.

Nasza sędziwa, bo już ponad 100-letnia szkoła posiadała wspaniałą ogromną piwnicę. Kreatywni my postanowiliśmy zamurować jedno jej pomieszczenie i ukryć w nim wszystkie nasze prace z nadzieją że ktoś je kiedyś znajdzie i poczuje dreszcz emocji z odkrycia - ot, chłopięca fantazja.

Wyobraźcie sobie przygotowania. Sportowe torby, potajemne wnoszenie pustaków, wody, cementu, mieszanie zaprawy, murowanie. Pełna konspiracja. Wszystko finalnie zatuszowane, przykryte tablicami, stalowymi pierdółkami - majstersztyk.

Jakie było nasze zdziwienie, kiedy niefortunnym zbiegiem okoliczności pewna pani pedagog razem z woźnym odkryli, że w piwnicy brakuje jednego pomieszczenia.

Konflikt eskalował błyskawicznie - rozmowy z dyrektorem, oburzenie rady pedagogicznej, masa plotek na mieście, że zamurowaliśmy tam człowieka (marzannę na katafalku), że w pewnym LO działa sekta satanistyczna. Obłęd. Skończyliśmy z nieodpowiednim zachowaniem i tu wielkie brawa dla naszej wychowawczyni, która jak lwica wyszarpała nas z objęć nagannego.

Epilogiem niech będzie moja rozmowa z ojcem po wizycie w szkole.

Ojciec rozbawiony, ale próbujący zachować surowy wyraz twarzy: Chyba powinienem cię opierdolić za tę akcję.
Ja: Nie wydaje ci się to choć trochę zabawne?
Matka: Uspokój się, przecież sam mu dałeś szpachlę...

Kurtyna.

#MPHi3

Wszyscy moi znajomi znają mnie jako bardzo wstydliwą osobę, która nie jest zainteresowana pornosami, innymi dziwnymi, zboczonymi filmikami czy w ogóle seksem, bardzo nieśmiałą i tak dalej w ten deseń.

Nikt nie ma pojęcia, że rysuję za pieniądze tak zwane NSFW, czyli ilustracje przedstawiające seks, fetysze i wszystko wokoło tej tematyki. Bardzo mi się to opłaca, bo zdesperowani ludzie są w stanie zapłacić chore sumy za dobrze wykonane ilustracje z ich ulubionymi lub własnymi postaciami biorącymi się do rzeczy, nago, w seksownej bieliźnie itp. Przez ostatni rok zdarzało mi się rysować naprawdę chore rzeczy, jak fetysz nadmuchiwania się powietrzem (dosłownie), sekwencje przemiany jednej płci w drugą, furry porn, food porn itp. Czasami za pojedyncze zlecenia dostawałam 300-350 zł do nawet 900-1000.

Czasem jest mi źle z tym co robię, czasem nie, ale jedno wiem na pewno. Nigdy się nikomu nie przyznam na żywo, skąd mam te pieniądze, bo spalę się ze wstydu.
Dodaj anonimowe wyznanie