#18ouB
Gdy moja matka miała 18 lat, zaszła w niechcianą ciążę. Ojcem dziecka był okoliczny patus, który wkrótce po moich narodzinach zmył się. Matka prawdopodobnie dokonałaby aborcji, ale religijna rodzina odwiodła ją od tego pomysłu.
Wraz z mamą pomimo braku pieniędzy wiodłyśmy całkiem dobre życie, do czasu aż nie poznała kolejnego partnera, z którym wzięła ślub. Wkrótce nowy tatuś zaczął traktować mnie jak śmiecia i dawać mi do zrozumienia, że jestem niechciana. W wieku kilku lat byłam często zamykana w pokoju, żebym nie przeszkadzała. Problem pogłębił się po narodzinach przyrodniego rodzeństwa. Wtedy już zarówno matka, jak i jej partner dawali mi do zrozumienia, że jestem niechciana. Całe dnie spędzałam zamknięta w pokoju, często chodziłam głodna, nikt nie interesował się moim życiem. Już jako dziecko miałam myśli samobójcze i okaleczałam się.
Dziś jestem dorosłą osobą z wieloma problemami psychicznymi. Ciągle odczuwam konsekwencje braku miłości w dzieciństwie, zmagam się też z depresją. Często myślę, że wolałabym się nie urodzić.
Właśnie tak wygląda życie niechcianych dzieci. Zanim następny raz krzykniecie, że każde dziecko powinno się urodzić, zastanówcie się dwa razy.
PS Rodzina odwodząca matkę od aborcji nigdy mi nie pomogła, a gdy doświadczałam przemocy, odwracali głowy, bo to nie ich problem.
Znam dużo „chcianych” dzieci mających takie samo/gorsze dzieciństwo i problemy ze sobą (dzień dobry). To chyba nie kwestia dostępu do aborcji.
Oczywiście to nie umniejsza Twoich problemów, zawalcz o siebie. Dobry terapeuta działa cuda, powodzenia.
A ja znam dużo niechcianych dzieci, które mają dobre życie, kochających, biologicznych rodziców i nigdy nie dowiedzą się, jak blisko było to tego, żeby nigdy nie przyszyli na świat.
Nie ma reguły, jak potoczy się nasze życie.
Macie racje. Chodzi mi o to, ze nasze życie w naszych rękach. Trzeba zadbać o siebie.
Słowo "niechciane" można różnie w tym kontekście rozumieć. Jeśli dziecko jest wpadką, a matka sama zdecyduje się je urodzić i wychować, to jest jak najbardziej chciane. Jeśli jednak wynika to z presji rodziny/partnera/społeczeństwa, to niestety często kończy się tak jak w wyznaniu.
Arara - nie zgadzam się. Matka autorki jest po prostu patologia. I tyle. Nie ma znaczenia, czy autorka była chciana. Znam dziewczynę, która zrobiła sobie dziecko, bo jej obecny mąż bardzo chciał a ona kochała go tak strasznie (i głupio), że wolała to zrobić niż się rozstać. I ona sama przyznaje, że tego dziecka nie kocha, chociaż w życiu byś się nie domyśliła. Zwyczajnie o nie dba, opiekuje się, nawet przytula, gdy mała tego chce. U niechcianych dzieci moze być problem braku miłości, ale normalny człowiek nie będzie dziecka głodził.
Logicznie rzecz biorac, gdyby dokonala aborcji to nie mialabys tych problemow. Czy z twojego punktu widzenia byloby dla ciebie lepiej?
Powaznie pytam. Bez ironii czy sarkazmu.
"Często myślę, że wolałabym się nie urodzić."
dnoiwodorosty: Czesto automatycznie oznacza, ze nie zawsze. Wyjmujemy zatem te odcinki i co nam pozostaje? Nie wysmiewam sie. Ludzie, ich osobowosc sa niesamowicie zlozeni. Jak dlugo trzeba pokutowac za czas, miejsce i okolicznosci przyjscia na swiat? Czy musi to miec decydujacy wplyw na dorosla, samoswiadoma osobe? Czy mozna odrzucic ten ciezar, odciac sie od przeszlosci? Byc prawdziwie niezalezna jednostka?
@corazwięcejpustki całe wyznanie jest o tym, że wolałaby się nie urodzić.
Ona nie "pokutuje" za okoliczności, w których się urodziła. Pokutować można za grzech, a nawet jeśli chcesz to rozważać w tych kategoriach - to nie jest jej grzech. Ona cierpi za rany, które zadano jej w dzieciństwie i które odcisnęły się na delikatnej psychice dziecka, które najwyraźniej nie miało żadnego sprzymierzeńca. Przemoc, której doświadczała też nie jest jej grzechem. Dla dziecka to jest potworne doświadczenie, Pokutować to powinni jej rodzice (tak, również ojczym) i rodzina, którzy odwracali wzrok. Naprawdę, w rozmowie z kimś tak obciążonym trzeba bardzo uważać na słowa, bo jedzie się po ranach do żywej kości.
Gdyby było możliwe "strząsnąć" je z siebie, wytrzepać jak pies z wody to psycholodzy nie mieliby pracy.
Autorko, jeśli to tylko możliwe to wyobraź sobie, że koło tego umęczonego dziecka jest jakaś ciepła osoba, która przytula je do siebie. Możesz się wypłakać, możesz jej wszystko opowiedzieć, a ona zawsze cię wysłucha, zrozumie, poradzi, wesprze.
Ja też jestem takim dzieckiem z niechcianej ciąży, mimo że moi rodzice bardzo mnie kochają, okazują to i zawsze byłam oczkiem w głowie taty. Nie będę tutaj mówiła o konkretach, ale żeby zobrazować sytuację: mój ojciec był za stary żeby mieć dziecko a mama za młoda. I ja mam poczucie, że dobrze byłoby gdybym się nie urodziła. Nie ma zasadzie "chcę umrzeć", tylko tak po prostu "jakbym się nie urodziła to byłoby dla mnie lepiej"
Ja nie mam żadnych złych doświadczeń, ale gdybym się nie urodziła to jaka byłaby to dla MNIE różnica? Nie byłoby mnie, więc nie wiedziałabym jakie życie przeżyje, nie miałabym tej świadomości co straciłam. Nawet gdyby moja mama mnie usunęła nic by to w moim "życiu" nie zmieniło
Zamiast wojować o to, czy dziecko się urodzi czy nie może ktoś by się zajął tymi, które faktycznie żyją? Ale nie, to propagandy politycznej nie jest takie przydatne.
Bo ci najbardziej krzyczący o rodzeniu wszystkich dzieci, nawet chorych, kierują się dwoma zasadami:
1. Masz urodzić chore dziecko, bo ja tak chcę!
2. Urodziłaś chore dziecko? Radź sobie, twoje dziecko, twój problem.
StaryTapczan
Pytanie tylko, czy to coś złego, i czy widzisz tutaj jakąś sprzeczność.
Zakładanie, że taką istotę należy już traktować jako żywego człowieka jest równie bezpodstawne, jak zakładanie, że nie, ale jeśli ktoś już w to wierzy:
To, że ktoś nie popierałby tego, by dzieci w domu dziecka były usypiane (jak zwierzęta w przepełnionym schronisku) nie obliguje go do tego, by musiał w pomoc, akurat domom dziecka, się angażować.
To złego, że póki dziecko jest w mojej macicy, to każdy chce o nim decydować i moja ciąża jest sprawą całego społeczeństwa, ale kiedy już to dziecko urodzę, to raptem całe krzyczące społeczeństwo przestaje się dzieckiem interesować. Czyli co? Płód jest ważniejszy dla społeczeństwa, niż już urodzone dziecko? Ci ludzie zwyczajnie wolą krzyczeć, niż coś robić. Powiedz mi, gdzie są Ci wszyscy krzykacze, kiedy to chore dziecko się już urodzi? Gdzie oni są, kiedy matka takiego dziecka musi zrezygnować z pracy i zajmować się nim 24h? Gdzie oni są, kiedy zapłakani rodzice błagają obcych ludzi o pieniądze na leczenie, rehabilitacje, na jedzenie? Gdzie oni są, kiedy trzeba walczyć o ŻYCIE I GODNOŚĆ tego dziecka? Powiem Ci gdzie- przy kolejnej ciężarnej, zmuszając ją do rodzenia kolejnego chorego dziecka. I tak w kółko. Oni w dupie mają te wszystkie dzieci i ich życie, zależy im tylko na władzy nad inną osobą.
A następnym razem rozmawiaj ze mną po ludzku, zamiast kopiować swoje komentarze jak leci.
Ze strony ludzi reprezentujących pogląd o którym mówisz, nie zmienia się dosłownie nic, traktują te byty dokładnie na równi i wciąż stawialiby równy, jeśli nie mocniejszy opór, gdyby ktoś chciał je zabijać.
Zmieniają się jedynie Twoje oczekiwania wobec tych ludzi.
Skopiowałam raz, dla osoby mówiącej dokładnie to samo co Ty, nie dla Ciebie, żeby zaznaczyć, że nie jest to żadna nowa treść w rozmowie i nie wprowadzać chaosu organizacyjnego, więc nie wiem, skąd taki absurdalny zarzut, że nie rozmawiam z Tobą po ludzku. Czytaj po prostu uważniej rzeczy, zanim zaczniesz cokolwiek komukolwiek zarzucać. Rozumiem, że temat wzbudza wiele emocji i zacietrzewienia, ale, niezależnie od reprezentowanej opcji, dawanie się porwać tym emocjom w dyskusjach i podczas głosowań, jest nieetyczne.
(Nieetyczne, bo wtedy wzrasta szansa na błędy merytoryczne, a nie każdy je wyłapie, i możesz kogoś przekonać błędną argumentacją, a tym samym, wpłynąć realnie, choćby w najmniejszym ułamku promila, na życia ludzi).
Moje oczekiwania są takie, aby byli konsekwentni. Zależy im na chorym dziecku, które noszę? To niech im tak samo zależy na chorym dziecku, które już urodziłam. To jest to samo dziecko. Krzyczą, że życie mojego nienarodzonego dziecka jest ważne? To niech to życie będzie dla nich ważne również po urodzeniu. Bo jeśli ktokolwiek podchodzi do tego tak, że dziecko w mojej macicy jest dla niego ważne, ale to samo dziecko już poza moją macicą ważnie nie jest i „radź sobie sama”, to jest zwyczajnie zakłamany i wara od mojej macicy i mojej ciąży, hipokryci.
Zależy im DOKŁADNIE, co do najmniejszego szczegółu tak samo, zmieniają się jedynie Twoje oczekiwania.
Środowiska zaangażowane w pomoc matkom (takie jak na przykład Caritas czy ruchy pro-life prowadzące domy samotnej matki) wciąż im pomagają po narodzinach, a ci, którzy sprzeciwiali się zabijaniu, ale nie angażowali w działalność charytatywną akurat na tym polu, wciąż się nie angażują.
Konsekwencja jest tu idealnie zachowana, brak konsekwencji jest jedynie w oczekiwaniach strony przeciwnej.
Kim my jesteśmy żeby decydować kto ma sie urodzić a kto nie?
Dziecko zawsze można oddać do adopcji.
Moje zdanie zabrania wam podejmować decyzji w kwestii podjęcia decyzji o aborcji. Także ten. :)
A czy ktoś zmusza kogokolwiek do aborcji? Nie. Lekarz, kiedy już wie, że dziecko będzie zdeformowane, może jedynie zaproponować opcję aborcji, ale nikt nikogo siłą nie przywiązuje do łóżka i nie wyskrobuje. Nikt Was do tej aborcji nie zmusza, nie robi Wam jej na silę, jeżeli jej nie chcecie. Macie prawo do wyboru, a zabraniacie innym kobietom prawa do tego wyboru. Może tak łaskawie zajmiecie się swoimi sprawami, swoimi ciałami i swoimi dziećmi? Czy to Wy będziecie później wychowywać to obce chore dziecko? Czy to Wy będziecie na to dziecko płacić? Będziecie to dziecko bawić, karmić i opiekować się nim? Czy to Wy będziecie się zmagać z EWENTUALNYM poczuciem winy? Czy to Wy będziecie ponosić konsekwencje aborcji innej kobiety? Nie? To zamknijcie dziób i zajmijcie się sobą. Najśmieszniejsze jest to, że ludzie, którzy tak się wytracają w życie i ciało innej osoby, sami sobie nie życzą wtrącania w ich życie i ciało. Więc zajmijcie się sobą, zamiast innymi ludźmi.
Ale to o co ty walczysz to aborcja na żądanie, nie ma nic wspólnego z obecną ustawą, bo czegoś takiego nigdy nie będzie w tym kraju.
Będzie, gdy ludzie nauczą się, że poglądy danych jednostek nie mogą zabraniać innym dokonywać aborcji. Świat byłby piękny, gdyby każdy wierzył w co chce bez sporów z drugą osobą. To, że jedna osoba wyznaje takie a nie inne ideały, nie znaczy, że ja mam przez to nie mieć woli wyboru.
@boruta6 jakie zabijanie ludzi?
I bardzo dobrze, że nie będzie.
Zgadzam się z przedmówcami.
Nie zamierzam mieć dzieci, zabezpieczam się podwójnie, ale jeśli wpadnę to i tak usunę coś, co nie jest w stanie funkcjonować poza moim organizmem przed minimum 5-6 miesiącem. Lepsze to niż jakbym miała zaraz po porodzie porzucić dziecko w lesie albo wychowywać je w nienawiści. Poza tym czy naprawdę według was legalna aborcja doprowadzi to tego, że wszyscy będą biegać z odkurzaczem I wysysać z siebie płody? Bo tak to właśnie wygląda i tak brzmią wasze wypowiedzi.
Poza tym to są WASZE poglądy i skoro według was, ja nie mam prawa decydować o cudzym życiu to jakim prawem wy decydujecie o moim? Nikt nie ma prawa decydować o cudzym życiu, więc czemu płód, który nie jest jeszcze rozwinięty i sam beze mnie nie przetrwa ma decydować o moich kolejnych latach męczarni? "Płód będzie dzieckiem, w zasadzie to już jest dziecko". Z plemników też mogą powstać dzieci, ale jakoś nikt nie zakazuje masturbacji.
Kobiety jak chcą, to i tak przeprowadzą zabieg w mniej lub bardziej bezpieczny sposób, czy wam się to podoba czy nie.
Ja np. nie jestem za paleniem maryśki, pewnie nigdy nie zapalę, nie jest mi to potrzebne do szczęścia ale jak ktoś chce to niech pali i powinno to być legalne. Tak samo z wegetarianami - ONI nie chcą jeść mięsa, więc ci normalni wegetarianie żyją spokojnie na warzywach etc. nie wpierdalając się w cudze życie, bo to ONI nie chcą jeść mięsa a nie MY.
Chociaż pewnie do takich osób jak wy to nigdy nie dotrze. Zapatrzeni w swoje racje i nakazujący żyć innym tak, jak WY tego chcecie.
W sumie to już 21 na karku. Wazektomia kosztuje nie małe pieniądze, pigułki byłyby zdecydowanie tańsze. Ale przez takie osoby, co na siłę bronią płód, który nie jest w stanie funkcjonować beze mnie, jest to zabronione. Spójrz na to logicznie - czy płód jest w stanie funkcjonować bez matki?
Moje życie, moje ciało, moje wybory. Wszędzie tylko „ja” i „ja”. Niestety egoizm jest wpisany w naturę człowieka. Obecne konsumpcjonistyczne czasy z pewnością nie sprzyjają poprawie sytuacji. Nie powinien więc dziwić fakt, że w tym wszystkim ciężko znaleźć zrozumienie dla istoty rozwijającego się życia...
maIasarenka zgadzam się z tobą i mimo to jestem za legalną aborcją. Głównie dlatego, że jeśli zdarzyłaby mi się wpadka to nie chcę by dzieciak czuł się później odrzucony przez własną matkę. Dziecko to duża odpowiedzialność z którą ja bym nie dała rady (bardziej ciąża niż samo wychowanie) a, że jestem egoistką to dbam o siebie i swoje potrzeby. To, że się czegoś nie popiera nie znaczy, że trzeba to zakazać wszystkim.
MrsMarvel
Pytam nie złośliwie i nie ironicznie:
Skąd w ogóle pomysł, że to, czy jest w stanie funkcjonować po za organizmem matki jest decydującym kryterium?
Jak tłumaczysz sobie fakt, że ma być to decydujące kryterium na początku życia, ale przy dorosłych osobach, nie mogących przeżyć nie podłączone do medycznych systemów, już nie jest?
(Chyba, że według Ciebie jest)
Czy może jednak decyzję podjęłaś na podstawie zupełnie innego kryterium, a to nie ma dla Ciebie znaczenia, tylko dodajesz je dla jakiegoś efektu retorycznego?
Serwatka jeśli ktoś nie jest w stanie samodzielnie funkcjonować, to lepiej to zakończyć. I takie podejście przyświeca mi I w kwestii aborcji I w kwestii eutanazji. Dlatego obie te rzeczy powinny być legalne.
Przeraża mnie to, że każdy broni prawa do życia dzieci, które urodzą się jako warzywa, ale jakoś żaden z nich ich nie adoptuje..
Ludzie źle zachowywali się w stosunku do ciebie, problem jest z nimi, a nie w tym że się urodziłaś.
mogła oddać cię do adopcji, ale i tak dobrze że cię nie zabiła
Zdajesz sobie sprawę że nie musisz żyć? Jeżeli wolałabyś się nie urodzić to możesz po prostu odebrać sobie życie i wszystkie twoje problemy się skończą.
Zdajesz sobie sprawę że i bez twojego komentarza pełno młodych ludzi popełnia samobójstwa? Trzeba naprawdę ogromnie cierpieć by zdecydować o zakończeniu życia. I jeszcze mieć siłę na zaplanowanie i osiągnąć skutek. To nie są trzy sekundy i po bólu.
Róbmy niechciane dzieci, bo przecież jak już przeżyją tyle cierpienia, że stwierdzają, że wolałałyby się nie urodzić, to zawsze mogą się zabić. No kur**
To lepiej zabijać zanim się narodzą? Wtedy nawet nie będą mogły zdecydować, czy chcą żyć. Tacy pro choice a decydują za tych, którzy jeszcze nie umieją mówić.
@Dragomir Jakie zabijać, idioto? Płód to nie człowiek. Sprzeczaj się ile chcesz, ale taka jest prawda, katozjebie.
Zdajesz sobie sprawę że komentarze propagujące samobójstwo są karalne?
Ja uważam, że aborcja w trzech przypadkach - gwałtu (najlepiej by było, gdyby na komisariacie/szpitalu podawali zgwałconej kobiecie tabletkę i nie musiałaby wybierać czy poddać się aborcji czy nie), wady płodu (nieważne czy mogłoby żyć normalnie czy nie, sama nie wiem czy bym urodziła np. dziecko z zespołem downa, mimo że takie może żyć w miarę normalnie i samodzielnie) i zagrożenia życia matki. Za aborcją na życzenie nie jestem, bo aborcja nie powinna być późną antykoncepcją. Można oddać do adopcji, zostawić w oknie życia. Jestem za tym, żeby kobiety mogły sobie legalnie podwiązać jajowody (a nie że tylko z powodów zdrowotnych) tak jak mężczyźni mogą poddać się wazektomii. Kobieta która nie chce mieć dzieci, podwiązałaby sobie jajowody i miałaby spokój. Aborcja dziecka z wpadki nie gwarantuje, że znowu się nie wpadnie, a chyba lepiej poddać się raz zabiegowi podwiązania jajowodów niż aborcji za każdą wpadką. Są odwracalne metody podwiązania jajowodów (tak jak wazektomia jest odwracalna), więc kobieta mogłaby wybrać metodę, w zależności od tego czy nie chce w ogóle dzieci czy nie chce teraz, ale chce w przyszłości/nie wyklucza że będzie chcieć. Dziwię się, że kobiety nie walczą o zalegalizowanie podwiązania jajowodów. Przynajmniej nic o tym nie słyszałam. A do tego w sumie hasło "Moje ciało. Mój wybór" pasowałoby bardziej, bo jednak jajowody to jest bardziej ciało kobiety niż zarodek/płód.
Trzeba dać szansę każdemu. Nie można segregować na lepsze i gorsze bo ktoś jest biedny a ktoś nie. Do czego to w końcu doprowadzi?