#Z11a2

Mam już wszystkiego dość. Wieczne sprzątam, gotuję, robię zakupy. Jestem już tym wszystkim zmęczona. Mój partner nawet nie wpadnie na pomysł, żeby mnie trochę odciążyć. Mam wrażenie, że dla niego liczy się tylko on sam, a ja jestem jak pomoc domowa. On jest wiecznie zmęczony po pracy, a ja to co? Też pracuję i ogarniam dom. Nie wiem już co mam robić, najlepiej wyjechałabym gdzieś z dala od niego, żeby się przekonał jak to jest mieć tyle rzeczy na głowie.

#KDMnV

Dostałem zadanie, aby przez weekend zaopiekować się szynszylą mojej dziewczyny. To tylko trzy dni, ale i tak zdołałem nawalić.

Dwa pierwsze dni byłem bardzo ostrożny i obyło się bez przygód. Ostatniego dnia się rozluźniłem. Wypuściłem szynszylę z klatki, żeby poszwendała się po pokoju. Po jakimś czasie zostawiłem stwora na chwilę samego i poszedłem do kuchni. Wszystkie kable, gniazdka i wszystko co by mogło zostać pogryzione było zabezpieczone.
Niestety zwierzak zdołał wywrócić szklankę z wodą, która była na stoliku koło łóżka. Cały się zmoczył, a potem ociekający wodą biegał po pokoju. Dziewczyna mówiła mi, że szynszyle nie powinny się moczyć, i że się kąpią w jakimś proszku. Próbowałem go wysuszyć ręcznikiem, ale nie dało się - futro szynszyli jest bardzo gęste.

Nie miałem żadnego odpowiedniego proszku, który bym mógł dać zwierzakowi. Jedyne co mi przyszło do głowy, to mąka. Od razu pożałowałem tego pomysłu. Zwierzątko się całe ufajdało, futerko mu się posklejało i wyglądało to tragicznie. Ku niezadowoleniu szynszyli próbowałem wyczesać futro grzebieniem, bez powodzenia.

Niedługo potem przyjechała moja dziewczyna, co tu dużo mówić była wściekła: „Ty debilu, planowałeś go usmażyć?”.

#EcIda

Opowiem wam historię z życia wziętą, którą wstyd mi wspominać.

To się wydarzyło parę lat temu w wakacje, kiedy chciałyśmy z koleżankami zarobić, jeżdżąc na zbieranie truskawek. Wydawało się nam wtedy, że dużo zarobimy, więc do pracy ruszyłyśmy z ochotą.
Wszyscy ludzie zbierali na wielkim polu po kilka pojemników, a nas właściciel zaprowadził na inne pole, przy którym w długich rzędach rosły porzeczki.
Zbieramy już kilka godzin, aż zachciało mi się tak zwaną dwójkę. Dziewczyny powiedziały, że nikogo nie ma i mogę iść między rzędy porzeczek. I tak zrobiłam, a że nie byłam przygotowana, to miałam tylko kilka chusteczek.
Po skończonej kupie dziewczyny zamieniły przysłowie "Pytasz dzika, czy sra w lesie" na "Pytasz (moje imię), czy sra w porzeczki".
Do tej pory się z tego śmieją, a mi nadal trochę wstyd.

PS Na truskawkach nas oszukali, mało kasy dostałyśmy i już nigdy tam nie wróciłyśmy. Mam tylko nadzieję, że nieuczciwy właściciel pola znalazł mojego stolca, a może nawet w niego wdepnął.

#jt3t4

Gdy miałam 16 lat byłam z chłopakiem, który okazał się totalnym złamasem, po roku nasz związek się rozpadł, a ja zaczęłam szukać pocieszenia w internecie.
Zawsze interesował mnie seks, nie było w moim domu tematu tabu.
I tak krok, po kroku trafiłam na czat skupiający osoby zafascynowane BDSM.
I tam go poznałam.
Zaopiekował się mną, dużo rozmawialiśmy, dużo mi tłumaczył. Szukałam opiekuna, pana - kładę to głównie na karb braku ojca, który mnie porzucił.
Zafascynowana mówiłam mu o wszystkim, o wszystkich problemach, przemyśleniach. Wiedziałam, że mogę na niego liczyć. Dokładnie wiedział co i kiedy powiedzieć, by postawić mnie na nogi. Czasem opieprzył, czasem pogłaskał po głowie, ale zawsze po rozmowach z nim czułam się lepiej, bezpieczniej.
Po kilku miesiącach poznałam chłopaka. Zaczęliśmy ze sobą być, a on odkrył moje rozmowy z nim. Wściekł się. Głównie dlatego, że powiedziałam mu gdzie się poznaliśmy.
Nie twierdzę, że nasze rozmowy były całkowicie niewinne, ale poza tym, że czasem trochę mnie podniecały, naprawdę nie miały z seksem wiele wspólnego.
Obiecałam wtedy, że więcej się nie skontaktujemy.

To było 5 lat temu. A ja wytrzymałam rok. Po roku znów napisałam do niego maila, znów rozmawialiśmy w ukryciu, na tworzonych ukradkiem pocztach, na kartach incognito. Ale dzięki temu czułam się po prostu lepiej, bo pomimo niewielkiej różnicy wieku przerodziło się to w układ ojciec-córka.
Czasami gnębiona wyrzutami sumienia kończyłam naszą znajomość, po czym znów wracałam, gdy robiło mi się niemiłosiernie źle. Bo wiedziałam, że on mi pomoże.
Przy kolejnym takim powrocie, akurat byłam na szkoleniu w jego mieście. Spotkaliśmy się. Trwało to 10 minut, bo uciekłam. Wystraszyłam się, że do tego jednak doszło, po tylu latach. Znów straciliśmy kontakt. A potem... znów zaczęliśmy rozmawiać.
Pech chciał, że mój chłopak dowiedział się o tym, o rozmowach, o spotkaniu. Zgubiła mnie własna naiwność i brak ostrożności.
Okazało się, że w tym czasie planował nasze zaręczyny.
Udało nam się dogadać, porozumieć. Usunęłam pocztę, zablokowałam go na portalach, tak by kontakt nie był możliwy.
Po 4 miesiącach zostałam narzeczoną. Mija właśnie 6 miesięcy od tego dnia, a ja... nie mogę przestać o nim myśleć. Jest jak trucizna, jak koło ratunkowe i kotwica w jednym.
Dzisiaj walczę ze sobą. Już próbowałam 4 razy założyć nowe poczty, ale co chwilę wywala mi błąd, a może to opatrzność?
Musiałam to z siebie gdzieś wyrzucić i tak trafiłam tu.

#URoks

Staraliśmy się o dziecko latami. W końcu zaszłam w ciążę, od razu rzuciliśmy się z mężem kupować wyprawkę. Nasz synek był dla nas oczkiem w głowie, mimo że nie pływaliśmy w kasie, chcieliśmy, żeby miał szczęśliwe dzieciństwo.
Rodzina z obu stron nie mogła doczekać się naszego dziecka, wiedzieli, jak długo się o nie staraliśmy. A że nasz syn miał być najmłodszy i chyba ostatni z licznej gromady dzieciaków, dostaliśmy masę ubranek i zabawek. Godzinami przeglądaliśmy je i zachwycaliśmy się tym, jak nasz syn będzie maleńki.
Opiekę ciążową załatwiliśmy oczywiście prywatną, na ekologiczne witaminy dla mnie wydawaliśmy więcej kasy, niż wypadało. Wszystko dla dziecka.
Piszę o tym, żeby uświadomić wam, jak bardzo cieszyliśmy się z tej ciąży. Wszyscy mówili mi, że będę idealną matką. A później okazało się, że muszę mieć cesarkę.

Wyjęli ze mnie małego, pokazali mi go, a ja nie poczułam niczego. Pamiętam, że był maleńki i ciepły, wyjątkowo ładny jak na noworodka, ale o wiele wyraźniej pamiętam to, jak mnie zszywali, jak grzebali mi we wnętrznościach.

Kiedy odwieźli mnie na salę i minął mi pierwszy szok, nic się nie zmieniło. Mały był wyjątkowo grzeczny, ale ja nie potrafiłam go wziąć na ręce. Głaskałam maleńką główkę, próbowałam przystawiać go do piersi i czułam tylko pustkę. W nocy nie spałam ze strachu, że nie usłyszę jego płaczu, więc praktycznie słaniałam się ze zmęczenia. W pierwszej dobie na noc oddałam go na noworodki, ale później jakaś położna wypomniała mi, że co że mnie za matka, skoro nie chcę zajmować się własnym dzieckiem. Więc przez kolejny tydzień pobytu spałam tylko wtedy, kiedy syna zabierali na badania.

Nie potrafiłam zmienić mu pieluchy, bałam się zakładać te śliczne ubranka, które z taką radością kupowałam w ciąży. Chyba każda położna z oddziału próbowała przystawić małego do mojej piersi, ale on tylko płakał i w końcu zasypiał z wyczerpania. Bałam się, że umrze z głodu, ale w szpitalu potępiali karmienie butelką.

Chciałam zasnąć i się nie obudzić. Albo cofnąć czas i nigdy nie zajść w ciążę. Bałam się powiedzieć o tym mężowi, który syna pokochał od razu i bezgranicznie. Rodzina przyjeżdżała w odwiedziny praktycznie codziennie, a ja nas granicy płaczu grałam dobrą mamusię. Każde pozytywne uczucie do syna od razu zabijały wyrzuty sumienia, że sobie nie radzę, że nawet nie potrafię nakarmić własnego dziecka.

Żeby jakoś to zakończyć napiszę, że nawet miłość do dziecka rodzi się powoli. Teraz syn ma prawie cztery miesiące, kocham go nad życie. Karmię piersią, noszę, tulę, świata poza nim nie widzę. Tylko wciąż z tyłu głowy mam strach, czy te pierwsze tygodnie nie wyrządziły mu jakiejś krzywdy. Czy nie zepsułam mu psychiki już na samym początku życia.
Wyrzuty sumienia będę mieć już chyba do końca życia.

#nYY49

Studiuję w Krakowie. Jest tu taki most, na którym zakochani zapinają kłódki z wygrawerowanymi inicjałami. Ma to zapewnić trwałość uczucia, albo może odporność na choroby weneryczne, nie wiem dokładnie, nie wierzę w takie rzeczy.

Ale moja dziewczyna ma romantyczną naturę więc poszliśmy zawiesić kłódkę. Gdy to zrobiliśmy i już mieliśmy iść ktoś podpowiedział, że kluczyk trzeba wyrzucić do Wisły. Jak trzeba to trzeba, sięgnąłem ręką do kieszni i rzuciłem klucz do rzeki. Szkoda tylko, że pomyliły mi się klucze i wyrzuciłem klucz od mieszkania.

#EC4VP

Wracałam z uczelni autobusem. Na jednym z przystanków wsiadła żwawa starsza kobieta. Zdjęłam słuchawki i spytałam ją kulturalnie, czy może chce usiąść. Odpowiedziała “To chyba oczywiste, że nie ty będziesz siedzieć.”. Powiedziałam jej “Wygląda na to, że jednak będę”, założyłam słuchawki i siedziałam dalej.

#GljSf

Mam 18 lat i nigdy nie przyznam się przed nikim do tego, co zrobiłam.

Rozstałam się z chłopakiem, to ja zerwałam, bo za bardzo mnie ograniczał, chciałam robić wszystko co tylko zapragnę, ale on zawsze się sprzeciwiał. Postanowiłam więc, że najlepiej będzie się rozstać. Ja będę miała swoje życie, a on znajdzie kogoś, kto ma te same poglądy co on.

Teraz historia właściwa.

Byłam samotna i nie miałam się do kogo odezwać. Wystarczyło kilka drinków i byłam dość mocno wstawiona. To wystarczyło do założenia konta na portalu randkowym, w którym, nie oszukujmy się, chodziło wyłącznie o seks. Jeden facet był chętny by spotkać się od razu, zgodziłam się. Przyjechał po mnie, porozmawialiśmy przez chwilę i stało się, przespałam się z nim w samochodzie.

Teraz czuję się jak dziwka i nie wiem co ze sobą zrobić.
Dodaj anonimowe wyznanie