Kilka osób pisało, że ich znienawidzoną częścią ciała są stopy. U mnie jest to język. I, co się łączy, ślina (tak, wiem, że ślina to nie część ciała, ale rozumiecie koncepcję).
Brzydzi mnie totalnie. Jeszcze u mnie w ustach ujdzie, potrafię o tym nie myśleć, ale np. nie mogę jeść lodów, innych niż w kubeczku, bo ogarnia mnie obrzydzenie. Nie mogę lizać lizaków, znaczków.
Brzydzą mnie oblizujące się zwierzęta, szczególnie psy (a te często np. zieją) i krowy. Mam odruch wymiotny, gdy widzę oblizujące się dziecko. Albo liżące cokolwiek - loda, lizaka, czy pokazujące język. A jak widzę takie totalnie małe, któremu ślina ścieka po palcach i brodzie, dostaję palpitacji. Obrzydlistwo. Podobnie, gdy ktoś ma wiecznie półotwarte usta lub mówi żując gumę. Trzymam się z daleka od obcych psów, odskakuję, gdy widzę ich jęzor i próby polizania mnie.
Nienawidzę pocałunków gdzie indziej niż w usta (ale "mokre" i wpychanie języka w gardło odpadają) oraz w strefę intymną. Wykrzywia mnie, jak ktoś całuje mnie po szyi, czy (nie daj Boże!) uszach - i jeszcze słyszę ten dźwięk. Brrr.
Seks oralny w moją stronę o dziwo mi nie przeszkadza, skupiam się na doznaniach, po wszystkim myję lub wycieram. Kiedy jestem stroną czynną, wszystko jest w miarę ok, dopóki nie skupiam się na ruchach języka lub gdy śliny nie zrobi się nagle za dużo i ścieka... Raz nie udało mi się zdążyć do toalety.
Macie duuużo łatwiej z tymi stopami, wystarczy je umyć raz dziennie i można chować w skarpetach, butach czy pod kołdrą.
Stałam se na peronie, czekając na pociąg. Za mną automat ze słodyczami. Miałam zły humor i potrzebowałam spokoju, a tu nagle słyszę, że ktoś w ten automat z całej siły wali... Odwracam się, a tam chłopczyk, 13/14 lat rozpędza się do następnego ataku na automat. Myślałam, że chce wyłudzić słodycze, żeby o tak, spadły z półki. Więc mówię: ej, kolego, przestań walić w ten automat!
Nagle podchodzi jakąś 18 letnia Pankówa i mówi: odwal się paniusiu! On zapłacił!! Tylko się automat zaciął!! I zaczęła razem z nim w ten automat walić. Głupio mi się zrobiło, nic już nie powiedziałam.
Nagle na przeciwległej stronie wjechał pociąg i Pankówa i chłopaczek mówią: Trudno! Cukierasów nie będzie! I wsiedli do pociągu razem.
Stałam tam jeszcze chwilkę, aż słyszę, że coś w automacie się poruszyło.... Cukierki wypadły... A ja je sobie zabrałam i wsiadłam do swojego pociągu jakby nigdy nic.
Nigdy nie jadłam takich gorzkich cukierków.
Od dziecka mam konkretnie duży nos. Zwracały mi na to uwagę już dzieciaki na podwórku. Dość wcześnie zauważyłem, że jak się przypali od słońca skórę, to potem się ona łuszczy się i schodzi. Jako niezbyt rozumny brzdąc wymyśliłem plan. Regularnie specjalnie stałem na słońcu, żeby sobie przypalić nos, i potem z zapałem łuszczyłem skórę, licząc, że w ten sposób warstwa po warstwie zmniejszę ten wielki nochal. Nie udało się.
Wczoraj robiłem porządek z przeglądarką na naszym domowym komputerze. Chciałem skopiować zakładki do pliku, aby móc go potem zaimportować w nowym programie. Przy okazji zorientowałem się, że moja żona zapomniała dzień wcześniej wykasować historię przeglądanych stron w Internecie.
No, to musiała być ona, bo nie przypominam sobie, abym chciał się dowiedzieć od wujka Google „Jak prowadzić romans, aby mąż nie zorientował się, że masz kochanka”...
Moja przybrana siostra świętuje w tym roku dziesięciolecie abstynencji po przebytym uzależnieniu. Rodzina nie może zrozumieć, że na imprezie nie będzie alkoholu.
Mój dwa lata starszy brat jest chory psychicznie. Widzi osoby, których nie ma, czasami z nimi rozmawia, ale ogólnie to jest coś w stylu, że opisują mu one różne rzeczy, sytuacje i tak dalej.
Nigdy nie próbowały go namawiać do złych czy dziwnych rzeczy (kilku lekarzy próbowało przypisywać mu leki, ale jest on na naprawdę wiele rzeczy uczulony, a takie, które akurat może brać działają tylko negatywnie na jego ciało i nie sprawiają, że wymyśleni ludzie znikają).
Teraz, kiedy jest już starszy, nauczył się odróżniać "wymyślonych ludzi" od tych prawdziwych, ale kiedy był dzieckiem, szło mu z tym znacznie ciężej.
Ogólnie chorobę zdiagnozowano u niego w pierwszej podstawówki. Wcześniej rodzice myśleli po prostu, że ma bardzo dużą wyobraźnię. W każdym razie po tym, jak okazało się, że jest chory, rodzice przenieśli go do szkoły prywatnej ze względu na to, że w pierwszej szkole nauczyciele traktowali go bardzo źle. Wyzywali i zakazywali innym dzieciom z nim rozmawiać, mówiąc, że je "pozaraża" swoim świrostwem (co oczywiście było zupełnie niemożliwe, ale co z tego).
Na mnie samą jego choroba nie miała żadnego większego wpływu, jako dziecko uważałam ją za coś zabawnego.
To była chyba jego druga klasa podstawówki, kiedy przyprowadził do domu koleżankę z klasy. Rodzice byli akurat w pracy, a ja siedziałam większość czasu w swoim pokoju, bo oglądałam bajki, wyszłam tylko kilka razy do łazienki i chyba raz do kuchni po jakieś ciasteczka (brat z koleżanką siedzieli w salonie, który połączony był właśnie z kuchnią).
Nie wiem co strzeliło mi do głowy, ale postanowiłam sobie z mojego brata zażartować.
Kiedy ta koleżanka wyszła, zapytałam go z kim dzisiaj rozmawiał, jak to miałam w zwyczaju, gdy widziałam, że mówi "do siebie".
Do dziś pamiętam, jak stanął jak wryty, a potem spojrzał na mnie z czystym szokiem w oczach.
Pracuję w dużej i znanej firmie. Dobrze zarabiam, mam samochód, ale do pracy jeżdżę codziennie autobusem. Koledzy się ze mnie nabijają, że jestem dusigroszem, ekologiem albo co gorsza hipsterem. Ale prawda jest taka, że tym samym autobusem o tej samej porze jeździ dziewczyna, która mi się bardzo podoba i od kilku miesięcy szukam okazji, aby jakoś do niej zagadać...
Dwa lata temu jechałam na Sylwestra ze znajomymi do Zakopanego. Wyjeżdżaliśmy późno w nocy. Wieczorem wyszłam jeszcze z psem na spacer. Miałam na nogach glany. Kiedy wróciłam do mieszkania, zorientowałam się, że coś jest nie tak. Ubrudziłam dywan brązową mazią i cóż w domu nie pachniało zbyt pięknie. Okazało się, że będąc na spacerze weszłam w jakieś odchody. Mama ostro się na mnie wkurzyła, a jak wiedzą wszyscy posiadacze glanów – dość trudno jest doczyścić ich podeszwy.
Wyszłam na dwór, żeby wytrzeć buty w śnieg. Sama byłam nieźle wkurzona, bo wkrótce miałam jechać na pociąg, a innych zimowych butów nie miałam. Schodząc po schodach, na parterze, rzeczywiście dostrzegłam kilka gówien. Pomyślałam, że to pewnie sprawka nowego psa sąsiadów. Stojąc przed klatką, klęłam pod nosem. Po względnym „wyczyszczeniu” glanów, wróciłam do domu, żeby przepłukać je jeszcze wodą z prysznica. Wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi, a przez wizjer dostrzegłam moją sąsiadkę z parteru. Tuż za nią stał jej mąż.
Nie miałam czasu i ochoty na pogawędki, ale rodzice byli już w piżamach – było po 23-ej – i nie miałam wyjścia, otworzyłam drzwi. To co wydarzyło się potem było tak irracjonalne i abstrakcyjne, że wciąż nie mogę uwierzyć, że działo się naprawdę.
Sąsiadka wrzeszczała na swojego męża, wykrzykując: „Zbyszek, zesrałeś się to teraz przeproś sąsiadkę! Stary chłop, a się zachować nie umie. No zesrał się, zesrał, nie dobiegł do domu i się na klatce zesrał, a pani w to weszła to przyszliśmy przeprosić! No Zbyszek, do jasnej cholery, przeproś panią!”. A Zbyszek stał tylko ze zwieszoną głową i miałam wrażenie, że zaraz się rozpłacze…
Jestem mężatką i od jakiegoś czasu czuję, że to małżeństwo nie jest dla mnie. Mój mąż jest wspaniałą osobą, która kocha mnie jak nikt. Udowodnił mi to wiele razy.
Dlaczego wyszłam za mąż? Wyszłam za tego wspaniałego człowieka, ale z tyłu głowy miałam też (no cóż, młoda byłam) tę przyjętą prawdę, że ''najgorzej jest być samym na starość'' albo ''im będziesz starsza, tym ciężej będzie ci kogoś znaleźć''.
Niedawno zaczęło do mnie dochodzić, że ja i mój mąż jesteśmy zupełnie różni.
Na początku mnie to fascynowało, że się tak różnimy, w końcu ''przeciwieństwa się przyciągają''. Teraz staje się to coraz bardziej męczące, a przyczyną tego jest... moja natura.
Jestem bardzo spontaniczną, otwartą i, można powiedzieć, przebojową osobą. Do tego nerwową! Momentalnie odnajduję wspólny język z ludźmi. I właśnie to daje mi taki impuls. Uwielbiam poznawać nowych ludzi, nieważne jakiej płci. Najczęściej się to działo, kiedy podróżowałam (byłam wtedy stanu wolnego). Zauważyłam, że ciężko mi kogoś do siebie dopuścić bliżej (cóż, dzieciństwo i lata młodości dały mi w kość), że lepiej jest mi rozmawiać z ludźmi, którzy są dla mnie prawie nieznajomi. Oprócz tego jestem bardzo spontaniczna, ale przy tym odpowiedzialna.
Mój mąż jest spokojny i trochę mniej spontaniczny. Do tego nie lubi, kiedy rozmawiam z innymi facetami. Kiedy nasz związek stawał się coraz bardziej poważny, przejrzał moich znajomych na portalu społecznościowym i wypytywał, co mi daje rozmowa z tym czy tym człowiekiem (płci męskiej oczywiście). Prosił mnie o zerwanie kontaktu z niektórymi osobami (również płci męskiej, chociaż dla mnie to nie jest problem rozmawiać z mężczyzną i być w związku w tym samym czasie).
Mimo wszystko mój mąż obudził we mnie uczucia, dopuściłam go bliżej do siebie... I teraz coraz bardziej się zastanawiam, czy to dla mnie.
Tęsknię za moim starym życiem, gdy na spontanie kogoś poznawałam, robiłam sobie wypady w różne miejsca... Lubię być sama. Nie mam dzieci i nie chcę mieć, bo czuję się najlepiej w swoim towarzystwie.
Kiedy jestem wolna, jestem o wiele bardziej produktywna.
Niestety, kiedyś uwierzyłam w te przyjęte ludowe wierzenia, że ''tylko miłość daje szczęście'' czy ''bycie samemu jest najgorsze''.
Mój mąż jest naprawdę wspaniały, ale z każdym dniem coraz bardziej mi go szkoda. Szkoda mi go, że marnuje się przy mnie. Nie chcę się nad sobą użalać, tylko stwierdzam fakt. Boję się go zostawić, bo się załamie. Mówiłam mu o tym, że myślę o rozstaniu, ale on mnie tylko wysłuchał i dalej nie ciągnął tematu.
Nienawidzę tych ''prawd objawionych'', w które uwierzyłam będąc nastolatką. Teraz widzę jak bardzo trują one życie i nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.
Chciałbym serdecznie pozdrowić ludzi, którzy za nic mają dzisiejsze zasady.
Jestem kierownikiem sklepu. Przez niego przetacza się tysiące osób. Większość nosi maseczki, niestety zdarzają się tacy, którzy mają nasze zdrowie gdzieś. Rozumiem, że niektórzy nie mogą. Nie mamy prawa tego weryfikować, dlatego tylko zwracałem uwagę. Odpowiedzi klientów? Nie mogą, bo maja astmę. Okej, ale chyba osoba chora na astmę nie może palić papierosów?? Takich ludzi są setki.
Piszę to wyznanie ponieważ jestem chory na covid. Dopiero dzisiaj mi na tyle przeszło, aby napisać cokolwiek. Przez trzy dni dosłownie umierałem. Mój sklep jest nieczynny. Wszyscy na kwarantannie lub chorzy jak ja. Ochrona powiadomiła mnie, że strasznie dużo ludzi odbija się o zamknięte drzwi. I gdzie teraz zrobią zakupy (najbliższy sklep 20 km dalej)? Szczerze, jak dla mnie, to choroba do przejścia, tylko dlaczego przez głupotę i wymówki innych ja musiałem cierpieć i dalej się męczyć?Ktoś powie, że cały ten covid to nic takiego, propaganda polityczna albo co gorsza, że mogę zmienić pracę. Ale ją lubię. Może lubiłem? Po wyzdrowieniu składam wypowiedzenie. Zresztą reszta ekipy również. Ciekawe jak otworzą sklep, jak pracowników braknie (a ekipa zgrana, a sklep jeden z największą sprzedażą).
Jak to w Polsce - każdy jest lekarzem, prawnikiem, politykiem itd. Dlatego apel: jeśli jakiś wykształcony człowiek mówi, że coś trzeba nosić dla bezpieczeństwa, to stosujcie się do tego. Gdyby to nic nie dawało (te maseczki), to by tak na nie nie naciskali. A jeśli już to nie wystarcza, to gdy czujesz się źle, to nie wychodź z domu.
Dodaj anonimowe wyznanie