#rJOg5

Kilka lat temu przeszłam na wegetarianizm i od tamtej pory zaczęły się moje problemy z wypróżnieniem. Potrafiłam nie robić kupy nawet 5 dni albo załatwiać się bobkami, jak królik. Próbowałam wszelkich domowych jak i medycznych sposobów, modyfikowałam dietę i jedyne co osiągnęłam to kupa na 3 dni.

Któregoś dnia, niedługo po lockdownie, kolega z pracy, będący ogromnym fanem NOSPR, żalił się z powodu odwołania wyczekiwanego koncertu. Postanowił, że w zamian za to troszkę nas "odchami" i za grupowym przyzwoleniem będzie puszczać muzykę klasyczną przez godzinę dziennie. Włączył "Wiosnę" Vivaldiego, a moje jelita na pierwszy dźwięk skrzypiec zaczęły wariować. Prawie wybiegłam do toalety i była to najlepsza kupa od czasów mięsożernych.
Od tamtej sytuacji każdy poranek zaczynam od 4 pór roku i nie miałam dnia bez cudownego wypróżnienia. Boję się chwili, w której mój odruch warunkowy zadziała w najmniej odpowiednim czasie i miejscu.

PS Żaden inny artysta ani utwór nie działają.

#wxGMa

Mam 16 lat. Od roku byłam w bardzo szczęśliwym związku. W moim domu nigdy się nie przelewało, rodzice nie pracują, ale dorabiają na wszystkie możliwe sposoby, ja również od 12 roku życia każde wakacje spędzam w pracy. W warunkach najlepszych oczywiście tez nie mieszkamy, ale najważniejsze ze mamy gdzie spać i co zjeść, jakoś nigdy nie potrzebowałam niczego więcej.

No ale do rzeczy, mój (już były) chłopak ma 20 lat. Super dom, samochód, ma dosłownie wszystko dzięki bogatym rodzicom. Na początku nie wierzyłam ze może nam się udać, wytłumaczyłam mu nawet sytuacje i stwierdził, że przesadzam i na pewno nie jest tak źle, a poza tym on mnie przecież kocha i nie interesuje go to ile mam pieniędzy. Moi rodzice byli nim zachwyceni. Dla nich, jak i dla mnie był ideałem. I nie chodzi tu oczywiście o pieniądze czy wygląd, ale o charakter. Pierwsze miesiące związku mijały świetnie, często bywałam u niego w domu, w sumie praktycznie co weekend. Natomiast on u mnie nigdy. Wstydziłam zaprosić się go do siebie. Mimo tego ze mnie kochał i byłam tego pewna, strasznie się wstydziłam. Po pól roku zaczął naciskać, żeby iść w końcu do mnie. Odkładałam to w nieskończoność, po prostu miałam takie przeczucie że tak będzie lepiej.

W końcu jakiś miesiąc temu zaprosiłam go do siebie. Wszystko wysprzątane, wymyte, no żeby chociaż to jakoś wyglądało. Moja mama zrobiła świetny obiad, nawet nie chcę pytać ile wydała na to wszystko pieniędzy. No okej, przyjechał, pojechał, cieszyłam się że mam to już za sobą. Nie odzywał się do końca dnia, ale pomyślałam ze jest zajęty.

Kiedy wstałam na następny dzień, dostałam tylko smsa:
"Sorry, ale nie możemy być razem. Chyba do siebie nie pasujemy. Wiesz, żyjemy w trochę innych światach. Fajna z Ciebie dziewczyna, ale no, wiesz jak jest... Zresztą, moi rodzice i kumple od zawsze mówili, że jesteś dla mnie za biedna. Przykro mi, ale nie odzywaj się do mnie więcej. I jak możesz to oddaj mi wszystko co Ci kupowałem, no oprócz bielizny. Chyba o oddaniu kasy za perfumy nie muszę Ci przypominać. Ja te Twoje pseudo prezenty zostawiłem w Twojej szafie. Szczęścia w życiu, mała. I nie szukaj więcej miłości w wyższych sferach, bo to nie dla Ciebie ;)"

I wiecie co? Najgorsze jest to, że nigdy w życiu nie myślałam o tym, żeby mieć z tego związku jakiekolwiek korzyści materialne. I nie rozumiem tego człowieka, skoro dobrze wiedział, że nie mam zbyt ciekawej sytuacji w domu. Chyba nigdy nie zrozumiem jak można być takim dupkiem.

#rZTY7

Mając jakieś 5 lat, byłam z rodzicami na festynie w naszej miejscowości. Odbywała się tam konkurencja 3 drużyn: czerwonej, zielonej i niebieskiej. Zawodnicy biegali, coś przenosili na czas, była konkurencja ze skakanką. Mimo że stałam z rodzicami z przodu widowni, nie skupiłam się na tym, co się działo na boisku. Skupiłam się natomiast na ślicznej cekinowej torebce, mieniącej się wszystkimi kolorami tęczy, należącej do pani, która stała obok.
Nagle podszedł do mnie pan wodzirej całej imprezy, przyłożył mi mikrofon do ust i zapytał "Jak masz na imię, dziewczynko?". Odpowiedziałam, że Ania. "Aniu, masz decydujący głos, powiedz, która drużyna wygrała?" Ja zmieszana, zawstydzona, przestraszona, bo przecież nie przyglądałam się szczególnie poczynaniom drużyn, ale powiedziałam "Niebiescy" (tylko dlatego, że lubiłam kolor niebieski).

Niebiescy oczywiście okrzyki radości. Spora część widowni niby klaskała, ale słyszałam pojedyncze głosy "Cooo? Byli najgorsi!", "Ślepa ta gówniara?", "Powinni wygrać czerwoni", kilka osób gwizdało, ale wodzirej imprezy jak to wodzirej "Super, bawimy się, brawo dla zwycięzców, gratulacje"...

I na tym mogłoby się to zakończyć, gdyby nie fakt, że czułam się z tym wszystkim bardzo źle.
Resztę czasu na festynie byłam przybita, miałam poczucie, że może wyrządziłam krzywdę innym uczestnikom, może będą mieć do mnie pretensje oni i inni ludzie z widowni. Bałam się nawet patrzeć na tych ludzi. Marudziłam rodzicom, żeby wracać już do domu, ale oni chcieli jeszcze zostać.
Kulminacją był moment, gdy do taty podszedł pan z zielonej drużyny. W myślach widziałam jak wyrzuca mi niesprawiedliwy werdykt, już prawie się rozpłakałam, ale okazał się on być kolegą taty z pracy, więc chwilę pogadali i poszedł sobie jak gdyby nic.

Dziś nawet się z tego śmieję, bo wiem, że której z drużyn bym nie wybrała, zawsze pojawiłyby się w tłumie głosy niezadowolonych, ale wtedy dla mnie była to bardzo trudna sytuacja bo (w moim poczuciu) miałam decydować o czyimś życiu i śmierci, niosłam ciężar strachu, niepewność, czy to była dobra decyzja, czy nikt mnie teraz nie zlinczuje, czy nikt publicznie nie powie "to przez ciebie przegraliśmy". Ech... co te dzieci mają w głowach ;)

#Z8xMJ

Pewnie większość z Was, jak nie wszyscy, kojarzy historię, w której mężczyzna daje swojej kobiecie bukiet róż, w tym jedną sztuczną, i mówi, że będzie z nią, dopóki wszystkie róże nie zwiędną. Podobna historia przydarzyła się mi.

Miłość jak z bajki, fajerwerki uczuć, co zaowocowało wkrótce ciążą. Gdy ukochany się o niej dowiedział, przestraszył się i trochę wycofał. Bardzo mnie to zabolało, a jak wiadomo - początki ciąży wiążą się z ogromną burzą hormonów, więc były łzy, kłótnie, po prostu awantury. 

Pewnego dnia on przyszedł do mnie z imponującym ilością kwiatów bukietem. Powtórzył formułkę ze wstępu (na bank zaczerpniętą z internetu, bo romantykiem nigdy nie był), dodając, że dopóki wszystkie nie zwiędną, zaopiekuje się mną i dzidziusiem.

A tu niespodzianka dla Was: WSZYSTKIE róże były prawdziwe :) 

W ten sposób płodziciel się ulotnił, z tego co mi wiadomo do innego kraju. Zero kontaktu, nie mówiąc już o alimentach dla naszego synka.

Brawa dla "najlepszego" ojca 2015 roku!

#ZLQJB

W 1 klasie podstawówki chodził ze mną do klasy taki chłopak (nazwijmy go Maciek). Miał się przeprowadzić do Francji. Mówił nam jakieś słowa po francusku i nas tego uczył.
No i wyjechał.

Niedawno rozmawiałem z Maćkiem na facetime. Doszło do tego, że wspominaliśmy stare czasy. I ja nagle wyskoczyłem z takim: "Pamiętam, jak uczyłeś nas francuskiego". Wtedy on popatrzył na mnie jak na wariata.

Okazało się, że to był mój kolejny bardzo realistyczny sen, który pomyliłem z rzeczywistością.
Czułem zażenowanie.

#SGWON

Działo się to kilka ładnych lat temu. Miałam gdzieś 20 lat i marzyłam o pięknej, romantycznej miłości. Postanowiłam nieco pomóc szczęściu i szukałam jej w Internecie.

Teraz parę słów o mnie. Zawsze uważałam się za dość atrakcyjną osobę, ale oczywiście bez przesady. Kompleksy są i były, ale jednocześnie wiedziałam, że nie jestem brzydka czy zaniedbana. Taka o zwykła blondynka, szczupła, nie za wysoka, z przeciętną raczej twarzą.

Wróćmy tutaj do mojego upartego poszukiwania miłości w otchłani wirtualnej. Nareszcie znalazłam! Jaki to był intrygujący dżentelmen! W dodatku wrażliwy! Kiedy wymieniliśmy się numerami, przez dwie godziny opowiadał mi łzawą historię, jak to zakochał się w idealnej dziewczynie, ale niestety miała chłopaka, a kiedy znalazł kolejny ideał, niestety też była zajęta. Odtąd nie wierzy w miłość, a kobiety są takie okrutne. W mojej głowie już zrodził się scenariusz, jak będę dla niego podporą, pomogę uporać się z traumą, a następnie będziemy żyć długo i szczęśliwie. Pisaliśmy, gadaliśmy i wreszcie... Spotkanie! Czyli jestem o krok bliżej do naszego ślubu! Cieszyłam się niezmiernie, ale on nieco ostudził mój entuzjazm, kiedy stwierdził, że od razu ostrzega, że jest bardzo wymagający, jeśli chodzi o wygląd i jeśli choć jedna mała rzecz mu się nie spodoba, to się pożegnamy. Oj, zapaliła mi się lampka ostrzegawcza i alarm, że to być może nie mój książę z bajki, a zwykły burak, ale zignorowałam to.

Na spotkanie przyjechał dwudziestoparoletni chłopak z wyraźnym trądzikiem, sporą nadwagą i był dość zaniedbany. No nic, przecież tak chcę go poznać. Chłopak początkowo mi się przyglądał, a potem dał mi do zrozumienia, że nic z tego nie będzie. Czarna rozpacz. Ale dlaczego? Odpowiedział z pretensją "mówiłem ci, że jestem bardzo wymagający". No ledwo powstrzymując się od płaczu spytałam, co takiego mu nie odpowiada. "Och, to drobnostka, ale nie wyjawię tego, bo będę miał wyrzuty sumienia". I było po spotkaniu. Płakałam dobry tydzień.

Od tamtego momentu trochę minęło, teraz mam narzeczonego i spodziewamy się córeczki. Ostatnio przypomniał mi się ten mały epizod z mojego życia i aż się uśmiechnęłam. Jednocześnie jednak nieco przeraziło mnie to, że mogłam nie być jedyną taką naiwniaczką, a ktoś mógł to przeżyć o wiele wiele gorzej ode mnie.

#8fVNB

Mieszkam w Wielkiej Brytanii i tutaj bardzo hucznie obchodzony jest Światowy Dzień Książki. Z tej okazji do szkoły mojego syna (6 lat), w której też uczę, przyszli policjanci poczytać bajki.

Nauczyciele zebrali w głównej hali klasy 1-4. Byli obecni wszyscy nauczyciele z tych klas, nauczyciele wspomagający, zakonnice-katechetki i nasz ukochany, nieco fajtłapowaty proboszcz, spokojnie popijający sobie kawkę przed swoim występem czytania dzieciom bajek.

Na koniec przemili panowie policjanci pytają, czy ktoś ma jakieś pytanie. Zgłosił się mój syn. Pan policjant z uśmiechem spytał:
- To co chciałbyś nam powiedzieć?
Na co mój rezolutny syn wypalił:
- A moja mama też ma takie kajdanki jak ty, tylko trzyma je w szufladzie.

Ja czerwona, policjant ryknął śmiechem, a ksiądz zakrztusił się kawą. Chyba koleżanki z pracy nieco inaczej mnie teraz postrzegają...

#jJtLq

Gdy byłam mała mieszkałam w małej wiosce, gdzie każdy każdego znał. W wieku zbliżonym do mojego była jeszcze jedna dziewczynka, ale rzadko spędzałyśmy razem czas. Znacznie bardziej wolałam towarzystwo moich starszych kuzynek (16-17 lat) i ich koleżanek.
Pewnego razu gdy poszłyśmy z kuzynkami na spacer, one poruszyły temat chłopaków, miłości, zakochania. Pamiętam, że słuchałam ich wtedy z ogromnym skupieniem i doszłam do wniosku, że fajnie byłoby mieć chłopaka: osobę, która sprawi, że będę szczęśliwa tak jak moje kuzynki. W mojej głowie pojawił się pomysł znalezienia chłopaka, a że w wiosce nie było chłopców, którzy mi się podobali, musiałam szukać szczęścia gdzie indziej.
Zabrałam telefon rodziców, schowałam się w swoim pokoju i zadzwoniłam na pocztę głosową. Od razu odebrał mężczyzna o bardzo pięknym głosie "Dzień dobry, tutaj poczta głosowa (...), aby sprawdzić stan konta wciśnij 1 (...)", na co ja swoim dziecięcym, zalotnym głosikiem powiedziałam "Wiem, że jesteś zapracowany, ale chciałam cię tylko zaprosić na randkę. Daj znać, jak skończysz pracę"...

Do randki oczywiście nigdy nie doszło. Niestety, całą historię usłyszeli rodzice i jest czasem wspominana na spotkaniach rodzinnych, zaraz po pytaniu, czy kogoś już mam :)

#o2hQR

Znacie randki w stylu amerykańskim, kiedy na trzeciej randce dochodzi do mocnego zbliżenia? Opowiem wam moją historię w stylu ponad amerykańskim.

Historia wydarzyła się 2 lata temu w lato, kiedy miałem mocne bóle brzucha i wyrzucało ze mnie tyłem nie to co powinno. Wobec tego udałem się do szpitala i lekarz zalecił gastroskopię i kolonoskopię. Wyobraźcie sobie moją minę kiedy dowiedziałem się, że najpierw w moim otworze gębowym ma się znaleźć ogromna rura, a potem w moim szanownym odbycie. Po wstępnym uspokajaniu przez panią doktor, wskoczyłem do łoża szpitalnego i czekałem na wyrok.

Po pewnym czasie na sali znalazło się 5 młodych stażystek i zaczęły mi robić ankietę. Bardzo miło mi się opowiadało o tym, że sram krwią dziewczynom w moim wieku. W tej grupce znalazła się ona... Piękne oczy, figura jak butelka coca-coli i piękny uśmiech. I śliczne próby zamaskowania śmiechu podczas mojej ankiety...

Kiedy wszystkie wyszły, po pewnym czasie wróciła ona i zaczęła ze mną rozmawiać o mnie itp., potem o niej. Zanim wyszła spytałem się, czy spotkamy się jeszcze, ona odpowiedziała, że chętnie. W drzwiach dodała, że to ona będzie przeprowadzać zabieg w ramach nauki i że to będzie jej pierwszy raz.

Kiedy poszedłem na salę operacyjną i przywdziałem piękny szlafroczek z dziurą na odbycie, zobaczyłem ją jak się szykuje do wjazdu. Kiedy się położyłem i zacząłem zasypiać od leków, ostatnie co zobaczyłem to ona z ogromną rurą...

Obudziłem się w sali dla wycieńczonych szpitalnymi doznaniami - nie było nikogo. Po kilku godzinach wyszedłem i nawet jej nie zobaczyłem.

Co do randek w stylu amerykańskim: jestem chyba jedynym chłopakiem, który został wyruchany i zostawiony na pierwszej randce nawet bez listu, że nic z tego nie będzie...
Dodaj anonimowe wyznanie