#WzonZ

Niedawno przyjechałem w rodzinne strony, do Poznania. Spotkałem się na piwku z kumplami, fajnie było, postanowiliśmy się przejść. Lekko podpici, wesoło tuptamy sobie Starym Rynkiem.
Nagle widzimy jego... Nasz stary znajomy, Precel! Podbiegamy od tyłu do kurdupla, bierzemy go we trzech na ręce i z bananami na ryjach krzyczymy "Preclu, kochany nasz, tęskniliśmy!".
Wtedy ogarniamy, że... to nie Precel. Przerażony facet patrzy po nas. Jeden pali buraka, dwóch pozostałych głupio rży ze śmiechu.
Odstawiliśmy biedaka na ziemię, grzecznie przeprosiliśmy.
Z jego perspektywy też musiało to nieźle wyglądać: trzech wielkich brodaczy podniosło jego, małego nieszczęśnika, i nazwało Preclem.

Przepraszamy, prawie Preclu.

#cFHH0

W gorące noce kładłam się bez niczego na zimnej pościeli, okna otwierałam na max i chłodziłam tak swoje ciało. Tamtej feralnej nocy zrobiłam to samo.

Ze snu wyrwało mnie bolesne szarpanie w okolicach podbrzusza... Wszystko działo się bardzo szybko. Spanikowałam i zaczęłam krzyczeć. Było ciemno, więc wstałam i chciałam zapalić światło, lecz mama była szybsza. Wbiegła do pokoju, zapaliła światło i zobaczyła swoją córkę, która stoi rozkraczona z bardzo mocno wplątanym nietoperzem.
Same nie potrafiłyśmy go uwolnić, więc ubrałam jakąś zwiewną, letnią sukienkę i pojechałyśmy do szpitala.
Widok płaczącej dziewczyny nie zrobił wrażenia, ale piski i dziko ruszająca się sukienka w okolicach bikini wprawiała w zdziwienie.
Lekarzy rozrywało ze śmiechu, gdy mnie ratowali.
Ostatecznie: nietoperz został uwolniony, a ja zostałam dwa dni w szpitalu z podrapaną kobiecością, ogromnym wstydem i ksywką "nietoperek".

#2ZirG

Gdy miałam 8 lat, na Dzień Dziecka dostałam od rodziców zabawkowy zestaw do makijażu. Składał się z kolorowych cieni do powiek i prawie bezbarwnych pomadek do ust. Ucieszona ja postanowiłam od razu go wypróbować. Umalowana poleciałam pochwalić się rodzicom. Mój  tata spojrzał na mnie z obrzydzoną miną i skomentował "wyglądasz jak dziwka".

Nie przeprosił, nigdy nie przeprasza, chociaż byłoby za co. A ja do tej pory czuję się jak idiotka w jakimkolwiek makijażu.

#aQlba

Mam 17 lat i rok temu urodziłam syna. Tak, wiem, niektórzy teraz pewnie zwyzywają mnie od najgorszych, ale już się przyzwyczaiłam. Bardzo często wychodząc na dwór z dzieckiem słyszę od ludzi bardzo złośliwe komentarze. Zarzucają mi, że nie mogę być dobrą matką, bo jestem za młoda. Jedna kobieta stwierdziła nawet, że mojemu dziecku "lepiej byłoby w domu dziecka niż z taką patolą". Jak mój syn był mniejszy, to bardzo często ludzie (najczęściej stare babcie) zaglądali mi do wózka i krytykowali np. "a dziecko to nieodpowiednio ubrane jest na taką pogodę". Jest mi bardzo przykro, kiedy ludzie mówią źle o mnie, szczególnie że w ogóle mnie nie znają.

Chcecie wiedzieć, jaka jest prawda?
Otóż w wieku 15 lat zostałam zgwałcona. Zaszłam w ciążę i pomimo tego, że dziecko przypominałoby mi o moim bólu, zdecydowałam się je urodzić. Mając 16 lat urodziłam. Musiałam połączyć szkołę z macierzyństwem. Dałam radę sama. Moja mama w ogóle mi nie pomagała. Nie miałam nikogo do pomocy. Przeszłam na nauczanie indywidualne, inaczej bym sobie nie poradziła.

Kocham mojego syna najbardziej na świecie i nigdy nie dałabym mu zrobić krzywdy.
Przykre jest to, że ludzie oceniają innych nawet ich nie znając. Nie jestem typową dziewczyną, która puszcza się w wieku 16 lat, a później dumnie robi sobie selfie z brzuszkiem. Nie piję alkoholu, nie palę papierosów. Tak że wiedzcie, że są na tym świecie młode mamy, które potrafią się zająć swoim dzieckiem i nie są patologią.

#eRCcx

Kiedyś miałem taki okres z życiu, że sporo przeklinałem. Ojciec, który jest policjantem, aby mnie oduczyć wypisywał mi mandaty. Łącznie jakieś 3 sztuki. Myślałem, że to były takie żarty. Dziś dostałem list z urzędu skarbowego, że sprawa za niezapłacone mandaty trafiła do nich. Jakie mandaty, do cholery?!

Ano te mandaty, co mi szanowny tatuś kiedyś wlepił.


Dzięki, tato!

#ielMP

Historia moja przydarzyła się jakieś 5-6 lat temu. Miałam wtedy około 10 lat. Co roku jeździłam do dziadków na wieś, czasem na cały miesiąc. Z racji że prowadzili oni dość duże gospodarstwo rolne, pomagałam im podczas karmienia, dojenia, prowadzenia na pastwiska. Jeśli teraz coś jecie, to na moment proponuję przestać ;)
Akcja skupi się na krowach, bo to ich było najwięcej.

Rok 2005, w codzienność owego gospodarstwa weszła metoda zapładniania krów metodami zewnętrznymi, nie trzeba było wozić byków dziesiątki, setki kilometrów, tylko pobierano od nich nasienie i przewożono je do naszych krów w celu krycia. Chciałabym zaznaczyć, że to wtedy jeszcze było na niskim poziomie w Polsce i robiono tak, jak się uważało za słuszne. Ale nie będę tłumaczyć. Dopowiedzcie sobie ;)

Przez te marne parę lat życia nauczyłam się, że sklepowe mleko nie pachnie jak jest dobre, jest tylko barwy białej; ewentualnie jak jest zepsute strasznie śmierdzi. Ze swojskim mlekiem było inaczej; dało się wyczuć naturalny "aromat" i od razu się takiemu dziecku (mi) uszy trzęsły. Kocham wiejskie mleko, ale w mieście mało gdzie można takie dostać. Na wsi piłam je litrami.

Pewnego dnia zebrało mnie na płatki z mlekiem, wiec sięgnęłam po swoje ulubione kulki czekoladowe i nasypałam do miski. Otworzyłam lodówkę w celu znalezienia mleka. Szukam, szukam, a tu mleczka brak. Zazwyczaj stało w plastikowej butelce w bocznych drzwiach. Nagle... patrzę - na najwyższej półce coś białego, zbliżonego do mleka, leży zamknięte w słoiku owinięte reklamówką. Co ja mała mogłam się zastanawiać. Mleko to mleko. Otworzyłam, powąchałam, bez żadnego smrodku czy zapachu. Pewnie kupione - pomyślałam. No i wlałam je do chrupek, zjadłam, ale jakieś takie hmm... słonawe było? Takie zamglone, ale z kulkami akurat.

Wyobraźcie sobie minę dziadka, który przyszedł po słoik, który był pusty. To nie było mleko. To był "sok z byka". Na szczęście nie sprowadzany, tylko od naszego byka, miał iść na wymianę, a lodówka w pomieszczeniu gospodarczym się zepsuła.
Nie pamiętam jego barwy i smaku tak dokładnie, przez co mogę się jeszcze nacieszyć dzieciństwem i nigdy w życiu już nie napiję się mleka ze słoika.

Taka tam wiejska opowiastka. Ciiii... tylko dziadek z babcia owym wiedzą i sąsiad, który po to przyszedł.

#veDq0

Kilka dni temu miałem wypadek samochodowy. Jestem świeżym kierowcą, na dodatek jeżdżę samochodem rodziców. Wypadek - zdarza się. Ale co w tym anonimowego? Ano to, że po wyjściu o własnych siłach z samochodu i stwierdzeniu, że z furą wszystko OK (nie dymi, nie leje się benzyna, nie widać nic połamanego itd.), chociaż bez pomocy się nie obejdzie, zadzwoniłem do taty i udawałem spanikowanego (prawie płakałem), żeby tylko nie nakrzyczał na mnie za to, co zrobiłem.

#QDmaN

Po roku studiów nadziwić się nie mogę, na jakich życiowych przegrywów rodzice wychowują swoje dzieci. Kilka przykładów?

1. Pewnego dnia dzwoni do mnie mama znajomego, który poszedł na studia do tego miasta co ja.
Odbieram. W słuchawce słyszę:
- Mogłabyś zawieźć Piotrka do lekarza? Oddam ci za paliwo.
No to jadę po chłopaka, pewnie coś poważnego się stało. Połamał się albo rozciął coś i sam nie może dotrzeć ani do mnie zadzwonić i poprosić o przysługę. Na pewno jakiś wypadek w domu.
Na miejscu - Piotruś zasmarkany. Stos chusteczek, gorąca herbatka i obolałe gardełko.
Facet 20 lat nie wiedział, jak samemu zarejestrować się w przychodni i umówić wizytę.

2. Sylwia nie mogła przez trzy godziny trafić na stancję, bo rozładował jej się telefon i nie mogła sprawdzić w GPS, w którą stronę iść. Wstydziła się zapytać ludzi o drogę.

3. Daniela zalała podłogę, ponieważ nie wiedziała, że mokrego mopa należy po sprzątaniu wykręcić i odwiesić nad wiadrem, żeby z niego nie kapało.

4. Kamil (który studiuje dziennikarstwo i komunikację społeczną) przed inauguracją stał na korytarzu, a jego mama pytała innych studentów, jak dotrzeć do auli, bo on się "wstydkał".

5. Paweł nie zatrudnił się w Empiku, bo nie wiedział, gdzie ma zanieść podanie o pracę.

6. Ala nie ogarnia dlaczego zawsze brakuje jej pieniędzy, mimo że nie imprezuje. Wciąż nie doliczyła się, że jeśli codziennie będzie robiła "drobne" zakupy w Żabce i codziennie jadła obiad w restauracji, to wyjdzie jej to o wiele drożej niż jedne większe zakupy raz na tydzień w Biedronce.

7. Łukasz przyniósł na WF zwolnienie od mamy. Nie mógł ćwiczyć z powodu złego samopoczucia.

8. Bartek wyrzucił patelnię, bo zaschły na niej resztki jajecznicy i nie mógł jej umyć.

9. Parze (bawiącej się w dom na koszt rodziców) rodzice osobiście płacą rachunki. Tak, nie potrafią pójść z druczkiem do banku/na pocztę/ wklepać dane w internet, żeby zrobić to samodzielnie.

10. Agnieszka do dziś nie korzysta z biblioteki, ponieważ książek z półki nie podaje już pani bibliotekarka.

11. Milena i jej współlokatorka przez rok nie wyszorowały toalety, bo je to brzydzi.

Za to wszyscy z wymienionych powyżej wiedzą, jak się napić, jak sypiać z innymi i jak narzekać, że sesja jest trudna, oj joj joj.

#VDSgM

Bohaterką tej sytuacji nie jestem ja, a moja przyjaciółka, Ania, która wyraziła zgodę na opisanie jej. Ma ona 17 lat, mieszka wraz z bratem (14 lat) oraz mamą - ojciec nie mieszka z nimi. Brat jakiś czas temu wkroczył w okres dojrzewania, co zaczęło się objawiać u niego dziwnymi komentarzami na temat jej ciała np. "ale ci cycki urosły". Jest to dla niej niekomfortowe, zaś jeszcze bardziej dobiła ją rozmowa, którą odbyła jakiś czas temu z mamą. Ania jest mocno zainteresowana sportem, ćwiczy kilka razy w tygodniu, a ze względu na wygodę robi to w staniku sportowym i krótkich spodenkach. Nie paraduje w tym stroju po domu, aczkolwiek zdarza jej się pójść tak ubraną do kuchni po szklankę wody. Mama zasugerowała jej, iż nie powinna tak się pokazywać bratu, bowiem jest on dojrzewającym mężczyzną i ten widok działa na niego i wywołuje u niego pewne myśli. Ania jest zniesmaczona tą sytuacją, która według mnie jest nieco patologiczna. Jaki brat postrzega swoją siostrę, z którą mieszka od urodzenia, przez pryzmat seksualny?

#cVxaU

Chodzę do klasy, gdzie jest dwudziestu sześciu chłopaków, ja oraz moja koleżanka.
Warto dodać, że nauczyciel matematyki jest (a raczej był) na nas dwie wyjątkowo cięty, gdyż "to nie jest profil dla dziewuch". Często stawiał nam jedynki za różne pierdoły typu "zrzucenie piórnika na podłogę podczas sprawdzianu". Jakoś to życie nam się toczyło, twarde z nas dziewczyny, więc też "jechałyśmy po nim równo". Do czasu.

Pewnego marcowego dnia, podczas lekcji matematyki Kaśka poczuła potrzebę zmiany podpaski, normalna sprawa. Poprosiła pana Michała o pozwolenie do wyjścia do toalety. Ten niestety stwierdził, że "mogła iść sikać ma przerwie" (nie wiedział o co chodziło).
Koleżanka zaczęła się denerwować, więc otwarcie powiedziała, że musi zmienić pilnie podpaskę. Psorek ją wyśmiał i dodał, że gdyby to było naprawdę ważne, to zmieniłaby w klasie nie pytając go o zdanie. W Kaśce się zagotowało. Wyjęła z plecaka podpaskę, poszła na koniec klasy, ściągnęła spodnie (miała długą męską koszulkę tego dnia, więc nie było niczego widać) i jakby nigdy nic odkleiła zużytego "pampersa", po czym zamontowała nowego. Cała klasa w szoku, z nauczycielem na czele, a ja ledwo co dusiłam śmieszek.

Kaśka podciągnęła się i pokazowo przeszła obok pana Michała, prosto do kosza.
Chłopaki zaczęli bić brawo i gratulować, a nauczyciel zzieleniały ze złości wydukał tylko "przecież mogłaś wyjść do toalety".

Cóż, pan Michał do końca roku był dla nas miły i nawet traktował nas jak ludzi.

Jaki z tego morał? Nie zadzieraj z dziewczynami ;)
Dodaj anonimowe wyznanie